Pokazuje: 1 - 10 of 18 WYNIKÓW
Austria Wiedeń

Café Central w Wiedniu – historyczne miejsce, które musisz odwiedzić jeśli lubisz kawę!

Lubisz odwiedzać miejsca, w których przesiadywali znani ludzie? A może przepadasz za pięknymi wnętrzami i smaczną kawą? A jeśli najeżysz do fanów wszystkich wymienionych przed chwilą rzeczy to koniecznie musisz odwiedzić Café Central w centrum Wiednia. Dlaczego? Zapoznaj się z poniższym wpisem żeby się przekonać! Dlaczego Cafe Central jest tak wyjątkowa? Krótka historia tego miejsca Bez …

Europa Niemcy

Kraina zamków i pałaców! Rezydencje, pałace, warownie i zamki, które musisz zobaczyć w Niemczech!

Niemcy słyną ze swoich fantastycznych zamków i pałaców. Szacuje się, że u naszego zachodniego sąsiada jest ich w sumie ponad 20 tysięcy! Kiedy jechaliście tamtejszymi drogami nieraz z pewnością mijaliście te majestatyczne budowle patrzące na Was ze wzgórz. Każdy jest ciekawy, ma inspirującą historię i legendy. Każdy skrywa tajemnice. Jednak które warto odwiedzić skoro jest ich taka masa? Przedstawiam Wam poniżej prawie wszystkie zamki, pałace i twierdze, które udało mi się dotąd odwiedzić w Niemczech! Z pewnością znajdziecie coś dla siebie!

Schweriner Schloss (Meklemburgia-Pomorze Wschodnie)

Dzisiejszą formę, którą możemy oglądać zamek uzyskał w latach 1845-1857. Przebudowa nawiązywała do popularnego wtedy w Niemczech nurtu historyzmu romantycznego. Wiele osób myśli, że najpiękniejsze pałace w Niemczech pochodzą z epoki nowożytnej, jednak większość z nich powstała właśnie w XIX stuleciu. Nie bez powodu się mylimy. Inspiracją do budowy Schweriner Schloss w takim kształcie były renesansowe budowle tego typu we Francji. Wiele detali przejęto z zamku Chambord, może dlatego też ten w Schwerinie nazywany jest „Niemieckim Chambord”. Możemy czuć się tutaj troszkę oszukani, ale musimy pamietać, że te zamki w takiej formie powstały właśnie po to żeby zachwycać. I rzeczywiście niezmiernie cieszą one oko.

Zapraszam do wpisu o pięknym Schweriner Schloss: Schweriner Schloss – niemiecka gwiazda wśród zamków

Schloss Lichtenstein (Badenia-Wirtembergia)

Nazwa zamku Lichtenstein znajduje się w Badenii-Wittenbergi, a jego nazwa oznacza „świecący kamień”. Inspiracją dla jego powstania była powieść Wilhelma Hauffa z 1826 roku. Niecałe 20 lat później zamek był już gotowy, o co zadbał jego właściciel, którym był władca Wittenbergi.

Pierwotny, średniowieczny zamek powstał już około 1100 roku. Jednak z powodu konfliktów tutejszej rodziny Lichtenstein z pobliskim miastem Reutlingen często był niszczony. Został zniszczony w II połowie XIV wieku, a niedługo później odbudowany. W 1687 roku przeszedł pod władze Habsburgów.

