We wrześniu tego roku odwiedziłam jeden z niewielu polskich zabytków, które doczekały się wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO – Kościół Pokoju w Świdnicy na Dolnym Śląsku, a dokładniej Kościół Pokoju pw. Trójcy Świętej. Wiem, że wielu z Was nie słyszało o tym miejscu, a tym bardziej nie zdawało sobie sprawy, że zabytek na skalę ŚWIATOWĄ znajduje się właśnie w Polsce! Kościół Pokoju w Świdnicy to bowiem największa drewniana barokowa protestancka świątynia na świecie! Do tego w 2017 r. razem z cmentarzem została wpisana na listę Pomników Historii, na której znajdują się najcenniejsze zabytki w Polsce. Jeśli to nie skłania Was do odwiedzenia tego miejsca, to z pewnością zrobią to poniższe zdjęcia!
Strop
Historia Kościoła Pokoju
Przed wybuchem wojny 30-letniej świdniczanie mogli swobodnie wyznawać swoją religię luterańską. Zabroniono tego jednak w momencie wybuchu konfliktu w 1618 r. Pokój westfalski złagodził te obostrzenia, wolności nie były jednak już tak duże jak wcześniej.
Świątynia powstała na mocy pokoju westfalskiego (1648) podług którego Habsburgowie zobowiązali się przed protestancką Szwecją do pozwolenia na budowę kościołów protestanckich w księstwach dziedzicznych w Jaworze, Głogowie i Świdnicy. Cesarz miał jednak swoje warunki. Zgodził się, aby protestanci wybudowali świątynie wyłącznie z nietrwałych materiałów, jak drewno, piasek, słoma czy glina. Na postawienie kościoła w Świdnicy wyznaczono jedynie rok. Nie chciano bowiem by budowla przetrwała próbę czasu.
Pomimo braku środków świdniczanie stanęli na wysokości zadania. Nawet najbiedniejsi starali się brać udział w budowie kościoła przynosząc choćby pojedyncze deski. Angażowali się przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, zarówno mieszczanie, szlachta, jak i chłopi. Niejaki Christian Czepko wyruszył nawet w podróż po europejskich dworach w celu pozyskania środków finansowych na budowę kościoła. Poniekąd cudem, udało się postawić świątynie, a pierwsze nabożeństwo odbyło się po 10 miesiącach od rozpoczęcia inwestycji, w dniu 24 czerwca 1657 r.
W 1708 r. kiedy sytuacja protestantów nieco się poprawiła, ponownie w związku z naciskiem króla szwedzkiego obok kościoła dobudowano dzwonnice i szkołę ewangelicką. Można je oglądać do dziś.
Widok na dzwonnice
Po pewnym czasie do głównej bryły kościoła dobudowano Halę Chrztów i zakrystię od wschodu, Halę Zmarłych od zachodu, Halę Ślubów od południa i Halę Polną od północy. W świątyni mieści się przeszło 7,5 tysiąca ludzi!
Zwiedzanie Kościoła Pokoju i informacje praktyczne
Godziny otwarcia: kwiecień-październik: 9-18 (poniedziałek-sobota), 12-18 (niedziela i święta), jesienią i zimą obowiązują inne godziny otwarcia
Wstęp: kupuje się cegiełkę, normalna to koszt 12 zł; 5 zł dzieci i młodzież; 10 zł emeryci. Warto kupić sobie jeszcze coś w sklepie z pamiątkami, ponieważ całość przekazywana jest na remont kościoła!
Parking i dojazd: Bezpośrednio do Świdnicy dojedziemy pociągiem Regio z Wrocławia; parking znajduje się zaraz obok kościoła (dodatkowo płatny, w weekendy darmowy)
Czas zwiedzania: Na zwiedzanie kościoła i okolicy warto zarezerwować sobie około godziny
Strona internetowa Kościoła Pokoju: https://kosciolpokoju.pl
TIP: W czasie zwiedzana puszczana jest ok. 20 minutowa informacja, z której dowiemy się o najważniejszych wydarzeniach z dziejów kościoła
Wnętrze budowli (mimo, że trwają jeszcze prace renowacyjne) jest imponujące, co zresztą widzicie na załączonych zdjęciach. Do najważniejszych elementów architektury należą ołtarz i ambona, warto jednak przypatrzeć się dokładnie także pozostałym zdobieniom, a przede wszystkim znajdującej się nad wejściem płaskorzeźbie przedstawiającą Ostatnią Wieczerze. Najbardziej wpływowe rodziny arystokratyczne posiadały w kościele swoje własne loże. Szczególnie wyróżnia się ta opływająca złotem, nazwana lożą Hochbergów, którzy ufundowali dęby na budowę świątyni. Bogate, barokowe wnętrze bardzo mocno kontrastuje z prostotą bryły.
Ciekawostki o Kościele Pokoju w Świdnicy:
do kościoła prowadzi 27 drzwi, każde było zarezerwowane dla danej arystokratycznej rodziny
kościół ma 180 okien
świątynia została wykonana tylko z nietrwałych materiałów (glina, słoma, drewno), nie użyto do budowy gwoździ
Kościół Pokoju to jeden z siedmiu nowych cudów Polski według „National Geographic”
pomimo, że świątynia powstała w wyniku konfliktu do dziś jest symbolem pojedniania
w 2011 r. kościół odwiedziła szwedzka para królewska Karol XVI Gustaw i królowa Sylwia
Jedne z wielu drzwi
Nocleg:
Na terenie Placu Pokoju w budynku, którym mieściło się niegdyś Liceum Ewangelickie (1708) utworzono pensjonat Barokowy Zakątek. Wszystkie pokoje są gustownie urządzone, posiadają swoją łazienkę, a ceny, w których ujęte jest także śniadanie, nie są zbyt wysokie: pokój jednoosobowy – 150 zł, dwuosobowy – od 180 do 250 zł.
Loża HochbergówWidok na Lożę Hochbergów
Kościół Pokoju w Świdnicy to Wasz „must see” podczas zwiedzania Polski i Dolnego Śląska! Ja do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem i pewnie jeszcze długo będę. Smutne, że świątynia nie jest zabytkiem rozpoznawalnym na skalę światową, a nawet w Polsce, ale miejmy nadzieje, że ulegnie to szybko zmianie! Może się to stać także dzięki nam!
Putta wykonania lokalnego współczesnego artystyKościół Pokoju od zewnątrz
JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A MOŻE odwiedziłeś już kościół Pokoju w Świdnicy? Podziel się swoimi wrażeniami w komentarzach!
Jeśli śledzicie mojego bloga od kilku miesięcy to powinniście zauważyć, że jakiś czas temu zostałam testerem fotoksiążki Professional Line firmy Saal Digital. Przyznam się szczerze, że była to moja pierwsza współpraca z jakąś marką więc byłam bardzo podekscytowana! Co z tego wyszło? Jak wygląda album Saal Digital? Jak zaprojektować fotoksiążkę? Jaka jest jej jakość i …
Planując swoje podróże często szukamy miejsc dobrze znanych, popularnych, dzięki którym będziemy mogli zabłysnąć ponownie na naszej fejsbukowej tablicy. Często niestety nie znamy swojej najbliższej okolicy, wyjeżdżamy nieraz na koniec świata, aby zobaczyć jakieś miejsce, które uważamy za wyjątkowe. Sama przyznaję się, że nie znam wszystkich pięknych miejsc, które oferuje mi mój region, choć w …
Mój wyjazd na Szlak Orlich Gniazd bez wątpienia był wynikiem koronawirusa – gdyby nie to to z pewnością tą wycieczkę odkładałabym jeszcze długo, długo w czasie. Ale nie żałuje, że wyruszyłam w tym kierunku. Szukałam różnych pomysłów w sieci szukając odpowiedzi na pytanie: „co zobaczyć w Polsce?”. Miasteczka na Dolnym Śląsku (Ząbkowice Śląskie, Paczków) nie spełniły niestety moich oczekiwań. Aż bałam się ruszyć dalej 😁 Ale Szlak Orlich Gniazd to był dobry wybór! Trzeba przyznać, że zarówno ruiny, jak i odbudowane zamki mają w sobie to coś. Coś niepowtarzalnego i urokliwego, mimo że pałaców i zamków u nas masa. Zawsze fascynowały, zawsze przyciągały. Każdy turysta szuka tutaj jakiegoś ducha czy tragicznej historii. Zamki na Szlaku Orlich Gniazd dostarczają nam wszystkiego, dlatego postanowiłam przygotować dla Was plan 2-3 dniowej wycieczki w te okolice!
