Pokazuje: 1 - 5 of 5 WYNIKÓW
Colmar Europa Francja

Colmar – mała, francuska Wenecja. Co zobaczyć w Colmarze?

Colmar był jednym z moich marzeń podróżniczych i udało mi się go odwiedzić w zasadzie bez wcześniejszych planów. W lutym przypadkiem znalazłam okazyjny lot Lufthansy do Strasburga i nie mogłam darować sobie tej jednodniowej wyprawy. 

Podobnie, jak pozostałe miasteczka Alzacji, Colmar przez wieki należał do księstw Rzeszy Niemieckiej. Dopiero pod koniec XVII w. tereny te trafiły do Francji. W XX stuleciu Colmar zmieniał kilkukrotnie swoją przynależność państwową, raz należał do Niemiec, raz do Francji. Dzięki temu, że przez wieki znajdował się na styku różnych kultur i narodowości spotykamy tutaj piękną, niepowtarzalną zabudowę miejską i architekturę.

Informacje praktyczne

Colmar leży we Francji, w regionie Alzacja, niedaleko niemiecko-francuskiej granicy. Ja podróżowałam tutaj z pobliskiego Strasburga, o którym możecie poczytać w poście: We Francji po niemiecku – Strasburg.

Do Colmaru przyjechałam autobusem Flixbus, można tutaj dojechać także koleją francuską jednak ta opcja była o wiele droższa, choć szybsza. Autobus startuje przeważnie z centrum Strasburga i zatrzymuje się zaraz przy dworcu kolejowym w Colmarze. Tam trochę ciężko zorientować się z którego przystanku będziemy wracać. Trzeba szukać tego z oznaczeniem Flixbusa w odpowiednim kierunku (charakterystyczna zielona plakietka). Stamtąd kilka minut dzieli nas już od centrum miasta. Warto ściągnąć sobie aplikację Flixbusa na telefon (dostępna na Android, jak i iPhone). Możemy w niej na bieżąco śledzić trasę naszego autobusu. Aplikacja jest przydatna nie tylko zagranicą 🙂

Historia Colmaru

Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą już z pierwszej połowy IX w. W średniowieczu uzyskało tytuł wolnego miasta w ramach Cesarstwa Rzymskiego. Dopiero za panowania Ludwika XIV, w 1697 r. Colmar znalazł się we władaniu Francji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, ze miasto najbardziej rozwijało się właśnie w tym czasie. Colmar jednak nie na długo pozostał pod władaniem francuskim i na mocy traktatu frankfurckiego podpisanego po wojnie prusko-francuskiej (1871-1918) powrócił do Niemiec. Niedługo potem, po podpisaniu kolejnego traktatu, tym razem wersalskiego, który zakończył I wojnę światową ponownie miasto znalazło się we władaniu Francji. W czasie II wojny światowej Colmar po raz kolejny został zdobyty przez Niemcy, jednak wyzwolono go 2 lutego 1945 r.

Co zobaczyć w Colmarze?

Najlepszy sposób zwiedzania Colmaru to z pewnością długi spacer pomiędzy kolorowymi kamieniczkami miasta. W ten sposób zobaczymy najważniejsze dzielnice tego urokliwego zakątka Francji. Kolejną metodą jest rejs łódką, dzięki której zwiedzimy Petite Venise z innej strony, ale o tym dokładniej poniżej.

Le quartier des Tanneurs  

Le quartier des Tanneurs, czyli Dzielnica Garbarzy charakteryzuje się wysokimi kamienicami o konstrukcji szkieletowej i szachulcowej. Większość z nich pochodzi z XVII i XVIII stulecia, i jak sama nazwa sugeruje zamieszkiwali je niegdyś garbarze wraz z rodzinami. Tutaj też suszyli oni swoje skóry, najczęściej na najwyższym piętrze kamienic. Ta dzielnica odzyskała swoje piękno po przeprowadzonych restauracjach budynków w latach 1968-1974. To prawdziwe centrum starego miasta w Colmarze. Tutaj znajdziecie masę kawiarni, restauracji, sklepików z pamiątkami itp.

Marché couvert i Quartier de la poissonnerie

Aby dostać się do największej atrakcji Colmaru musimy przejść przez inne równie urokliwe miejsce, czyli Quartier de la poissonnerie (Dzielnicę rybaków). Tutaj doskonale odczujemy już klimat Colmaru. Do dzielnicy jeszcze za moment wrócimy, chciałabym Wam jeszcze wspomnieć o jednym miejscu, które znajduje się zaraz obok, czyli Marché couvert. Przy tym XIX-wiecznym budynku kupcy targowali kwiatami, a z powodu jego położenia zaraz przy kanale robili to na zacumowanych łódkach. Aktualnie znajdziemy tam liczne lokalne sklepiki i restauracyjki, gdzie warto przysiąść i spróbować regionalnego wina lub przekąski. Ja zaopatrzyłam się w przepyszny ser pleśniowy!

Marché couvert

Wracając do Quartier de la poissonnerie, to przez wieki istniał tu cech rybaków o bardzo surowych prawach (nie można było np. łowić w święta czy w nocy). Warto wiedzieć, że w średniowieczu istniał zwyczaj, że rzemieślnicy pałający się tą samą profesją mieszkali przy jednej ulicy. Miejsce nad kanałem Lauch służyło do sprzedaży świeżo złowionych ryb. W 1709 r. większość budynków strawił niestety pożar. Władze miasta zadbały o wygląd dzielnicy w czasie renowacji, która miała miejsce w latach 70. i 80. XX w.

Co koniecznie zobaczyć w Colmarze? Petite Venise – „Mała Wenecja”

Największą atrakcji Colmaru jest niezaprzeczalnie Petite Venise, miejsce pełne uroczych kamieniczek pomiędzy, którymi przepływają kanały rzeki. Temu zagospodarowaniu zawdzięcza z pewnością także swoją nazwę. Aby zobaczyć ją z innej perspektywy można opłacić przejażdżkę łódką, co bardzo polecam, bo widoki są obłędne – sami zobaczcie na poniższych zdjęciach! Przejażdżka kosztuje ok. 10 euro od osoby.

Rejs łódką po Petite Venise wspominam bardzo miło! Rzadko decyduje się na takie atrakcje, pierwszy raz płynęłam statkiem po Menie w 2019 r. i oglądałam najważniejsze zabytki Frankfurtu. Później była łódeczka w Colmarze i stateczek w Strasburgu. Powiem szczerze, że spodobały mi się takie wypady, wszystko można zobaczyć z innej perspektywy. Następny będzie chyba rejs po Sekwanie w Paryżu!

Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki
Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki

Kolorowe kamienice

We wszystkich wyżej wymienionych dzielnicach Colmaru napotkacie przepiękne, kolorowe kamienice, które są z pewnością jedną z największych walorów miasteczka. Warto przy niektórych zatrzymać się przynajmniej na chwilę i przyglądnąć się szczegółom.

Jedną z najatrakcyjniejszych kamienic w Colmarze jest La maison des Têtes, czyli Dom Głów. Został wybudowany w 1609 roku, a swoją nazwę zawdzięcza umieszczeniu na jego elewacjach 105 groteskowych masek. Na żywo wyglada o wiele lepiej niż na zdjęciu!

Jedną z najsłynniejszych kamienic w Colmarze jest Maison Pfister – burżuazyjny budynek wzniesiony w 1537 r. Jego właścicielem był Louis Scherer, który majątek zbił na kopalniach srebra. Ten renesansowy budynek wzorowany jest na średniowiecznej architekturze, która przepełniona jest różnorodną ikonografią, często związaną z postaciami ze Starego lub Nowego Testamentu czy portretami cesarzy.

Maison Pfister

Inną znaną kamienicą jest Koïfhus. Ta gotycko-renesansowa budowla powstała w 1480 roku i była centrum politycznego i biznesowego życia miasta. Parter budynku przez wieki używany był jako magazyn, market i urząd celny. Pierwsze piętro służyło do spotkań posłów Décapolu, federacji 10 miast alzackich utworzonej w 1534 roku. Dzisiaj odbywa się tam wiele manifestacji. Jest to także miejsce gdzie swoją aktywnością społeczno-kulturalną mogą wykazać się mieszkańcy.

Koïfhus

Kościół św. Marcina

Kościół św. Marcina, nazywany także katedrą, choć Colmar nigdy biskupstwem nie był, w obecnej formie ujrzał światło dzienne dzięki przebudowanie dawnej bazyliki romańskiego co miało miejsce w latach 1234-1365. Świątynia posiada jedną wieżę o wysokości 72 metrów, choć pierwotnie planowano postawienie dwóch. Wnętrze jest dość skromne, wiele elementów zostało zniszczonych w czasie Rewolucji Francuskiej.

Pamiątki

Colmar słynie z kilku typu pamiątek. Z pewnością warto tu zaopatrzyć się w lokalne wino, to jedno z najlepszych na świecie! Miasto słynie także z pierników wszelkiego rodzaju, jeśli więc jesteście fanami słodkości z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie. Mają różne kształty i smaki, wybór jest ogromny! To także miły prezent dla bliskich.

Na każdym kroku spotkacie także podobiznę małej dziewczynki w specyficznej, ogromnej kokardzie. Ich autorem jest francuski malarz, rysownik Jean-Jacques Waltz, który używał pseudonimu Hansi. Tak też nazywa się charakterystyczną dziewczynkę.

Hansi

Co zjeść w Alzacji?

Jeśli nigdy nie byliście we Francji jest kilka podstawowych smaków, których koniecznie musicie spróbować! Oczywiście jednym z nich są tutejsze bagietki, ja zajadam się nimi tutaj każdego dnia, przeważnie pałaszuje je z serem pleśniowym, którego wybór jest tutaj ogromny! W Alzacji warto spróbować tego tutejszego Munster, choć każdy, który weźmiecie z półki będzie wyśmienity!

Oczywiście – wina! Jest ich naprawdę ogromny wybór, nie jest też strasznie drogie, choć to zależy od gatunku, rocznika itd. W przeciwieństwie do Polski we Francji smaczne wino kupicie już w granicy 3 euro (ok. 12 zł), czasem zdarzy się nawet taniej. Nie zbankrutujecie, więc na tym. W knajpach kieliszek wina kosztuje od 3,50 do 7 euro, czasem więcej zależy od restauracji. Będąc w Colmarze warto spróbować win Alzackich, to tutaj znajduje się bowiem ich szlak. Warto, więc sięgnąć do tych produkowanych w pobliskim Eguisheim czy Riquewihr.

Restauracje, a bardziej tawerny nazywane są tutaj winstube i to właśnie tam najlepiej zajść żeby skosztować pysznego, lokalnego jedzenia. Jednym z najpopularniejszych dań jest tarte flambée, w Niemczech znane jako flamkuchen – cienka pizza w stylu alzackim ze śmietanką, cebulą i boczkiem. Mamy tutaj do wyboru także inne kombinacje, z owocami morza, ślimakami, serami itd. Wyglądają pysznie!

Jako koneser wszelkiego rodzaju zapiekanek z ogromną przyjemnością skosztowałam Baeckeoffe. W dialekcie alzackim oznacza to po prostu piec piekarski. Pokrojone w plastry ziemniaki, cebulę, mięsa różnego rodzaju na noc marynuje się w tutejszym winie, a później zapieka w specjalnych glinianych naczyniach (możemy je kupić w każdy sklepie z pamiątkami). Tradycyjnie potrawa ta związana jest z zakazem używania ognia od piątkowej nocy, do wieczoru w sobotę. Np. ortodoksyjni luteranie zapiekali takie dania w piątek, a w sobotnie popołudnie było ono jeszcze ciepłe. Inna legenda mówi, że kobiety w Alzacji wykonywały pranie w poniedziałki, nie miały więc czasu, aby przygotować wtedy obiad. W związku z tym z rana wstawiały potrawę do piekarnika i szły zająć się swoimi obowiązkami.

Tradycyjny Baeckeoffe z bagietką i winem!

Zdecydowanie uwielbiam małe, urokliwe miasteczka po których można krążyć godzinami i odkrywać szczególiki, które tworzą piękną mozaikę. To właśnie takie szczegóły zapadają w pamięci i w sercu na zawsze. Colmar zapamiętam do końca życia, a może jeszcze uda mi się tam wrócić!

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! W zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Grecja Paksos i Antipaksos

Paksos i Antipaksos – greckie Karaiby? Jednodniowa wycieczka.

W czasie dwutygodniowego pobytu w hotelu na Korfu w pakiecie all inclusive oczywiście nie mogłam usiedzieć na miejscu i delektować się jedynie widokiem z basenu na pobliską plaże Agios Georgios. Poza wypożyczeniem samochodu (o tym co zwiedziłam opowiem Wam w innym poście) zdecydowałam się na jednodniowy zorganizowany rejs na tzw. „Greckie Karaiby”, wyspy bogaczy, czyli Paksos i Antipaksos.

Paksos i Antipaksos to dwie niewielkie wysepki na Morzu Jońskim niedaleko wyspy Korfu. Każda z nich posiada własne mity i historie, o których możemy dowiedzieć się w czasie spacerów. Dodatkowo na wysepkach rozsiane zostały piękne plaże, niebieskie groty, gaje oliwne oraz maleńkie porty rybackie. To wszystko tworzy z Paksos i Antipaksos kolorową mozaikę dla naszych oczu.

Organizacja wycieczki

Wybraliśmy wycieczkę organizowaną przez biuro podróży (Itaka), u którego wykupiliśmy także pobyt w hotelu. Koszt wynosił 40 euro od osoby. Była to dla nas najwygodniejsza opcja, ponieważ w Agios Georgios w tym czasie otwarte było tylko jedno biuro podróży, a do Kerkyry ciężko było się dostać jeśli nie posiadało się wynajętego samochodu (taksówka jest droga, a zielone busy jeździły bardzo rzadko). W ramach opłaty uwzględniony był transport z hotelu do portu w Korfu (tam i powrót) oraz rejs statkiem i przewodnik. W cenie nie było żadnego wyżywienia ani napojów. Uważam to za dużą wadę, ponieważ na pokładzie nie można było kupić niczego konkretnego do jedzenia, tylko chipsy, paluszki itp. Warto wtedy wziąć zapas jedzenia ze sobą (ewentualnie zamówić jakiś lunchbox w hotelu) zwłaszcza jeśli podróżujemy z dziećmi. Zanim dopłyniemy do Paksos (gdzie ceny w restauracjach są wyższe niż na Corfu) minie bowiem około 3-4 godzin, więc na pewno zgłodniejecie.

Zorganizowane wycieczki odbywały się w środy i piątki. Celowo wybraliśmy piątek, ponieważ w sobotę zmieniał się turnus, więc mało kto decydował się na długą wycieczkę dzień przed powrotem do domu. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ uczestnicy wycieczki w środę opowiadali nam o tłoku i przeładowanym turystami statku, mimo wprowadzenia licznych ograniczeń i kontroli przez greckie władze w związku z koronawirusem! Zero przyjemności z podróży, niektórzy spali i siedzieli nawet na podłodze. W naszym przypadku na statku było można powiedzieć „luźno”. Dla każdego znalazło się miejsce na pokładzie a nawet w jego klimatyzowanej części.

Wycieczka, start!