Zachęcam do lektury osobnego wpisu na temat Zamku Lichtenstein: Schloss Lichtenstein – „Lśniący kamień” wśród niemieckich zamków

Burg Hohenzollern (Badenia-Wirtembergia)

Aktualny zamek, który możemy oglądać powstał na miejscu dwóch wcześniejszych warowni. Pierwsza istniała już na pewno w 1267 roku, kiedy to wspominano o niej w przekazach źródłowych. Został zniszczony w 1423 roku

Drugi zamek powstał w 1454 roku, później był przebudowywany, często przechodził także z rąk do rąk. Posiadali go m.in. Habsburgowie, zajęły go wojska francuskie w czasie wojny o sukcesję austriacką. Od 1798 roku popadał jednak w ruinę i do czasów dzisiejszych przetrwała tylko większa cześć kaplicy św. MichałaObecna konstrukcja powstała w latach 1850-1867, a jej architektem był Fryderyk August Shtyuler. Powstał w stylu neogotyckim, a ogromny wpływ miał na niego niemiecki romantyzm. W podobnym stylu wybudowano znajdujący się niedaleko Schloss Neuschwainstein, ten jest jednak o wiele bardziej fantazyjny niż Hohenzollern. W zasadzie od momentu wybudowania zamek nie był prawie w ogóle użytkowany przez rodzine czy wojsko, nie pełnił także funkcji reprezentacyjnych. Dopiero ostatni książę pruski Wilhelm mieszkał tu kilka miesięcy po ewakuacji Poczdamu.

Schloss Moritzburg (Saksonia)

Budowla powstała na sztucznie usypanej wyspie w latach 1542-1546 na życzenie Maurycego Wettyna i początkowo pełniła funkcje pałacu myśliwskiego. Pałac otoczony był bowiem bogatym w zwierzynę lasem Friendwald. To od jego założyciela wywodzi się nazwa pałacu, ponieważ po niemiecku nazywał się Moritz von Sachsen, choć początkowo mówiono na budowlę Dianenburg od bogini myślistwa Diany. Następnie pałac był stopniowo przebudowywany, np. w latach 1661-1671 wzniesiono kaplice, która jest interesującym przykładem wczesnego baroku. 

Za panowania elektora Saksonii a zarazem króla polskiego Augusta II Mocnego pałac dostosowano do funkcji wypoczynkowych, a w związku z tym doszło do większej przebudowy w latach 1723 i 1733. W tym czasie pojawił się także ogród i założenie parkowe. Pałac miał królowi służyć przede wszystkim jako miejsce reprezentacyjne, gdzie urządzane były liczne bankiety. Chciał także, aby przeprowadzano tutaj inscenizacje bitew oraz marzył o sprowadzeniu dzikich zwierząt, jak lamparty. August II nie zrealizował jednak do końca swoich planów, które zaprzepaściła śmierć. Jego syn, o wiele mniej zaradny i ambitny August III dokończył przebudowę rezydencji, dobudował m. in. oddalony o ponad 2 km Pałacyk Bażanci oraz latarnię morską z małym portem.

Więcej o Pałacu Moritzburg przeczytacie tutaj: Co zobaczyć w Saksonii? Pałac Moritzburg – barokowa perła Saksonii

Johannisburg w Aschaffenburgu (Bawaria)

Johannisburg. Co ciekawe budowla nie została zniszczona w czasie wojny trzydziestoletniej, a z tym faktem wiąże się legenda. Podobno w 1631 roku Gustaw Adolf przystąpił do oblężenia miasta i zamku od czego chciał go powstrzymać kapucyn Berhard von Trier. Podobno król szwedzki miał ubolewać nad tym, że musi zniszczyć nowo odbudowany zamek (prace zakończono na przełomie 1618/1619 roku), a chętnie by go przeniósł do swojego kraju. Kapucyn stwierdził ze spełni jego marzenie. W związku z tym kazał umieścić pod każdym oknem pierwszej kondygnacji kamienne koło – symbol elektorów Moguncji. Gustawa Adolfa miała tak rozbawić cała sytuacja, że odstąpił od zniszczenia Johannisburga.

Marienburg w okolicach Hildesheim (Dolna Saksonia)

Neogotycki zamek wznosi się na wzgórzu o tej samej nazwie, czyli Marienberg (nazwę nadano po przekazaniu tych dóbr przez Jerzego V Hanowerskiego swojej żonie Marii w 1857 roku) i powstał w latach 1858-1867. Od tamtego czasu pełnił funkcję rezydencji książąt Hanoweru. Budowlę uważa się za jeden z najważniejszych przykładów niemieckiego neogotyku, zaś Marienberg miał przypominać zamek średniowieczny.

Kiedy rozpoczęto budowę nie udało się jej zakończyć z powodu przejęcia Królestwa Hanoweru przez Prusy w 1866 roku. Jerzy V szybko został zmuszony do udania się na emigrację, zaś jego żona pozostała jeszcze jakiś czas na zamku. Jednak i ona niedługo dołączyła do swojego męża. Rodzina książęca wróciła na zamek dopiero w 1945 roku.

Schloss Nymphenburg w Monachium (Bawaria)

Jedną z największych atrakcji, którą udało mi się dziś odwiedzić w Monachium był pałac letni Wittelsbachów – Schloss Nymphenburg. Ten niepozorny z wyglądu budynek skrywa przepiękna sale balową, a w okolicznych ogrodach napotkamy liczne ptactwo, w tym przepiękne łabędzie! Dawno też nie wyciszyłam się nigdzie jak w tutejszym parku. Jestem zauroczona tym miejscem i polecam odwiedzenie go, mimo tego, że znajduje się poza centrum Monachium!

Teren, na którym aktualnie znajduje się rezydencja w 1662 roku otrzymała w prezencie Henrietta Adelaja od elektora Ferdynanda Marii Wittelsbacha. W czym czasie znajdował się tam jedynie niewielki zamek, który nazywany był „zamkiem nimf”, czyli po niemiecku Nymphenburg. Z inicjatywy Henrietty Adelajdy rozpoczęto prace rozbudowujące posiadłość w 1664 roku, a zadania tego podjął się Agostino Barelli. Kilka lat później budowę przejął Enrico Zucalli i zakończył ją w 1675 roku. To co wtedy powstało to obecny pawilon środkowy. W tym czasie zaprojektowano także ogród francuski na tyłach pałacu. W naturalny sposób przechodzi on w las, który pełnił rolę terenu łowieckiego. Kolejna przebudowa miała miejsce w 1702 roku i podjął się jej elektor Maksymilian II Emanuel, a głównym cele miało być stworzenie okazałej rezydencji dla władcy i jego dworu. Wtedy też w pawilonie środkowym powstała imponująca Sala Kamienna i przekopano Kanał Nyphenburski przed pałacem. Na początku XIX stulecia ogród francuski przekształcono w ogród angielski, przy czym zachowano oś założenia.

Rezydencja w Monachium (Bawaria)

Rezydencja w Monachium, nazywana po niemiecku Residenz to jedno z największych muzeów pałacowych, które udało mi się odwiedzić. Myślę, że będzie podobnie w przypadku wielu z Was. W sumie na zwiedzanie samej rezydencji można poświęcić cały dzień, choć można to oczywiście zrobić szybciej. Mi zajęło to pół dnia choć oglądałam głównie wnętrza z powodu złej pogody. Rezydencja powstawała w sumie przez cztery stulecia (XVI-XIX), tworzy ją zespół kilku budowli dwu-, trzy- i czterokondygnacyjnych, a także dziesięć dziedzińców. Reprezentują one różne style architektoniczne: renesans, barok, rokoko i klasycyzm.

Pod koniec XIV wieku tutejsi władcy postanowili przenieść swoją siedzibę z centrum miasta na północno-wschodnie krańce Monachium. Na miejscu dawnego zamku w latach 1570-1620 wybudowano pałac w stylu manierystycznym, który tworzy część Rezydencji. Później budowla była wielokrotnie rozbudowywana i przebudowywana, do tego w połowie XVIII stulecia wzniesiono imponujący rokokowy Teatr Cuvilliésa (Cuvilliéstheater). Największe zmiany pojawiły się jednak w XIX wieku, kiedy to rezydencja musiała zacząć pełnić funkcję dworu królewskiego. W tym czasie przebudowie uległa także część Monachium. Od 1920 roku Residenz służy celom muzealnym, a do kompleksu należy 130 pomieszczeń. Budowla została niestety w części zniszczona w czasie II wojny światowej. W latach 50. i 60. XX wieku doszło do jej odbudowy. Spacerując po kolejnych pomieszczeniach muzeum zauważycie jednak, że prace remontowe trwają do dziś.

Więcej o atrakcjach w Monachium przeczytacie tutaj: Co zobaczyć w stolicy Bawarii? Monachium na weekend!

Wernigerode (Saksonia-Anhalt)

Kiedyś znajdował się tutaj pałacyk myśliwski, który swoimi korzeniami sięgał aż XII stulecia. Później w średniowieczu i nowożytności był silnie ufortyfikowaną twierdzą. Jednak prawdziwej sławy zamkowi Wernigerode nadał książę Otto von Stolberg-Wernigerode, oficer armii pruskiej, dyplomata i wysoki urzędnik państwowy. Nazywany był nawę vice-Bismarckiem. Kiedy zamek był w jego posiadaniu przebudowano go w stylu neogotyckim. Niektórzy przyrównują go do słynnego Neuschwainstein, jednak nie wydaje mi się, że jest aż tak imponujący (choć Neuschwainstein jeszcze nie widziałam!).

Zamek Albrechtsburg w Miśni (Saksonia)

Miśnia i tamtejszy zamek nie bez powodu nazywane są kolebką Saksonii. To tutaj w 929 r. król Henryk I wzniósł na wzgórzu nad Łabą drewniane obwarowania, które miały strzec terenów granicznych państwa. W tym miejscu rezydował margrabia, który władał całą Marchią Miśnieńską. Wieki później stanął tu przepiękny zamek Albrechtsburg uważany za główny symbol miasta.

Za panowania braci Ernesta i Albrechta powstał na wzgórzu Zamek Albrechtsburg (1471, 1524). Nowa budowla w stylu późnogotyckim miała pełnić funkcję administracyjną oraz mieszkalną. W związku z tym Albrechtsburg był pierwszym w historii Niemiec zamkiem rezydencyjnym, a nie obronnym. Architektem został wybrany Arnold z Westfalii, który otrzymał zamówienie na postawienie bardzo okazałej budowli. Wyzwaniem było strome zbocze. Rozwiązano ten problem dzięki stworzeniu dwupiętrowego podpiwnicza, które utworzyło podstawy dla parteru i kolejnych trzech pięter. Budowla jest pełna innowacji. Można do nich zaliczyć m.in. przeprowadzenie światła przez okna z łukami kotarowymi, sklepienia kryształowe, grubsze ku górze ściany czy wyciągi kominowe, które poprowadzono częściowo w ścianach. Uwagę przyciąga także duża klatka schodowa z wijącymi się wokół słupa schodami.

Mimo kunsztownych przygotowań zamek nigdy nie został wykorzystany w celach rezydencjonalnych, ponieważ już w trakcie przebudowy bracia podzielili podległe sobie terytorium. Przez większość czasu Albrechtsburg stał pusty, co jakiś czas przyjmując gości na przyjęcia czy spotkania łowieckie. Dopiero za panowania Augusta II Mocnego zamek odżył. W 1710 r. otworzono tutaj pierwszą w Europie manufakturę porcelany, którą produkowano w murach Albrechtsburga przez 153 lata. 

Po przeniesieniu manufaktury w inne miejsce konieczna była renowacja zamku z powodu zniszczeń, które pojawiły się w trakcie produkcji porcelany. Od 1873 r. dzięki repatriacjom otrzymanym od Francji za wojnę na zamku pojawiały się malowidła ścienne przedstawiające historyczne wydarzenia związane z Albrechtsburgiem, tutejszą Marchią, Wettynami i słynną porcelaną. Poza malowidłami w nowoczesnym stylu powstały także takie według wzorów gotyckich, które wykonał profesor Ernst Händel z Weimaru. Po pewnym czasie na zamku pojawiły się także kopie mebli, podłóg, drzwi, kominki, a także różnego rodzaju eksponaty.

O tym co jeszcze możecie zobaczyć w Miśni przeczytacie w osobnym wpisie: Co zobaczyć w Saksonii? Miśnia – królestwo porcelany, zamek zwany trendseterem i nie tylko

Świątynia Słońca (Neues Schloss) w Bayreuth (Bawaria)

Najwięcej turystów przyciąga Nowy Zamek, nazywany także Świątynią Słońca. Powstał w połowie XVIII stulecia, dzięki inicjatywie wspomnianej już kilkukrotnie Wilhelminy. Przyznajcie sami, że jest przepiękny!

Nowy Pałac z grotami w parku i innymi małymi budynkami nadal dominuje w Ermitażu i to on przede wszystkim przyciąga turystów. To kolejne „must see” w czasie pobytu w Bayreuth. Pod koniec XVIII wieku tutejszy ogród dworski został przekształcony w ogród krajobrazowy, w ramach którego posadzono w naturalny sposób drzewa i łąki. W ciągu ostatnich 30 lat zrekonstruowano poszczególne części parku, które zniknęły w XIX wieku. To idealne miejsce na dłuższy spacer, pojawiają się tutaj także mieszkańcy miasta spacerujący między alejkami z rodziną, przyjaciółmi czy pieskami. Wstęp do parku i ogrodów jest bezpłatny.

Poza Starym (Alte Schloss) i Nowym Pałacem (Neues Schloss) w Bayreuth warto pospacerować także po tutejszych ogrodach i parku. Jedną z jego większych atrakcji jest Untere Grotte (Dolna Grota), która znajduje się kilka minut od Świątyni Słońca. Powstała w 1737 roku kiedy to architekci Johann Friedrich Grael i Joseph Saint-Pierre zaczęli rozbudowywać tutejsze ogrody. Warto się tu przespacerować, klimat jest wyjątkowy!

Jeśli interesuje Was zwiedzanie Bayreuth to zapraszam do lektury osobnego wpisu na blogu na temat tego miasta: Co zobaczyć w Bawarii? Bayreuth w jeden dzień!

Veste Coburg (Bawaria)

Ze względu na swój kształt Veste Coburg nazywany jest Koroną Frankonii. Co ciekawe został on zdobyty tylko raz w swojej historii i to z powodu oszustwa! Miało to miejsce w 1635 roku podczas wojny trzydziestoletniej. Został wtedy przejęty przez generała Wilhelma de Lamboy, który przekazał obrońcom fałszywy list księcia Johanna Ernsta z Saksonii-Eisenach. Na zamku przebywał także Marcin Luter przez kilka miesięcy w 1530 roku.

Schloss Mespelbrunn (Bawaria)

Pierwsza budowla, która powstała na miejscu dzisiejszego zamku pojawiła się tutaj już na początku XV wieku i należała wtedy do rycerza Hamanna Echtera. Z tego czasu przetrwała tylko okrągła wieża. Największa przebudowa miała miejsce w latach 1551-1569.

W 1665 roku zmarł ostatni męski przedstawiciel rodziny Echter. Pochodząca z tej rodziny Maria Otylia wyszła za mąż za Filipa Ludwiga Ingelheim, w których posiadaniu zamek znajduje się do dziś. Jednak z powodu nacisków ekonomicznych w latach 30. XX wieku rodzina zdecydowała się udostępnić pałac do zwiedzania, a rodzina Ingelheim zajmuje wschodnie skrzydło. Mi dziś nawet udało się zobaczyć tutejszą hrabinę, która spacerowała po swojej posiadłości 😃

Więcej o Schloss Mespelbrunn możecie przeczytać w osobnym wpisie na blogu: Schloss Mespelbrunn – uroczy pałac na wodzie w Bawarii!

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description

Małopolskie Polska Śląskie

Co warto zobaczyć na Szlaku Orlich Gniazd?

Szlak Orlich Gniazd zaczyna zdobywać coraz większą popularność wśród Polaków! Kiedy popatrzymy na majestatyczne warownie przestajemy się dziwić temu stanowi rzeczy. Poniżej przedstawiam Wam listę zamków, które warto zobaczyć w czasie wycieczki po Szlaku Orlich Gniazd. Z pewnością znajdziecie coś dla siebie!

Zamek Olsztyn koło Częstochowy

Pierwszym celem wycieczki są ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie. Zaraz przy zamku znajduje się kilka płatnych parkingów (ok. 10 zł za dzień), najwygodniej stanąć nieopodal bramy wejściowej. Znajdziemy tutaj także małą bazę gastronomiczną, kilka restauracji, stoiska z lodami, Żabkę 😁 i sklepiki z pamiątkami (głównie dla dzieci). Przy bramie wejściowej do ruin przy stoliczku siedzi Pan, który sprzeda nam bilety.

Zamek Olsztyn to jedna z ciekawszych budowli, którą zaplanowałam w wycieczce, śmiało można więc poświecić mu więcej czasu. Warto pospacerować po ruinach i porobić zdjęcia w malowniczym otoczeniu. Po wspięciu się na górę widok na okolicę jest urzekający, a zamek dodaje wszystkiemu uroku. Także skały okazują się niezwykle fotogeniczne.

Jeśli chcemy poświecić więcej czasu na zwiedzanie Zamku Olsztyn możemy pospacerować dookoła ruin, aby przyjrzeć się im z każdej strony. Inną opcją jest wykupienie dodatkowej wejściówki na wieżę.

Warownia powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, jak zresztą większość zamków znajdująca się na Szlaku Orlich Gniazd. Miały one strzec granicy ze Śląskiem, który należał w tym czasie do Czech. Zamek przez wieki pełnił ważną rolę obronną, utracił ją jednak w XVI-XVII stuleciu kiedy warownie starego typu straciły na znaczeniu. Mocno ucierpiał w czasie potopu szwedzkiego i w zasadzie od tamtego momentu podupadał.

Jeśli interesują Cię dokładniejsze informacje na temat Zamku Olsztyn zapraszam do osobnego wpisu na blogu.

Złoty Potok

W drodze z zamku Olsztyn do zamku w Mirowie będziemy mijać jedno ciekawe miejsce. Chodzi mi tutaj oczywiście o Pałac Raczyńskich w Złotym Potoku. Zobaczenie atrakcji zajmie nam zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu minut, ale warto tu zajechać bo pałac jest bardzo malowniczo położony. Zaopatrzcie się także w ziarna dla kaczek, ponieważ te lubują się w turystach i chętnie do nich podchodzą chcąc wyłudzić jakiś smakołyk. Na ten zakątek natrafiłam przypadkiem jadąc z Olsztyna do Mirowa, a do zjechania z wytyczonego szlaku zachęcił mnie widok przez bramę na pałac.

Pałac został wybudowany w połowie XIX w. na miejscu dawnego dworu zwanego Zameczkiem, który popadał w ruinę. Inicjatorem budowy był Wincenty Krasiński. Obok postawiono dworek, który przeznaczony został dla jego syna Zygmunta. Po jego śmierci pałac odziedziczyła córka poety Maria, która była żoną Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. W tym czasie rezydencja została ponownie przebudowana i uzyskała dzisiejszy kształt. Po II wojnie światowej budynek został upaństwowiony i znajdowała się w nm szkoła. