Pokazuje: 1 - 9 of 9 WYNIKÓW
Europa Litwa Wilno

Pałac biskupów wileńskich w Werkach – atrakcja Wilna, której prawdopodobnie nie znasz!

Wilno odwiedzam przynamniej kilka razy w roku ze względu na badania, które prowadzę w archiwach. W końcu doszłam do momentu, gdzie większość głównych atrakcji już dobrze znam i postanowiłam poszukać czegoś nowego, co nie okazało się proste. Do innych miejscowości poza Kownem i Trokami dojazd jest długi jeśli nie posiadamy własnego samochodu, a nie mogłam …

Opolskie Polska

Pałac w Kopicach – miejsce, którego możesz już niedługo nie zobaczyć!

To jedno z cudeniek w województwie opolskim, które musisz zobaczyć z konkretnego powodu. Niedługo go po prostu nie będzie! Znajdujący się aktualnie w prywatnych rękach pałac słynnego śląskiego rodu Schaffgotschów pochodzących z Frankonii jest kompletnie zrujnowany. Dojazd do Kopic Kopice to niewielka miejscowość w województwie opolskim, w powiecie brzeskim. Od Opola dzieli je jakieś 40 kilometrów. …

Dolnośląskie Polska

Zamek w Sarnach na Dolnym Śląsku – mała miłość od pierwszego wejrzenia

Dokładne zwiedzanie Dolnego Śląska rozpoczęłam już kilka lat temu, ale co krok odkrywam coraz większe skarby. Jednym z nich jest Pałac w Sarnach, który szczególnie zapadł w mojej pamięci. Dlaczego? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Może urzekła mnie pyszna kawa i ciasto w tutejszej restauracji, uśmiechnięta Pani za ladą, spory kompleks pałacowy, który można samodzielnie odkrywać (jeśli dobrze „zabłądzicie” traficie na przepiękną kaplicę), a może niewielki park skąd rozpościera się piękny widok na dwór Sarny. Wiem jednak jedno, to miejsce ma swojego niepowtarzalnego „ducha”, czujesz go, gdy tylko przekraczasz próg kompleksu i wtedy już wiesz, że „to właśnie to miejsce”, do którego jeszcze z pewnością wrócisz. Taki jest właśnie Zamek Sarny.

Informacje praktyczne o Dworze w Sarnach

  • godziny otwarcia: 11.00 – 20.00, codziennie
  • wstęp jest darmowy, warto jednak zostawić dobrowolną wpłatę
  • na miejscu w Domu Bramnym działa restauracja z pysznymi daniami obiadowymi i deserami!
  • na miejscu można organizować różnego rodzaju imprezy grupowe nawet do 100 uczesnitkónw
  • w Domu Kompozytorów można wynająć pokój hotelowy z pięknym widokiem na pałac; więcej informacji tutaj

Historia Pałacu w Sarnach

Pierwszy dwór obronny powstał tutaj przed XV wiekiem. Później (1590) na jego miejscu wzniesiono renesansowy budynek, a ten następnie przebudowano na pałac na polecenie Fabiana Reichenbacha, a później przez Götzenów, którzy pojawili się tutaj na początku lat 60. XVII wieku. W tamtym czasie pałac miał być wtedy podobno jednym z najokazalszych w ziemi kłodzkiej.

Jeden z przedstawicieli rodziny Götzen, Franciszek Antoni w latach 20. XVIII stulecia wybudował tutaj Kaplicę Św. Jana Nepomucena, która została ozdobiona freskami, na których możemy dostrzec wymienionego męczennika i innych świętych. Niestety zespół pałacowy został sprzedany w XIX stuleciu i zaczął popadać w ruinę. Największe zniszczenia spotkały go jednak po 1989 roku, kiedy zlikwidowano PGR’y. W tym czasie sprzedano pałac letni, a pozostałe części zamku były zamieszkiwane przez rodziny byłych pracowników państwowych gospodarstw rolnych. W związku z tym doprowadzono także do degradacji głównego budynku.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

W 2010 roku zamkiem zainteresowała się fundacja z Wielkiej Brytanii Save Britain’s Heritage, która znajdowała się pod patronem księcia Walii Karola. Ostatecznie nie doszło jednak do przejęcia, mimo zaangażowania się w sprawę ówczesnego ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Nowych właścicieli Pałac Sarny znalazł dopiero w 2013 roku, kiedy zakupiły go prywatne osoby, które utworzyły Fundację Odbudowy Dworu Sarny. Niedługo ma tutaj powstać instytucja kultury muzycznej. Wiadomo także, że fundacja Save Britain’s Heritage oraz sam książę Karol żywo interesują się losami zamku.

Kaplica św. Jana Nepomucena

Jak wspomniałam wyżej kaplica powstała w latach 20. XVIII wieku i jest wyrazem szczególnego przywiązania rodziny Götzenów do katolicyzmu. Swoją nazwą nawiązuje do patrona pierwszego hrabiego z rodziny Götzenów Św. Jana Nepomucena.

