Pokazuje: 1 - 10 of 32 WYNIKÓW
Europa Miśnia Niemcy Saksonia

Co zobaczyć w Saksonii? Miśnia – królestwo porcelany, zamek zwany trendseterem i nie tylko.

Już kilkukrotnie wspominałam na blogu, że Niemcy to nieodkryty turystyczny diament Europy. Większość z Was z pewnością słyszała o kolorowej i porywającej za serce Bawarii czy dolinie Mozeli, jednak zapominamy często o miejscach, które są najbliżej nas. Saksonia, leżąca zaraz przy naszej zachodniej granicy zaczyna powoli funkcjonować w naszej mentalności jako region warty odwiedzenia, mimo to mam wrażenie, że sporo osób nie dostrzega jej walorów. Pokutuje nadal przekonanie o zacofanym NRD, nie mówiąc o ogólnej niechęci Polaków do Niemców. Znacząco wpływa to na wybór naszych celów turystycznych. A szkoda, bo warto odwiedzić pobliską Saksonię i jedno z tamtejszych miasteczek – Miśnię!

Miśnia w moich planach podróżniczych była już od dawna, jej panorama którą mijałam wiele razy jadąc w głąb Niemiec na długo utknęła w mojej głowie. W momencie kiedy otworzono polskie granice i można było „wybyć” z kraju wybór był prosty! Wpłynęło na niego kilka czynników, w tym możliwość łatwego dojazdu samochodem (mieszkam w województwie opolskim, więc podróż zajmuje 3 godziny) i możliwość szybkiego powrotu do kraju w razie zmiany sytuacji związanej z koronawirlsem.

Jedno z moich ulubionych zdjęć wykonałam właśnie w Miśni!

Dojazd do Miśni

Miśnia leży w landzie Saksonia, graniczącym z Polską; oddalona jest o 27 km od Drezna – stolicy regionu. Między miastami można przemieszczać się zarówno samochodem, jak i pociągiem, statkiem czy rowerem.

Ścieżka rowerowa z Drezna do Miśni wiedzie wzdłuż Łaby (Elberadweg) i ciągnie się przy wzgórzu zamkowym. Szlak został oznakowany, więc z pewnością się nie zgubimy.

Historia Miśni

Miśnia została założona około 929 r. (choć pierwsza wzmianka pochodzi z 968 r.) na rozkaz króla Henryka I Ptaszknika. Jej głównym celem było zapanowanie nad nowymi zdobytymi ziemiami, które należały wcześniej do słowiańskiego plemienia Glomitów. Nieodzownie historia Miśni wiąże się z górującym nad nią zamkiem (na początku oczywiście drewnianym grodem) Albrechtsburg, pod którym rozrastała się osada. Słowianie zamieszkujący te tereny sprawiali Cesarstwu Niemieckiemu jednak nie małe problemy. Przykładem może być choćby 1002 r., kiedy to mieszkańcy miasta wygnali niemieckich strażników i otworzyli bramy dla maszerującego w tym kierunku Bolesława Chrobrego. W związku z tym Miśnia przez kilka miesięcy należała do Państwa Piastów. Ponownie gród starał się zdobyć w 1015 r. Mieszko II, wyprawa jednak nie powiodła się. Z tego czasu zachował się jednak ciekawy opis oblężenia Miśni sporządzony przez kronikarza Thietmara:

Thietmari merseburgiensis episcopi chronicon (Kronika Thietmara)

Tymczasem cesarz dotarł ze swoim wojskiem do Strzały, a ponieważ wiedział, że Mieszko następuje mu na pięty z siłą zbrojną, nakazał margrabiemu Hermanowi przybyć szybko do obrony miśnieńskiego grodu, sam zaś udał się prosto do Merseburga. Mieszko atoli, pouczony przez swojego niegodziwego ojca, skoro tylko zauważył, że nasi [tj. niemcy] odeszli rozdzieleni na części, nie pozostawiwszy żadnej osłony, przeprawił się 13 września o świcie przez Łabę pod wspomnianym grodem z siedmiu legiami i nakazał jednym z nich pustoszyć okolicę, drugim zaś przystąpić do zdobywania grodu. Kiedy to zobaczyli wietnicy, zwątpili o możność ocalenia i zostawiając prawie całą chudobę, schronili się do warowni leżącej w górnej części grodu … Margrabia Herman widząc jak jego nader szczupła garstka obrońców słabnie, zwątpił w ocalenie, rzucił się na ziemię i błagał o zmiłowanie Chrystusa … następnie zaś przywołał na pomoc niewiasty. Te stanęły na szańcach i rzucając stąd kamienie wsparły mężczyzn. Ogień, który podłożono, ugasiły z braku wody miodem i, Bogu dzięki, poskromili wściekłość i zuchwałość wroga. Mieszko obserwował te zmagania z pobliskiej wysokiej góry, oczekując przybycia dalszych oddziałów. Ci pustosząc i paląc, gdzie tylko był ogień, wszystko wokoło aż do rzeki Gany, powrócili późno na zdrożonych koniach i byliby przenocowali tam ze swoim wodzem, by ruszyć nazajutrz do szturmu, gdyby nie zauważyli przybierającej wody na Łabie… Polacy, mimo wielkiego zmęczenia, wycofali się w nader pomyślnych warunkach.

Piastowscy władcy odwiedzali także Miśnię w celach politycznych. W 1046 r. w tutejszym zjeździe uczestniczył Kazimierz I Odnowiciel, a nawet książę pomorski Siemomysł. Kilkadziesiąt lat później (1071 r.) w Miśni pojawił się Bolesław II Szczodry w celu spotkania z królem niemieckim Henrykiem IV Salickim i księciem czeskim Wratysławem II. Polacy jeszcze nie raz zapiszą się w historii Miśni.

Średniowiecze to czas intensywnego rozwoju dla miasta. Wybudowano wtedy liczne, piękne kamienice, a do Miśni ściągnęli kupcy, dzięki czemu rozwijały się tutejsze cechy rzemieślnicze. W tym czasie miasto uzyskało także prawa miejskie (1332), a w 1410 r. zakończono budowę tutejszej katedry św. Jana i św. Donata (znajduje się zaraz przy zamku Albrechtsburg). Od XI do XIV w. Miśnia podlegała pod arcybiskupstwo gnieźnieńskie, a pod bezpośrednią zwierzchność Watykanu dostała się dopiero po ustąpieniu Jana Kietlicza, który był biskupem miśnieńskim w latach 1392-1398.

Jednym z ważniejszy etapów w historii Miśni z pewnością było panowanie króla polskiego, a zarazem elektora Saksonii Augusta II Mocnego (w Saksonii Fryderyka Augusta I, zresztą bardzo dobrze zapamiętanego przez Saksończyków). To za jego panowania, w 1710 r., powstała słynna fabryka porcelany, a dokładniej Królewsko-Polska i Elektorsko-Saska Manufaktura Porcelany (niem. Königlich-Polnische und Kurfürstlich-Sächsische Porzellan-Manufaktur). Była to pierwsza tego typu instytucja w Europie. Fabryka swoją siedzibę miała na zamku Albrechtsburg, a w 1863 przeniesiono ją do obecnej lokalizacji na osiedlu Triebischtal. Warto także wspomnieć, że Miśnia jako część Królestwa Saksonii została w latach 1807-1815 połączona unią z Księstwem Warszawskim. W XIX w. utworzono tutaj także pierwszą w Saksonii fabrykę fortepianów, w której w 1999 r. otworzono muzeum pokazujące historię produkcji tych instrumentów (pierwsze tego typu w Niemczech). Od 1871 r. Miśnia należała do zjednoczonych Niemiec. Niestety sporo zniszczeń miasta przyniosły rządy Hitlera. Z Miśni utworzono wtedy miasto-twierdzę. Po przekroczeniu przez Armię Czerwoną Łaby postanowiono wysadzić mosty, co zrujnowało okoliczne budynki. Mieszkańcy gwałtownie zaprotestowali przeciwko samobójczej obronie, a dzięki ich postawie udało się uratować miasto. Po II wojnie światowej Miśnia trafiła do radzieckiej strefy okupacyjnej.

Co warto zobaczyć w Miśni?

Zwiedzanie Miśni jest bardzo intuicyjne i nie potrzebujemy specjalnego przewodnika czy ściśle ułożonego planu. Najważniejsze atrakcje rzucają się od razu w oczy i znajdują się w niedużej odległości od siebie, większość w obrębie starówki.

TIP: Od kwietnia do października pomiędzy najważniejszymi atrakcjami Miśni co 30 minut kursuje niewielki autobus – przystanki: Zamek/Katedra (Albrechtsburg Meissen/Dom), Rynek (Markt) i Manufaktura Porcelany (Porzellan-Manufaktur). W czasie przejażdżki (do wyboru dłuższa lub krótsza) można posłuchać ciekawostek na temat historii miejscowości.

Zamek Albrechtsburg, czyli saksoński trendsetter

Informacje praktyczne na temat zwiedzania Albrechtsburga:
  • Godziny otwarcia: od marca do października – codziennie od 10:00 do 18:00; od listopada do lutego – codziennie od 10:00 do 17:00; zamknięte: 24-25 grudnia, 1 stycznia, 13-24 stycznia.
  • Cennik: bilet normalny 8 euro, ulgowy 6,50 euro; darmowe wejście dla dzieci poniżej 5 lat. W cenę biletu wliczony jest audioprzewodnik, także w języku polskim oraz przewodnik dla niesłyszących.
  • Istnieje możliwość zakupu łączonego biletu, mamy tutaj dwie opcje: 1. Zamek Albrechtsburg i Manufaktura Meissen: bilet normalny 15 euro, ulgowy 10 euro; 2. Zamek Albrechtsburg i Katedra: bilet normalny 11 euro, ulgowy 7 euro.
  • Należy pamiętać, że jeśli chcemy wykonywać zdjęcia w zamku trzeba wykupić zgodę za 2 euro.
  • W zamku znajduje się kawiarnia oraz sklepik z pamiątkami.
  • Nieopodal zamku, przy rzece znajdują się płatne miejsca parkingowe (ok. 1 euro za godzinę). Prowadzi z niego bezpośrednie dojście do Albrechtsburga od Leipziger Straße. Drugi parking znajduje się u podnóża wzgórza zamkowego przy Meisastraße i na parkingu poziomowym przy windzie wiodącej na dziedziniec zamkowy.
  • Na wzgórze zamkowe można wjechać panoramiczną windą.
  • Albrechtsburg można zwiedzić dookoła idąc tzw. górną promenadą obok murów spichlerza, zamku i katedry, aż do schodów biegnących do sądu. Można stąd zobaczyć dolinę Łaby oraz rynek miasta. Spacer trwa kilkanaście minut, droga nie jest wymagająca.
  • Do zwiedzenia jest kilka pięter zamku, na których przedstawiona jest historia zamku, jego przebudowy i innowacji architektonicznych. Dowiemy się także co nieco o produkcji porcelany. Zwłaszcza sale na pierwszym piętrze są imponujące. Zwiedzanie zajmuje nawet do 2 godzin, więc warto zaplanować więcej czasu.
Zamek Albrechtsburg
W drodze do Albrechtsburga

Miśnia i tamtejszy zamek nie bez powodu nazywane są kolebką Saksonii. To tutaj w 929 r. król Henryk I wzniósł na wzgórzu nad Łabą drewniane obwarowania, które miały strzec terenów granicznych państwa. W tym miejscu rezydował margrabia, który władał całą Marchią Miśnieńską. Wieki później stanął tu przepiękny zamek Albrechtsburg uważany za główny symbol miasta.

Za panowania braci Ernesta i Albrechta powstał na wzgórzu Zamek Albrechtsburg (1471, 1524). Nowa budowla w stylu późnogotyckim miała pełnić funkcję administracyjną oraz mieszkalną. W związku z tym Albrechtsburg był pierwszym w historii Niemiec zamkiem rezydencyjnym, a nie obronnym. Architektem został wybrany Arnold z Westfalii, który otrzymał zamówienie na postawienie bardzo okazałej budowli. Wyzwaniem było strome zbocze. Rozwiązano ten problem dzięki stworzeniu dwupiętrowego podpiwnicza, które utworzyło podstawy dla parteru i kolejnych trzech pięter. Budowla jest pełna innowacji. Można do nich zaliczyć m.in. przeprowadzenie światła przez okna z łukami kotarowymi, sklepienia kryształowe, grubsze ku górze ściany czy wyciągi kominowe, które poprowadzono częściowo w ścianach. Uwagę przyciąga także duża klatka schodowa z wijącymi się wokół słupa schodami.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Charakterystyczna klatka schodowa

Mimo kunsztownych przygotowań zamek nigdy nie został wykorzystany w celach rezydencjonalnych, ponieważ już w trakcie przebudowy bracia podzielili podległe sobie terytorium. Przez większość czasu Albrechtsburg stał pusty, co jakiś czas przyjmując gości na przyjęcia czy spotkania łowieckie. Dopiero za panowania Augusta II Mocnego zamek odżył. W 1710 r. otworzono tutaj pierwszą w Europie manufakturę porcelany, którą produkowano w murach Albrechtsburga przez 153 lata.

Po przeniesieniu manufaktury w inne miejsce konieczna była renowacja zamku z powodu zniszczeń, które pojawiły się w trakcie produkcji porcelany. Od 1873 r. dzięki repatriacjom otrzymanym od Francji za wojnę na zamku pojawiały się malowidła ścienne przedstawiające historyczne wydarzenia związane z Albrechtsburgiem, tutejszą Marchią, Wettynami i słynną porcelaną. Poza malowidłami w nowoczesnym stylu powstały także takie według wzorów gotyckich, które wykonał profesor Ernst Händel z Weimaru. Po pewnym czasie na zamku pojawiły się także kopie mebli, podłóg, drzwi, kominki, a także różnego rodzaju eksponaty.

Katedra św. Jana i św. Donata

Na wzgórzu w Miśni poza monumentalnym zamkiem można zobaczyć Katedrę św. Jana i św. Donata. Jej początki sięgają już drugiej połowy X w., kiedy to papież Jan XIII erygował diecezję miśnieńską, której głównym celem miała być chrystianizacja Serbów łużyckich. Biskupstwo zostało podporządkowane metropolii w Magdeburgu. W 968 r. na wzgórzu stanęła pierwsza świątynia, którą przebudowano na kościół gotycki między rokiem 1240 a 1260. Przez następne lata dobudowywano kolejne kaplice: św. Marii Magdaleny, św. Jana, a później dwie wieże, które zostały zniszczone od uderzenia pioruna. Charakterystyczne, neogotyckie dwie wieże, które widać na zdjęciach poniżej dobudowano dopiero na początku XX w.

Od 1425 r. w Kaplicy Książęcej chowani są przedstawiciele dynastii Wettynów i do dzisiaj w katedrze można podziwiać wykonany z brązu grobowiec księcia Fryderyka. Postacią z Rzeczypospolitej, która związana jest z tutejszą świątynią w Miśni jest Barbara Jagiellonka, córka króla Polski Kazimierza Jagiellończyka. W 1496 r. została ona żoną księcia saskiego Jerzego I Brodatego. Zmarła w 1534 r. i została pochowana w podziemiach Kaplicy św. Jerzego w katedrze miśnieńskiej. Kolegiacie w testamencie przekazała złoty krzyż.