Autobus przyjechał po nas pod hotel około godziny 8.00. Wszyscy zgrabnie się uwinęli i jako pierwsza grupa dojechaliśmy do portu w Korfu (podróż trwa godzinę). Dzięki temu udało nam się zająć strategiczne miejsce na pokładzie statku, z którego roztaczały się piękne widoki na okolice. Poranek był bardzo rześki, słońce nie raziło jeszcze zbyt mocno, więc był to doskonały wybór. W drodze powrotnej było już tak gorąco (ponad 40 stopni w cieniui!), że siedzenie na pokładzie zewnętrznym było koszmarem nie przyjemnością.

Statek wypłynął z portu około godziny 10 i wtedy ukazał mi się malowniczy widok na Kerkyrę! Miasto z piętrzącymi się twierdzami możecie zobaczyć tylko z perspektywy statku!

Widok na Kerkyrę ze statku
Widok na twierdzę w Kerkyrze

Antipaksos i iście karaibska woda!

Pierwszy przystanek wycieczki to Antipaksos. Rejs w to miejsce trwał około 2 godziny. Ten czas upłynął nam na szukaniu delfinów (kilka udało się zobaczyć), ale przede wszystkim zachwycił mnie żółw morski! Strasznie żałuje, że nie miałam wtedy w ręce aparatu, bo nie wiem czy podobna sytuacja mi się przytrafi!

Wracają do jednej z plaż na Anitpaksos przy której zacumował nasz statek to muszę stwierdzić, że była jedną z piękniejszych jakie widziałam w życiu! Zejście do wody było możliwe tylko rufą statku, można było zejść po drabinie, która była wyjątkowo trefna! Strasznie wbijała się w stopy, niektórzy nawet z niej spadali! Inna możliwość to skok do wody. Tą opcje wybierało większość osób. W przypadku, gdy przy Agios Georgios woda była dość chłodna, to przy Antipaksos była przyjemnie ciepła! Aż nie chciało się z niej wychodzić zwłaszcza, że temperatura powietrza była już wyższa niż o poranku. Postanowiłam popłynąć na plażę, która usiana była charakterystycznymi, dużymi, białymi kamieniami. Także dno pokryte było białą glinką o bardzo dziwnym zapachu, którą niektóre panie smarowały się po twarzy. Obok plaży znajdują się także skałki, po których można chodzić, choć polecam wzięcie ze sobą specjalnego obuwia do pływania, ponieważ są one dość ostre a niektórzy widzieli tam jeżowce.

Czas na pływanie wyniósł ok. 40 minut a nie tak jak było w planie wycieczki 1,5 godziny. To zdecydowanie za mało zwłaszcza, że była to pierwsza i ostatnia kąpiel przewidziana w czasie wycieczki. Po wejściu na statek ruszyliśmy w dalszy rejs.

Blue Caves i małe rozczarowanie

Niecałą godzinę płynęliśmy do następnej atrakcji, którą były niebieskie jaskinie (Blue Caves). Jedną jaskinię tego typu udało mi się już zobaczyć w Chorwacji na wyspie Cres, w związku z tym miałam pewne oczekiwania co do tego miejsca. Słyszałam także masę pozytywnych opinii o Blue Caves od osób, które na wycieczce były wcześniej. I tu niestety nastąpiło moje rozczarowanie. Po pierwsze na zdjęciach, kiedy promują wycieczkę wydaje się że statek w całości wpływa w jaskinie. Niestety tak nie jest, ledwo wchodzi tam jego kadłub, po prostu jest za duży. Po drugie, zanim zobaczyłam niebieskie refleksy na ścianach jaskini minęło kilka dobrych minut. Nie są one bowiem tak wyraźne jakbyśmy chcieli, zapewne zależy to także odp org dnia i nasłonecznienia. Statek rejsowy jest zbyt duży, aby w pełni zobaczyć to co oferują Blue Caves na Paksos. Może gdyby pozwolono nam tam też popływać samodzielnie to wrażenie byłoby lepsze, bo okolica jest naprawdę piękna!

Paksos – wyspa bogaczy i port Gaios

Ostatnim punktem wycieczki było Paksos, do której płynęliśmy kolejną godzinę. Nazwa wyspy pochodzi od imienia ucznia Apostoła Pawła, który nawracał na chrześcijaństwo tutejszych mieszkańców. Zmarł on na Paksos i tu też został pochowany.

Mit głosi, że Korfu, Paksos i Antipaksos były kiedyś jedną wyspą. Posejdon, który chciał spędzać w oddali czas ze swoją kochanką Amfirytą uderzył w północną część Korfu trójzębem, a wysepki oderwały się. Tym samym stworzył cichy zakątek dla zakochanej pary. Mówi się nawet, że uderzenie było tak mocne, że bóg utracił swój trójząb.

Na zwiedzanie portu w Gaios, który jest stolicą obu wysepek mieliśmy około 2 godzin. Udało nam się wtedy zjeść coś smacznego w jednej z kilkunastu restauracji – szczególnie polecam różnego rodzaju owoce morza, których jest tutaj masa! Należy jednak liczyć się z faktem, że na Paksos wszystko jest nieco droższe niż na Korfu czy na kontynencie. Wiąże się to z koniecznością dowiezienia wszystkich produktów na wyspę, co zwiększa koszty. Po obiedzie mieliśmy jeszcze czas pospacerować po naprawdę niewielkiej miejscowości, choć nie było to zbyt przyjemne po całym dniu na łódce i w ponad 40 stopniowym upale. Na pierwszy rzut oka widać, że Gaios utrzymuje się głównie z turystyki, na mieście spotkamy bowiem masę restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami. Ogólnie odniosłam wrażenie, że jest ono troszkę „przereklamowane”, a wycieczka nie była tak satysfakcjonująca jak tego oczekiwałam i jak podkreślano w ofercie sprzedaży. Być może gdybym mogła spędzić na wyspie więcej czasu, poznać jej „zakamarki”, a nie tylko port w Gaios to może odniosłabym inne wrażenie. Paksos jest przyjemne, ale na moje oko to niestety nic wyjątkowego (poza piękną turkusową wodą!).

Port w Gaios oblegany jest przez koty! Spotkacie je na każdym kroku, a zwłaszcza w pobliżu restauracji, gdzie na piękne oczęta próbują ugrać trochę owoców morza!

Po zwiedzeniu Gaios udaliśmy się z powrotem na statek około godziny 17. Rejs powrotny trwał ponad 2 godziny, jazda autobusem z portu w Korfu do Agios Georgios kolejną godzinę. Na miejscu byliśmy po 20. Wieczorna kąpiel w hotelowym basenie po całodniowej wycieczce była jak najbardziej wskazana! Woda w basenie nigdy nie była tak przyjemna!

W porcie w Gaios można zaopatrzyć się także w lokalne produkty. Najlepiej zabrać ze sobą do domu oliwę (nalewaną z beczek!) oraz miód

Podsumowując nie mogę powiedzieć, że wycieczka na Paksos i Antipaksos mnie usatysfakcjonowała. I nie chodzi mi tutaj o upał (zdaje sobie sprawę, że w sierpniu w Grecji może być gorąco), ale o fakt spędzenia połowy dnia (ponad 5 godzin) w podróży. W końcu 40 euro za osobę bez wyżywienia to nie niska cena, a oglądanie przez 50% czasu wnętrza autobusu czy statku (ile godzin można patrzeć na morze w 40 stopniach w cieniu!) nie można uznać za udaną wyprawę. Jeśli więc planujecie wycieczkę do Paksos i Antipaksos sprawdźcie dokładnie jaki jest plan wycieczki i ile godzin spędzicie w samej podróży do danych miejsc. W tej którą ja wybrałam z pewnością brakowało jeszcze choć jednej kąpieli. Choć to oczywiście tylko moja subiektywna ocena, wiem, że niektórym taka forma wycieczki przypadła do gustu. Z pewnością największym walorem tej wyprawy były piękne widoki na wybrzeża Korfu, Paksos i Antipaksos a także szansa zobaczenia delfinów, a nawet żółwia! Port w Gaios nie powalił mnie na kolana, jednak zobaczenie małej greckiej wioski uważam za ciekawe doświadczenie. Szkoda, że jest już ona tak bardzo nastawiona na przyjęcie turystów i brak tu zwykłego, codziennego życia mieszkańców.

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description
Europa Londyn Wielka Brytania

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Z czym kojarzy Wam się Londyn? Z szarym, betonowym miastem? Big Benem górującym nad centrum miasta? A może z angielską królową, Kate Middleton i Megan Merkle? Bez wątpienia są to elementy, które mogą się kojarzyć ze stolicą Wielkiej Brytanii, jednak nie tworzą jego kwintesencji! Londyn uważam za miasto pełne kontrastów, zaskakujące na każdym kroku, kolorowe, wielokulturowe, inspirujące, pędzące do przodu… mogłabym tak wymieniać długo! Co ważne w kontekście tego posta, Londyn z pewnością jest bardzo fotogeniczny a miejsca do zrobienia sobie idealnego zdjęcia spotkamy na każdym kroku! Poniżej przedstawiam Wam najlepsze (moim zdaniem) miejsca do wykonania iście instagramowej fotki!

Big Ben

Do Londynu jeżdżę co roku od 2015 r. (czasem udaje mi się tam być nawet kilka razy w roku!). W tym czasie udało mi się jeszcze zobaczyć Big Ben w pełnej krasie, później rozpoczął się jego remont, który trwa do dziś. Musicie mi więc wybaczyć mało „instagramowe” zdjęcie centrum Londynu, choć chyba nie jest aż takie złe? Mi się nawet podoba! Big Ben to z pewnością pierwsze miejsce, które powinniśmy odwiedzić w stolicy Wielkiej Brytanii i zrobić sobie z nim fotkę.

Metro: Westminster

Westminster Abbey

Nieopodal parlamentu i Big Bena znajduje się kolejne must see, a zarazem bardzo fotograficzne miejsce w Londynie. Z pewnością słyszeliście o majestatycznej Westminster Abbey! To jedna z najważniejszych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii, a od 1066 r. miejsce koronowania władców państwa. Od XIII w. to tu spoczywają ciała monarchów, a także najbardziej zasłużonych dla kraju osób.

Metro: Westminster, St. James’s Park

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

China Town

China Town to jedna z najpopularniejszych dzielnic w Londynie. Masy turystów przychodzą tutaj rozkoszować się chińskimi dekoracjami a przede wszystkim jedzeniem! Co prawda nie jest ona zbyt duża (to zaledwie dwie większe uliczki), jednak wykonanie ciekawego, kolorowego zdjęcia jest to jak najbardziej do wykonania! A jak już jakieś zrobicie to możecie pójść spróbować czegoś smacznego do jednej ze 100 chińskich restauracji!

Metro: Leister Square

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Pałac Buckingham

Pałac Buckingham to prawdziwy symbol Wielkiej Brytanii. To tu po śmierci księżnej Diany Brytyjczycy składali wieńce. W tym czasie Elżbieta II wprowadziła nowy zwyczaj. W czasie gdy pojechała na pogrzeb księżnej nakazała ściągnięcie sztandaru królewskiego a na jego miejsce podniesiono flagę brytyjską Union Jack. Od tamtego momentu kiedy umiera członek rodziny królewskiej Union Jack wiesza się do połowy masztu.

Metro: Green Park, St. James’s Park

Notting Hill

Notting Hill to kolejna bardzo popularna dzielnica Londynu, rozreklamowana przede wszystkim przez kultowy film romantyczny o tej samej nazwie. Aż dziwne, że po kilkukrotnych wizytach w tym mieście zawitałam tu pierwszy raz dopiero w 2020 roku! Dzielnica słynie z wielu kawiarenek a przede wszystkim z targu ze starociami. Jeśli odwiedzicie Londyn koniecznie zajrzyjcie tu pooglądać kolorowe kamienice. To podobno także jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w mieście ☺️

Metro: Nothing Hill Gate lub Ladbroke Grove

Tower Bridge

Tower Bridge bez wątpienia to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Londynu. Powstał w II połowie XIX w. (budowę ukończono w 1894 r.) i wybudowano go w stylu wiktoriańskim. Nie wielu wie, że pierwotnie miał on inne kolory niż teraz! Na biało-niebieskiego przemalowano go dopiero w 2010 roku. Pierwotnie był beżowy, później w 25 rocznice koronowania Elżbiety II (1977) pomalowano go na kolory biały, niebieski i czerwony. Z pewnością warto zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie!

Metro: Tower Hill

St. Paul Catherdal i Millenium Bridge

Katedra św. Pawła to jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii. To także jeden z symboli miasta i odwiedzając Londyn musicie zobaczyć ten kościół. Jest kilka punktów, z których wykonuje się najlepsze zdjęcia, jednym z nich jest Millenium Bridge. Budowę katedry ukończono w 1710 r., zaś otwarcie mostu miało miejsce w 2000 r. Później go jednak zamknięto z powodu zbyt dużych wibracji, gdy przebywało na nim za wiele osób. Ponownie otworzono go dwa lata później.

Metro: St. Paul’s

Widok na St. Paul Cathedral z Millenium Bridge

Covent Garden

Covent Garden to jedna z najmodniejszych londyńskich dzielnic. Wystarczy przejść się po niej przez kilka minut a poczujemy jej ducha. Masa tu sklepów, restauracji i uroczych kawiarenek. Po shoppingu można odpocząć w jednym z wielu klimatycznych pubów. Najwięcej turystów przyciąga jednak tamtejszy market, gdziem można zaopatrzyć się w różnego rodzaju bibeloty. Bez wątpienia wykonacie tu masę pięknych zdjeć!

Metro: Covent Garden

Jedna z kawiarni na Covent Garden
Market
Jeden z pubów na Covent Garden

Neal’s Yard

Nieopodal Covent Garden (zaledwie kilka minut spacerem) znajduje się uroczy zakątek – Neal’s Yard. To obowiązkowe miejsce dla osób lubujących się w kolorowych kamieniczkach! Nazwę wystarczy wprowadzić w Google Maps i dojdziecie tam bez problemu. Na miejscu można przekąsić coś niewielkiego albo wypić kieliszek wina. Warto spojrzeć także dokładniej na ściany budynków, można znaleźć tam piękne graffiti.

Metro: Covent Garden

Carnaby Street

Carnaby Street znajduje się nieopodal jednej z największych shoppingowych ulic Londynu, Regent Street. Na piechotę dojdziemy tutaj także spokojnie z China Town. Może ulica nie przykuwa tak uwagi, jak Neal’s Yard i nie jest tak kolorowa jak chińska dzielnica, ale warto po niej pospacerować i wykonać kilka ciekawych ujęć wśród kolorowych sklepów i kawiarni. Uwaga! Popatrzcie też w górę, wiszą tam liczne ozdoby!

Metro: Oxford Circus, Picadilly Circus

Trafalgar Square i National Gallery

Trafalgar Square przyciąga masę turystów czego przyczyną jest z pewnością znajdująca się tam wielka Kolumna Nelsona otoczona czterema lwami, upamiętniająca zwycięstwo Anglików w bitwie morskiej pod Trafalgarem w 1805 r. Tutaj też znajduje się jedna z największych galerii sztuki na świecie – National Gallery (wstęp bezpłatny). W środku powalą nas na kolana jednak nie tylko obrazy, a samo wnętrze!

Metro: Charing Cross

Słynne lwy na Trafalgar Square
National Gallery
National Gallery
Sala Yves Saint Laurent w National Gallery

Kew Gardens

Ogrody Królewskie (a w zasadzie Royal Botanic Gardens) to wymarzona sceneria do zdjęć! Znajdziemy tu roślinność z całego świata, która umieszczona jest w przepięknych szklarniach. Nie brakuje także angielskich kamienic, z którymi można wykonać ładne zdjęcie. W Kew Gardens z pewnością spędzicie cały dzień i odpoczniecie w okolicznościach zieleni. Ogrody od 2003 r. znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Metro: Kew Gardens

Camden Town

Camden Town słynie z kontrkulturowej oazy, masy targów z modą i pysznego jedzenia. To miejsce przyciąga masy turystów, młodzieży i punków, ale każdy z nas znajdzie coś dla siebie na masie straganów i sklepów. Napotkacie tu zawsze masę turystów.

Metro: Camden Town

Punkt widokowy na wzgórzu w Greenwich

Spacerując po Parku w Greenwich koniecznie trzeba wspiąć się na tamtejsze wzgórze! Rozpościera się tam imponująca panorama na Londyn. Z tego miejsca możemy zobaczyć większość wieżowców City of London. Punkt widokowy jest oczywiście darmowy!

Metro: North Greenwich

Horse Guard i Horse Guard Parade

Jako miłośniczka koni i jazdy konnej nie mogłabym nie wspomnieć o tym miejscu! Horse Guard Parade to duży plac znajdujący się obok St. James’s Park. To tu, co roku odbywa się ceremonia Trooping the Colour (po polsku zwana „Paradą na cześć urodzin Królowej”). W jej czasie królowa dokonuje przeglądu wojsk a następnie ma miejsce parada. Zaraz obok, za bramą znajduje się Horse Guard, budynek, w którym mieści się teraz Household Cavalry Museum. Nie on sam jest jednak największą atrakcją a konie stojące zaraz przed wejściem. Można wykonać sobie z nimi zdjęcie. Tylko uwaga – gryzą!

Metro: Embankment, Charing Cross, St. James’s Park

O Richmond możesz przeczytać więcej tutaj: Richmond upon Thames – moja ulubiona dzielnica Londynu

Richmond upon Thames

Richmond upon Thames to jedna z moich ulubionych dzielnic Londynu! Zapewne jest to spowodowane faktem, że to właśnie tu wylądowałam w hotelu w czasie mojej pierwszej podróży do stolicy Wielkiej Brytanii na dłużej. Richmond niczym nie przypomina centrum miasta, panuje tu spokój, a okolica jest prawdziwie urokliwa. Najbardziej lubię odpoczywać nad Tamizą w jednym z tutejszych pubów.

Metro: Richmond

Mam nadzieje, że dzięki powyższym zdjęciom przestaniecie uważać Londyn za szare i ponure miasto! Co prawda na pierwszy rzut oka takie właśnie może się wydawać. Z drugiej strony to ogromna radość szukać powyższych miejsc (a może znacie jeszcze jakieś inne?) w zakamarkach tego ogromnego miasta. W Londynie byłam już kilka razy, ale za każdym razem zaskakuje mnie na nowo! Tego także życzę Wam w czasie odkrywania tej metropolii kontrastów!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A może znasz inne fotogeniczne miejsca w Londynie? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
A jeżeli blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Dolnośląskie Polska

Kościół Pokoju w Świdnicy – lista światowego dziedzictwa UNESCO

We wrześniu tego roku odwiedziłam jeden z niewielu polskich zabytków, które doczekały się wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO – Kościół Pokoju w Świdnicy na Dolnym Śląsku, a dokładniej Kościół Pokoju pw. Trójcy Świętej. Wiem, że wielu z Was nie słyszało o tym miejscu, a tym bardziej nie zdawało sobie sprawy, że zabytek na skalę ŚWIATOWĄ znajduje się właśnie w Polsce! Kościół Pokoju w Świdnicy to bowiem największa drewniana barokowa protestancka świątynia na świecie! Do tego w 2017 r. razem z cmentarzem została wpisana na listę Pomników Historii, na której znajdują się najcenniejsze zabytki w Polsce. Jeśli to nie skłania Was do odwiedzenia tego miejsca, to z pewnością zrobią to poniższe zdjęcia!

Strop

Historia Kościoła Pokoju

Przed wybuchem wojny 30-letniej świdniczanie mogli swobodnie wyznawać swoją religię luterańską. Zabroniono tego jednak w momencie wybuchu konfliktu w 1618 r. Pokój westfalski złagodził te obostrzenia, wolności nie były jednak już tak duże jak wcześniej.

Świątynia powstała na mocy pokoju westfalskiego (1648) podług którego Habsburgowie zobowiązali się przed protestancką Szwecją do pozwolenia na budowę kościołów protestanckich w księstwach dziedzicznych w Jaworze, Głogowie i Świdnicy. Cesarz miał jednak swoje warunki. Zgodził się, aby protestanci wybudowali świątynie wyłącznie z nietrwałych materiałów, jak drewno, piasek, słoma czy glina. Na postawienie kościoła w Świdnicy wyznaczono jedynie rok. Nie chciano bowiem by budowla przetrwała próbę czasu.

Pomimo braku środków świdniczanie stanęli na wysokości zadania. Nawet najbiedniejsi starali się brać udział w budowie kościoła przynosząc choćby pojedyncze deski. Angażowali się przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, zarówno mieszczanie, szlachta, jak i chłopi. Niejaki Christian Czepko wyruszył nawet w podróż po europejskich dworach w celu pozyskania środków finansowych na budowę kościoła. Poniekąd cudem, udało się postawić świątynie, a pierwsze nabożeństwo odbyło się po 10 miesiącach od rozpoczęcia inwestycji, w dniu 24 czerwca 1657 r.

W 1708 r. kiedy sytuacja protestantów nieco się poprawiła, ponownie w związku z naciskiem króla szwedzkiego obok kościoła dobudowano dzwonnice i szkołę ewangelicką. Można je oglądać do dziś.

Widok na dzwonnice

Po pewnym czasie do głównej bryły kościoła dobudowano Halę Chrztów i zakrystię od wschodu, Halę Zmarłych od zachodu, Halę Ślubów od południa i Halę Polną od północy. W świątyni mieści się przeszło 7,5 tysiąca ludzi!

Zwiedzanie Kościoła Pokoju i informacje praktyczne

Godziny otwarcia: kwiecień-październik: 9-18 (poniedziałek-sobota), 12-18 (niedziela i święta), jesienią i zimą obowiązują inne godziny otwarcia 

Wstęp: kupuje się cegiełkę, normalna to koszt 12 zł; 5 zł dzieci i młodzież; 10 zł emeryci. Warto kupić sobie jeszcze coś w sklepie z pamiątkami, ponieważ całość przekazywana jest na remont kościoła!

Parking i dojazd: Bezpośrednio do Świdnicy dojedziemy pociągiem Regio z Wrocławia; parking znajduje się zaraz obok kościoła (dodatkowo płatny, w weekendy darmowy)

Czas zwiedzania: Na zwiedzanie kościoła i okolicy warto zarezerwować sobie około godziny

Strona internetowa Kościoła Pokoju: https://kosciolpokoju.pl

TIP: W czasie zwiedzana puszczana jest ok. 20 minutowa informacja, z której dowiemy się o najważniejszych wydarzeniach z dziejów kościoła

Wnętrze budowli (mimo, że trwają jeszcze prace renowacyjne) jest imponujące, co zresztą widzicie na załączonych zdjęciach. Do najważniejszych elementów architektury należą ołtarz i ambona, warto jednak przypatrzeć się dokładnie także pozostałym zdobieniom, a przede wszystkim znajdującej się nad wejściem płaskorzeźbie przedstawiającą Ostatnią Wieczerze. Najbardziej wpływowe rodziny arystokratyczne posiadały w kościele swoje własne loże. Szczególnie wyróżnia się ta opływająca złotem, nazwana lożą Hochbergów, którzy ufundowali dęby na budowę świątyni. Bogate, barokowe wnętrze bardzo mocno kontrastuje z prostotą bryły. 

Ciekawostki o Kościele Pokoju w Świdnicy:

  • do kościoła prowadzi 27 drzwi, każde było zarezerwowane dla danej arystokratycznej rodziny
  • kościół ma 180 okien
  • świątynia została wykonana tylko z nietrwałych materiałów (glina, słoma, drewno), nie użyto do budowy gwoździ
  • Kościół Pokoju to jeden z siedmiu nowych cudów Polski według „National Geographic”
  • pomimo, że świątynia powstała w wyniku konfliktu do dziś jest symbolem pojedniania
  • w 2011 r. kościół odwiedziła szwedzka para królewska Karol XVI Gustaw i królowa Sylwia
Jedne z wielu drzwi

Nocleg:

Na terenie Placu Pokoju w budynku, którym mieściło się niegdyś Liceum Ewangelickie (1708) utworzono pensjonat Barokowy Zakątek. Wszystkie pokoje są gustownie urządzone, posiadają swoją łazienkę, a ceny, w których ujęte jest także śniadanie, nie są zbyt wysokie: pokój jednoosobowy – 150 zł, dwuosobowy – od 180 do 250 zł.

Loża Hochbergów
Widok na Lożę Hochbergów

Kościół Pokoju w Świdnicy to Wasz „must see” podczas zwiedzania Polski i Dolnego Śląska! Ja do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem i pewnie jeszcze długo będę. Smutne, że świątynia nie jest zabytkiem rozpoznawalnym na skalę światową, a nawet w Polsce, ale miejmy nadzieje, że ulegnie to szybko zmianie! Może się to stać także dzięki nam!

Putta wykonania lokalnego współczesnego artysty
Kościół Pokoju od zewnątrz
JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A MOŻE odwiedziłeś już kościół Pokoju w Świdnicy? Podziel się swoimi wrażeniami w komentarzach!
Niezbędnik Polecam

Fotoksiążka Saal Digital – projektowanie, jakość, opinia

Jeśli śledzicie mojego bloga od kilku miesięcy to powinniście zauważyć, że jakiś czas temu zostałam testerem fotoksiążki Professional Line firmy Saal Digital. Przyznam się szczerze, że była to moja pierwsza współpraca z jakąś marką więc byłam bardzo podekscytowana! Co z tego wyszło? Jak wygląda album Saal Digital? Jak zaprojektować fotoksiążkę? Jaka jest jej jakość i …