Jeśli spojrzymy na wielkość kaplicy można uznać, że jest to kościół, a jeden z niemieckich badaczy Arne Franke nazywa ją Hofkirche, czyli kościołem dworskim. Jest ona także większa niż podobne budowle na dworach w regionie czy Europie – przeważnie takie kaplice są niewielkie. Także wieża zamkowa w momencie budowy kaplicy została przebudowana, aby przypominała wieżę kościelną. Warto wspomnieć, źe do lat 50. ubiegłego stulecia była dzwonnicą. W związku z tym uznaje się, że Kaplica znajdująca się w Sarnach nawiązuje do tradycji Capella Pallatina, która była bardzo popularna w średniowieczu. Była to osobna forma architektoniczna, która znajdowała się na zamkach obronnych.

CIEKAWOSTKA: O Pałacu w Sarnach i tamtejszej kaplicy pisał wybitny polski badacz Krzysztof Eysymontt w swojej pracy z 1972 roku:

„Kaplica dworska służy do manifestacji ‚prawdziwej’ katolickiej wiary, jaka z dworu wielkiego pana spływać powinna na poddanych.”

Fragment wywiadu z Martinem Sobczykiem, współwłaścicielem zamku (źródło: Złoty Pociąg)

Średniowieczne pochodzenie jest udokumentowane tylko wzmianką w dokumentach. Sprzed 1590 r. pozostał relikt średniowiecznej wieży rycerskiej. Znamy nazwisko rodziny rycerskiej Pradel, więc to pewnie oni wtedy w tym zakątku hrabstwa kłodzkiego się bronili w bardzo niebezpiecznych czasach. Późniejsze chwile są zaklęte w murach całego założenia, które od 1590 r. było zamkiem – rezydencja była otoczona murem kurtynowym ze strzelnicami, które dopiero zaczęliśmy odkrywać. Jedna z ciekawszych – otwór na działo – znajduje się w elewacji frontowej budynku bramnego. Zupełnym przypadkiem ten otwór wypada w obecnej łazience – będzie tam wyeksponowany. Najciekawszą i jednocześnie najmroczniejszą postacią związaną z Sarnami jest urodzony w 1866 r. na zamku hrabia Gustaw Adolf von Goetzen. Jak wielu jego poprzedników pełnił służbę wojskową i dyplomatyczną. Został wysłany do niemieckiej kolonii w Afryce, gdzie w 1905 r. wybuchło powstanie przeciw kolonistom. Według różnych źródeł zginęło 75 tys. – 300 tys. powstańców. Natomiast sąsiadka w pałacu letnim twierdzi, że po nieruchomości chodzi biała dama. My jeszcze nie spotkaliśmy.
 

Zamek w Sarnach to zdecydowanie jedno z moich największych odkryć w Polsce w ostatnim czasie. Nie wiem, co takiego to miejsce ma w sobie, ale przyciąga i myślę, że Wam także się tutaj spodoba. Chyba nie bez powodu pisano, więc, że to jeden z najpiękniejszych pałaców w ziemi kłodzkiej.

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! w zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Bawaria Europa Niemcy

Schloss Mespelbrunn – uroczy pałac na wodzie w Bawarii!

Jeśli planujecie wycieczkę po Frankonii czy Bawarii to będzie Wam ciężko wybrać miejsca, które chcielibyście odwiedzić! Ja bywałam w tym rejonach już wielokrotnie i odhaczam tylko odwiedzone miejsca z dłuuugiej listy. Jeśli lubicie pałace i zamki to koniecznie musicie zobaczyć Schloss Mespelbrunn, który znajduje się zaledwie 30 minut drogi samochodem od Würzburga i godzinę jazdy od Frankfurtu nad Menem.

Historia Schloss Mespelbrunn

Pierwsza budowla, która powstała na miejscu dzisiejszego zamku pojawiła się tutaj już na początku XV wieku i należała wtedy do rycerza Hamanna Echtera. Był to wtedy zwykły budynek mieszkalny, bez ufortyfikowań. Echter otrzymał ten majątek wraz z lokalnymi lasami i jeziorem od arcybiskupa Moguncji Johanna bon Nassau-Wiesbaden-Idstein i była to nagroda za zasługi w walce z Czechami. W tym czasie okolica była terenem dość niebezpiecznym, po którym grasowały masy złodziei. W późniejszych latach syn Echtera, Hamann zdecydował się rozbudować budynek i go umocnić. Powstały więc mury, wieża, a jezioro wykorzystano do utworzenia fosy. Z tego czasu przetrwała tylko okrągła wieża nazywana po niemiecku Bergfied (to typ wysokiej wieży często spotykanej przy zamkach).