Plan wycieczki
Informacje ogólne
Ja swoją wycieczkę rozpoczęłam w Brzegu w województwie opolskim w związku z tym z tego kierunku opisze ją na blogu. Myślę, że plan będzie podobny także dla okolicznych województw, Wielkopolskiego, Dolnośląskiego, Lubuskiego itp. W zależności od odległości będzie po prostu trzeba wcześniej wstać 😁 Nie musicie się także trzymać dokładnie mojego planu, wskaże Wam różne alternatywy i możliwości wyboru różnych atrakcji. Powszechnie jednak wiadomo – im wcześniej wstaniesz tym więcej zobaczysz 😁 Choć ja lubię zwiedzać wyspana, więc w moim przypadku wyglada to różnie. Niektórzy preferują także styl slow, co z sugeruje, że zwiedzamy bez pośpiechu, co wydłuża wyprawę. Ja podróżowałam samochodem, więc także z tej perspektywy opisze wycieczkę.
TIP: Koniecznie zaopatrzcie się w gotówkę!!! Płatność kartą nie jest dostępna w wielu miejscach opisanych na trasie!
1 dzień wycieczki
Wstajemy rano 🤨 Ruszamy w kierunku na Częstochowę; z Brzegu zajęło to jakieś 1,5 do 2 h, z Opola macie bardzo blisko. Droga jest bezpłatna, więc nie pociąga to ze sobą dodatkowych kosztów.
Zamek Olsztyn koło Częstochowy
Pierwszym celem wycieczki są ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie. Zaraz przy zamku znajduje się kilka płatnych parkingów (ok. 10 zł za dzień), najwygodniej stanąć nieopodal bramy wejściowej. Znajdziemy tutaj także małą bazę gastronomiczną, kilka restauracji, stoiska z lodami, Żabkę 😁 i sklepiki z pamiątkami (głównie dla dzieci). Przy bramie wejściowej do ruin przy stoliczku siedzi Pan, który sprzeda nam bilety.
Zamek Olsztyn to jedna z ciekawszych budowli, którą zaplanowałam w wycieczce, śmiało można więc poświecić mu więcej czasu. Warto pospacerować po ruinach i porobić zdjęcia w malowniczym otoczeniu. Po wspięciu się na górę widok na okolicę jest urzekający, a zamek dodaje wszystkiemu uroku. Także skały okazują się niezwykle fotogeniczne.
Jeśli chcemy poświecić więcej czasu na zwiedzanie Zamku Olsztyn możemy pospacerować dookoła ruin, aby przyjrzeć się im z każdej strony. Inną opcją jest wykupienie dodatkowej wejściówki na wieżę.
Warownia powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, jak zresztą większość zamków znajdująca się na Szlaku Orlich Gniazd. Miały one strzec granicy ze Śląskiem, który należał w tym czasie do Czech. Zamek przez wieki pełnił ważną rolę obronną, utracił ją jednak w XVI-XVII stuleciu kiedy warownie starego typu straciły na znaczeniu. Mocno ucierpiał w czasie potopu szwedzkiego i w zasadzie od tamtego momentu podupadał.
Następnie udajemy się w kierunku Zamku w Mirowie, jednak nie docieramy do niego… Zatrzymujemy się po drodze na chwile przy Pałacu Raczyńskich w Złotym Potoku. Zobaczenie atrakcji zajmie nam zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu minut, ale warto tu zajechać bo pałac jest bardzo malowniczo położony. Zaopatrzcie się także w ziarna dla kaczek, ponieważ te lubują się w turystach i chętnie do nich podchodzą chcąc wyłudzić jakiś smakołyk. Sama powiem szczerze, że na ten zakątek natrafiłam przypadkiem jadąc z Olsztyna do Mirowa, a do zjechania z wytyczonego szlaku zachęcił mnie widok przez bramę na pałac.
Pałac został wybudowany w połowie XIX w. na miejscu dawnego dworu zwanego Zameczkiem, który popadał w ruinę. Inicjatorem budowy był Wincenty Krasiński. Obok postawiono dworek, który przeznaczony został dla jego syna Zygmunta. Po jego śmierci pałac odziedziczyła córka poety Maria, która była żoną Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. W tym czasie rezydencja została ponownie przebudowana i uzyskała dzisiejszy kształt. Po II wojnie światowej budynek został upaństwowiony i znajdowała się w nm szkoła. Aktualnie pałac znajduje się w złym stanie technicznym, a wnętrza nie można zwiedzać. Prawa do rezydencji roszczą sobie spadkobiercy Raczyńskich, Krzysztof i Stefan Dembińscy, te zostały jednak zakwestionowane przez wojewodę śląskiego. W dworku Zygmunta Krasińskiego aktualnie mieści się Muzeum Regionalne jego imienia, jednak jeśli dobrze pamiętam to budynek także nie znajduje się w zbyt dobrym stanie technicznym.
Zamek Mirów
Zaledwie kilka kilometrów dzieli nas od Zamku w Mirowie, który jest kolejnym punktem na mapie wycieczki. Niedaleko warowni znajdziemy bezpłatny parking, najlepiej nie jechać w kierunku restauracji, ale skręcić wcześniej w uliczkę, gdzie znak wskazuje parking. Bilet wejściowy na zamek kosztuje 7 zł (normalny), zaś ulgowy 5 zł.
Zwiedzając zamek w Mirowie warto pamiętać, że to jedna z najstarszych warowni na Szlaku Orlich Gniazd! Aktualnie można go oglądać wyłącznie z zewnątrz, ponieważ budowla znajduje się w kiepskim stanie technicznym. Istnieją jednak plany jego odbudowy – przyjdzie nam pewnie jednak na to poczekać.
Wokół zamku znajduje się także bardzo przyjemna łąka, gdzie wielu odwiedzających rozkładało się na kocach na piknikach. Niektórzy woleli jednak bardziej aktywnie spędzić czas i pójść powspinać się po pobliskich skałkach.
Jeśli chcecie poczytać więcej o Zamku w Mirowie zapraszam do osobnego wpisu na blogu – tutaj.
I teraz decyzja dnia 😁 Od Zamku w Bobolicach dzieli nas zaledwie 1,5 km. Idziemy na piechotę czy wracamy do zaparkowanego samochodu?
Zamek Bobolice
Ja polecam drogę pieszo, jednak zrozumiem jeśli podjedziecie tu samochodem. Obok znajduje się bezpłatny parking, wejście na błonia kosztuje podobnie jak w pozostałych przypadkach 7 zł (bilet normalny) lub 5 zł (bilet ulgowy). To jeden z niewielu zamków na szlaku, który został odbudowany i można go zwiedzać wewnątrz. Łączy to się jednak z koniecznością wykupienia kolejnego biletu: 15 zł (normalny), 10 zł (ulgowy). Obok zamku znajduje się także hotel i restauracja, możemy więc tutaj zostać na dłużej i potraktować warownie jako punkt wypadowy.
Podobnie jak większość zamków na Szlaku Orlich Gniazd ten w Bobolicach powstał w XIV w. Warownia mocno ucierpiała w czasie wojen, m.in. po rozdwojonej elekcji w 1587 r. czy w czasie potopu szwedzkiego. Część zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi do pobliskiego Mirowa. Dopiero pod koniec XX w. budowla znalazła opiekunów, którzy podjęli się jej odbudowy – rodzinę Lisieckich.
Jeśli szukacie więcej informacji na temat Zamku Bobolice to zapraszam tutaj.
Tym punktem kończymy pierwszy dzień naszej wycieczki. Ja nocleg zarezerwowałam w Krakowie, gdzie można zobaczyć jeden z zamków, który niektórzy uwzględniają w Szlaku Orlich Gniazd. Chodzi mi tutaj oczywiście o Zamek Królewski na Wawelu! Jeśli jednak będziecie chcieli możecie pozostać na Zamku Bobolice lub w okolicy.
PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Dzień 2 – Zamek Królewski na Wawelu
Kraków wszyscy dobrze znamy i kochamy! W dawnej stolicy bywam stosunkowo często z powodów służbowych dlatego zawsze brakuje mi czasu na zwiedzanie. Warto jednak rozejrzeć się po Krakowie w stylu slow przynajmniej jeden dzień. Teraz skupimy się jednak przede wszystkim na zobaczeniu Zamku Królewskiego na Wawelu. Na początku tylko wspomnę, że jeśli chcemy zobaczyć wszystkie „części” Wawelu to nie jest to inwestycja tania, zwłaszcza jeśli zwiedzamy rodziną. Możemy się jednak zawsze zdecydować na wykupienie biletów wstępu tylko na cześć ekspozycji. Ceny przedstawiają się następująco:
Skarbiec Koronny i Zbrojownia: poniedziałek wstęp bezpłatny, pozostałe dni: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
Ogrody Królewskie: normalny 5 zł, ulgowy 2 zł
Smocza Jama: 7 zł
Baszta Sandomierska: 5 zł
Kości smoka (wawelskiego?) wiszą od średniowiecza przy wejściu do katedry. Pierwotnie miały chronić miasto od złych mocy. Legenda mówi, że jeśli zerwą się z łańcuchów to przepowie to upadek katedry. Naukowcy twierdzą jednak, że to nie kości słynnego smoka, a mamuta, walenia i nosorożca.
Istnieje oczywiście także możliwość zwiedzania „bezpłatnego”. Możemy pooglądać elementy zamku, które nie wymagają opłat, za darmo można np. wejść na dziedziniec arkadowy i zewnętrzny, zobaczyć zamek z zewnątrz, pospacerować nad Wisłą i przejść się do smoka wawelskiego.
Historia wawelskiej rezydencji sięga aż XI w. Później tamtejsze palatium było rozbudowywane przez kolejnych władców, a największe inwestycje poczynili m.in. Władysław Łokietek, Władysław Jagiełło, Aleksander Jagiellończyk czy Zygmunt I Stary. Za panowania Wazów stolica została przeniesiona do Warszawy, więc królowie rzadziej gościli już na Wawelu, a pojawiali się na nim przeważnie w czasie uroczystości, jak koronacje, pogrzeby czy śluby. W XVII i XVIII w. budynek kilkukrotnie musiał zostać odremontowany po pożarach.
Na zwiedzanie Wawelu możemy śmiało poświęcić cały dzień, jeśli nawet nie dwa! Zamek oferuje nam wiele możliwości spędzania wolnego czasu.
Plan wzgórza Wawelskiego
Dzień 3
Pozostawiam Wam tutaj pewną dowolność 😁 Zakładam, że w większości przypadków dzień 3 to może być niedziela, więc jeśli nie zwiedziliście któregoś ze wcześniejszych zamków to proponuje do nich wrócić. Można także poranek i popołudnie spędzić w Krakowie – tyle tu ciekawych miejsc do zobaczenia!
Jeśli jednak chcesz ruszyć dalej jest kilka możliwości. Zaledwie kilka kilometrów od Krakowa znajduje się piękny Zamek Pieskowa Skała. Został on odrestaurowany, a jego wnętrza udostępnione są do zwiedzania. Ja na razie jeszcze tutaj nie byłam, ale patrząc na zdjęcia z pewnością warto.
Innym zamkiem, który warto odwiedzić na Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek Pilcza w Smoleniu (ok. godzina jazdy samochodem z Krakowa, niecałe 56 km). Na miejscu znajduje się bezpłatny parking.
Prawdopodobnie już w okresie lateńskich wzgórze było zasiedlone, nie do końca jednak wiadomo, kiedy dokładnie wybudowano w tym miejscu murowaną warownie. Pewna wzmianka na jego temat pochodzi z XIV stulecia.
Zamek Ogrodzieniec
Bez wątpienia jednym z najpiękniejszych zamków na Szlaku Orlich Gniazd jest ten znajdujący się we wsi Podzamcze, bardziej znany jako Zamek Ogrodzieniec. Znajduje się 15 km od Zamku Pilcza. Wejście kosztuje 18 zł (bilet normalny) lub 13 zł (bilet ulgowy – dzieci, studenci, emeryci), niedaleko znajdują się także płatne prywatne parkingi (cały dzień około 10 zł). Na zwiedzanie należy zaplanować przynajmniej godzinę, warto też zabrać ze sobą wygodne buty ze względu na dużą ilość schodów. Ta atrakcja przypadnie do gustu każdemu, spacerowanie po obwarowaniach zamku jest bardzo przyjemne, a piękne widoki na okolicę dodają wszystkiemu uroku.
Zamek w Ogrodzieńcu powstał na miejscu drewnianej wartowni za panowania Kazimierza Wielkiego. Później puszczany był w dzierżawę. Zamek został spalony i zniszczony zarówno za potopu szwedzkiego, jak i w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Później nie został już odbudowany.
Przedstawiony wyżej szlak i jego pozycje można swobodnie zmieniać, wszystkie zamki znajdują się dość blisko siebie, więc nie zakłóci to Waszej wycieczki. Można także pominąć Kraków i nocleg złapać gdzieś po drodze, np. z widokiem na którąś z warowni. Jeśli chcecie przedłużyć sobie wypoczynek tą trasę możecie połączyć ze zwiedzaniem zamków i pałaców w województwie opolskim i województwie dolnośląskim. Na moim blogu powstały dwa osobne wpisy na ich temat, zapraszam:
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw serduszko lub komentarz! A może masz własne propozycje wycieczki? Chętnie się z nimi zapoznam 🙂 Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Grecja jest bardzo popularnym celem turystycznym wśród Polaków, choć nie tylko. Korfu, które udało mi się niedawno odwiedzić zajęło podobno 4 miejsce wśród najpopularniejszych destynacji właśnie tego kraju. Do Grecji jedziemy głównie „złapać słońce” i opaleniznę. Miło jednak wykąpać się w ładnym otoczeniu. Dlatego stworzyłam mały ranking najpiękniejszych moim zdaniem plaż na Korfu. Wszystkie z nich znajdują się w najpopularniejszej części wyspy, czyli północnym-wschodzie. Do większości z nich dojedziecie samochodem lub komunikacją miejską, w innym przypadkach znajdziecie dokładną informację poniżej.
Sidari i Canal D’Amour
Legenda głosi, że jeśli jesteś singlem i szukasz miłości to powinieneś pojechać do Sidari i Canal D’Amour (Kanału Miłości). Po kąpieli na tamtejszej plaży szybko znajdziesz drugą połówkę! Mówi się także, że pary powinny zakosztować kąpieli w niebieskich wodach, a to zapewni im szczęśliwy związek do końca życia!
Nie zrażajcie się kolorem wody na zdjęciu! Wykonane zostało po sporej burzy, a woda musiała się uspokoić! Normalnie jest bardziej „turkusowo”
A jeśli to nie zachęca Was do odwiedzenia Canal D’Amour to może zrobi to sam widok na jedyne w swoim rodzaju przesmyki i klify ukształtowane przez naturę, a wypełnione krystalicznie niebieską wodą. Sidari to także jeden z najpopularniejszych kurortów na Korfu, więc znajdziecie tu masę sklepików i restauracyjek, gdzie po kąpieli można spędzić ciekawie czas. Możemy tu dojechać samochodem, autobusem ze stolicy wyspy czy zamówić sobie łódkę lub taxi boat z pobliskich miejscowości.
Porto Timoni
Porto Timoni, znana także jako podwójna zatoka czy zatoka piratów to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych plaż na Korfu. Zarówno odpoczynek na niej, jak i wspinaczka, aby zobaczyć ją z góry daje dużą satysfakcję. Tak jak wspomniałam plaża składa się z dwóch zatok, więc w trakcie pobytu możemy skorzystać z obu możliwości!
Możemy się tutaj dostać na kilka sposobów. Jeden z nich to dojście na piechotę z pobliskiej miejscowości Agios Georgios. Podobno przy dobrej kondycji trwa to ok. 1,5 godziny. Droga powrotna pewnie dłużej. Inna ewentualność to podjechanie samochodem do miejscowości znajdującej się na pobliskim szczycie – Afionas. Stamtąd w około 30 minut dojdziemy do plaży. Droga nie jest jednak najprostsza, dużo tam kamieni i nierówności, do tego prowadzi nad urwiskiem. W drodze powrotnej trzeba się trochę powspinać, dlatego nie polecam dla wszystkich tej możliwości, zwłaszcza dla rodzin z małymi dziećmi czy osobom starszym. Warto też wziąć dobre buty. Co prawda widziałam tam osoby wspinające się w japonkach, ja jednak nie polecam takiej ewentualności!
Najłatwiej podpłynąć jednak do plaż wypożyczoną łódką (od 50 do 100 euro za dzień za najmniejszą łódkę) lub wziąć taxi boat z Agios Georgios (15 euro za osobę w przypadku dwóch osób, im większa grupa tym taniej). W przypadku taxi boat umawiamy się z panem, o której ma po nas wrócić. Możemy także przedzwonić, aby podpłynął wcześniej.
Wybierając się na plażę pamiętajcie o parasolu przeciwsłonecznym i dużej ilości wody oraz jedzeniu. Plaża nie jest bowiem zagospodarowana pod kątem turystycznym.
PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Paleokastritsa – Agios Spiridon i Ampelaki Beach
W Paleokastritsa znajdują się najsłynniejsze na Korfu zatoczki z urokliwymi płazami piaszczysto-kamiennymi. W zasadzie każda z nich gwarantuje nam miłe spędzony czas, ale ja upatrzyłam sobie szczególnie dwie z nich. Pierwsza to Agios Spirydon Beach, jedna z najbardziej rozwiniętych pod kątem gastronomicznym w tym rejonie. Po przejściu przez ulicę wejdziecie już na Ampelaki Beach. Obok znajdziecie masę sklepików, kawiarni i restauracji, duży parking. Na miejscu można także wynająć leżaki. Plaża jest wyjątkowo malowniczo położona pomiędzy wzniesieniami i skałami. Do tego, stosunkowo nieduża. Niestety powoduje to, że Ampelaki Beach jest oblężona przez turystów. Mimo to warto jednak zajechać tutaj chociaż na chwilę.
https://www.instagram.com/p/CDyYfpEJ-rx/
Paleokastritsa – Agia Triada Beach
Agia Triada to zdecydowanie moja ulubiona plaża na Korfu. Z zatoczek Paleokastritsy jest największa i bardzo dobrze przygotowana dla turystów. Można tutaj wynająć leżaki i zjeść coś smacznego w moim ulubionym beach barze – Akron Beach Bar. Tutaj jadłam najlepszy makaron z pesto, cukinia i rukolą (11 euro). To świetne, lekkie danie idealne na ciepłą pogodę, która w Grecji panuje latem! Polecam także leżaki tej knajpy – są mega wygodne!
Acharavi
Plaża Acharavi znajduje się w niedużej odległości od Sidari i Kiassopi (ok. 10 km). W wolnej chwili warto tu zajęciach i delektować się obszerną, żwirowo-piaszczystą plażą. W wielu miejscach woda jest długo płytka, dlatego jest idealna dla rodzin z dziećmi. Można tu także wynająć leżaki i parasole oraz zjeść coś w beach barach. Obok znajdują się też sklepiki i restauracje, więc z pewnością nie będziecie się nudzić. Kurort ciągle się rozwija, aby przyciągnąć rzesze turystów.
Agios Spiridon – północno-wschodnia część wyspy
To według mnie najprzyjemniejszy wybór dla rodzin z małymi dziećmi, które uwielbiają piaszczyste plaże. I to faktycznej w odróżnieniu np. od Agios Georgios delikatny piaseczek a nie mały żwirek. Do tego Agios Spirydon ma naprawdę bardzo delikatnie zejście do morza. Idziemy i idziemy a woda ciagle sięga do połowy łydki, ewentualnie kolan. Wokół nie znajdziemy jednak żadnych sklepów czy stoisk z jedzeniem dlatego całe zaopatrzenie warto zabrać ze sobą. Nie ma tutaj także możliwości wynajęcia leżaków czy parasola.
TIP: W czasie pobytu na plażach na północy wyspy, w tym Sidari, Acharavi, Kassiopi czy Agios Spirydon warto zablokować w telefonie funkcję automatycznego wyboru sieci. Niedaleko znajduje się Albania (poza UE), która ma strasznie silne nadajniki i telefony zmieniają sieć na dodatkowo płatną! Lepiej więc przed wyjazdem wybrać ręcznie najsilniejszą sieć grecką.
Agios Georgios
Plaża w Agios Georgios odznaczona została niebieską flagą przez EEC. Szczególnie podkreśla się jej piękny, złoty piasek oraz przeźroczystą wodę. Plaża jest także ogromna, bo ciągnie się na 5 km, a także wyjątkowo pięknie usytuowana wśród pobliskich wzgórzy. Znajdziemy tutaj także kilka restauracji, tawerny, kawiarnie oraz miejsca do wynajęcia leżaków z parasolami czy łódek. Woda niestety przeważnie jest chłodniejsza niż w pozostałych częściach wyspy!
Kassiopi – Bataria Beach
https://www.instagram.com/p/CDwXccpo905/
Bardzo chciałam poleżeć chwile na tej plaży jednak nie było mi to dane, ponieważ obok znajduje się bardzo mały parking, a żadnego innego nie było w pobliżu. W związku z tym nie udało mi się także zrobić własnego zdjęcia, ale podrzucam Wam jedno z ładniejszych, które znalazłam w necie! W opinii wielu to jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie. Pamiętajcie jednak żeby przyjechać wcześnie rano by znaleźć miejsce parkingowe!
https://www.instagram.com/p/CDeFdSGho2p/
Mam nadzieje, że to krótkie podsumowanie pomoże Wam w wyborze najpiękniejszej plaży na Korfu! Warto zwrócić na to uwagę kiedy szukamy hotelu czy ośrodka noclegowego, gdzie planujemy spędzić wakacje. Moim zdaniem, najprzyjemniejsze są zatoczki Paleokastritsa, ale decyzja należy do Was! Na koniec podrzucam Wam mapkę z powyższymi plażami – miłego wypoczynku!
W czasie pandemii koronawirusa wielu z nas zastanawia się nad wyjazdem za granicę. Jeszcze większe wątpliwości mamy w czasie dalszego wyjazdu organizowanego przez biura turystyczne typu Rainbow Tours, Itaka czy Tui. Wiąże się to z obawami konieczności odwołania wakacji z powodu wzrostu zachorowań w naszym kraju, bądź destynacji turystycznej. Z drugiej strony nie wiemy także …
Pobliska Saksonia skrywa przed nami wiele sekretów. Większości z nas kojarzy się jeszcze z dawnym NRD, jednak i wschodnia cześć Niemiec prze szybko do przodu i prężnie się rozwija. Dzięki temu mamy dostęp do coraz większej liczby pięknych miasteczek, zamków i wyjątkowej przyrody. „Saksonia na weekend” to już coraz popularniejsze hasło zwłaszcza wśród zachodnich województw Polski. Jeśli myślicie o szybkim wypadzie do naszych sąsiadów to pierwszym z Waszych celów może być tzw. pałac na wodzie w Moritzburgu – dawna rezydencja króla polskiego, a zarazem elektora saskiego – Augusta II Sasa.
Pałac Moritzburg już na zdjęciach wygląda imponująco, a szyku dodają mu znajdujące się wokół jeziora. Kiedy zawitałam do Moritzburga zatrzymałam się na jednym z okolicznych parkingów, który GPS wybrał za mnie i zrobił to idealnie. Nie wylądowałam, bowiem zaraz przy pałacu i w centrum miasteczka (gdzie parking oczywiście jest droższy), a po drugiej stronie jeziora, z którego roztaczał się piękny widok na dawną siedzibę Augusta II Sasa. Na miejscu przywitała mnie gromada gęsi, które śledziły turystów w poszukiwaniu kawałka chleba i ziaren. Czy można wyobrazić sobie piękniejszą scenerie?