W 1559 r. elektor August Wettyn zsekularyzował biskupstwo miśnieńskie, a kilkadziesiąt lat później urząd złożył ostatni biskup rzymskokatolicki. Katedra stała się własnością ewangelików. W związku z tym w jej wnętrzach można zobaczyć do dziś wiele pamiątek z czasów reformacji, m.in. dzieła Łukasza Cranacha starszego (np. portrety Marcina Lutra i Filipa Melanchtona). Rzymskokatolicką diecezje reaktywowano w 1921 r., a decyzję tą podjął Benedykt XV. Nową stolicą biskupstwa został Budziszyn. Do tradycji diecezji miśnieńskiej nawiązuje biskupstwo drezdeńsko-miśnieńskie (1979), a rolę katedry przejął kościół pw. Św. Trójcy w Dreźnie.

Informacje praktyczne o Katedrze miśnieńskiej
  • Godziny otwarcia: kwiecień-październik: 9.00-18.00; listopad-marzec: 10.00-16.00; 24 i 25 grudnia zamknięte.
  • Bilety: normalny 4,50 euro, ulgowy 3,00 euro; bilet łączony – Zamek Albrechtsburg i Katedra: bilet normalny 11,00 euro, ulgowy 7,00 euro.
  • Zwiedzanie: 30 minut do godziny.

Rynek i okolice

Miśnieńska starówka charakteryzuje się wąskimi, brukowanymi uliczkami, a także estetycznie odrestaurowanymi budynkami mieszczańskimi z okresu renesansu. Jej centrum stanowi późnogotycki ratusz, który pierwotnie powstał w XV w. Duży wpływ na jego wygląd miał Arnold von Westfalen. Trzy stulecia później przeprowadzono jego renowację, a w 1910 r. odnowiono elewację, która miała nawiązywać do oryginalnego wyglądu ratusza. Budynek odremontowano w 2010 r.

Ratusz

Zaraz przy rynku znajduje się kościół Frauenkirche. Pierwsza wzmianka na jego temat pochodzi z 1205 r., a świątynia wymieniona została w dokumencie biskupa Miśni Dietricha II jako kaplica Mariacka. W XIV w. figuruje już pod nazwą Kaplicy Najświętszej Marii Panny lub Frauenkirche. Pierwotna budowla została zniszczona z powodu licznych pożarów, które nawiedzały miasto w latach 1450-1520. W związku z tym powstał wtedy nowy kościół w stylu późnogotyckim. W następnych latach świątynia otrzymała także ośmioboczną wieżę. Gruntowny remont kościoła został przeprowadzony w latach 1883-1884. Z ciekawostek warto wspomnieć, że tutejszy kurant jest najstarszym tego typu obiektem wykonanym z porcelany na całym świecie! Do dzisiaj działa!

Frauenkirche

Zaledwie kilka kroków od rynku znajduje się pomnik Henryka I Ptasznika, króla Niemiec w latach 919-936, a także założyciela zamku miśnieńskiego. Informacja na temat założenia miasta przez monarchę umieszczona jest na banerze przy fontannie. Ta została zaś wykonana wraz z placem Heinrichsbrunnen w 1863 r. Autorem fontanny był drezdeński rzeźbiarz Robert Henze (1827-1906), a pomnik na niej przedstawia Henryka I Ptasznika, który trzyma w ręce projekt zamku.

Polecam także spacer uroczymi uliczkami Miśni, napotkamy tu romantyczne dziedzińce, sklepiki sztuki rzemieślniczej, oryginalne winiarnie i piękne kamienice. Polecam także przejść się nad Łabę!

Nad Łabą

Miśnieńska Fabryka Porcelany

Bez wątpienia Miśnia słynie najbardziej z porcelany! Aktualna siedziba Miśnieńskiej Fabryki Porcelany to jedyne miejsce w moim zestawieniu, które oddalone jest nieco od starówki (ok. 15 minut). Z pewnością warto odwiedzić to miejsce! To właśnie dzięki „białemu złotu” z charakterystycznym symbolem skrzyżowanych niebieskich mieczy (malowanych kobaltem pod glazurą) Miśnia zyskała znaczenie międzynarodowe! W celu zobaczenia tutejszej porcelany miasto to odwiedza masa turystów, którzy mogą nawet wziąć udział w warsztatach wyrabiania białego złota.

Symbol Manufaktury Miśnieńskiej
(źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Meissen_porcelain)

Z powstaniem manufaktury porcelany w Miśni wiąże się ciekawa historia. Jej twórca, alchemik Johann Frierdich Böttger miał bowiem wynaleźć złoto, którego bardzo pragnął król August II Mocny. Po wielu próbach udało się jednak uzyskać porcelanę (1709) i z tego też powodu nazywana jest białym złotem. Elektor saski był zafascynowany odkryciem i ofiarował kolejne środki na rozbudowę badań Böttgera i rozbudowania fabryki, która jak już wiecie swoją siedzibę otrzymała na zamku Albrechtsburg. Czystą, białą porcelanę udało się uzyskać w 1713 r. W początkowych latach w manufakturze zastosowano przede wszystkim chińskie wzory, poniekąd sławne na cały świat. Ogromny rozkwit przeżywała w latach 1733-1756 za sprawą kreatywnego rzeźbiarza Johanna Joachima Kändlera, który zasłynął jako projektant figurek przedstawiających ludzi i zwierzęta.

Kryzys dotknął manufakturę w trakcie wojny siedmioletniej (1757-1763), kiedy to zrabowano wyroby porcelanowe, urządzenia, a część z nich wywieziono do Berlina. Przez następne kilkadziesiąt lat fabryka nie odzyskała już swojej świetności. Po okresie wojen napoleońskich przeprowadzono modernizację manufaktury, wprowadzono m.in. nowe metody przemysłowe. W 1910 r. z okazji jubileuszu 200-lecia powstania fabryki wydano specjalną księgę pamiątkową i odlano figurki według osiemnastowiecznych modeli Kändlera. Przez cały XX w. porcelanowe wyroby w Miśni odzwierciedlały aktualne tendencje w sztuce i wzornictwie. Do dziś, manufaktura miśnieńska jako jedna z nielicznych kontynuuje tradycję manufakturowej i rzemieślniczej produkcji luksusowych produktów.

Informacje praktyczne o Manufakturze Porcelany
  • Godziny otwarcia: codziennie; od maja do 31 października – 9.00-18.00; od listopada do 30 kwietnia – 9.00-17.00; od 31 grudnia do 1 stycznia – 10.00-16.00; 24-26 grudnia – zamknięte.
  • Cennik: normalny – 12 euro, ulgowy – 8 euro; bilet łączony: Zamek Albrechtsburg i Manufaktura Meissen: bilet normalny 15 euro, ulgowy 10 euro.
  • Na miejscu znajduje się sklepik z oryginalnymi wyrobami z manufaktury porcelany (warto zajrzeć na półki z przecenami) oraz restauracja i kawiarnia.
  • Na miejscu prowadzone są warsztaty, jeśli ktoś jest zainteresowany warto śledzić stronę Manufaktury

Co i gdzie zjeść w Miśni?

W rynku i na starówce znajdziemy kilka dobrych restauracji. W Niemczech ogólnie ciężko trafić na złą kuchnię w centrum miasta, kwestia na jaki budżet możemy sobie pozwolić. Legendarna jest już sięgająca korzeniami do XVI stulecia restauracja Historisches Restaurant Vincenz Richter znajdująca się zaraz przy rynku, za kościołem Frauenkirche. Z pewnością ją zauważycie, ponieważ prowadzą do niej charakterystyczne schodki. Jednak jeśli chcecie zjeść tu obiad lub kolację warto stolik zarezerwować dzień wcześniej – jest oblegana przez mieszkańców!

Historisches Restaurant Vincenz Richter

Oczywiście możecie także zajść do każdej lepszej restauracji w rynku czy w uliczkach miasta. Jednak podobnie bardzo trudno znaleźć tam wolne miejsce… Mi udało się zajść do Schwerter Schankhaus & Hotel i jak najbardziej mogę polecić to miejsce. Najlepiej oczywiście zamówić jakieś niemieckie danie, głównie są to potrawy mięsne, jednak nawet wegetarianie znajdą coś dla siebie. Standardowo polecam sznycla, a dla kogoś kto nie ma ochoty na mięso to idealny będzie Käsespätzle, czyli makaron/kluseczki wykonane z jajek, podawane z sosem z sera (przeważnie emmentaler) i posypane prażoną cebulką.

Odwiedzając Saksonie koniecznie trzeba także spróbować tutejszego wina! Winorośla uprawiane od przeszło 800 lat na stromych zboczach Doliny Nadłabskiej dają wyjątkowe smakowo trunki. Jeśli jednak chcecie zabrać ten przysmak ze sobą do domu przygotujcie się na nieco wyższą cenę – cena butelki wina zaczyna się od około 8-10 euro.

Pamiątki z Miśni

W tym wypadku odpowiedź może być tylko jedna! I chodzi tutaj oczywiście o porcelanę! Natkniemy się na nią w zasadzie na każdym kroku, ogromny jest także zakres cenowy takich pamiątek, więc każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Do wyboru mamy zastawę stołową, filiżanki, kubki, wazony, figurki przedstawiajace ludzi czy zwierzęta. Porcelany możemy szukać zarówno w sklepikach na starówce czy w sklepie z pamiątkami w Fabryce Porcelany. W tym drugim przypadku musimy się przygotować jednak na zawrotne ceny! Filiżanka może kosztować nawet 200 euro i więcej!

Miśnieńska (i nie tylko) porcelana do zakupienia w jednym z antykwariatów na starówce

Okolice Miśni

Schloss Moritzburg

Zaledwie kilkanaście kilometrów od Miśni leży olśniewający pałac myśliwski Augusta II Mocnego. Słynny Moritzburg co roku przyciąga masę turystów, a w jego otoczeniu z pewnością spędzisz przyjemne kilka godzin. Nie zapomnij zabrać ze sobą karmy dla ptaków – jest ich tutaj masa!

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Schloss Moritzburg to zapraszam do osobnego wpisu na blogu: Co zobaczyć w Saksonii? Pałac Moritzburg – barokowa perła Saksonii.

Drezno

Drezno jest jednym z najpiękniejszych miast Niemiec, a jeśli mieszkamy w województwie dolnośląskim, opolskim, lubskim itp. dojedziemy tam w zaledwie kilka godziny.

Największą popularnością w Dreźnie cieszy się stare miasto, poza pięknymi budynkami znajdujemy tam również liczne kawiarenki, restauracje i sklepiki. W przypadku zabytków do najważniejszych należy zaliczyć zamek drezdeński, który przez lata pełnił rolę siedziby książąt Saksonii, rokokowy Pałac Zwinger, Katedrę św. Trójcy, Albertinum (dawniej gmach zbrojowni, aktualnie znajduje się tutaj muzeum Państwowych Zbiorów Sztuki), Złotego Jeźdźca przedstawiającego księcia Fryderyka Augusta I (naszego króla Augusta II Mocnego) i budynek Opery (Semperoper). Koniecznie należy także zobaczyć olbrzymią mozaikę z kafelków miśnieńskiej porcelany, która została wykonana w XIX wieku. Przedstawia ona „Orszak książęcy” i została wykonana w celu upamiętnienia 800–letniej historii władców z dynastii Wettynów.

https://www.instagram.com/p/B9cfMKPlI7E/?utm_source=ig_web_copy_link

Przekonani do Saksonii?

Mam nadzieje, że przekonałam Was do odwiedzenia Saksonii i Miśni! Przez ostatnie lata Niemcy, a przede wszystkim graniczące z Polską landy nie były traktowane jako atrakcyjne pod kątem turystycznym. Teraz wszystko szybko się zmienia, a Saksonia zaprasza nas z otwartymi rękami! Ja mam nadzieje, że niedługo tam wrócę!

Dolnośląskie Polska

Dolny Śląsk zachwyca! Zamek Księcia Henryka

Wycieczkę na Zamek Księcia Henryka planowałam już jakiś czas temu. Podczas jednego z wyjazdów w zasadzie przypadkiem zobaczyłam tabliczkę wskazującą to miejsce – nie było już wymówki, musiałam zobaczyć zamek. Był to więc przypadek, ponieważ myślałam, że w Karpaczu, który odwiedziłam tego dnia spędzę więcej czasu. Niestety miasto nie zachwyciło… Zdecydowanie jednak nie żałowałam, że moje plany uległy zmianie.

Historia Zamku Księcia Henryka

Zamek Księcia Henryka (niem. Heinrichsburg), nazywany jest także Zamkiem w Staniszowie lub Zamkiem w Marczycach. Spowodowane jest to jego położeniem na skraju obu miejscowości. Formalnie leży jednak w Staniszowie, na wzgórzu Grodna (506 m. n.p.m.).

Budowę zamku (początkowo samej 15 metrowej wieży) rozpoczęto w 1806 r. z inicjatywy Henryka von Reuss – to od imienia fundatora pochodzi nazwa obiektu. Ukończono go dopiero 12 lat później. W 1841 r. dobudowano resztę zameczku, z pawilonem myśliwskim w stylu rycerskim i belwederem w kształcie zamkowego stołpu, który zwieńczono krenelażem. Pierwotnie pełnił rolę domku myśliwskiego. Na starych rycinach i grafikach widoczna jest także drewniana kapliczka stojąca na uboczu, nie wiadomo o niej jednak nic więcej.

Heinrichsburg na Stangenbergu. Zaledwie o ćwierć mili od Stonsdorfu, dokąd miła nieuciążliwa prowadzi droga, na górze okrytej laskiem, znanej pod nazwiskiem Stangenberg (własność księcia Reuss), stoi mały zamek naśladujący w budowie doskonale średniowieczne burgi. W takim też guście jest mały salonik sklepiony, z którego okien szybami malowaniem zdobionych na Olbrzymie góry, a z wieży na całą tę niezmierzoną przestrzeń, górami ograniczoną, zasianą miastami, wioskami, lasami, polami i pagórkami, szczególnie przy świetle zachodzącego słońca, obszerny, piękny, zachwycający jest widok

Pierwszy opis Zamku Księcia Henryka z 1849 r. zamieszczony w przewodniku po Karkonoszach autorstwa Rozalii Saulson; Warmbrunn i okolice jego w 38 obrazach w 12tu wycieczkach przez pielgrzymkę w Sudetach, wyd. Korn, 1850 Wrocław.

Romantycznie położony zamek nie jest jednak ruinami jakby się mogło wydawać, a tylko je imituje. Forma zamku (neogotyk) była w tym czasie niezwykle modna, nawiązywała do poetyki i miała na celu nacechowanie danego miejsca sentymentalizmem i nastrojem. Rzeczywiście kiedy na niego spojrzymy wydaje się niezwykle romantyczny. Uważa się, że budynek mógł powstać w wyniku zazdrości jego fundatora Henryka von Reuss w związku z pobliskim, oddalonym o około 4 km, zamkiem Chojnik należącym do Schaffgotschów.

Jeszcze przed rokiem 1939 zamek został opuszczony i stopniowo popadał w ruinę. Mimo tego nadal stanowił punkt odwiedzin dla turystów oraz kuracjuszy (podobno utworzono dla nich nawet specjalny zeszyt, gdzie mogli się wpisywać). Inne materiały podają zaś, że w 1923 r. zamek był już niedostępny. Wiadomo, że przed 1960 r. zniszczeniu uległy schody wiodące na szczyt wieży, a także obie izby. Z roku na rok budowla podupadała coraz bardziej. W XXI w. zamek został przekazany w rękę prywatne, a w latach 2015-2016 został wyremontowany. Utworzono także Fundację Zamku Księcia Henryka, która organizuje różne wydarzenia kulturalne i pełni opiekę nad budowlą. Dodatkowo, w 2018 r., obiekt został Pomnikiem Historii w (status nadawany przez Prezydenta RP). Niedawno, w pobliżu zamku odnaleziono belki i naczynia ceramiczne z XIII w., które mogą sugerować, że w znajdowała się tam kiedyś jakaś budowla lub osada.

Zwiedzanie Zamku Księcia Henryka i okolic

Do punktu widokowego, gdzie znajduje się zamek prowadzi kilka łatwo dostępnych dróg leśnych, które zostały oznakowane pod kątem turystycznym:

  • szlak żółty – ze Staniszowa (ok. 30 min),
  • szlak żółty – z Sosnówki (ok. 20 min)
  • szlak niebieski – z Marczowa (ok. 15 min)
  • szlak niebieski – kiedyś cieszył się dużą popularnością, to dłuższa trasa z Cieplic Śląskich przez Marczyce

W każdej z tych miejscowości istnieje możliwość zaparkowania samochodu (przeważnie bezpłatnie). Zanim dojdziemy na zamek warto spokojnie pospacerować po okolicznym parku krajobrazowym. Jesienią przybiera on piękne kolory!

Aktualnie do zwiedzania udostępniona jest wieża zamkowa (koszt biletu to: 3 zł – ulgowy; 5 zł – normalny), z której roztacza się widok na pobliskie góry. Środki pozyskane ze zwiedzania są przekazywane w całości na renowację zamku.

Godziny otwarcia:

  • od maja do października – codziennie 10:00 – 17:00;
  • od października do kwietnia – po wcześniejszej rezerwacji telefonicznej – 695 558 553 (ja byłam w listopadzie i wejście na wieżę było możliwe, więc zależy to pewnie także od szczęścia);
  • dokładne informacje znajdują się na oficjalnej stronie internetowej zamku – tutaj. Można tam znaleźć także aktualną ofertę turystyczną zamku – wieża widokowa, wspinaczka, zioła i minerały, pamiątki.
Widok na góry

Warto?

Wyprawę w okolice Staniszowa polecam każdemu! Na trasie poradzą sobie zarówno rodzice z dziećmi, turyści z czworonożnym przyjacielem (tylko uważajcie na zwierzynę, której jest dużo w lesie!), a także osoby starsze. To krótki, nieforsowny spacer, a końcowy widok przypadnie fanom gór i zabytków. Zamek Księcia Henryka to jedno z najpiękniejszych miejsc, które udało mi się zobaczyć na Dolnym Śląsku, dlatego bez obaw mogę Wam go polecić!

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description

Dolnośląskie Polska

Zwiedzamy Dolny Śląsk – Pałac w Wojanowie

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie lub Facebooku to wiecie, że ostatnio sporo podróżuje po Dolnym Śląsku i okolicach. Ten region ma nam naprawdę bardzo dużo do zaoferowania i poza piękną przyrodą czy górami, możemy tu zobaczyć przepiękne pałace i zamki, które są głównie pozostałością po rodzinach, które przebywały na terenie Śląska już w średniowieczu. Oczywiście w wiekach późniejszych były one przebudowywane i dostosowywane do panującej mody. Niektóre z nich uległy zniszczeniu i teraz możemy oglądać wyłącznie ich ruiny, niektóre nie natrafiły na dobrych właścicieli i niszczeją nawet teraz. Inaczej było jednak z Pałacem w Wojanowie, który trafił w dobre ręce!

Krótka historia Pałacu Wojanów

Pierwsze wzmianki o dobrach w Wojanowie pochodzą już z XIII w. Przez stulecia należały one do rodziny von Zeidlitz, choć przez pewien czas ich właścicielami byli np. Schaffgotschowie. Na początku XVII stulecia postawiono tu renesansowy dwór, który został niestety zniszczony przez Szwedów w czasie wojny 30-letniej. Odbudowano go w 1667 r., a dobra przez następne lata często zmieniały właścicieli. Niecałe sto lat później pałac przebudowano w stylu barokowym. Kolejne zmiany nastąpiły także w XIX stuleciu. W czasie II wojny światowej urządzono tu obóz dla robotników przymusowych, zaś po 1945 r. znajdował się tu PGR. Aktualnie zamek jest własnością prywatną, spłonął w 2002 r. – udało się go jednak zrekonstruować i dziś może cieszyć nasze oko.

Położenie, informacje praktyczne i zwiedzanie Pałacu Wojanów

Pałac w Wojanowie znajduje się nieopodal Jeleniej Góry w Województwie Dolnośląskim, najlepiej dojechać tu samochodem.

Niezbędne informacje:

  • Zwiedzanie parku i wstęp na teren pałacu jest bezpłatny. Park otwarty jest przez cały rok.
  • Przy pałacu znajduje się bezpłatny parking.
  • W pałacu aktualnie mieści się hotel, SPA oraz restauracja. Można tu także organizować różnego rodzaju imprezy, czy wykonać zdjęcia ślubne.
  • Cennik hotelowy oraz menu restauracji znajdziecie tutaj.
  • Aktualnie nie ma możliwości zwiedzania Pałacu Wojanów.

Dlaczego polecam odwiedzenie Pałacu w Wojanowie?

  • Pałac Wojanów to bardzo fotogeniczne miejsce! Śledziłam to miejsce od dawna w mediach społecznościowych i zawsze podobały mi się zdjęcia wykonane przed frontem budowli. Mi piękne ujęcia udało się wykonać także od strony parku, jak i w samych ogrodach. Wojanów to idealne miejsce dla fotografów – zakochajcie się w pałacu na kliszy. 
  • W dzisiejszych czasach (i nie chodzi mi tylko o ostatnie kilka miesięcy) wszyscy pędzą przed siebie, nie mamy czasu się wyciszyć. Park przy pałacu w Wojanowie jest idealny do tego. Dlaczego też nie wynająć tam pokoju w hotelu choć na jedną noc, aby móc rozkoszować się okolicą chwilę dłużej? Obok znajduje się Pałac Łomnica, który można zobaczyć przy okazji i płynie rzeczka, której szum niesamowicie uspokaja. Pałac znajduje się troszkę na „odludziu”, obok nie ma wielkiego miasta – można naprawdę odpocząć i uciec od codziennego „szumu”.
  • Jako historyk uwielbiam pałace i zamki oraz wiem, że cieszą się one popularnością wśród większości turystów – zwłaszcza w połączeniu z okoliczną naturą.
  • Pałac jest po prostu bardzo ładny, a patrzenie na ładne rzeczy podobno pomaga się zrelaksować.
  • Okolica i bliższa, i dalsza jest bardzo przyjemna. Można tu chodzić na spacery, jeździć na rowerze czy pójść na szlak w pobliskich górach.
  • Pałac w Wojanowie może być świetnym miejscem wypadowym do innych atrakcji na Dolnym Śląsku.

Jeśli interesuje Cię zwiedzanie Dolnego Śląska zapraszam do innych wpisów:

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description
Meklemburgia-Pomorze Przednie Schwerin

Schweriner Schloss – niemiecka gwiazda wśród zamków

Kto nie słyszał o gwieździe niemieckiej północnej architektury? Mam czasem wrażenie, że minął bum na Schloss Neuschwainstein i coraz częściej „atakują” nas w mediach właśnie jego północnym odpowiednikiem. Bo nie wiem czy słyszeliście, ale Schweriner Schloss nazywany jest właśnie „Neuchwainsteinem Północy” (nie mam pojęcia czy dobrze to odmieniłam…). Ochów i achów na stronach internetowych na jego temat jest masa, a widok z powietrza który łatwo można znaleźć w przeglądarkach internetowych jest faktycznie imponujący. Będąc na wyjeździe w pobliskiej Lubece postanowiłam sprawdzić ile jest w tym wszystkim prawdy! Czy Schweriner Schloss jest faktycznie kolejną niemiecką gwiazdą wśród zamków?

Położenie, dojazd i informacje praktyczne

Schweriner Schloss (miejscowość Schwerin) leży w Meklemburgii Pomorze Przednie, na wyspie nad jeziorem Schwerin See. Polacy mieszkający blisko północnej granicy z Niemcami mogą do niego pojechać na jeden dzień. Ze Szczecina jedzie się tam trochę ponad 3 godziny. Jeśli jedziemy z innych terenów Polski najlepiej wynająć już jakiś pokój, czy to w Schwerinie czy w okolicznych miejscowościach. Ja odwiedziłam pałac w drodze z Lubeki do Bremy, trochę musiałam zrobić kółko, ale tak bardziej odpowiadało mi to czasowo.

Widok na Schweriner Schloss od strony jeziora

Historia Pałacu Schwerin

Swój pierścieniowy kształt Schweriner Schloss zawdzięcza grodowi i jego wałom, które znajdowały się w tym miejscu w X wieku. Wspominał o nim nawet w trakcie swojej podróży słynny, żydowski kupiec Ibrahim ibn Jakub. Samo miasto Schwerin powstało w XII wieku, a w momencie ustanowienia tam biskupstwa uzyskało duże wpływy. W XIV stuleciu posiadłość zakupili potomkowie Nikolta, którzy uzyskali tytuł książąt Meklemburgii. To właśnie oni doprowadzili do rozbudowy tutejszego grodu i dostosowali go do potrzeb mieszkalnych. Z tego czasu zachował się dom biskupi.

Przez następne lata pałac był przebudowywany lub dobudowywano do niego kolejne pomieszczenia. Na początku XVII wieku opracowano nowe plany budynku, tym razem w stylu renesansu niderlandzkiego. Przebudowę przerwała jednak wojna 30-letnia i dopiero po jej zakończeniu ukończono prace.

W latach 30. i 40. XIX wieku zamek znajdował się w złym stanie technicznym, do tego złożony z budowli powstałych w rożnym stylu architektonicznym nie spełniał oczekiwań wielkiego księcia Pawła Fryderyka I. Postanowiono więc wznieść całkiem nową budowlę w starym ogrodzie, gdzie teraz znajduje się muzeum. Tego planu nie udało się ukończyć z powodu nagłej śmierci władcy. Jego następca, Fryderyk Franciszek II postanowił przebudować historyczny zamek.

Zawsze mam takie szczęście, że muszą coś remontować 😀

Dzisiejszą formę, którą możemy oglądać zamek uzyskał w latach 1845-1857. Przebudowa nawiązywała do popularnego wtedy w Niemczech nurtu historyzmu romantycznego. Wiele osób myśli, że najpiękniejsze pałace w Niemczech pochodzą z epoki nowożytnej, jednak większość z nich powstała właśnie w XIX stuleciu. Nie bez powodu się mylimy. Inspiracją do budowy Schweriner Schloss w takim kształcie były renesansowe budowle tego typu we Francji. Wiele detali przejęto z zamku Chambord, może dlatego też ten w Schwerinie nazywany jest „Niemieckim Chambord”. Możemy czuć się tutaj troszkę oszukani, ale musimy pamietać, że te zamki w takiej formie powstały właśnie po to żeby zachwycać. I rzeczywiście niezmiernie cieszą one oko.

Początkowo przebudowa miała objąć cały kompleks, jednak pod wpływem sugestii Demmlera oszczędzono cztery historyczne budynki z XVI i XVII wieku. Głównym architektem (kilka razy odrzucanym) był Demmler, a zamek w Schwerinie to jego największe dzieło. W czasie prac dbał on o swoich pracowników, starając się łagodzić wyrządzane im krzywdy społeczne. Założył między innymi kasę chorych i wstawiał się za sprawiedliwym wynagrodzeniem dla zatrudnionych. Kręgi dworskie, którym nie odpowiadało zachowanie Demmlera wykorzystały jego zaangażowanie w ruch obywatelsko-demokratyczny i doprowadziły do jego zwolnienia ze służby wojskowej w 1851 roku. Jego miejsce na placu budowy przejął przejął architekt z Berlina Stüler. Inauguracja „nowego” zamku odbyła się w 1857 roku.

Ciekawostka: w 2007 roku Schweriner Schloss pojawił się na monecie o nominale 2 euro

Niestety, w 1913 roku 1/3 zamku spłonęła, zniszczeniu uległa także okazała Złota Sala i urządzona z przepychem główna klatka schodowa. Budowli nie udało się odbudować do 1918 roku, kiedy to abdykował książę Meklemburgii-Schwerina w powodu rozruchów związanych z rewolucją listopadową. Potem zamek przeszedł na własność państwa, a jego sale udostępniono dla turystów (utworzono muzeum zamkowe). Po II wojnie światowej znajdowała się tutaj Komendantura Radzieckiej Administracji Wojskowej w Meklemburgii. W tym czasie powstała także sala plenarna dla tutejszego parlamentu, gdzie obraduje on do dziś. Później mieściła się tutaj szkoła pedagogiczna. Od 1993 r oku od strony jeziora istniało muzeum historyczne, zaś w oranżerii muzeum politechniczne. Aktualnie część muzealna należy do państwowego muzeum w Schwerinie.

Legenda Schweriner Schloss

Każdy porządny zamek powinien mieć swojego ducha. Ma także ten w Schwerinie. Petermännchen to duch, który podług legendy ma zamieszkiwać sklepienia piwnic, które miały być połączone z zamkiem Petersberg w Pinnow. Tam mieszkał zaś złośliwy skrzat (kobold), który pracował jako kowal. Ten spacerując po korytarzach z latarnią, mieczem i pękiem kluczy miał karać złodziei i intruzów czy to żartami czy plagami i torturami zmuszając ich do ucieczki. Uczciwych ludzi miał zaś nagradzać. Petermännchen miał także budzić żołnierzy, którzy przysnęli na warcie.

Zwiedzanie Pałacu Schwerin

Informacje praktyczne
  • godziny otwarcia: od 15 kwietnia do 14 października: wtorek-niedziela od godz. 10.00 do 18.00; od 15 października do 14 kwietnia: wtorek-niedziela od godz. 10.00 do 17.00; ogrody i park otwarte są przez cały rok
  • ceny biletów: 8,5 euro (normalny), 6,5 euro (ulgowy), dzieci poniżej 18 roku życia wstęp bezpłatny; w czasie pandemii ceny biletów zostały obniżone, ja zapłaciłam 6,5 euro
  • czas zwiedzania: na zwiedzanie wnętrz wystarczy maksymalnie godzina; jeśli chcemy spokojnie pochodzić po ogrodach i parku kolejna godzina lub nawet dwie
  • parking: obok zamku znajduje się kilka parkingów, ok. 1,5 euro za godzinę

Schwerin odwiedziłam w drodze z Lubeki do Bremy, musiałam zrobić małe kółko, ale ogólnie tak lepiej wpasowało się to w ogólny plan. Pogoda nie sprzyjała, strasznie wiało (naprawdę mocno!), więc zapewne zamek nie zrobił tak dużego wrażenia, jak podczas słonecznego dnia. Do tego był to czas pandemii i wejścia do pałacu były limitowane. Staliśmy w kolejce około 3 godziny i pewnie dlatego wchodząc do środka miałam nadzieje na „coś więcej”, na wielkie „wow”, które wszędzie obiecywano. Niestety go nie było. Schwerin okazał się pałacem, jak każdy inny – przynajmniej wewnątrz, bo to mam tu przede wszystkim na myśli. Sal do zwiedzania nie jest zbyt dużo, może jakieś 10-15. Kilka jest naprawdę ładnych, ale jak zawsze z każdego zamku zapamiętuję choć jedną, wyjątkową, to niestety tu tak nie było. Choć teraz jak patrzę na poniższe zdjęcia po pewnej przerwie wnętrze wydaje się bardzo piękne!

Zwiedzanie ogrodów Zamku Schwerin

Moim zdaniem najważniejszym miejscem do zobaczenia w Schwerinie są ogrody znajdujące się obok zamku oraz jezioro. To właśnie stąd rozpościera się imponujący widok na naszą „gwiazdę”. Zwiedzanie parku i ogrodów przypałacowych jest darmowe. Warto zarezerwować sobie na to około godziny żeby spokojnie pospacerować i poszukać idealnych ujęć!

Ważna informacja: planuje się wpisanie Schweriner Schloss na Listę światowego dziedzictwa UNESCO

Od strony Oranżerii Schweriner Schloss jest bardzo fotogeniczny!

Park i ogrody zostały przygotowane w ramach BUGA 2009 (Bundesgartenschau 2009). Miało to na celu odpowiednie zaprezentowanie gościom tutejszej roślinności. W tym celu przedłużono jezioro i doprowadzono tutaj tory tramwajowe. Odnowiono także tutejszą Oranżerię, z której rozpościera się piękny widok na zamek. Obok znajduje się także kawiarnia. Niestety w celu stworzenia „idealnego” ogrodu pozbawiono go starych zamkowych lip, co wywołało oburzenie niektórych środowisk. Mimo tego, projekt cieszył się ogromną popularnością.

Widok z parku na Schweriner Schloss
Mówiłam, że padało i wiało 😀

Warto czy nie?

Na koniec, ciężko mi niestety odpowiedzieć na pytanie czy Schweriner Schloss to „Neuschwainstein Północy” czy „Niemiecki Chambord”, bo nie udało mi się odwiedzić tych miejsc. Z pewnością ogromną zaletą tego zamku jest jego malownicze położenie na wyspie wśród ogrodu i parku, choć najlepiej widać to z wysokości więc niezbędny będzie tu dron jeśli chcemy uwiecznić go z tej perspektywy. Jeśli szkoda Wam pieniędzy na zwiedzanie wnętrz zbyt wiele nie stracicie, są one dość skromne i mało tam eksponatów. Choć uprzedzam, że moja opinia może wynikać z 3-godzinnego czekania w kolejce i może akurat Wam przypadnie do gustu! Z pewnością jednak musicie zajrzeć do tamtejszych ogrodów i parku. Schwerin najpiękniej wygląda z pewnej odległości! Zdecydowanie warto!

Dolnośląskie Polska

Ogrody Światła na Zamku Książ – magia Świąt na Dolnym Śląsku

Zawsze zarzucam sobie, że ze mało znam swoją najbliższą okolice. W wolnym czasie wyruszyłam, więc na wycieczkę po Dolnym Śląsku, który ma nam naprawdę bardzo dużo do zaoferowania! W tym wpisie chciałabym opowiedzieć Wam o jednym z odwiedzonych przeze mnie miejsc. A co ciekawe trwa ono tylko kilka miesięcy na przełomie roku 2020/2021. Spieszcie więc szybko je zobaczyć! Oczywiście chodzi mi o Ogrody Światła na Zamku Książ w Wałbrzychu.

Główne wejście do Zamku Książ
Widok na Ogrody Światła na Zamku Książ

Położenie i dojazd

Zamek Książ aktualnie znajduje się w granicach miasta Wałbrzych (ul. Piastów Śląskich 1) w województwie Dolnośląskim, na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. 

Do zamku najlepiej dojechać samochodem. Na miejscu znajduje się kilka parkingów. Jeden z nich znajduje się zaraz przy zamku (mieści się kilkanaście samochodów), drugi przy stajni, o wiele większy. Parkingi są płatne – samochód osobowy 15 zł.

Do Książa można dojechać także komunikacją miejską. Musimy dostać się na Dworzec Wałbrzych Główny lub lepiej Wałbrzych Miasto. Następnie trzeba odnaleźć niedaleko przystanek, z którego odjeżdża autobus numer 8 lub 12. Dokładne informacje o dojeździe znajdziecie tutaj. W zależności od tego na jakim przystanku wysiądziemy do zamku idzie się od kilku do kilkunastu minut.

Krótka historia Zamku Książ

Zamek powstał w latach 1288–1292, a inicjatorem budowy był książę świdnicko-jaworski Bolko I Surowy. Rozbudowano go za panowania Bolka II Małego. Po wygaśnięciu linii książąt świdnicko-jaworskich Książ wraz z przyległymi ziemiami przeszedł pod władanie króla czeskiego, Wacława IV. Przez następne lata zamek często zmieniał swoich właścicieli.

W 1509 roku został przekazany wraz z okolicznymi ziemiami rodzinie Hochbergów (wywodzili się z Miśni, a w XIV wieku osiedlili się na stałe nieopodal Jeleniej Góry). Podczas wojny trzydziestoletniej wrogie wojska kilkukrotnie plądrowały i niszczyły zamek. Po zakończeniu konfliktu umocnienia zamku przebudowano na tarasy ogrodowe w stylu francuskim. W pierwszej połowie XVIII stulecia dokonano przebudowy zamku w stylu barokowym, którą zlecił Konrad Ernst Maksymilian von Hochberg. Głównym architektem był Feliks Antoni Hammerschmidt.

Zamek Książ w XIX i XX wieku odwiedzany był przez wiele wpływowych osób, w tym Izabelę Czartoryską, Zygmunta Krasińskiego, cara Mikołaja I Romanowa czy Winstona Churchilla. Kolejna przebudowa zamku miała miejsce w latach 1909–1923 na polecenie księcia Jana Henryka XV Hochberg. W tym czasie dobudowano nowe skrzydło i zmodernizowano tarasy z fontannami. Przed wybuchem I wojny światowej wybudowano także palmiarnię w Lubiechowie i ogród japoński. Mniej więcej od lat 20. XX wieku, Książ podupadał w związku z problemami finansowymi Hochbergów. Ostatnią przedstawicielką tej rodziny, która przebywała na zamku była Maria Teresa Oliwia Hochbergvon Pless. W 1940 r. została zmuszona do wyjazdu z Książa. 

Podczas II wojny światowej zamek został przejęty przez władze III Rzeszy. Jednocześnie przystąpiono do przekształcenia budowli w jedną z kwater Adolfa Hitlera. W tym czasie zniszczono większość zabytkowego wystroju wnętrza w celu dostosowania ich do nowej funkcji. Przed głównym portalem wydrążono dół (szyb windowy) o głębokości 40 metrów. Pod zamkiem powstała sieć tuneli i podziemny schron (aktualnie są one udostępnione do zwiedzania). Legenda głosi, że zamek połączony jest z nazistowską siedzibą w Wałbrzychu – Totenburgiem. W okolicach poszukiwano także słynnego Złotego Pociągu.

Książ aktualnie wpisany jest na Szlak Zamków Piastowskich. To także trzeci największy zamek w Polsce, zaraz po zamku w Malborku i Zamku Królewskim na Wawelu. 

Ogrody Światła na Zamku Książ

Na zamku Książ bywałam już kilka razy z moimi studentami w ramach zajęć o walorach turystycznych Dolnego Śląska. Były to więc głównie wyjazdy służbowe, choć oczywiście wiele z nich zapamiętałam i sama się nauczyłam. Takie „praktyki” w terenie odbywałam jednak głównie latem, kiedy pogoda bardziej dopisywała. Teraz to był mój pierwszy wyjazd „prywatny” do Książa i także wspominam go bardzo pozytywnie. Zamek wygląda jeszcze piękniej oświetlony przez setki kolorowych i mrugających świateł.

Informacja ze strony internetowej Zamku Książ o Ogrodach Światła:

„Już od 30 października zapraszamy Was do Zamku Książ na książęcy bal pośród świetlistych drzew i krzewów, gdzie strumienie ruchomych fontann tworzą magiczny klimat jak z bajki. Gdzie połyskujące kwiaty wyznaczają drogę, a wodny taras zachwyca świetlnymi dekoracjami… Dajcie się oczarować magii świateł.

Po raz pierwszy w historii Ogrody Światła znajdziecie także w wałbrzyskiej Palmiarni. W zaczarowanym ogrodzie, pośród szumu wody i śpiewu ptaków odnajdziecie barwne motyle, bajkowe kwiaty oraz magiczne fale pełne kolorowych ryb.

Zamkowe tarasy i Ogród w Palmiarni rozświetlą Wasze wieczory”.

Informacje praktyczne o Ogrodach Światła na Zamku Książ:

  • Ogrody Światła otwarte są od 30 października 2020 do 31 marca 2021 – jest więc sporo czasu, aby zaplanować swój wyjazd!
  • Koszt biletu: 25 zł (normlany), 20 zł (ulgowy)
  • Godziny otwarcia: 16.30-20.00
  • Czas zwiedzania: same ogrody światła 30 minut, maksymalnie godzina jeśli zatrzymamy się np. na wino grzane; dłużej jeśli chcemy pochodzić także wokół samego zamku i po parku
  • W tym roku pojawiła się możliwość wejścia na Taras Kasztanowy (przejście przez Basztę Jerzego), skąd można podziwiać z góry Ogrody Światła. Tam też można zakupić ciepłe i zimne napoje oraz zamówić jedzenie z tamtejszej restauracji – wszystko oczywiście na wynos
  • Co kilkanaście minut na końcu ogrodów odbywa się pokaz świateł przy muzyce do walca
  • Aktualnie zwiedzanie zamku nie jest możliwe. Otwarta jest jeszcze Palmiarnia, w której także znajdziemy Ogrody Światła. Koszt: 20 zł (normalny), 15 zł (ulgowy); godziny otwarcia: 16.30-20.00 lub 21 (w zależności od dnia). Palmiarnia jest czynna także wcześniej bez Ogrodów Światła, 12.00-16.00 lub 10.00-160 (w zależności od dnia). Dokładne informacje na temat godzin otwarcia Palmiarni znajdziecie tutaj.

Pokazy świateł przy muzyce, czy ogrody świateł cieszą się coraz większą popularnością w Europie i Polsce. Ostatnio bardzo często zastępuje się nimi fajerwerki, którymi tradycyjnie witamy Nowy Rok. Cieszy więc fakt, że także na Zamku Książ organizuje się takie wydarzenia. Zawsze to bardzo miła odskocznia od często szarej, listopadowej czy ogólnie zimowej rzeczywistości, która nas nie rozpieszcza 🙂

Myślę, że warto odwiedzić Ogrody Światła na Zamku Książ. Wystawa jest pięknie wykonana, a spacerując po tarasach Zamku Książ poczułam już święta, mimo że dopiero jest połowa listopada. Rzeczywiście jest magicznie, a zapach korzeni i grzanego wina roznoszący się dookoła dodaje tylko nastroju. Spodoba się tu każdemu, parom, rodzinom, dorosłym i dzieciom.

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A może już byłeś na zamku Książ i chciałbyś podzielić się swoją opinią?
Bawaria Bayreuth Europa Niemcy

Co zobaczyć w Bawarii? Bayreuth w jeden dzień!

Tak jak przypuszczałam wyjazd do Bayreuth był moim ostatnim wyjazdem zagranicę w tym roku – chyba, że sytuacja w Polsce się poprawi, ale z tym może być różnie! Nie obyło się jednak bez stresu, bo w dzień przyjazdu okazało się, że Niemcy wprowadziły kwarantannę dla mieszkańców niektórych polskich województw, ale dzięki Bogu opolskie się do tego nie zaliczało. Niedługo potem u naszego sąsiada wprowadzono już obostrzenia dla wszystkich przyjeżdżających z Polski. Moje przeczucie sprawdziło się więc w 100%, a wyjazd do Bayreuth starałam się wykorzystać na ile się da. Mimo, że miasto może nie jest tak atrakcyjne jak niektóre inne niemieckie miejscowości z masą zabytków i szachulcową zabudową to znajdziemy tu kilka miejsc, które trzeba w życiu zobaczyć.

Centrum Bayreuth, w październiku widać już przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia

Położenie, dojazd i inne informacje praktyczne o Bayreuth

Bayreuth leży w Niemczech, w kraju związkowym Bawaria, a dokładnie w Górnej Frankonii. Jest zarazem największym miastem w tym regionie. W okolicy znajduje się kilka popularnych turystycznie miast, z których spokojnie możecie dojechać na jeden dzień do Bayreuth. Są to m.in. Norymberga, Bamberg, Monachium i Ratyzbona. Z pierwszych dwóch samochodem dojedziecie tu w godzinę, w przypadku pozostałych w maksymalnie 2 godziny. Równie dobrze to Bayreuth może być bazą wypadową do innych miast.

Dla mnie przemieszczanie się po Niemczech autem wydaje się najbardziej opłacalne, ponieważ autostrady są bezpłatne i często można znaleźć niezbyt drogi parking. W przypadku podróży innymi środkami lokomocji do Bayreuth można dojechać autobusem (z Wrocławia 80 zł Flixbusem w jedną stronę) lub pociągiem (z Wrocławia ok. 83 euro w jedną stronę, można sprawdzić wszystko tutaj). Dojazd pociągiem jest jednak dość skomplikowany, bo trzeba dojechać do Drezna, później do Hof, a dopiero stamtąd mamy bezpośrednie połączenie z Bayreuth. Inna opcja to zakup samolotu do Monachium i stamtąd musimy już dostać się do Bayreuth (Flixbus 80 zł w jedną stronę, pociąg od 34 euro).

TIP: W centrum Bayreuth znajdziemy sporo hoteli, warto więc zanocować w którymś z nich żeby nie tracić czasu na dojście do starówki. Niektóre mają umowy z okolicznymi parkingami podziemnymi lub piętrowymi. Normalnie w centrum kosztują one od 10 euro wzwyż za 24 godziny, w moim przypadku było to 7 euro. Nocowałam w Hotelu B&B zaraz przy głównym deptaku.

Historia Bayreuth

Niestety nie jest znana data założenia miasta, z pewnością istniało już w XII stuleciu, gdyż z tego czasu posiadamy pierwszą wzmiankę na jego temat. Wtedy nazywano je Baierrute, co chyba oznacza miejsce wykarczowane przez Bajuwarów, czyli po prostu lud germański Bawarów. Prawa miejskie Bayreuth uzyskał w XIII wieku, nie rozwijał się jednak zbyt szybko, a do tego zrabowali go husyci. W latach 1450-1457 margrabia Jan Alchemik z dynastii Hohenzollernów wybudował tu pałac. W 1528 roku władcy marchii Brandeburg-Kulmbach przyjęli religię luterańska, a Bayreuth został ich oficjalną siedzibą. Dzięki temu miasto stało się znaczącym punktem na mapie politycznej tego regionu. Na Bayreuth padło w tym czasie jednak dużo nieszczęść: dwa pożary i dżuma. Do tego ucierpiał także w czasie wojny 30-letniej (1618-1648). Kolejnych większych inwestycji dokonano w XVII wieku, powstały wtedy mury miejskie, gimnazjum, kościół pałacowy i wiele innych.

Największy swój rozwój Bayeruth zawdzięcza Wilhelminie, siostrze króla pruskiego Fryderyka Wielkiego, która przybyła do miasta w 1735 roku i wyszła za mąż za tutejszego margrabię Fryderyka. Nowa władczyni poniekąd z nudów rozpoczęła inwestować w rozwój miasta i zaczęła ściągać do niego wybitnych poetów, artystów i architektów. Większość najpiękniejszych budowli powstała właśnie dzięki Wilhelminie (więcej o nich przeczytacie niżej). Po śmierci małżonków, większość tutejszych artystów przeniosła się do Berlina i Poczdamu – świadczy to poniekąd o ich randze.

Bayreuth ma jednak także mroczniejszą historię. Niedługo po I wojnie światowej w mieście pojawił się bardzo prężny ruch nazistowski, a także rodzinę Wagnerów (potomków Ryszarda Wagnera) łączyły silne więzi z Adolfem Hitlerem. Kontakty były na tyle zażyłe, że dzieci mówiły do niego „wujku”. W momencie przejęcia władzy przez nazistów Bayreuth został siedzibą okręgu partyjnego Bawarska Marchia Wschodnia. Chwalono się, że to ulubione miasto Hitlera. Naziści przeprowadzili także pierwsze przebudowy Bayreuth, m.in. zburzono stajnie margrabiów, a budynek ujeżdżali zaadaptowano na miejsce wieców. Żydów, którzy pozostali w mieście po wybuchu wojny deportowano do Rygi, Auschwitz, Izbicy i Theresienstadt. Po zakończeniu wojny Bayreuth znalazł się w amerykańskiej strefie okupacyjnej.

Co zobaczyć w Bayreuth?

Spacer po starówce

Zwiedzanie najlepiej zacząć od spaceru po starówce. Zresztą wtedy natkniecie się także na większość zabytkowych budynków. Bayreuth różni się od standardowych niemieckich miasteczek, gdzie często dominuje zabudowa szachulcowa (zwłaszcza tutaj w Bawarii). Szeroki deptak pozwala na dokładne przyjrzenie się kamienicom często wykonanym z piaskowca. Można się dziwić, bo ten szybko przecież czernieje, a Bayreuth jest wyjątkowo jasne. Choć może miałam akurat szczęście i piaskowce zostały niedawno wyczyszczone. Deptak to centrum życia, nie tylko turystów, ale także mieszkańców miasta. Napotkamy tutaj masę kawiarni, restauracji (od lokalnego jedzenia do pizzerii) czy sklepiki i galerie handlowe. Samo stare miasto nie jest duże, spokojnie przejdziemy je w kilkadziesiąt minut.

Rynek w Bayreuth

Opera Margrabiów

Największą atrakcją Bayreuth jest Opera Margrabiów. Powstawała w latach 1745-1748 na polecenie hrabiny Wilhelminy, która zachowała się szczególnie dobrze w pamięci mieszkańców miasta. Opera wybudowana została na cześć księcia Karola Eugeniusza von Württemberg i jego żony, Elżbiety Fryderyki Zofii von Brandenburg-Bayreuth. Największym atutem tego miejsca jest fakt, że jest jednym z ostatnich tego typu budynków barokowych, które przetrwały do naszych czasów w oryginalnym kształcie. Nie powinien więc dziwić fakt, że Opera Margrabiów została w 2012 r. wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Kilka lat później budynek przeszedł także renowację. O ile portal wejściowy nie wygląda specjalnie imponujące (do tego był remont elewacji, jak odwiedziłam Bayreuth), to wnętrze wykonane w całości z drewna powala na kolana. Zdjęcia nie oddają piękna Opery, trzeba to zobaczyć na własne oczy!

Informacje praktyczne o operze margrabiów w bayreuth
  • Godziny otwarcia: kwiecień-wrzesień: 9-18; październik-marzec: 10-16
  • Koszt wstępu: 8 euro od osoby, bilet ulgowy 7 euro
  • Zwiedzanie jest dostępne jednie w grupie, głównie w języku niemieckim, poza godziną 13.00, kiedy wycieczka jest w języku angielskim
  • Warto podejść do kasy biletowej, aby zarezerwować wejście dzień wcześniej lub rano w dniu zwiedzania, ponieważ można nie dostać się w konkretny dzień (nawet teraz, gdy ruch turystyczny nie jest zbyt duży)
  • W trakcie zwiedzania puszczany jest krótki film o historii powstania Opery. Później przewodnik opowiada różnego rodzaju ciekawostki, a następnie jest czas na samodzielne pooglądanie budynku i zrobienie zdjęć
  • czas zwiedzania: maksymalnie godzina, raczej około 30 minut
Fontanna przed Operą Margrabiów w Bayreuth

Nowy zamek (Neues Schloss)

Wcześniejszy pałac wybudowany jeszcze przez Jana Alchemika w XV stuleciu, mimo, że przebudowany w dwa wieki później, przestał spełniać oczekiwania tutejszych margrabiów. W związku z tym zaczęły pojawiać się pomysły związane z postawieniem nowej siedziby rodziny. Alte Schloss margrabiów spłonął w 1753 r., co zmusiło władców marchii Brandenburg-Kulmbach do budowy kolejnej rezydencji. Co ciekawe w tym celu rozbudowano istniejący już pałac, dwa sąsiadujące z nim domy i kaplicę, które połączono ostatecznie w jeden budynek. Ogromny wpływ na wygląd wnętrz miała Wilhelmina, która samodzielnie projektowała nawet dekoracje niektórych pomieszczeń.

Przed Nową Rezydencją w Bayreuth stoi ciekawa fontanna

Pałac można aktualnie zwiedzać, jednak jego wnętrza nie są tak imponujące jak Opery Margrabiów. Widać, że zadbano jedynie o wystrój niektórych, najważniejszych pokoi. Jednym z najbardziej charakterystycznych pomieszczeń jest Sala Palmowa, najlepszy przykład rokoko w Bayreuth. Charakteryzuje się dekoracją wykonaną z drewna z orzecha włoskiego, a wystrojem nawiązuje do gaju palmowego. W pałacu można pooglądać także wyroby tutejszych manufaktur porcelany, piękne obrazy duńskich i niemieckich malarzy z XVIII wieku czy miniaturowe obrazki przedstawiające życie erotyczne w dawnych epokach.

Sala Palmowa
Informacje praktyczne o Nowej rezydencji w Bayreuth
  • Godziny otwarcia: kwiecień-sierpień 9.00-18.00/ październik-marzec 10.00-16.00
  • Koszt biletu: 5.5 euro (normalny), 4,5 euro (ze zniżką); 2 euro za krótki opis zwiedzanych pokoi w języku angielskim
  • Czas zwiedzania: około godziny
  • Przy kasie biletowej znajduje się mały sklepik z pamiątkami

Ogrody Nowej Rezydencji

Park znajdujący się przy Nowej Rezydencji nazywany jest „zielonymi płucami” w centrum miasta Bayreuth. Mieszkańcy często przychodzą tu na spacery pomiędzy alejkami kasztanów i dębów. Historia parku sięga XVI stulecia i w tym miejscu istniał niewielki ogród warzywny i kwiatowy. Artystyczne założenie parkowe pojawiło się dwa wieki później. Początkowa główna oś służyła do gry w popularną niegdyś grę Braille-Maille. W związku z budową w pobliżu Nowej Rezydencji rozbudowano także park. Początkowo zaplanowano go w stylu barokowym, później zmieniono w formę nawiązującą do parków angielskich. Tego w pełni nie udało się jednak nigdy osiągnąć. W związku z tym do dziś możemy zobaczyć tam statuy, sztuczne wysepki itp., które nawiązują do parków barokowych.

Zwiedzanie ogrodów przy Nowej Rezydencji jest darmowe i są one otwarte przez cały dzień (do 18.00) także w weekendy. Park zamknięty jest tylko w wybrane święta.

Stary Zamek i Schlosskirche

Stary Zamek w Bayreuth został zbudowany w 1455 r. Był rezydencją margrabiów Brandenburgii-Bayreuth od 1603 do 1753 r., później jak wspomniałam już wyżej władcy przenieśli się do Nowej Rezydencji. Ciężko ominąć ten budynek, ponieważ mieści się w centralnej części miasta. Od 1953 roku zamek służy jako siedziba urzędu skarbowego. W kompleksie Starego Zamku powstał także kościół (Schlosskirche). To świątynia halowa wybudowana w stylu rokoko, która została przebudowana po pożarze Starego Zamku w 1753 r. Był to wtedy kościół luterański, aktualnie to świątynia katolicka.

W oddali widać Schlosskirche

Kościół powołania św. Trójcy

Pierwszy kościół miejski stał już w centrum Bayreuth pod koniec XII w. Ten został jednak zniszczony w czasie najazdów husytów trzy stulecia później, choć jego pozostałości można zobaczyć w piwnicach aktualnej świątyni. Postanowiono wznieść na jego miejscu kolejny kościół, której budowę ukończono w 1495 r. W XVII w. budynek został jednak strawiony przez dwa pożary, przez co ciągle był przebudowywany; nieznacznemu uszkodzeniu uległ także w czasie wojny 30-letniej.

Ermitaż (Hermitage)

W 1715 roku margrabia Jerzy Wilhelm postanowił wybudować niedaleko Bayreuth pałac (Stary Pałac/Zamek – Altes Schloss). Dwadzieścia lat później, w momencie przejęcia władzy przed Fryderyka sprezentował on to miejsce swojej żonie – Wilhelminie. Na początku zaczęła rozbudowywać pałac i dodawać do niego nowe pomieszczenia, np. pokój muzyczny czy gabinet japoński. Przez następne lata stopniowo adaptowano park w stylu barokowym, wznoszono nowe fontanny i mniejsze budynki. W tamtym czasie w całych Niemczech nie było ogrodów podobnych do tego, który powstał pod Bayreuth.

Świątynia Słońca (Neues Schloss)

Najwięcej turystów przyciąga Nowy Zamek, nazywany także Świątynią Słońca. Powstał w połowie XVIII stulecia, dzięki inicjatywie wspomnianej już kilkukrotnie Wilhelminy. Przyznajcie sami, że jest przepiękny!

Nowy Pałac z grotami w parku i innymi małymi budynkami nadal dominuje w Ermitażu i to on przede wszystkim przyciąga turystów. To kolejne „must see” w czasie pobytu w Bayreuth. Pod koniec XVIII wieku tutejszy ogród dworski został przekształcony w ogród krajobrazowy, w ramach którego posadzono w naturalny sposób drzewa i łąki. W ciągu ostatnich 30 lat zrekonstruowano poszczególne części parku, które zniknęły w XIX wieku. To idealne miejsce na dłuższy spacer, pojawiają się tutaj także mieszkańcy miasta spacerujący między alejkami z rodziną, przyjaciółmi czy pieskami. Wstęp do parku i ogrodów jest bezpłatny.

Untere Grotte (Dolna Grota)

Poza Starym (Alte Schloss) i Nowym Pałacem (Neues Schloss) w Bayreuth warto pospacerować także po tutejszych ogrodach i parku. Jedną z jego większych atrakcji jest Untere Grotte (Dolna Grota), która znajduje się kilka minut od Świątyni Słońca. Powstała w 1737 roku kiedy to architekci Johann Friedrich Grael i Joseph Saint-Pierre zaczęli rozbudowywać tutejsze ogrody. Warto się tu przespacerować, klimat jest wyjątkowy!

Pierwsze groty tego rodzaju zaczęły powstawać, a zarazem zyskiwać popularność od połowy XVI wieku. Często były stylizowane w taki sposób, aby z zewnątrz przypominały wielką skałę, choć odnajdujemy odchylenia od tego wzorca, którym jest przynajmniej grota znajdująca się w Bayreuth. Wokół były one przeważnie udekorowane różnymi statuami i fontannami. Pierwotnie służyły one dla ochłodzenia, ale przyjęły się także w regionach chłodniejszych. Czasem używano ich także jako teatry czy kaplice.

Festpielhaus

Festpielhaus (Teatr Operowy) to kolejne miejsce, które warto zobaczyć w Bayreuth. Budynek ukończono w 1876 roku, a jej inicjatorem był Ryszard Wagner, który uznał, że Opera Margrabiów jest zbyt mała dla jego orkiestry. Całość powstawała na podstawie projektu teatru, który pierwotnie miał stanąć w Monachium. Od 1876 roku, corocznie w Festpielhaus odbywają się słynne festiwale wagnerowskie, podczas których odgrywa się wyłącznie muzykę znanego kompozytora. Obok Festpielhaus znajduje się także bardzo przyjemny, niewielki park po którym można spacerować, a jesienną porą zbierać kasztany. Znajdziemy tam także niewielką wystawę przedstawiającą biografie muzyków z Bayreuth.

Browar Maisel

Będąc w Bayreuth koniecznie trzeba spróbować tutejszego piwa! Największą popularnością cieszy się browar Maisel utworzony w XIX wieku przez dwójkę braci Maisel. Nie jest to więc piwo z długimi średniowiecznymi czy nowożytnymi korzeniami, ale jest uwielbiane przez Niemców i nie tylko. Najpopularniejszy jest trunek pszeniczny tej firmy. Co ciekawe, browar do dziś znajduje się w rękach rodziny Maisel!

Poza browarem (który można zwiedzać – koszt to 8 euro, w cenie aplikacja na telefon z audio guidem) warto zajść do tutejszej restauracji, gdzie mamy ogromny wybór piw, nie tylko marki Maisel (4-5 euro za 0.5l). Można także zamówić deskę piw (8 euro) w ramach której otrzymamy kilka najbardziej rozpoznawalnych piw firmy Maisel. Do tego oczywiście koniecznie tutejszy burger!

Bonus: gdzie zjeść w Bayreuth? Tylko Oskar!

A dokładnie Oskar Das Wirtshaus am Markt. Restauracja znajduje się niedaleko rynku więc z pewnością na nią traficie. Specjalizuje się w lokalnej kuchni, zjecie więc tutaj sznycla z sałatką ziemniaczaną, golonkę czy kiełbaski. Można też tu spróbować regionalnego piwa Maisel czy Bayreuther Hell (to specjalnie przypadło mi do gustu). Do tego restauracja charakteryzuje się ciekawym wystrojem nawiązującym do gospód w dawnych czasach! Tylko uwaga… Zawsze jest tu masa ludzi więc warto zarezerwować sobie stolik z wyprzedzeniem.

Jeśli chcielibyście coś przekąsić na szybko to polecam kiełbaski w bułce z budki w centrum miasta!

Tyle ode mnie na dziś! Bayreuth polecam szczególnie na krótkie jedno- lub dwudniowe wypady, nie zapomnijcie wtedy przede wszystkim zobaczyć Opery Margrabiów i Ermitażu!
JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ!
Europa Niemcy

Pięć uroczych miasteczek w Niemczech. Moje propozycje na romantyczny weekend!

Niemcy usiane są zamkami i pałacami, w których mieszkali przedstawiciele arystokratycznych rodzin, małymi średniowiecznymi miasteczkami, twierdzami wznoszącymi się na wzgórzach czy przepięknymi parkami i ogrodami, po których spacerowały niegdyś damy ubrane w obszerne suknie. Nie bez powodu uważam więc, że Niemcy to jeden z najromantyczniejszych krajów (bardziej niż Włochy? 🤨). Bo niby dlaczego miałby znajdować się tam szlak najromantyczniejszych miejsc, na którym znajdują się liczne małe miasteczka, zamki i urocze zakątki?

Poniżej przedstawiam Wam mój krótki, autorski „szlak romantyczny” po Niemczech. Niektóre z tych miejscowości faktycznie znajdują się na prawdziwym Szlaku Romantycznym (Romantische Straße). Jeśli wybierzecie się w podróż do któregokolwiek z nich – nie zawiedziecie się i spędzicie tam wspaniały weekend we dwoje! Gwarantuje to!

Rothenburg ob der Tauber (Bawaria)

Rothenburg ob der Tauber w Bawarii, a dokładniej we Frankonii to zdecydowanie mój faworyt w tym rankingu. Wielu mogłoby pomyśleć, że to przereklamowane miasto, ja jednak jestem innego zdania. To miejsce w którym się zakochasz!

Każde miasto ma swoją legendę, a ta rothenburska mnie urzeka… Podobno w czasie wojny 30-letniej, w 1631 r. pod murami miasta stanęły oddziały hrabiego Johanna von Tilly. Ten obiecał, że jeśli ktoś w czasie trwania dzwonu ratuszowego wypije galon wina Rothenburg zostanie ocalony. Burmistrz Nush przyjął wyzwanie i wygrał zakład! Dzięki temu miasto nie ucierpiało w czasie jednej z najkrwawszych wojen epoki nowożytnej. W związku z legendą mieszkańcy co roku, w dniu Zielonych Świątek obchodzą „Święto Ratowania Miasta”.

Rothenburg ob der Tauber (lepiej zapisywać całą nazwę, ponieważ w Niemczech jest kilka innych Rothenburgów) to niewielkie miasteczko charakteryzujące się średniowieczną zabudową. Jedną z największych atrakcji są mury miejskie okalające całe stare miasto. Dzięki nim można także zobaczyć miejscowość z nieco innej perspektywy. Dodatkowo w Rothenburgu można odwiedzić najlepsze Średniowieczne Muzeum Kryminalne (Mittelalterliches Kriminalmuseum) w Niemczech, wejść na wieżę ratuszową i zobaczyć piękną panoramę miasta. Ogromną atrakcją jest także Muzeum Bożego Narodzenia (Weihnachtsmuseum), gdzie można nabyć ręcznie wykonane ozdoby choinkowe – naprawdę urocze! W Rothenburgu znajduje się także jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Niemczech, jeśli nie na świecie – Das Plönlein. Wystarczy spojrzeć na profil tego miejsca na TripAdvisor. Ogromną atrakcją jest także kościół św. Jakuba oraz pozostałości po starym zamku i tamtejsze ogrody, z których pięknie rozpościera się panorama na miasto.

https://www.instagram.com/p/B683k4QFIY8/?utm_source=ig_web_copy_link

Najważniejsze miejsca do zobaczenia w Rothenburg ob der Tauber to:

  • Marktplatz z ratuszem
  • Das Plönlein
  • Gerlachschmiede
  • Christkindlmarkt Kathe Wohlfahrt
  • mury miejskie z wieżami i bramami
  • Średniowieczne Muzeum Kryminalne
  • ruiny zamku
  • kościół św. Jakuba.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym mieście zapraszam do osobnego wpisu: Rothenburg ob der Tauber – na Romantycznym Szlaku (część pierwsza).

Goslar (Dolna Saksonia)

Miasteczko to odwiedziłam w czasie mojego 10-dniowego tour po Niemczech. W tym czasie zobaczyłam kilka urokliwych miejsc, jednak to Goslar na dłużej zapadł w mojej pamięci. Głównie dlatego, że wyróżniał się znaczenie od innych miasteczek niemieckich, które charakteryzowały się często kolorowymi, szachulcowymi kamienicami. Goslar jest za to w większości szary, co wiąże się z wykorzystaniem do dekoracji budynków kamienia, który wydobywany był w pobliskiej kopalni rud metali Rammelsberg (pracowała nieprzerwanie przez tysiąc lat!) wpisanej razem ze starym miastem w 1992 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kaiserworth

Miasteczko zostało założone podobno w 922 r., a jego historia była mocno związana z pobliską kopalnią. Między innymi z tego powodu założono tu palatium cesarskie (Kaiserpfalz), które w kolejnych wiekach było rozbudowywane. Największy swój rozwój Goslar przeżywał w I połowie XVI w. Nie trwało to jednak długo, a czasy świetności przerwał konflikt prawny o kopalnie. Z powodu błędnej polityki książąt a także rozwoju handlu dalekomorskiego miasto zaczęło podupadać. W czasie II wojny światowej Goslar był ważnym miastem garnizonowym Wehrmachtu, później znajdował się w brytyjskiej strefie wpływów.

Goslar najlepiej zwiedza się spacerując po starówce. Największą atrakcją z pewnością jest piękny rynek, gdzie zobaczymy m.in. Hotel Kaiserworth założony w 1494 r., w którym mieściła się niegdyś gildia kupców, charakteryzujący się pomarańczową fasadą. Obok znajduje się XIII-wieczna fontanna, która symbolizuje status Goslar jako wolnego miasta. Kiedy pokręcimy się dłużej po starówce natrafimy sami na resztę piękniejszych jego zakątków, w tym kilka kościołów, Lohmühle (młyn) czy wspomniane palatium cesarskie. Do kopalni Rammelsberg najlepiej dojechać samochodem.

Palatium cesarskie (Kaiserpfalz)

Miejsca do zobaczenia w Goslar:

  • palatium cesarskie (Kaiserpfalz)
  • Marktplatz
  • Lohmühle
  • kopalnia Rammelsberg
  • mury miejskie
  • kamienice na starym mieście

Bamberg (Bawaria)

Bamberg to raj dla lubujących się w pięknych starówkach, ale także w piwie – znajdziemy tu bowiem przeszło 50 rodzajów tego złotego napoju.

Bamberg to miasto, do którego mam ogromny sentyment i uwielbiam tu wracać. Pierwsze wzmianki na jego temat pochodzą z X w. Podobnie, jak Rzym wznosi się na siedmiu wzgórzach. To tutaj w XVII w. rozegrał się dramat czarownic. Wyjątkowo okrutny biskup Johan Georg II skazał na stos dziesiątki kobiet i nakazał budowę więzienia dla „służebniczek diabła” – Drudenhaus. Co ciekawe budynek ten został rozebrany i teraz znajduje się tam zakon.

Innym wyjątkowym miejscem jest XIV-wieczny tzw. Ratusz Niezgody (Altes Rathaus). Dlaczego niezgody? Jak w wielu innych miastach tego okresu dochodziło do sporów między władzą świecką i duchowną. Kwintesencją kłótni jest Altes Rathaus i miejsce, w którym go wybudowano – nad rzeką. Było to, bowiem jedyne miejsce, które nie należało do roszczącego sobie prawa do wszelkich spraw biskupa. Dzięki temu powstał budynek UNIKATOWY W SKALI ŚWIATOWEJ. Wzniesiony jest na specjalnych palach wbitych w rzekę Regnitz, a część budynku wręcz wisi w powietrzu!

Ratusz Niezgody

Miasto posiada piękną starówkę, która w 1993 r. wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Warto także odwiedzić tzw. Małą Wenecję, archikatedrę św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim, romańskie opactwo benedyktyńskie, barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz), a także pobliski Altenburg.

Jeździec Bamberski
Widok na tzw. Małą Wenecję

Miejsca, które musisz zobaczyć w Bambergu:

  • Ratusz Niezgody
  • browary
  • Mała Wenecja
  • archikatedra św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim
  • romańskie opactwo benedyktyńskie
  • barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz)
  • Altenburg

Dinkelsbühl (Bawaria)

O ile kiedy odwiedzamy Rothenburg ob der Tauber mamy do czynienia z miastem w części odbudowanym (ale bardzo przyzwoicie!) po bombardowaniach w czasie II wojny światowej, to kiedy zajedziemy do pobliskiego Dinkelsbühl to stoi przed nami średniowieczny „oryginał”. Miasto cudem uniknęło zniszczenia, dzięki czemu jest jedyne w swoim rodzaju. Nie zostało też naruszone przez wcześniejszą wielką wojnę – wojnę 30-letnią (1618-1648).

Podobnie jak w przypadku innych wspomnianych miasteczek Dinkelsbühl najlepiej zwiedzać na piechotę spacerując alejkami pomiędzy kolorowymi kamieniczkami. Ja w czasie kilkugodzinnego pobytu przeszłam całe miasto dookoła jego średniowiecznymi murami, gdzie można zobaczyć 18 wież i 4 bramy.

Jednym z najważniejszych zabytków miasta jest kościół św. Jerzego, który powstał w II połowie XV w. Przy Weinmarkt znajdują się także przepiękne domy kupieckie; przede wszystkim warto zajrzeć do szczególnie bogato zdobionego Domu Niemieckiego. W Dinkensbühl z pewnością warto spróbować lokalnego wina i potraw. W centrum znajdziecie przynajmniej kilka restauracji z nagrodami od Michelina (nie chodzi tutaj o gwiazdki a o wyróżnienie). Są naprawdę świetne i nie tak drogie jakby mogło się wydawać. Szczególnie polecam Maiser’s Café i tamtejsze gnocchi.

Wörnitztor

Przede wszystkim odwiedzając Dinkelsbühl musisz zobaczyć:

  • mury miejskie z wieżami
  • kościół pw. św. Jerzego
  • barokowy pałac zakonu krzyżackiego z XVIII w.
  • starówkę z licznymi zabytkowymi kamienicami kupieckimi

Quedlinburg (Saksonia-Anhalt)

Quedlinburg to kolejne średniowieczne miasteczko (założone w 922 r.), które zapomniało o upływającym czasie. W 1992 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Quedlinburg słynie przede wszystkim z zawrotnej liczby 1400 zachowanych budynków szachulcowych! Niesamowite!

Sam spacer po Quedlinburgu dostarczy niezwykłych doznań dla Waszych zmysłów. Dominującą częścią miasta jest Marktplatz z ratuszem z 1320 r. Przed jego frontem stoi statua Rolanda z XV w. Zaraz za ratuszem znajduje się kościół św. Benedykta (1233). Niedaleko można natknąć się także na maleńką uliczkę Schuhhof, która przyciąga masę fotografów ze względu na swój urok. Warto pokręcić się po pięknych uliczkach, natkniecie się tutaj na kilka kościołów, piękne zaułki i uliczki czy urocze sklepiki i kawiarenki.

W Quedlinburgu znajdziecie także mega stylową kawiarnie Ruinenromantik mieszczącą się w starym, nie do końca kompletnym budynku, którą zapamiętam długo, długo! Jej namiary: Kornmarkt 3, 06484 Quedlinburg, Niemcy.

Ruinenromantik

Jedną z atrakcji w Quedlinburgu jest także tutejszy zamek o tej samej nazwie. Powstał na początku X w. a inicjatorem budowym był Henryk I. W środku mieści się muzeum, a z góry na której stoi budowla roztacza się piękny widok na miasto.

Zamek Quedlinburg

Miejsca, które musisz zobaczyć w Qudelinburgu:

  • kolegiata pw. św. Serwacego
  • kościół św. Wiperta
  • Kościół Mariacki
  • zabudowa szachulcowa
  • kamieniczki na starym mieście
  • Marktplatz z ratuszem
  • zamek Quedlinburg

Na romantycznym szlaku, ale inaczej!

Powyżej pokazałam Wam kilka moim zdaniem najpiękniejszych i najbardziej romantycznych niewielkich miasteczek w Niemczech. Mam nadzieję, że ten krótki ranking przypadł Wam do gustu i zakochacie się w tym kraju na nowo!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ, możesz także wesprzeć blog „stawiając mi kawę”! a MOŻE CHCESZ POLECIĆ INNE romantyczne MIASTECZKA EUROPY? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Colmar Europa Francja

Colmar – mała, francuska Wenecja. Co zobaczyć w Colmarze?

Colmar był jednym z moich marzeń podróżniczych i udało mi się go odwiedzić w zasadzie bez wcześniejszych planów. W lutym przypadkiem znalazłam okazyjny lot Lufthansy do Strasburga i nie mogłam darować sobie tej jednodniowej wyprawy. 

Podobnie, jak pozostałe miasteczka Alzacji, Colmar przez wieki należał do księstw Rzeszy Niemieckiej. Dopiero pod koniec XVII w. tereny te trafiły do Francji. W XX stuleciu Colmar zmieniał kilkukrotnie swoją przynależność państwową, raz należał do Niemiec, raz do Francji. Dzięki temu, że przez wieki znajdował się na styku różnych kultur i narodowości spotykamy tutaj piękną, niepowtarzalną zabudowę miejską i architekturę.

Informacje praktyczne

Colmar leży we Francji, w regionie Alzacja, niedaleko niemiecko-francuskiej granicy. Ja podróżowałam tutaj z pobliskiego Strasburga, o którym możecie poczytać w poście: We Francji po niemiecku – Strasburg.

Do Colmaru przyjechałam autobusem Flixbus, można tutaj dojechać także koleją francuską jednak ta opcja była o wiele droższa, choć szybsza. Autobus startuje przeważnie z centrum Strasburga i zatrzymuje się zaraz przy dworcu kolejowym w Colmarze. Tam trochę ciężko zorientować się z którego przystanku będziemy wracać. Trzeba szukać tego z oznaczeniem Flixbusa w odpowiednim kierunku (charakterystyczna zielona plakietka). Stamtąd kilka minut dzieli nas już od centrum miasta. Warto ściągnąć sobie aplikację Flixbusa na telefon (dostępna na Android, jak i iPhone). Możemy w niej na bieżąco śledzić trasę naszego autobusu. Aplikacja jest przydatna nie tylko zagranicą 🙂

Historia Colmaru

Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą już z pierwszej połowy IX w. W średniowieczu uzyskało tytuł wolnego miasta w ramach Cesarstwa Rzymskiego. Dopiero za panowania Ludwika XIV, w 1697 r. Colmar znalazł się we władaniu Francji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, ze miasto najbardziej rozwijało się właśnie w tym czasie. Colmar jednak nie na długo pozostał pod władaniem francuskim i na mocy traktatu frankfurckiego podpisanego po wojnie prusko-francuskiej (1871-1918) powrócił do Niemiec. Niedługo potem, po podpisaniu kolejnego traktatu, tym razem wersalskiego, który zakończył I wojnę światową ponownie miasto znalazło się we władaniu Francji. W czasie II wojny światowej Colmar po raz kolejny został zdobyty przez Niemcy, jednak wyzwolono go 2 lutego 1945 r.

Co zobaczyć w Colmarze?

Najlepszy sposób zwiedzania Colmaru to z pewnością długi spacer pomiędzy kolorowymi kamieniczkami miasta. W ten sposób zobaczymy najważniejsze dzielnice tego urokliwego zakątka Francji. Kolejną metodą jest rejs łódką, dzięki której zwiedzimy Petite Venise z innej strony, ale o tym dokładniej poniżej.

Le quartier des Tanneurs  

Le quartier des Tanneurs, czyli Dzielnica Garbarzy charakteryzuje się wysokimi kamienicami o konstrukcji szkieletowej i szachulcowej. Większość z nich pochodzi z XVII i XVIII stulecia, i jak sama nazwa sugeruje zamieszkiwali je niegdyś garbarze wraz z rodzinami. Tutaj też suszyli oni swoje skóry, najczęściej na najwyższym piętrze kamienic. Ta dzielnica odzyskała swoje piękno po przeprowadzonych restauracjach budynków w latach 1968-1974. To prawdziwe centrum starego miasta w Colmarze. Tutaj znajdziecie masę kawiarni, restauracji, sklepików z pamiątkami itp.

Marché couvert i Quartier de la poissonnerie

Aby dostać się do największej atrakcji Colmaru musimy przejść przez inne równie urokliwe miejsce, czyli Quartier de la poissonnerie (Dzielnicę rybaków). Tutaj doskonale odczujemy już klimat Colmaru. Do dzielnicy jeszcze za moment wrócimy, chciałabym Wam jeszcze wspomnieć o jednym miejscu, które znajduje się zaraz obok, czyli Marché couvert. Przy tym XIX-wiecznym budynku kupcy targowali kwiatami, a z powodu jego położenia zaraz przy kanale robili to na zacumowanych łódkach. Aktualnie znajdziemy tam liczne lokalne sklepiki i restauracyjki, gdzie warto przysiąść i spróbować regionalnego wina lub przekąski. Ja zaopatrzyłam się w przepyszny ser pleśniowy!

Marché couvert

Wracając do Quartier de la poissonnerie, to przez wieki istniał tu cech rybaków o bardzo surowych prawach (nie można było np. łowić w święta czy w nocy). Warto wiedzieć, że w średniowieczu istniał zwyczaj, że rzemieślnicy pałający się tą samą profesją mieszkali przy jednej ulicy. Miejsce nad kanałem Lauch służyło do sprzedaży świeżo złowionych ryb. W 1709 r. większość budynków strawił niestety pożar. Władze miasta zadbały o wygląd dzielnicy w czasie renowacji, która miała miejsce w latach 70. i 80. XX w.

Co koniecznie zobaczyć w Colmarze? Petite Venise – „Mała Wenecja”

Największą atrakcji Colmaru jest niezaprzeczalnie Petite Venise, miejsce pełne uroczych kamieniczek pomiędzy, którymi przepływają kanały rzeki. Temu zagospodarowaniu zawdzięcza z pewnością także swoją nazwę. Aby zobaczyć ją z innej perspektywy można opłacić przejażdżkę łódką, co bardzo polecam, bo widoki są obłędne – sami zobaczcie na poniższych zdjęciach! Przejażdżka kosztuje ok. 10 euro od osoby.

Rejs łódką po Petite Venise wspominam bardzo miło! Rzadko decyduje się na takie atrakcje, pierwszy raz płynęłam statkiem po Menie w 2019 r. i oglądałam najważniejsze zabytki Frankfurtu. Później była łódeczka w Colmarze i stateczek w Strasburgu. Powiem szczerze, że spodobały mi się takie wypady, wszystko można zobaczyć z innej perspektywy. Następny będzie chyba rejs po Sekwanie w Paryżu!

Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki
Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki

Kolorowe kamienice

We wszystkich wyżej wymienionych dzielnicach Colmaru napotkacie przepiękne, kolorowe kamienice, które są z pewnością jedną z największych walorów miasteczka. Warto przy niektórych zatrzymać się przynajmniej na chwilę i przyglądnąć się szczegółom.

Jedną z najatrakcyjniejszych kamienic w Colmarze jest La maison des Têtes, czyli Dom Głów. Został wybudowany w 1609 roku, a swoją nazwę zawdzięcza umieszczeniu na jego elewacjach 105 groteskowych masek. Na żywo wyglada o wiele lepiej niż na zdjęciu!

Jedną z najsłynniejszych kamienic w Colmarze jest Maison Pfister – burżuazyjny budynek wzniesiony w 1537 r. Jego właścicielem był Louis Scherer, który majątek zbił na kopalniach srebra. Ten renesansowy budynek wzorowany jest na średniowiecznej architekturze, która przepełniona jest różnorodną ikonografią, często związaną z postaciami ze Starego lub Nowego Testamentu czy portretami cesarzy.

Maison Pfister

Inną znaną kamienicą jest Koïfhus. Ta gotycko-renesansowa budowla powstała w 1480 roku i była centrum politycznego i biznesowego życia miasta. Parter budynku przez wieki używany był jako magazyn, market i urząd celny. Pierwsze piętro służyło do spotkań posłów Décapolu, federacji 10 miast alzackich utworzonej w 1534 roku. Dzisiaj odbywa się tam wiele manifestacji. Jest to także miejsce gdzie swoją aktywnością społeczno-kulturalną mogą wykazać się mieszkańcy.

Koïfhus

Kościół św. Marcina

Kościół św. Marcina, nazywany także katedrą, choć Colmar nigdy biskupstwem nie był, w obecnej formie ujrzał światło dzienne dzięki przebudowanie dawnej bazyliki romańskiego co miało miejsce w latach 1234-1365. Świątynia posiada jedną wieżę o wysokości 72 metrów, choć pierwotnie planowano postawienie dwóch. Wnętrze jest dość skromne, wiele elementów zostało zniszczonych w czasie Rewolucji Francuskiej.

Pamiątki

Colmar słynie z kilku typu pamiątek. Z pewnością warto tu zaopatrzyć się w lokalne wino, to jedno z najlepszych na świecie! Miasto słynie także z pierników wszelkiego rodzaju, jeśli więc jesteście fanami słodkości z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie. Mają różne kształty i smaki, wybór jest ogromny! To także miły prezent dla bliskich.

Na każdym kroku spotkacie także podobiznę małej dziewczynki w specyficznej, ogromnej kokardzie. Ich autorem jest francuski malarz, rysownik Jean-Jacques Waltz, który używał pseudonimu Hansi. Tak też nazywa się charakterystyczną dziewczynkę.

Hansi

Co zjeść w Alzacji?

Jeśli nigdy nie byliście we Francji jest kilka podstawowych smaków, których koniecznie musicie spróbować! Oczywiście jednym z nich są tutejsze bagietki, ja zajadam się nimi tutaj każdego dnia, przeważnie pałaszuje je z serem pleśniowym, którego wybór jest tutaj ogromny! W Alzacji warto spróbować tego tutejszego Munster, choć każdy, który weźmiecie z półki będzie wyśmienity!

Oczywiście – wina! Jest ich naprawdę ogromny wybór, nie jest też strasznie drogie, choć to zależy od gatunku, rocznika itd. W przeciwieństwie do Polski we Francji smaczne wino kupicie już w granicy 3 euro (ok. 12 zł), czasem zdarzy się nawet taniej. Nie zbankrutujecie, więc na tym. W knajpach kieliszek wina kosztuje od 3,50 do 7 euro, czasem więcej zależy od restauracji. Będąc w Colmarze warto spróbować win Alzackich, to tutaj znajduje się bowiem ich szlak. Warto, więc sięgnąć do tych produkowanych w pobliskim Eguisheim czy Riquewihr.

Restauracje, a bardziej tawerny nazywane są tutaj winstube i to właśnie tam najlepiej zajść żeby skosztować pysznego, lokalnego jedzenia. Jednym z najpopularniejszych dań jest tarte flambée, w Niemczech znane jako flamkuchen – cienka pizza w stylu alzackim ze śmietanką, cebulą i boczkiem. Mamy tutaj do wyboru także inne kombinacje, z owocami morza, ślimakami, serami itd. Wyglądają pysznie!

Jako koneser wszelkiego rodzaju zapiekanek z ogromną przyjemnością skosztowałam Baeckeoffe. W dialekcie alzackim oznacza to po prostu piec piekarski. Pokrojone w plastry ziemniaki, cebulę, mięsa różnego rodzaju na noc marynuje się w tutejszym winie, a później zapieka w specjalnych glinianych naczyniach (możemy je kupić w każdy sklepie z pamiątkami). Tradycyjnie potrawa ta związana jest z zakazem używania ognia od piątkowej nocy, do wieczoru w sobotę. Np. ortodoksyjni luteranie zapiekali takie dania w piątek, a w sobotnie popołudnie było ono jeszcze ciepłe. Inna legenda mówi, że kobiety w Alzacji wykonywały pranie w poniedziałki, nie miały więc czasu, aby przygotować wtedy obiad. W związku z tym z rana wstawiały potrawę do piekarnika i szły zająć się swoimi obowiązkami.

Tradycyjny Baeckeoffe z bagietką i winem!

Zdecydowanie uwielbiam małe, urokliwe miasteczka po których można krążyć godzinami i odkrywać szczególiki, które tworzą piękną mozaikę. To właśnie takie szczegóły zapadają w pamięci i w sercu na zawsze. Colmar zapamiętam do końca życia, a może jeszcze uda mi się tam wrócić!

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! W zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Grecja Paksos i Antipaksos

Paksos i Antipaksos – greckie Karaiby? Jednodniowa wycieczka.

W czasie dwutygodniowego pobytu w hotelu na Korfu w pakiecie all inclusive oczywiście nie mogłam usiedzieć na miejscu i delektować się jedynie widokiem z basenu na pobliską plaże Agios Georgios. Poza wypożyczeniem samochodu (o tym co zwiedziłam opowiem Wam w innym poście) zdecydowałam się na jednodniowy zorganizowany rejs na tzw. „Greckie Karaiby”, wyspy bogaczy, czyli Paksos i Antipaksos.

Paksos i Antipaksos to dwie niewielkie wysepki na Morzu Jońskim niedaleko wyspy Korfu. Każda z nich posiada własne mity i historie, o których możemy dowiedzieć się w czasie spacerów. Dodatkowo na wysepkach rozsiane zostały piękne plaże, niebieskie groty, gaje oliwne oraz maleńkie porty rybackie. To wszystko tworzy z Paksos i Antipaksos kolorową mozaikę dla naszych oczu.

Organizacja wycieczki

Wybraliśmy wycieczkę organizowaną przez biuro podróży (Itaka), u którego wykupiliśmy także pobyt w hotelu. Koszt wynosił 40 euro od osoby. Była to dla nas najwygodniejsza opcja, ponieważ w Agios Georgios w tym czasie otwarte było tylko jedno biuro podróży, a do Kerkyry ciężko było się dostać jeśli nie posiadało się wynajętego samochodu (taksówka jest droga, a zielone busy jeździły bardzo rzadko). W ramach opłaty uwzględniony był transport z hotelu do portu w Korfu (tam i powrót) oraz rejs statkiem i przewodnik. W cenie nie było żadnego wyżywienia ani napojów. Uważam to za dużą wadę, ponieważ na pokładzie nie można było kupić niczego konkretnego do jedzenia, tylko chipsy, paluszki itp. Warto wtedy wziąć zapas jedzenia ze sobą (ewentualnie zamówić jakiś lunchbox w hotelu) zwłaszcza jeśli podróżujemy z dziećmi. Zanim dopłyniemy do Paksos (gdzie ceny w restauracjach są wyższe niż na Corfu) minie bowiem około 3-4 godzin, więc na pewno zgłodniejecie.

Zorganizowane wycieczki odbywały się w środy i piątki. Celowo wybraliśmy piątek, ponieważ w sobotę zmieniał się turnus, więc mało kto decydował się na długą wycieczkę dzień przed powrotem do domu. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ uczestnicy wycieczki w środę opowiadali nam o tłoku i przeładowanym turystami statku, mimo wprowadzenia licznych ograniczeń i kontroli przez greckie władze w związku z koronawirusem! Zero przyjemności z podróży, niektórzy spali i siedzieli nawet na podłodze. W naszym przypadku na statku było można powiedzieć „luźno”. Dla każdego znalazło się miejsce na pokładzie a nawet w jego klimatyzowanej części.

Wycieczka, start!

Autobus przyjechał po nas pod hotel około godziny 8.00. Wszyscy zgrabnie się uwinęli i jako pierwsza grupa dojechaliśmy do portu w Korfu (podróż trwa godzinę). Dzięki temu udało nam się zająć strategiczne miejsce na pokładzie statku, z którego roztaczały się piękne widoki na okolice. Poranek był bardzo rześki, słońce nie raziło jeszcze zbyt mocno, więc był to doskonały wybór. W drodze powrotnej było już tak gorąco (ponad 40 stopni w cieniui!), że siedzenie na pokładzie zewnętrznym było koszmarem nie przyjemnością.

Statek wypłynął z portu około godziny 10 i wtedy ukazał mi się malowniczy widok na Kerkyrę! Miasto z piętrzącymi się twierdzami możecie zobaczyć tylko z perspektywy statku!

Widok na Kerkyrę ze statku
Widok na twierdzę w Kerkyrze

Antipaksos i iście karaibska woda!

Pierwszy przystanek wycieczki to Antipaksos. Rejs w to miejsce trwał około 2 godziny. Ten czas upłynął nam na szukaniu delfinów (kilka udało się zobaczyć), ale przede wszystkim zachwycił mnie żółw morski! Strasznie żałuje, że nie miałam wtedy w ręce aparatu, bo nie wiem czy podobna sytuacja mi się przytrafi!

Wracają do jednej z plaż na Anitpaksos przy której zacumował nasz statek to muszę stwierdzić, że była jedną z piękniejszych jakie widziałam w życiu! Zejście do wody było możliwe tylko rufą statku, można było zejść po drabinie, która była wyjątkowo trefna! Strasznie wbijała się w stopy, niektórzy nawet z niej spadali! Inna możliwość to skok do wody. Tą opcje wybierało większość osób. W przypadku, gdy przy Agios Georgios woda była dość chłodna, to przy Antipaksos była przyjemnie ciepła! Aż nie chciało się z niej wychodzić zwłaszcza, że temperatura powietrza była już wyższa niż o poranku. Postanowiłam popłynąć na plażę, która usiana była charakterystycznymi, dużymi, białymi kamieniami. Także dno pokryte było białą glinką o bardzo dziwnym zapachu, którą niektóre panie smarowały się po twarzy. Obok plaży znajdują się także skałki, po których można chodzić, choć polecam wzięcie ze sobą specjalnego obuwia do pływania, ponieważ są one dość ostre a niektórzy widzieli tam jeżowce.

Czas na pływanie wyniósł ok. 40 minut a nie tak jak było w planie wycieczki 1,5 godziny. To zdecydowanie za mało zwłaszcza, że była to pierwsza i ostatnia kąpiel przewidziana w czasie wycieczki. Po wejściu na statek ruszyliśmy w dalszy rejs.

Blue Caves i małe rozczarowanie

Niecałą godzinę płynęliśmy do następnej atrakcji, którą były niebieskie jaskinie (Blue Caves). Jedną jaskinię tego typu udało mi się już zobaczyć w Chorwacji na wyspie Cres, w związku z tym miałam pewne oczekiwania co do tego miejsca. Słyszałam także masę pozytywnych opinii o Blue Caves od osób, które na wycieczce były wcześniej. I tu niestety nastąpiło moje rozczarowanie. Po pierwsze na zdjęciach, kiedy promują wycieczkę wydaje się że statek w całości wpływa w jaskinie. Niestety tak nie jest, ledwo wchodzi tam jego kadłub, po prostu jest za duży. Po drugie, zanim zobaczyłam niebieskie refleksy na ścianach jaskini minęło kilka dobrych minut. Nie są one bowiem tak wyraźne jakbyśmy chcieli, zapewne zależy to także odp org dnia i nasłonecznienia. Statek rejsowy jest zbyt duży, aby w pełni zobaczyć to co oferują Blue Caves na Paksos. Może gdyby pozwolono nam tam też popływać samodzielnie to wrażenie byłoby lepsze, bo okolica jest naprawdę piękna!

Paksos – wyspa bogaczy i port Gaios

Ostatnim punktem wycieczki było Paksos, do której płynęliśmy kolejną godzinę. Nazwa wyspy pochodzi od imienia ucznia Apostoła Pawła, który nawracał na chrześcijaństwo tutejszych mieszkańców. Zmarł on na Paksos i tu też został pochowany.

Mit głosi, że Korfu, Paksos i Antipaksos były kiedyś jedną wyspą. Posejdon, który chciał spędzać w oddali czas ze swoją kochanką Amfirytą uderzył w północną część Korfu trójzębem, a wysepki oderwały się. Tym samym stworzył cichy zakątek dla zakochanej pary. Mówi się nawet, że uderzenie było tak mocne, że bóg utracił swój trójząb.

Na zwiedzanie portu w Gaios, który jest stolicą obu wysepek mieliśmy około 2 godzin. Udało nam się wtedy zjeść coś smacznego w jednej z kilkunastu restauracji – szczególnie polecam różnego rodzaju owoce morza, których jest tutaj masa! Należy jednak liczyć się z faktem, że na Paksos wszystko jest nieco droższe niż na Korfu czy na kontynencie. Wiąże się to z koniecznością dowiezienia wszystkich produktów na wyspę, co zwiększa koszty. Po obiedzie mieliśmy jeszcze czas pospacerować po naprawdę niewielkiej miejscowości, choć nie było to zbyt przyjemne po całym dniu na łódce i w ponad 40 stopniowym upale. Na pierwszy rzut oka widać, że Gaios utrzymuje się głównie z turystyki, na mieście spotkamy bowiem masę restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami. Ogólnie odniosłam wrażenie, że jest ono troszkę „przereklamowane”, a wycieczka nie była tak satysfakcjonująca jak tego oczekiwałam i jak podkreślano w ofercie sprzedaży. Być może gdybym mogła spędzić na wyspie więcej czasu, poznać jej „zakamarki”, a nie tylko port w Gaios to może odniosłabym inne wrażenie. Paksos jest przyjemne, ale na moje oko to niestety nic wyjątkowego (poza piękną turkusową wodą!).

Port w Gaios oblegany jest przez koty! Spotkacie je na każdym kroku, a zwłaszcza w pobliżu restauracji, gdzie na piękne oczęta próbują ugrać trochę owoców morza!

Po zwiedzeniu Gaios udaliśmy się z powrotem na statek około godziny 17. Rejs powrotny trwał ponad 2 godziny, jazda autobusem z portu w Korfu do Agios Georgios kolejną godzinę. Na miejscu byliśmy po 20. Wieczorna kąpiel w hotelowym basenie po całodniowej wycieczce była jak najbardziej wskazana! Woda w basenie nigdy nie była tak przyjemna!

W porcie w Gaios można zaopatrzyć się także w lokalne produkty. Najlepiej zabrać ze sobą do domu oliwę (nalewaną z beczek!) oraz miód

Podsumowując nie mogę powiedzieć, że wycieczka na Paksos i Antipaksos mnie usatysfakcjonowała. I nie chodzi mi tutaj o upał (zdaje sobie sprawę, że w sierpniu w Grecji może być gorąco), ale o fakt spędzenia połowy dnia (ponad 5 godzin) w podróży. W końcu 40 euro za osobę bez wyżywienia to nie niska cena, a oglądanie przez 50% czasu wnętrza autobusu czy statku (ile godzin można patrzeć na morze w 40 stopniach w cieniu!) nie można uznać za udaną wyprawę. Jeśli więc planujecie wycieczkę do Paksos i Antipaksos sprawdźcie dokładnie jaki jest plan wycieczki i ile godzin spędzicie w samej podróży do danych miejsc. W tej którą ja wybrałam z pewnością brakowało jeszcze choć jednej kąpieli. Choć to oczywiście tylko moja subiektywna ocena, wiem, że niektórym taka forma wycieczki przypadła do gustu. Z pewnością największym walorem tej wyprawy były piękne widoki na wybrzeża Korfu, Paksos i Antipaksos a także szansa zobaczenia delfinów, a nawet żółwia! Port w Gaios nie powalił mnie na kolana, jednak zobaczenie małej greckiej wioski uważam za ciekawe doświadczenie. Szkoda, że jest już ona tak bardzo nastawiona na przyjęcie turystów i brak tu zwykłego, codziennego życia mieszkańców.

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description
Europa Londyn Wielka Brytania

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Z czym kojarzy Wam się Londyn? Z szarym, betonowym miastem? Big Benem górującym nad centrum miasta? A może z angielską królową, Kate Middleton i Megan Merkle? Bez wątpienia są to elementy, które mogą się kojarzyć ze stolicą Wielkiej Brytanii, jednak nie tworzą jego kwintesencji! Londyn uważam za miasto pełne kontrastów, zaskakujące na każdym kroku, kolorowe, wielokulturowe, inspirujące, pędzące do przodu… mogłabym tak wymieniać długo! Co ważne w kontekście tego posta, Londyn z pewnością jest bardzo fotogeniczny a miejsca do zrobienia sobie idealnego zdjęcia spotkamy na każdym kroku! Poniżej przedstawiam Wam najlepsze (moim zdaniem) miejsca do wykonania iście instagramowej fotki!

Big Ben

Do Londynu jeżdżę co roku od 2015 r. (czasem udaje mi się tam być nawet kilka razy w roku!). W tym czasie udało mi się jeszcze zobaczyć Big Ben w pełnej krasie, później rozpoczął się jego remont, który trwa do dziś. Musicie mi więc wybaczyć mało „instagramowe” zdjęcie centrum Londynu, choć chyba nie jest aż takie złe? Mi się nawet podoba! Big Ben to z pewnością pierwsze miejsce, które powinniśmy odwiedzić w stolicy Wielkiej Brytanii i zrobić sobie z nim fotkę.

Metro: Westminster

Westminster Abbey

Nieopodal parlamentu i Big Bena znajduje się kolejne must see, a zarazem bardzo fotograficzne miejsce w Londynie. Z pewnością słyszeliście o majestatycznej Westminster Abbey! To jedna z najważniejszych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii, a od 1066 r. miejsce koronowania władców państwa. Od XIII w. to tu spoczywają ciała monarchów, a także najbardziej zasłużonych dla kraju osób.

Metro: Westminster, St. James’s Park

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

China Town

China Town to jedna z najpopularniejszych dzielnic w Londynie. Masy turystów przychodzą tutaj rozkoszować się chińskimi dekoracjami a przede wszystkim jedzeniem! Co prawda nie jest ona zbyt duża (to zaledwie dwie większe uliczki), jednak wykonanie ciekawego, kolorowego zdjęcia jest to jak najbardziej do wykonania! A jak już jakieś zrobicie to możecie pójść spróbować czegoś smacznego do jednej ze 100 chińskich restauracji!

Metro: Leister Square

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Pałac Buckingham

Pałac Buckingham to prawdziwy symbol Wielkiej Brytanii. To tu po śmierci księżnej Diany Brytyjczycy składali wieńce. W tym czasie Elżbieta II wprowadziła nowy zwyczaj. W czasie gdy pojechała na pogrzeb księżnej nakazała ściągnięcie sztandaru królewskiego a na jego miejsce podniesiono flagę brytyjską Union Jack. Od tamtego momentu kiedy umiera członek rodziny królewskiej Union Jack wiesza się do połowy masztu.

Metro: Green Park, St. James’s Park

Notting Hill

Notting Hill to kolejna bardzo popularna dzielnica Londynu, rozreklamowana przede wszystkim przez kultowy film romantyczny o tej samej nazwie. Aż dziwne, że po kilkukrotnych wizytach w tym mieście zawitałam tu pierwszy raz dopiero w 2020 roku! Dzielnica słynie z wielu kawiarenek a przede wszystkim z targu ze starociami. Jeśli odwiedzicie Londyn koniecznie zajrzyjcie tu pooglądać kolorowe kamienice. To podobno także jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w mieście ☺️

Metro: Nothing Hill Gate lub Ladbroke Grove

Tower Bridge

Tower Bridge bez wątpienia to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Londynu. Powstał w II połowie XIX w. (budowę ukończono w 1894 r.) i wybudowano go w stylu wiktoriańskim. Nie wielu wie, że pierwotnie miał on inne kolory niż teraz! Na biało-niebieskiego przemalowano go dopiero w 2010 roku. Pierwotnie był beżowy, później w 25 rocznice koronowania Elżbiety II (1977) pomalowano go na kolory biały, niebieski i czerwony. Z pewnością warto zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie!

Metro: Tower Hill

St. Paul Catherdal i Millenium Bridge

Katedra św. Pawła to jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii. To także jeden z symboli miasta i odwiedzając Londyn musicie zobaczyć ten kościół. Jest kilka punktów, z których wykonuje się najlepsze zdjęcia, jednym z nich jest Millenium Bridge. Budowę katedry ukończono w 1710 r., zaś otwarcie mostu miało miejsce w 2000 r. Później go jednak zamknięto z powodu zbyt dużych wibracji, gdy przebywało na nim za wiele osób. Ponownie otworzono go dwa lata później.

Metro: St. Paul’s

Widok na St. Paul Cathedral z Millenium Bridge

Covent Garden

Covent Garden to jedna z najmodniejszych londyńskich dzielnic. Wystarczy przejść się po niej przez kilka minut a poczujemy jej ducha. Masa tu sklepów, restauracji i uroczych kawiarenek. Po shoppingu można odpocząć w jednym z wielu klimatycznych pubów. Najwięcej turystów przyciąga jednak tamtejszy market, gdziem można zaopatrzyć się w różnego rodzaju bibeloty. Bez wątpienia wykonacie tu masę pięknych zdjeć!

Metro: Covent Garden

Jedna z kawiarni na Covent Garden
Market
Jeden z pubów na Covent Garden

Neal’s Yard

Nieopodal Covent Garden (zaledwie kilka minut spacerem) znajduje się uroczy zakątek – Neal’s Yard. To obowiązkowe miejsce dla osób lubujących się w kolorowych kamieniczkach! Nazwę wystarczy wprowadzić w Google Maps i dojdziecie tam bez problemu. Na miejscu można przekąsić coś niewielkiego albo wypić kieliszek wina. Warto spojrzeć także dokładniej na ściany budynków, można znaleźć tam piękne graffiti.

Metro: Covent Garden

Carnaby Street

Carnaby Street znajduje się nieopodal jednej z największych shoppingowych ulic Londynu, Regent Street. Na piechotę dojdziemy tutaj także spokojnie z China Town. Może ulica nie przykuwa tak uwagi, jak Neal’s Yard i nie jest tak kolorowa jak chińska dzielnica, ale warto po niej pospacerować i wykonać kilka ciekawych ujęć wśród kolorowych sklepów i kawiarni. Uwaga! Popatrzcie też w górę, wiszą tam liczne ozdoby!

Metro: Oxford Circus, Picadilly Circus

Trafalgar Square i National Gallery

Trafalgar Square przyciąga masę turystów czego przyczyną jest z pewnością znajdująca się tam wielka Kolumna Nelsona otoczona czterema lwami, upamiętniająca zwycięstwo Anglików w bitwie morskiej pod Trafalgarem w 1805 r. Tutaj też znajduje się jedna z największych galerii sztuki na świecie – National Gallery (wstęp bezpłatny). W środku powalą nas na kolana jednak nie tylko obrazy, a samo wnętrze!

Metro: Charing Cross

Słynne lwy na Trafalgar Square
National Gallery
National Gallery
Sala Yves Saint Laurent w National Gallery

Kew Gardens

Ogrody Królewskie (a w zasadzie Royal Botanic Gardens) to wymarzona sceneria do zdjęć! Znajdziemy tu roślinność z całego świata, która umieszczona jest w przepięknych szklarniach. Nie brakuje także angielskich kamienic, z którymi można wykonać ładne zdjęcie. W Kew Gardens z pewnością spędzicie cały dzień i odpoczniecie w okolicznościach zieleni. Ogrody od 2003 r. znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Metro: Kew Gardens

Camden Town

Camden Town słynie z kontrkulturowej oazy, masy targów z modą i pysznego jedzenia. To miejsce przyciąga masy turystów, młodzieży i punków, ale każdy z nas znajdzie coś dla siebie na masie straganów i sklepów. Napotkacie tu zawsze masę turystów.

Metro: Camden Town

Punkt widokowy na wzgórzu w Greenwich

Spacerując po Parku w Greenwich koniecznie trzeba wspiąć się na tamtejsze wzgórze! Rozpościera się tam imponująca panorama na Londyn. Z tego miejsca możemy zobaczyć większość wieżowców City of London. Punkt widokowy jest oczywiście darmowy!

Metro: North Greenwich

Horse Guard i Horse Guard Parade

Jako miłośniczka koni i jazdy konnej nie mogłabym nie wspomnieć o tym miejscu! Horse Guard Parade to duży plac znajdujący się obok St. James’s Park. To tu, co roku odbywa się ceremonia Trooping the Colour (po polsku zwana „Paradą na cześć urodzin Królowej”). W jej czasie królowa dokonuje przeglądu wojsk a następnie ma miejsce parada. Zaraz obok, za bramą znajduje się Horse Guard, budynek, w którym mieści się teraz Household Cavalry Museum. Nie on sam jest jednak największą atrakcją a konie stojące zaraz przed wejściem. Można wykonać sobie z nimi zdjęcie. Tylko uwaga – gryzą!

Metro: Embankment, Charing Cross, St. James’s Park

O Richmond możesz przeczytać więcej tutaj: Richmond upon Thames – moja ulubiona dzielnica Londynu

Richmond upon Thames

Richmond upon Thames to jedna z moich ulubionych dzielnic Londynu! Zapewne jest to spowodowane faktem, że to właśnie tu wylądowałam w hotelu w czasie mojej pierwszej podróży do stolicy Wielkiej Brytanii na dłużej. Richmond niczym nie przypomina centrum miasta, panuje tu spokój, a okolica jest prawdziwie urokliwa. Najbardziej lubię odpoczywać nad Tamizą w jednym z tutejszych pubów.

Metro: Richmond

Mam nadzieje, że dzięki powyższym zdjęciom przestaniecie uważać Londyn za szare i ponure miasto! Co prawda na pierwszy rzut oka takie właśnie może się wydawać. Z drugiej strony to ogromna radość szukać powyższych miejsc (a może znacie jeszcze jakieś inne?) w zakamarkach tego ogromnego miasta. W Londynie byłam już kilka razy, ale za każdym razem zaskakuje mnie na nowo! Tego także życzę Wam w czasie odkrywania tej metropolii kontrastów!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A może znasz inne fotogeniczne miejsca w Londynie? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
A jeżeli blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to