Największa przebudowa miała miejsce w latach 1551-1569, kiedy to zamek przeobrażono w pałac w stylu renesansowym. Została ona zlecona przez Petera Echtera oraz jego żonę Gertrudę Adelsheim. Jako jeden z nielicznych we Frankonii Mespelbrunn ocalał w czasie wojny 30-letniej najprawdopodobniej ze względu na swoje położenie.

Ciekawostka: Najsłynniejszym przedstawicielem rodziny Echter był Julius, książę biskup Würzburga w latach 1573-1617. To dzięki jego działaności możemy oglądać w Würzburgu szpital jego imienia, który słynie z produkcji wyśmienitych win (Juliusspital); to także on wskrzesił działaność tamtejszego uniwersytetu, niegdyś niezwykle popularnego wśród Polaków i Litwinów żyjących w dawnej Rzeczypospolitej.

W 1665 roku zmarł ostatni męski przedstawiciel rodziny Echter. Pochodząca z tej rodziny Maria Otylia wyszła za mąż za Filipa Ludwiga Ingelheim, w których posiadaniu zamek znajduje się do dziś. Dopiero w latach 30. XX rodzina zdecydowała się udostępnić pałac do zwiedzania, jednak stało się to z powodu nacisków ekonomicznych. Od tamtego czasu rodzina Ingelheim zajmuje wschodnie skrzydło budynku. Mi w czasie zwiedzania nawet udało się zobaczyć tutejszą hrabinę, która spacerowała po swojej posiadłości! Ale wyobraźcie sobie, że turyści zwiedzają Was dom w czasie, kiedy Wy tam mieszkacie? Dla mnie byłoby to niezwykle niekomfortowe!

Zwiedzanie Schloss Mespelbrunn

Tak jak wspomniałam najłatwiej dostaniesz się tutaj samochodem. Zaledwie kilka kroków od pałacu znajduje się parking w cenie 2 euro za całe parkowanie (warto mieć drobne!). Google Maps może także wyprowadzić Cię w pole… Nas chciał doprowadzić zaraz pod pałac przez leśne ścieżki, do których nie można wjechać samochodem, ani motorem! Lepiej więc dojechać do miejscowości Mespelbrunn i stamtąd do pałacu kierować się już lokalnymi drogowskazami.

Zwiedzanie pałacu kosztuje 5 euro, jednak bez opłaty nie możecie nawet wejść na teren pałacu. Jeśli zdecydujecie się przyjechać i zwiedzić Schloss Mespelbrunn to do dyspozycji na miejscu będziecie mieć także restauracje z kilkoma tradycyjnymi niemieckimi daniami do wyboru i masą napojów. Roztacza się z niej oczywiście widok na pałac.

W cenie biletu poza wejściem na teren pałacu jest oprowadzanie z przewodnikiem po jego wnętrzach. Niestety tylko w języku niemieckim. Jednak to jedyny sposób, aby dostać się do środka, ponieważ rodzina nie życzy sobie, aby turyści „szwendali” się sami po ich domostwie. Warto wejść do środka, nawet jeśli nie znacie niemieckiego, ponieważ pokoje są naprawdę przepiękne! Nie w każdym niestety można było robić zdjęcia, więc to co Wam tu pokazuje to nie wszystko, co można zobaczyć!

Mam nadzieje, że zachęciłam Was do odwiedzenia tego małego, ale niezwykle uroczego pałacu!

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Dolnośląskie Polska

Zwiedzamy Dolny Śląsk – Pałac w Wojanowie

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie lub Facebooku to wiecie, że ostatnio sporo podróżuje po Dolnym Śląsku i okolicach. Ten region ma nam naprawdę bardzo dużo do zaoferowania i poza piękną przyrodą czy górami, możemy tu zobaczyć przepiękne pałace i zamki, które są głównie pozostałością po rodzinach, które przebywały na terenie Śląska już w średniowieczu. Oczywiście w wiekach późniejszych były one przebudowywane i dostosowywane do panującej mody. Niektóre z nich uległy zniszczeniu i teraz możemy oglądać wyłącznie ich ruiny, niektóre nie natrafiły na dobrych właścicieli i niszczeją nawet teraz. Inaczej było jednak z Pałacem w Wojanowie, który trafił w dobre ręce!

Krótka historia Pałacu Wojanów

Pierwsze wzmianki o dobrach w Wojanowie pochodzą już z XIII w. Przez stulecia należały one do rodziny von Zeidlitz, choć przez pewien czas ich właścicielami byli np. Schaffgotschowie. Na początku XVII stulecia postawiono tu renesansowy dwór, który został niestety zniszczony przez Szwedów w czasie wojny 30-letniej. Odbudowano go w 1667 r., a dobra przez następne lata często zmieniały właścicieli. Niecałe sto lat później pałac przebudowano w stylu barokowym. Kolejne zmiany nastąpiły także w XIX stuleciu. W czasie II wojny światowej urządzono tu obóz dla robotników przymusowych, zaś po 1945 r. znajdował się tu PGR. Aktualnie zamek jest własnością prywatną, spłonął w 2002 r. – udało się go jednak zrekonstruować i dziś może cieszyć nasze oko.