Historia Schloss Moritzburg
Budowla powstała na sztucznie usypanej wyspie w latach 1542-1546 na życzenie Maurycego Wettyna i początkowo pełniła funkcje pałacu myśliwskiego. Pałac otoczony był bowiem bogatym w zwierzynę lasem Friendwald. To od jego założyciela wywodzi się nazwa pałacu, ponieważ po niemiecku nazywał się Moritz von Sachsen, choć początkowo mówiono na budowlę Dianenburg od bogini myślistwa Diany. Następnie pałac był stopniowo przebudowywany, np. w latach 1661-1671 wzniesiono kaplice, która jest interesującym przykładem wczesnego baroku.
Za panowania elektora Saksonii a zarazem króla polskiego Augusta II Mocnego pałac dostosowano do funkcji wypoczynkowych, a w związku z tym doszło do większej przebudowy w latach 1723 i 1733. W tym czasie pojawił się także ogród i założenie parkowe. Pałac miał królowi służyć przede wszystkim jako miejsce reprezentacyjne, gdzie urządzane były liczne bankiety. Chciał także, aby przeprowadzano tutaj inscenizacje bitew oraz marzył o sprowadzeniu dzikich zwierząt, jak lamparty. August II nie zrealizował jednak do końca swoich planów, które zaprzepaściła śmierć. Jego syn, o wiele mniej zaradny i ambitny August III dokończył przebudowę rezydencji, dobudował m. in. oddalony o ponad 2 km Pałacyk Bażanci oraz latarnię morską z małym portem.
Zwiedzanie Pałacu Moritzburg – informacje praktyczne
Pałac Moritzburg leży w miejscowości Moritzburg oddalonej ok. 15 km od Drezna. Jeśli jesteśmy w stolicy Saksonii to idealne miejsce na kilkugodzinny wypad. Można tu dojechać zarówno samochodem (droga A4 lub A13) lub autobusem z Drezna (ze stacji Dresden-Neustadt, nr autobusu 477 w kierunku na Radeburg).
Schloss Moritzburg można zwiedzać spacerując po okolicznych ogrodach i parkach oraz w środku. Spacer po błoniach jest bezpłatny. Zwiedzanie ekspozycji razem z sypialnią z piór i skarbcem to koszt 8 euro (bilet normalny), 6,50 euro (bilet ulgowy), 1 euro (dzieci 6-16 lat), dzieci do lat 5 wchodzą bezpłatnie. Jeśli pozostajemy w Saksonii na dłużej możemy zakupić specjalną kartę (schlösserlandKARTE), która zagwarantuje nam darmowe zwiedzanie zamków i pałaców w tym landzie. Wersja 10-dniowa kosztuje 24 euro, zaś roczna 48 euro. Więcej informacji na jej temat w języku polskim znajdziecie tutaj. Aktualnie zamek otwarty jest od godziny 10 do 18. Zwiedzanie wewnętrznej ekspozycji zajmuje około godziny, oczywiście możemy spędzić tu więcej czasu. Zaraz przy wejściu znajdziemy także sklepik z pamiątkami.
Zwiedzanie z zewnątrz
Pałac robi ogromne wrażenie zarówno z daleka, jak i z bliska. Jego piękna barokowa, żółta bryła od razu przyciąga uwagę. To idealne miejsce na relaks. Można spacerować dookoła pałacu, jak i po okolicznym parku oraz miasteczku, gdzie znajdziemy restauracje, kawiarenki i inne atrakcje. Można także urządzić sobie nieco dłuższą wędrówkę do Pałacu Bażanciego czy latarni morskiej.
Herb Rzeczypospolitej – Orzeł i Pogoń Litewska
Spacerując wokół pałacu możemy podziwiać piękne dekoracje budowli, które przedstawiają głównie anioły lub nawiązują do polowań. Nie raz uda się także dostrzec symbole i herby związane z Rzeczpospolitą, w której August Mocny został obwołany królem w 1697 r.
Nie tylko w parku napotkamy wszędobylskie gęsi! Mieszkają one także obok samego pałacu. Jeśli uważnie będzie obserwować jezioro być może dostrzeżemy także skaczące wielkie ryby (karpie?). Szczerze to nigdzie indziej nie widziałam takiego pokazu, jak tutaj 😀
Kiedy pomaszerujemy głównym mostem prowadzącym do pałacu w stronę miasteczka zaraz przy ulicy zobaczymy słup pocztowy, na którym wypisane są odległości do wybranych miast, np. Poznania. Na słupie możecie dostrzec herby Rzeczypospolitej i Saksonii zwieńczone koroną. W 1722 r. wprowadzono tzw. milę pocztową (w Saksonii 9062 m), na zdjęciu na słupie widzicie właśnie te informacje.
Słup pocztowyDo pobliskiego Pałacu Bażanciego można dojechać dorożką
Zwiedzanie pałacu Moritzburg
Wystawa barokowa
Pokój z piór
Jest to jedna z głównych atrakcji pałacu Moritzburg, unikatowa w skali światowej! Nie wiadomo czym pierwotnie było łoże oraz towarzyszące mu dekoracje z piór. Jedni mówią, że to tron meksykańskiego króla, inni, że to element indyjskiego wyposażenia domowego. Twierdzi się także, że dekorację wykonywali Indiańscy niewolnicy z piór ptaków w terenów Ameryki Południowej. Wystrój pokoju został sprowadzony przez Augusta Mocnego – była to nagroda za jego udział w walce byków.
Pokój z piór
Kolekcja trofeów myśliwskich
W związku z tym, że Moritzburg przez wieki pełnił funkcje pałacu myśliwskiego w wielu dekoracjach, jak i ekspozycjach odnajdujemy akcenty nawiązujące do dworskiej sztuki polowania. Jak większość arystokratów i królów, także August II Mocny lubował się w tym sporcie.
Jedna z sal, w której można podziwiać ogromne zbiory porożaI kolejna
Przechowywany tutaj okaz poroża jelenia szlachetnego uważany jest za największy na świecie (posiada 66 punktów)! Tutaj też można zobaczyć rogi wymarłego już jelenia olbrzymiego nazywanego także łosiem irlandzkim. To nie lada gratka dla osób lubujących się w myślistwie. Dodatkowo w jednej z sal, która jest także udostępniona do zwiedzania nazwanej Monströsensaal znajduje się kolekcja 39 patologicznie (w wyniku choroby) zniekształconych poroży. Pod każdym znajduje się tabliczka z oceną wieńców jeleni. Chodzi tutaj o liczbę rozgałęzień, których możemy doliczyć się na rogach jeleni. Jedno z poroży ma liczyć ponad 10 tysięcy lat i August Mocny miał je otrzymać w prezencie od Piotra Wielkiego.
pozostałe ekspozycje, skórzane tapety i kaplica
Kolejną atrakcją w pałacu są z pewnością tamtejsze kolekcje pozłacanych, skórzanych tapet. Jedynaście z sześćdziesięciu pokoi zachowało się ze swoimi zdobieniami ściennymi. Wszystkie sale, po kolei są odrestaurowywane i mogą cieszyć nasze oko.
Chyba nie jest tajemnicą, że August Mocny lubował się w porcelanie, w końcu to on założył pierwszą jej fabrykę w Niemczech w pobliskiej Miśni. Białe złoto prezentowane jest także w Moritzburgu, przeważnie przedstawia ono motywy myśliwskie oraz figury zwierzęce. Większość to oryginały z XVIII w., które zostały wykonane przez wybitnych modelarzy, m.in. Johann Joachim Kaendler i Johann Gottlieb Kirchner.
Kaplica pałacowa
Z balkonu można także przyjrzeć się kaplicy pałacowej, która zaprojektowana została przez saksońskiego architekta Wolfa Caspara von Klenge. Powstała w latach 1661-1671, kiedy rozbudowy pałacu podjął się Jerzy II Wettyn.
Zachowały się niektóre oryginalne meble pałacowe
Wystawa czasowa „Mity wokół Augusta”
W czasie zwiedzania pałacu mogłam zobaczyć także wystawę czasową (marzec-listopad 2020) „Mity wokół Augusta” z okazji 350 rocznicy narodzin Augusta II Mocnego. Opowiada ona nie o samym królu i elektorze saskim, ale przede wszystkim o legendach, które narosły wokół jego osoby. Określany był przecież mecenasem sztuki, wybitnym kochankiem o nadzwyczajnej sile, wspaniałym zarządcą (oczywiście dla Saksonii). Nie wszystkie te opisy są jednak prawdziwe, a wokół nich narosło wiele mitów.
August II Mocny władał Rzeczpospolitą dwukrotnie w latach 1697-1706 i 1709-1733. W 1697 r. zdecydował się przejść z protestantyzmu na katolicyzm, aby móc wziąć udział w walce o tron polski. Jego wybór został zaakceptowany przez szlachtę dopiero po przekupieniu jej przez Rosję, która popierała elekcje Sasa. Z powodu oporu senatorów był zmuszony włamać się do skarbca, gdzie przechowywano insygnia koronacyjne.
W historii Rzeczypospolitej August II Mocny zapisał się raczej jako władca, który przychylił się do upadku państwa polsko-litewskiego. Inaczej zapamiętano go jednak w jego rodowitej Saksonii, gdzie do dziś wspominany jest jako najznakomitszy władca! To nie mit i Sas rzeczywiście był elektorem, który dbał o swoje dziedziczne tereny i robił wszystko, aby rozwijały się jak najprężniej. Nie bez powodu jego syn August III wystawił mu złoty pomnik konny (Golden Reiter) nieopodal centrum Drezna.
Nie jedni zarzucają Augustowi Mocnemu, że kosztem Rzeczypospolitej rozwiał Saksonię i przewiózł do niej najcenniejsze zbiory z naszego kraju. Dziś w zbiorach muzeum w Dreźnie możemy oglądać zdobycze Sobieskiego na Turkach spod Wiednia, choć to nie jedyny przykład. Ciekawe skąd się tam wzięły 😄
Legenda Siły
Przydomek „Mocny” wyjaśnia się na dwa sposoby. Jedni twierdzą, że ma on związek z osiągnięciami seksualnymi władcy, inni, że dotyczy jego siły fizycznej. Nie jeden z nas zapewne słyszał, że Sas potrafił rozłupać orzech trzymając go w dłoni lub wygiąć podkowę!
Przedstawienia kochanek Augusta Mocnego
August II Mocny sam mówił o sobie: “Całe moje życie było jednym nieprzerwanym grzechem. Boże, zlituj się nade mną!” Sas zasłynął bowiem jako słynny kochanek. Uwodził chłopki, mieszczki, szlachcianki i arystokratki; przyjmuje się, że mógł spłodzić przeszło 300 dzieci!
Restauracja pałacowa i nocleg
W pałacu mieści się restauracja, w której możemy się posilić i odpocząć delektując się przy okazji widokiem na wieże. Cenowo nie różni się ona od pozostałych tego typu miejsc w Niemczech, a jest w niej nawet troszkę taniej niż w pozostałych częściach miasteczka. Poza kilkoma daniami głównymi, mamy do wyboru zupy, przystawki, pyszne ciasta i wiele napojów bezalkoholowych i alkoholowych, w tym drinki.
Nie wiele osób wie, że zaraz przy pałacu znajdują się małe domki, które można wynająć. W zależności od wielkości ich cena za dwa dni rozpoczyna się od 250 euro (każda kolejna noc 100 euro). W domkach do dyspozycji jest także kuchnia i niezbędne przybory. Nie jest to więc moim zdaniem wygórowana cena. Więcej informacji tutaj. W pałacu można urządzać także wesela, konferencje i inne uroczystości.
Pałac Moritzburg zdobył moje serce kiedy wyłonił się zza drzew parkowych. O ile może ekspozycja wewnętrzna nie powala, to zewnętrzny wygląd pałacu jest piękny i przyciąga wzrok. Dla mnie to idealne miejsce na relaks i wyciszenie się. Myślę, że jeszcze nie raz zawitam do dawnej rezydencji Augusta Mocnego w czasie moich podróży po Niemczech!
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Pomysł wyjazdu na Szlak Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej narodził się dość przypadkowo i z pewnością przyczynił się do tego koronawirus i zakaz opuszczania granic Polski. Na trasie zobaczyłam Zamek w Mirowie (wpis na blogu na jego temat tutaj) oraz Zamek Olsztyn pod Częstochową (możecie o nim przeczytać tutaj) i oczywiście Zamek w Bobolicach, o którym możecie przeczytać poniżej 🙂 Miłej lektury!
Kiedy maszerowałam z Zamku w Mirowie w kierunku Zamku w Bobolicach ukazał mi się piękny widok. Polska umie być piękna – tylko trzeba chcieć
Historia Zamku Bobolice
Zamek, jak większość pozostałych na Szlaku Orlich Gniazd powstał za panowania Kazimierza Wielkiego. Po trzecim poście na temat pozostawionych przez króla warowni nie dziwi, więc już Was chyba przysłowie dotyczące jego osoby, a które z pewnością kojarzycie ze szkoły: „Zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną” 🙂 Datuje się, że zamek w Bobolicach powstał ok. 1350-1352 r. Podobnie jak pozostałe miał bronić granicy polsko-czeskiej. Niedługo później, bo w 1370 r. Ludwik Węgierski przekazał zamek krewnemu, Władysławowi Opolczykowi, ten zaś ofiarował go Andrzejowi Schóny (nazywany był także Andrzejem Węgrem). Ten przekształcił zamek w warownię zbójecką, co nie spodobało się Władysławowi Jagiellończykowi, który włączył budowlę do dóbr królewskich. Andrzej jednak nadal sprawował nad nią opiekę.
Następnie zamek przechodził z rąk do rąk. Dopiero kiedy warownie przejął Mikołaj Kreza z Zawady doczekał się dwóch wieków stabilizacji. Jego rodzina władała zamkiem do 1625 r. Później przeszedł w ręce Myszkowskich, tych samych, którzy posiadali pobliski zamek w Mirowie.
W czasie rozdwojonej elekcji w 1587 r. zamek Bobolice został zdobyty przez jednego z pretendentów do tronu – Maksymiliana Habsburga. Warownia w tym czasie trochę ucierpiała, została jednak ostatecznie odbita przez sprzyjające Zygmuntowi Wazie wojska dowodzone przez słynnego kanclerza wielkiego koronnego i hetmana Jana Zamoyskiego.
W czasie potopu szwedzkiego zamek ucierpiał ponownie przede wszystkim podczas ataku wojsk pod dowództwem generała Müllera. W 1661 r. budynek został opuszczony i popadał w ruinę. Po II wojnie światowej cześć zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi z Mirowa do Bobolic.
Dopiero pod koniec XX w. zamek znalazł właścicieli którzy podjęli się jego odbudowy – Lisieckich. Na polecenie senatora Jarosława Laseckiego oraz jego brata Dariusza przeprowadzono badania archeologiczne i zabezpieczono ruiny. Po 12 latach prac oficjalne otwarcie zamku nastąpiło 3 września 2012 r., a działalność Laseckich cieszyła się dużą popularnością w mediach (nie zawsze pozytywną).
Ogromne kontrowersje wzbudza odbudowa i ostateczny kształtu zamku. Prace były bowiem przeprowadzane bez dawnych planów, szkiców czy rysunków. Jego kształt z XVI w. odtworzono na podstawie ruin oraz posiłkowano się wiedzą historyków oraz archeologów. W odbudowie wykorzystano jedynie tradycyjne metody, np. kamień wapienny oraz specjalnie opracowaną zaprawę murarską. Niektórzy kpią z rekonstrukcji nazywając mówiąc: „Disneyland, kiepska atrapa zabytku”. Pozostaje pytanie, czy lepiej odbudowywać zamki i pałace naruszając czasem ich pierwotny wygląd czy pozostawić ruiny na zawalenie? Chyba warto podkreślić, że odbudowa zamku została sfinansowana w całości przez właścicieli, nie otrzymano żadnej dotacji państwa. To niestety przykra historia wielu polskich zamków i pałaców, które nie zawsze trafiają na właścicieli, których stać na przeprowadzenie kapitalnego remontu i rekonstrukcji.
Legendy i ciekawostki o Zamku w Bobolicach
Każdy zamek ma swoje legendy i ducha, podobnie jest z Zamkiem w Bobolicach. Jedna z nich mówi o przedstawicielu rodziny Krezów, który porwał i uwięził w warowni swoją bratanicę. Ta podobno straszy do dziś w murach zamku.
Inna opowiada o tajemniczych tunelach, które mają łączyć warownie z zamkiem w Mirowie. Miały zostać wybudowane przez dwóch braci, a służyły do ukrywania skarbów. Samych przejść miała bronić czarownica. Pewnego dnia jeden z właścicieli miał porwać piękną dziewczynę i ukryć ją w tunelach przed okiem brata. Zdażyło się jednak, że nakrył on nieszczerego brata z kobietą kiedy czarownica udała się na sabat na Łysej Górze. Para skończyła tragicznie. Brat zginął a kobieta została zamurowana, a jej krzyk podobno do dziś słychać w okolicach zamków.
Mówi się także, że w XIX w. w podziemiach warowni znaleziono skarb. Przypuszcza się, że jego pozostałość może znajdować się w wyżej wspomnianym tunelu. Inna ciekawostka mówi o czasach wcześniejszych. W czasie marszu na Wiedeń w 1683 r. na zamku w Bobolicach zatrzymał się król Jan III Sobieski i nocował wraz z żołnierzami na pobliskich błoniach pod namiotami.
Do zamku prowadzi most zwodzony nad suchą fosą
Zwiedzanie i cennik Zamku Bobolice
Do zamku można dojść pieszo z zamku w Mirowie, podjechać rowerem z pobliskich miejscowości lub samochodem. Obok zamku znajduje się płatny, duży parking (ok. 10 zł za cały dzień).
TIP: Można stanąć samochodem przy Zamku w Mirowie, gdzie jest więcej bezpłatnych parkingów. Do Zamku w Bobolicach idzie się stamtąd około 15-20 minut. Warto się poruszać, po drodze zobaczymy piękny widok na warownie.
Do zamku prowadzi nas ścieżka, zaraz przy parkingu znajduje się kasa, gdzie można zakupić bilety oraz skromne pamiątki (np. magnes na lodówkę). Po drodze zobaczymy ogromną skałę za która skrywa się zamek – to jedna z atrakcji przy której turyści robią sobie zdjęcia. Warto jednak zaopatrzyć się w „antypoślizgowe” obuwie. Skała jest dość śliska i może zdarzyć się jakieś nieszczęście!
Zamek można zwiedzać zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Na obie atrakcje trzeba wykupić osobne bilety:
Spacer po błoniach wokół zamku:
bilet normalny – 7 zł
bilet ulgowy – 5 zł
Zwiedzanie wnętrz zamku:
bilet normalny – 15 zł
bilet ulgowy – 10 zł
Nie są to jakieś ogromne koszta, więc jeśli mamy czas można się skusić na zwiedzanie zamku od wewnątrz. Ja pędziłam jednak dalej i nie miałam okazji zobaczyć tego co prezentowane było w środku. Obok zamku znajduje się również hotel z restauracją, więc jeśli mamy ochotę możemy zostać tu na dłużej i dopiero po obiedzie czy kawie ruszyć w dalszą drogę!
Ruiny oczywiście mają swój urok, jednak nie są wieczne. Jeśli ich nie zabezpieczymy to w końcu znikną i już nie będą cieszyć naszego oka. Pozostaje pytanie czy lepiej je odbudowywać czy pozostawić samym sobie? A może lepiej tylko zabezpieczyć? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Zamek w Bobolicach mimo wielu kontrowersji jednak oko cieszy. Cieszy również fakt, że ktoś podjął się jego odbudowania, stworzył obok hotel i restauracje, a miejsce to żyje na nowo.
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw komentarz lub like’a – będzie mi miło kiedy ktoś doceni moją pracę. A jeśli interesują Cię inne zamki na terenach Polski zapraszam do pozostałych wpisów na ten temat:
Zamek w Mirowie, mimo, że jest ruiną, to z pewnością jest to jedna z najpiękniejszych budowli na Szlaku Orlich Gniazd. Warownia, górując nad pobliską miejscowością przynosi na myśl okręt i robi duże wrażenie. Do tego jest jednym z najstarszych zamków w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
Historia Zamku w Mirowie
Zamek w Mirowie powstał w połowie XIV wieku, a pomysłodawcą budowy był król Kazimierz Wielki. Podobnie, jak większość warowni z tego terenu wchodził w skład systemu fortyfikacyjnego Orle Gniazda, który miał strzec granicy Królestwa Polskiego. Przypuszcza się jednak, że już wcześniej istniała tutaj drewniana strażnica, która należała do rodziny Lisów. Później warownia została przekazana jako lenno Władysławowi Opolczykowi przez króla Ludwika Węgierskiego. Ta została jednak odebrana przez Władysława Jagiełło z powodu nielojalności księcia opolskiego. Później zamek przechodził z rąk do rąk… Dopiero kiedy jego właścicielami zostali Myszkowscy pod koniec XV w. to nastąpiły zmiany w jego wyglądzie. Zamek zyskał dodatkowe dwie kondygnacje oraz wyższą wieżę.
W 1587 r. warownie zdobył i zrujnował kandydat do korony polskiej Maksymilian Habsburg, który podążał w stronę Krakowa. Od tamtego momentu zamek podupadał. W XVII stuleciu należał już do Korycińskich, a później Męcińskich. Ponownie ucierpiał w czasie najazdu szwedzkiego w latach 1655-1660, a w kolejnym stuleciu (1787) został opuszczony. Później był rozbierany przez mieszkańców pobliskich wsi, a budulec służył do budowy domów.
W okresie PRL zamek nie został formalnie przejęty przez państwo. W ostatnim czasie z powodu złego stanu został on ogrodzony, ponieważ stwarzał niebezpieczeństwo dla odwiedzających. Aktualnie budowla jest własnością rodziny Laseckich, która narazie zabezpieczyła budowlę i podjęła się jej renowacji. W przyszłości obiekt ma zostać udostępniony dla turystów, a w salach ma znajdować się między innymi muzeum.
Ciekawostki
Pomiędzy Zamkiem w Mirowie a Zamkiem w Bobolicach mieszczą się Mirowskie Skały, które są częstym celem wspinaczy. Wstęp na nie udostępniony jest w cenie biletu wejścia na błonia zamku. Skały mają wysokość od 5 do 30 m, a do dyspozycji mamy około 150 dróg wspinaczkowych o różnym stopniu trudności.
Teren zamku służył jako scenografia filmowa. Kręcono tu między innymi: „Przyjaciel wesołego diabła”, „Pana samochodzik i praskie tajemnice”, „Nad rzeką, której nie ma”.
W 1683 r. król Jan Sobieski przejeżdżał przez Mirów w drodze na Wiedeń.
Zamek w Mirowie ma być połączony tajemniczymi tunelami z Zamkiem w Bobolicach. Mieli je wybudować dwaj bracia, właściciele warowni, gdzie składowali skarby. Broniła ich czarownica. Pewnego razu jeden z mężczyzn porwał piękną dziewczynę i ukrył ją w tunelu przed zazdrosnym okiem brata. Jednego dnia tunel nie był jednak pilnowany przez czarownice, która udała się na sabat na Łysej Górze. Właściciel zamku nakrył brata z niewiastą i wściekły go zabił, a dziewczynę zamurował. Podobno do dziś słychać jej krzyki na jednej z wież zamkowych.
Zwiedzanie
Aktualnie zamek można zwiedzać jedynie z zewnątrz, jak pisałam wyżej budowla jest ogrodzona i turyści nie mają dostępu do jej wnętrza. Zamek może wydawać się teraz nieduży, ale w rzeczywistości miał przeszło 1200 metrów kwadratowych! Jest także ciekawym przykładem warowni, która została zaadaptowana do celów mieszkalnych.
Podobnie, jak w przypadku pozostałych zamków na Szlaku Orlich Gniazd dobrze podjechać tu samochodem (nieopodal znajdują się darmowe parkingi) albo rowerem z pobliskiej miejscowości. Obok zamku znajduje się restauracja, a w budce, w której sprzedawane są bilety wejściowe można zakupić kilka pamiątek.
Cennik opłat:
bilet normalny – 7 zł
bilet ulgowy – 5 zł
Będąc na błoniach zamku warto pospacerować po okolicznych skałkach, z których rozpościera się ciekawy widok na budowlę. Zaledwie 1,5-2 km od Mirowa znajduje się Zamek w Bobolicach. Polecam, więc kilkunastominutowy spacer do tego pięknego zabytku! Dla osób, które nie lubią spacerować – można tam także podjechać samochodem, obok znajduje się płatny parking.
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw komentarz lub like’a – będzie mi miło kiedy ktoś doceni moją pracę. A jeśli interesują Cię inne zamki na terenach Polski zapraszam do pozostałych wpisów na ten temat:
W czasie dłuższego weekendu w czerwcu wybrałam się w podróż iście zamkową! Pierwszym punktem na mapie były niezwykle malownicze ruiny Zamku Olsztyn pod Częstochową. Później udałam się zobaczyć Zamek Mirów i Bobolice, a wycieczka była na tyle intensywna, że nabawiłam się masy odcisków! Niżej poznacie krótko historię i ciekawostki na temat Zamku Olsztyn!
Historia Zamku Olsztyn
Zamek Królewski w Olsztynie to jedna z najatrakcyjniejszych budowli na Szlaku Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. To także świetne miejsce dla fotografów, ale każdy podróżnik z pewnością powinien odwiedzić to miejsce.
Zamek powstał w XIV w. i od tamtego momentu pełnił ważną rolę obronną i miał chronić tereny Małopolski przed najazdem z okolicznego Śląska. Teraz możemy sobie tylko wyobrazić ogrom warowni, która miała wzbudzać strach wśród żołnierzy wroga. Zamek był także często odwiedzany przez wybitnych polskich władców, jak Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary czy Zygmunt August.
Zamek został zdobyty i zrujnowany w czasie najazdu szwedzkiego w 1655 r. Funkcje obronne pełnił więc przez ponad 300 lat! W związku z tym, że zamki „starego typu” w okresie nowożytnym nie pełniły już odpowiednio swojej roli nie podjęto się jego odbudowania. Później to co pozostało po warowni było stopniowo rozbierane przez chłopów z okolicy w celu pozyskania budulca.
Legendy związane z Zamkiem Olsztyn
Z Zamkiem w Olsztynie związanych jest kilka ciekawych legend. Jedna z nich tradycyjnie dotyczy ducha, a dokładniej zmory Maćka Borkowica, który był kiedyś wojewodą poznańskim. Za swojego życia sprzeciwiał się polityce prowadzonej przez Kazimierza Wielkiego i powołał przeciwko niemu konfederację. Monarcha ukarał Borkowica wygnaniem, ten jednak wrócił po 4 latach do kraju i nadal spiskował przeciwko królowi. Ostatecznie pojmano go i zamknięto w lochach zamku olsztyńskiego, gdzie miała spotkać go śmierć głodowa. Dziennie otrzymywał tylko dzbanek wody oraz wiązkę siana. Maciek miał wytrzymać w lochach 40 dni, a jego krzyki i przekleństwa niosły się po całej warowni. Niektórzy uważają nawet, że zaczął z szaleństwa pożerać własne ciało. Krążą także plotki, że Borkowic miał mieć romans z królową…
Kolejna legenda mówi o płaczu dziecka, który słuchać w wietrzne wieczory na zamku. W czasie oblężenia warowni w 1587 r. przez kandydata do tronu polskiego Maksymiliana Habsburga pochwycono kilkunastoletniego synem starosty olsztyńskiego Kaspra Karlińskiego i postawiono go na pierwszej linii walk. Jego ojciec obiecał jednak do upadłego bronić zamku i kiedy Austriacy byli już blisko, a wojsko polskie wahało się zaatakować sam podpalił lont armatni krzycząc: „Wpierw byłem Polakiem niż ojcem”. Zamek udało się obronić, jednak wśród ciał poległych znaleziono także dziecko starosty. Ten z rozpaczy, nie zgodził się odebrać godności związanych ze zwycięstwem i zaszył się w pokutnej celi na Jasnej Górze, gdzie szukając ukojenia w modlitwie niedługo potem zmarł. Historia ta miała miejsce w rzeczywistości, a Karliński przeszedł do legendy jako słynny obrońca Zamku w Olsztynie.
Inne opowieść nawiązuje już do czasów, gdy zamek znajdował się w ruinie. Zaraz obok nich bydło miał wypasać ubogi chłopiec, który był nękany przez kolegów. Pewnego dnia ukradli mu oni czapkę i wrzucili do lochu zamkowego. Ten zszedł po nią do podziemi, gdzie zobaczył czarnego psa, który przemówił do niego ludzkim głosem i oddał czapkę wypełnioną złotem. Mówi się, że ogar pilnował skarbów ukrytych na zamku. Gdy ubogi chłopiec opuścił już lochy, koledzy zobaczyli górę kosztowności i także zapragnęli się wzbogacić. Jeden z nich kazał zrzucić swoją czapkę do tego samego lochu i udał się po nią. Nigdy już nie wrócił. Czarnego psa podobno do dzisiaj widuje się czasem w pobliżu lochu.
Zamek Olsztyn jako sceneria filmowa
Nie każdy wie, że ruiny Zamku w Olsztynie służyły jako sceneria filmowa. Nakręcono tu między innymi „Rękopis znaleziony w Saragossie” wyreżyserowany przez Wojciecha Hasa. Film opowiada o kapitanie gwardii króla Hiszpanii, Alfonsie van Wordenie, którego odegrał Zbigniew Cybulski. Podróżował on przez góry Sierra Morena, które w filmie udawała Jura Krakowsko-Częstochowska.
Wapienny wygląd skał wykorzystano także w filmie „Demony Wojny według Goi”, którego akcja toczyła się w Bośni. Na zamku kręcono początkowe i ostatnie fragmenty filmu, które reżyserował Władysław Pasikowski. W ruinach części mieszkalnej zamku kręcono także serial „Czarne chmury”.
Zwiedzanie
Na zamek najłatwiej dostać się za pomocą samochodu. Zaraz obok znajduje się kilka płatnych parkingów (opłata 10 zł za dzień, lepiej mieć ze sobą gotówkę). Przy ruinach znajdziemy też kilka sklepów spożywczych, restauracje, kawiarenki i sklepy z pamiątkami. Opłata za wejście na zamek pobierana jest przy bramie głównej.
Cennik opłat za wstęp na tereny zamku:
Bilet normalny – 7 zł – osoby dorosłe;
Bilet ulgowy – 4 zł – dzieci, młodzież, studenci, emeryci i renciści;
Dzieci do lat 7 – wstęp za darmo.
Cennik opłat za wejście na wieżę widokową:
Dorośli: 4 zł
Młodzież i emeryci: 2 zł
Można także umówić się z przewodnikiem, jednak to kwestia indywidualna i należy skontaktować się wcześniej telefonicznie lub mailowo (Przewodnik: Joanna Szydłowska, tel. 784-628-845, e-mail: asmat-szachy@o2.pl)
Warto pamiętać, że całość opłat przeznaczona jest na renowację zamku i rozwój Wspólnoty Gruntowej Olsztyn, która opiekuje się ruinami.
Na zwiedzanie zamku potrzebujecie jakieś godziny, chyba, że chcecie pospacerować dłużej wokół ruiny i pooglądać je z każdej strony. Warto powspinać się na pozostałości warowni i rozejrzeć po okolicy – widoki są wspaniałe! Po zwiedzeniu Zamku w Olsztynie można wyruszyć w dalszą drogę, czy to rowerem, czy samochodem w kierunku innych budowli na Szlaku Orlich Gniazd, które znajdują się nieopodal – Zamku Bobolice i Zamku Mirów.
Idealna sceneria do fotografii – Zamek w Olsztynie
Wyprawę do Zamku w Olsztynie wspominam niezwykle miło! Rzadko spotyka się ruiny, które usytuowane w tak malowniczy sposób tworzą wspaniałą scenerię do fotografii. Poza tym bawiłam się jak dziecko wspinając się po skałach żeby zobaczyć i doświadczyć jak najwięcej. Każdemu bez wyjątku polecam odwiedzenie ruin Zamku Królewskiego w Olsztynie koło Częstochowy!
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność! Z góry dziękuje!