Położenie, informacje praktyczne i zwiedzanie Pałacu Wojanów

Pałac w Wojanowie znajduje się nieopodal Jeleniej Góry w Województwie Dolnośląskim, najlepiej dojechać tu samochodem.

Niezbędne informacje:

  • Zwiedzanie parku i wstęp na teren pałacu jest bezpłatny. Park otwarty jest przez cały rok.
  • Przy pałacu znajduje się bezpłatny parking.
  • W pałacu aktualnie mieści się hotel, SPA oraz restauracja. Można tu także organizować różnego rodzaju imprezy, czy wykonać zdjęcia ślubne.
  • Cennik hotelowy oraz menu restauracji znajdziecie tutaj.
  • Aktualnie nie ma możliwości zwiedzania Pałacu Wojanów.

Dlaczego polecam odwiedzenie Pałacu w Wojanowie?

  • Pałac Wojanów to bardzo fotogeniczne miejsce! Śledziłam to miejsce od dawna w mediach społecznościowych i zawsze podobały mi się zdjęcia wykonane przed frontem budowli. Mi piękne ujęcia udało się wykonać także od strony parku, jak i w samych ogrodach. Wojanów to idealne miejsce dla fotografów – zakochajcie się w pałacu na kliszy. 
  • W dzisiejszych czasach (i nie chodzi mi tylko o ostatnie kilka miesięcy) wszyscy pędzą przed siebie, nie mamy czasu się wyciszyć. Park przy pałacu w Wojanowie jest idealny do tego. Dlaczego też nie wynająć tam pokoju w hotelu choć na jedną noc, aby móc rozkoszować się okolicą chwilę dłużej? Obok znajduje się Pałac Łomnica, który można zobaczyć przy okazji i płynie rzeczka, której szum niesamowicie uspokaja. Pałac znajduje się troszkę na „odludziu”, obok nie ma wielkiego miasta – można naprawdę odpocząć i uciec od codziennego „szumu”.
  • Jako historyk uwielbiam pałace i zamki oraz wiem, że cieszą się one popularnością wśród większości turystów – zwłaszcza w połączeniu z okoliczną naturą.
  • Pałac jest po prostu bardzo ładny, a patrzenie na ładne rzeczy podobno pomaga się zrelaksować.
  • Okolica i bliższa, i dalsza jest bardzo przyjemna. Można tu chodzić na spacery, jeździć na rowerze czy pójść na szlak w pobliskich górach.
  • Pałac w Wojanowie może być świetnym miejscem wypadowym do innych atrakcji na Dolnym Śląsku.

Jeśli interesuje Cię zwiedzanie Dolnego Śląska zapraszam do innych wpisów:

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description
Dolnośląskie Polska

Pałac w Gorzanowie – dolnośląska, ocalała perełka

Planując swoje podróże często szukamy miejsc dobrze znanych, popularnych, dzięki którym będziemy mogli zabłysnąć ponownie na naszej fejsbukowej tablicy. Często niestety nie znamy swojej najbliższej okolicy, wyjeżdżamy nieraz na koniec świata, aby zobaczyć jakieś miejsce, które uważamy za wyjątkowe. Sama przyznaję się, że nie znam wszystkich pięknych miejsc, które oferuje mi mój region, choć w …

Bawaria Europa Niemcy Veitshöchheim

W odwiedzinach u biskupa Würzburga – Veitshöchheim

Przez ostatnie lata kilkukrotnie udało mi się odwiedzić słynący z win Würzburg i jego okolice. Bywałam tam na dwutygodniowych stypendiach, na sylwestra czy konferencji. Mówi się, że jeśli ktoś choć raz zawitał do Würzburga z pewnością do niego wróci. Tak było też ze mną i mam nadzieję, że będę mogła odwiedzić Frankonię jeszcze nie raz. Poza samym Würzburgiem warto jednak zapuścić się głębiej w tę porośniętą winoroślami krainę i smakować jej kultury i historii.

O Frankonii, tutejszych rieslingach i Würzburgu z pewnością słyszeliście. Jednak miejsce, o którym chciałabym Wam dziś opowiedzieć z trudem odnaleźć na polskich stronach internetowych, a nawet blogach podróżniczych! Samą mnie to zdziwiło, bo myślałam, że Veitschöchheim znajduje się gdzieś w świadomości Polaków. Oczywiście można napotkać o nim jakieś mniejsze notki, jednak bardziej szczegółowych informacji nie odnajdziemy. A myślę, że to niewielkie, urocze miasteczko i tamtejszy pałac jest wart naszej uwagi.

Miasteczko

Sami Niemcy śmieją się, że nie potrafią wypowiedzieć nazwy Veitshöchheim. A skąd ona pochodzi i co oznacza? Początkowo miejscowość nazywała się Hocheim, co oznaczało w tłumaczeniu wysoki dom. Później dodano jako przyrostek imię patrona kościoła św. Wita. Miało to pomóc w odróżnieniu miejscowości od innej o podobnej nazwie. W tym czasie była to więc miejscowość Hocheim ad sanctum Vitum, zaś później Sant Veits Hocheim. Jak widać przez wieki miasto zmieniało swoją nazwę, aż w ostateczności w połowie XVI stulecia otrzymała ostateczną formę. Oznacza, więc po prostu „wysoki dom świętego Wita”.

Przechodząc jednak do konkretów! Dojedziecie tutaj samochodem lub transportem publicznym z Würzburga (autobus linii 11 i 19 lub pociąg, trzeba wysiąść na stacji Veitshöchheim), od którego Veitschöchheim znajduje się zaledwie kilka kilometrów. Jest to naprawdę maleńka mieścinka, która ma jednak „to coś”, co zawdzięcza zapewne w części usytuowaniu nad Menem i dawnemu pałacowi biskupów Würzburga.

Pierwsza wzmianka o miejscowości pojawiła się już w 779 r.! Mimo swoich niewielkich rozmiarów Veitschöchheim zajęło ważne miejsce w historii Niemiec. W 1246 r. odbyły się tutaj bowiem wybory, w których antykrólem nimieckim został obrany landgraf Turyngii Henryk Raspe. Prawa miejskie Veitschöchheim otrzymało w 1563 roku, wtedy ustanowiono dla niego także specjalny herb (Orstwappen) na wniosek arcybiskupa Friedricha von Wirsberga.

Ratusz

Jeśli zdecydujecie się odwiedzić Veitschöchheim, to zachęcam do swobodnego spaceru po miasteczku, poza pałacem (o którym niżej) można zobaczyć tu kilka interesujących zabytków. Pierwszym z nich jest z pewnością ratusz, przy którym znajduje się przyjemny skwerek i kawiarenka, gdzie można usiąść przy czymś słodkim czy pysznym bawarskim piwie i winie. Siedziba władz miasta powstała w 1748 r. według projektu Balthasara Neumanna.

Innym miejscem, które warto odwiedzić jest kościół św. Wita (tak to ten, od którego przydano przyrostek nazwie miejscowości). Znajduje się zaraz obok ratusza. W Veitshöchheim z pewnością się nie zgubicie, jest zbyt małe, ale w sam raz na jednodniowy wypad. Wracając do kościoła to powstał on na początku XIII w. na miejscu wcześniejszej świątyni o tej samej nazwie, z której zachowano wieżę. Pięć stuleci później zmieniono nawę kościoła i stworzono reprezentacyjną, barokową fasadę. Pod koniec XVII w. biskup Würzburga Johann Gottfried von Guttenberg (jego herb znajduje się nad wejściem do świątyni) przebudował kościół na nową modłę.

Warto także pospacerować deptakiem przy brzegu Menu. Sama nie spodziewałam się, że to miejsce przyciąga aż tak wielu Niemców, ale jak widzicie na zdjęciach było ich całkiem sporo. Nie jest to może 5-gwiazdkowy kurort wypoczynkowy, ale jeden dzień spokojnie można w Veitschöchheim bardzo przyjemnie spędzić, a przed wszystkim wypocząć. Przy deptaku znajdziecie pełno restauracyjek z lokalnymi potrawami (mięsne raczej bliżej ratusza), a przede wszystkim rybami (przy rzece) – trzeba szybko się decydować, bo wolne miejsca szybko znikają. Niekiedy, trzeba zarezerwować je sobie z wyprzedzeniem.

Meefischli
źrodło: https://de.wikipedia.org/wiki/Meefischli

Jednym z bardzo lokalnych przysmaków (Würzburg i okolice) są Meefischli. To małe smażone, czasem w panierce, ryby wyłowione z Menu, które uważane są za jedną z głównych frankońskich potraw. Tradycyjnie rybka nie powinna być większa niż mały palec posągu św. Kiliana, który znajduje się na Alte Mainbrücke w Würzburgu. Ryby (przeważnie ukleja, płoć lub wzdręga) powinny być świeżo złowione i zjadane w całości bez sztućców i żadnych przystawek, choć oczywiście można sobie coś domówić, np. tradycyjną sałatkę ziemniaczaną – pychota! W związku ze wzrostem liczby czapli, kormoranów i drapieżnych ryb, do czego doprowadziła poprawa jakości wody w rzece na obszarze Würzburga i okolic potrawa ta ciągle drożeje. Jej nazwa ma ciekawe pochodzenie, bo nawiązuje do nazwy Main (Men), którą w dialekcie wymawia się Mee.

Zachęcam także do pospacerowania między urokliwymi uliczkami, gdzie możemy natrafić na kilka małych sklepików z pamiątkami, kawiarenki z super lodami, restauracje z pysznymi daniami, a także synagogę żydowską i muzeum poświęcone tej narodowości. Same kamieniczki są niezwykle malownicze i kolorowe – warto porobić sobie kilka pięknych zdjęć!

Pałac Veitshöchheim i rokokowe ogrody

W XVIII w. w Veitshöchheim biskup Würzburga postanowił wznieść swój pałacyk letni, nazywany Schloss Veitshöchheim. Bez wątpienia jest on największą atrakcją miasta, a zarazem jedną z niemieckich perełek architektonicznych, choć jak na mój gust dość skromną. W latach 1680-1682 wybudowano tu budynek, który służył jako schronienie w czasie polowań. Prawdopodobnie znajdowały się tutaj wybiegi dla jeleni i bażantów. Pałac był stopniowo rozbudowywany; na początku XVIII w. pojawił się rokokowy ogród do dziś uznawany za jeden z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych w tym stylu w całych Niemczech. W latach 1749-1753 budowle przebudowano według projektu Balthasara Neumanna i uzyskała ona obecny kształt.

Wchodząc po schodach do pałacu warto zwrócić uwagę na rzeźby, tzw. putta (to te aniołki), które w połowie XVIII w. wykonał Johann Peter Wagner. Dokoła budynku i w ogrodach możemy podziwiać ponad 200 posągów jego autorstwa, a także innych sławnych artystów, jak Johann Wolfgang van der Auvera i Ferdynand Titez.

Zdjęcie pochodzi z: https://www.schloesser.bayern.de/deutsch/schloss/objekte/veitsho.htm

Pałac można oczywiście zwiedzać, bilet normalny kosztuje 5 euro, dla dzieci zaś 4 euro. W środku zachowały się barokowa podłoga, a także część zdobień. Zwiedzać można kilka sal w tym jadalnie, salon, gabinet, sypialnię czy salę do bilardu i kaplice. Na ścianach znajdują się jedwabne tapety, które zostały zrekonstruowane w Lion według starych wzorów.

Od pałacu odbiegają alejki parkowe, po których łącznie z ogrodami można krążyć cały dzień 🙂

Największym atutem pałacu są jego rokokowe ogrody, oczywiście wzorowane na wersalskich. Powstały na życzenie biskupa Johanna Philippa von Greiffenclau, który przeznaczył na ten cel dawny wybieg bażantów. Także kolejni biskupi Würzburga inwestowali w rozwój ogrodów, a ostatniego przeprojektowania dokonał Adam Friedrich von Seinsheim w 1764 r. Od tamtego momentu nie zmieniły swojego planu.

Spacerując po ogrodach napotkacie masę fontann, które z roślinnością stanowią idealną scenerię do odpoczynku, ale także fotografii. Ja uwielbiam takie widoki i z wielką pasją upamiętniam je na zdjęciach. Spotykamy tutaj różne zaułki, altanki do przesiadywania, tunele zaprojektowane z krzewów, pawilony czy sztuczne ruiny. Centrum ogrodu stanowi spory zbiornik z wodą, w którego środku stoi największa fontanna – Muzy przy Parnassusie. Szczególną uwagę przykuwa Pegaz górujący nad dziewięcioma muzami. Można odnieść wrażenie, że lada chwila i wzniesie się w powietrze!

Mogło się jednak okazać, że ogród nie dotrwałby do naszych czasów i nie moglibyśmy spacerować jego zielonymi alejkami w pełni słońca. W XIX w. kiedy zaprojektowano Ludwigs-West-Bahn, linię kolejową biegnącą od Bamberga do Würzburga, centrum parku wskazano jako optymalną trasę, po której miałby być wytyczony tor. Zaprotestował jednak przeciwko temu król Ludwik I.

Bardzo lubię to zdjęcie!

Ciekawym urozmaiceniem, szczególnie dla dzieci, są zwierzęta pałętające się po parku – różnego rodzaju ptactwo czy ryby w stawie głównym.

Interesujący jest także zabytkowy ogród kuchenny pałacu Veitshöchheim, który został odrestaurowany w 1990 r. Można w nim oglądać zapomniane owoce, warzywa, przyprawy i zioła, które stanowią poniekąd „zielone archiwum”. Oprócz karczochów, bakłażanów i melonów, można tu zobaczyć maki, portulakę i hyzop. Ogrodnik dworski Johann Prokop Mayer (1737–1804), podobnie jak w ogrodzie dworskim rezydencji w Würzburgu, wprowadził ukształtowane drzewa owocowe z koronami w formie kotła, które pozwalają na lepsze zaopatrzenie w składniki odżywcze i bardziej intensywnie wystawienie na słońce.

Chwila oddechu…

Veitshöchheim to idealne miejsce na wolne popołudnie i zapomnienie o problemach dnia codziennego. Jeśli będziecie kiedyś na dłużej w Würzburgu i jakimś sposobem znudzi Wam się picie wina na Alte Mainbrücke i spoglądanie na Festung Marienberg, koniecznie łapcie autobus do pobliskiego pałacyku letniego biskupów – nie zawiedziecie się!

Jeśli lubisz podróżować po Niemczech zapraszam do lektury innych moich postów:

Białoruś Europa Mereczowszczyzna

Co zobaczyć na Białorusi? Mereczowszczyzna i Pałac Pusłowskich – zapomniane Kresy

Mereczowszczyzna (Мерачоўшчына) to wyludniona wieś na Białorusi leżąca w obwodzie brzeskim. Mało kto wie, że to właśnie tutaj urodził się Tadeusz Kościuszko 🙂 Najlepiej odwiedzić to miejsce w drodze do pięknego sapieżyńskiego pałacu, w części ruiny w Różanej. [googlemaps https://www.google.com/maps/d/embed?mid=1J0UQ9kz9TQOEdRuAM01J7uQQLWTNBdSN&w=640&h=480] Dworek Kościuszków W I połowie XVIII stulecia tereny Mereczowszczyzny, wraz z folwarkiem były własnością Sapiehów. Od …

Białoruś Europa Różana

Co zobaczyć na Białorusi? Pałac Sapiehów w Różanej

Polscy podróżnicy rzadko zapuszczają się w takie regiony, jak Białoruś. Na przeszkodzie stoją różnego rodzaju utrudnienia, jak koszt wyrobienia wizy, kontrole graniczne, złe szlaki komunikacyjne czy panujący ustrój polityczny. Białoruś jest jednak krajem szczególnie nam bliskim pod względem kulturowym i historycznym. To tam wielcy magnaci Rzeczypospolitej Obojga Narodów budowali swoje imponujące zamki i pałace. Jednym z nich jest Różana, siedziba jednego z najbogatszych rodów Wielkiego Ksiestwa Litewskiego – Sapiehów.

Odbudowana brama wjazdowa

Trochę historii…

Lew Sapieha

Pałac w Różanej powstał na początku XVII stulecia z inicjatywy kanclerza wielkiego litewskiego, a później hetmana wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy (znanego chyba głównie z poselstwa do Moskwy, które odbył w 1600 r.). Stronnik króla Zygmunta III Wazy zasłynął jako dobry gospodarz i administrator, a pozyskane pieniądze przeznaczył między innymi na budowę tego pięknego obiektu. Od tego momentu Różana stała się główną siedzibą tej rodziny. Po śmierci Sapiehy o pałac przeszedł pod opiekę jego syna, Kazimierza Leona – najbogatszego magnata w Rzeczypospolitej. Warto podkreślić, że mury tej budowli gościły zacnych gości, między innymi króla polskiego Władysława IV Wazę.

Kazimierz Leon Sapieha

W czasie wojny polsko-moskiewskiej w pałacu przechowywane były relikwie św. Kazimierza, co może sugerować, ze było to miejsce szczególnie bezpieczne. Czy posiadało fortyfikacje? Tego niestety nie wiemy. Być może prowadzone badania archeologiczne odpowiedzą nam w przyszłości na to pytanie. Dzieje pałacu nie były łatwe, po raz pierwszy został zniszczony w 1698 r. w czasie wojny domowej na Litwie. W jej czasie szlachta Wielkiego Księstwa wystąpiła przeciwko hegemonom braciom Sapiehom – Benedyktowi Pawłowi i Kazimierzowi Janowi. Po bitwie pod Olkiennikami w 1700 r. zostali oni zmuszeni do opuszczenia Rzeczypospolitej.

Nowy pałac powstał z rozkazu kanclerza wielkiego litewskiego Aleksandra Sapiehy. Wznoszony był w latach 1784-1788 według projektu Johanna Samuela Beckera. Specyficzny styl nawiązywał do klasycyzującego baroku. Jedno ze skrzydeł pałacu zostało przeznaczone na teatr. W pałacu gościł między innymi król Stanisław August Poniatowski.

W czasie rozbiorów rezydencja stopniowo podupadała. W 1831 r. została skonfiskowana przez Rosjan Eustachemu Sapieże za udział w powstaniu listopadowym. Utworzono tam fabrykę włókienniczą. Na tym nie zakończyły się bolesne losy pięknego, sapieżyńskiego pałacu. W czasie I wojny światowej został spalony. Od 1930 r. rozpoczęto jego odbudowę, jednak przeszkodziła w niej II wojna światowa. Chwała Sapiehów ponownie płonęła w 1944 r.

Ruiny zmuszają do zadumy. Robią naprawdę ogromne wrażenie. Z jednej strony człowiek zastanawia się nad tym, jak piękne rzeczy potrafimy stworzyć, z drugiej, jak szybko możemy to zniszczyć. Można tylko sobie wyobrazić tą piękną, wyjątkową na skalę europejską budowlę w całej okazałości, w czasach świetności rodu Sapiehów.

Od 2008 r. pałac jest powoli odnawiany dzięki funduszom pozyskanym z Unii Europejskiej. Ciągle prowadzone są także badania archeologiczne. W 2012 roku ukończono remont bramy głównej (wjazdowej) i odbudowano z ruin obie kordegardy. Na dalsze kroki przyjdzie nam jeszcze poczekać, choć pracownicy pałacu zapierają się, że odbudowana zostanie cała budowla.

Muzeum w pałacu

W odbudowanej bramie głównej pałacu mieści się niewielkie muzeum. W jego zbiorach znajduje się między innymi oryginalny, drewniany kartusz herbowy z bramy wjazdowej, księgi czy medale. W kilku pokojach, które można zwiedzać można napotkać także liczne obrazy (niestety kopie dość słabej jakości) przedstawiające portrety najważniejszych przedstawicieli rodziny Sapiehów, w tym wspomnianych już Lwa i Kazimierza Leona. Jedna ze ścian została także poświęcona fotografiom przedstawiającym pałac w XX wieku. Warte uwagi z pewnością są także makiety dawnego pałacu oraz dóbr różańskich, które ukazują nam w jaki sposób miejscowość wyglądała i funkcjonowała we wcześniejszych stuleciach.

Trochę o sprawach organizacyjnych wyjazdu na Białoruś

Ostatnio ułatwiona została kwestia wizy na Białoruś. W przypadku wylotu samolotem do Mińska możemy przebywać u naszych sąsiadów przez 30 dni bez wizy. Mimo tego musi mieć ze sobą paszport! Inaczej nie przepuszczą nas w czasie kontroli granicznej na lotnisku w Warszawie oraz w Mińsku. Jeśli chcemy pozostać dłużej niż 30 dni konieczne jest już posiadanie wizy. Należy jednak pamiętać, że w przypadku przekroczenia 5 dni pobytu należy zarejestrować się w oddziałach terytorialnych obywatelstwa i migracji organów wewnętrznych Republiki Białoruś. Należy także mieć ważne ubezpiecznie zdrowotne (przetłumaczone na rosyjski lub białoruski) oraz odpowiednie środki płatnicze (minimum 49 rubli białoruskich, około 23 euro, na dzień pobytu). W Polsce znajduje się kilka biur (ich ilość ciągle wzrasta), które pośredniczą w wyrobieniu wiz oraz uzyskaniu odpowiednich ubezpieczeń (ubezpieczenie można wykupić także na lotnisku w Mińsku przed kontrolą graniczną), nie musimy więc jechać sami do konsulatu w Warszawie. Więcej informacji na temat wjazdu bez wizy na Białoruś tutaj.

Na Białorusi walutą państwową jest rubel białoruski. Można go wymienić w niektórych polskich kantorach, jednak czasem trzeba zgłosić chęć zakupienia go wcześniej. Jeśli nie uda nam się go kupić w Polsce możemy jednak być spokojni. Bez problemu zaopatrzymy się w ruble białoruskie na lotnisku lub w białoruskich bankach (tu kurs jest bardziej stabilny) czy kantorach. Warto także wcześniej zaopatrzyć się w euro, które ma o wiele lepszy kurs niż polski złoty.

Transport na Białorusi jest dość skomplikowany. Pociągi dojeżdżają do największych miast, a drogi są w średnim stanie. W o wiele lepszej formie są autostrady, jednak trzeba wykupić odpowiednik polskiego viaTOLL i opłacić konkretną kwotę. W przeciwnym razie grozi nam mandat. Najlepszą metodą dostania się do Różanej jest podróż samolotem z Warszawy do Mińska. W centrum stolicy Białorusi należy udać się na dworzec kolejowy, dojechać do stacji Ивацевичи, a później odnaleźć busik. Można także dojechać tam samochodem, podróż trwa około 3 godziny. Busiki jadą także bezpośrednio do Różanej z Grodna.

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/embed?mid=1eruqXAJOnmGs61N90yHjbYhPMbjS1xOx&w=640&h=480]

Czekamy…

Nie pozostaje nic innego jak czekać, czekać aż pałac wróci do swojej pierwotnej formy, a władze Białorusi naprawdę zaangażują się w ten projekt. Poniżej przedstawiam rycinę tej pięknej rezydencji, która każdego z czytelników powinna zmusić do zadumy. Nie niszczmy, budujmy.

Pałac w Różanej na XIX-wiecznej rycinie Napoleona Ordy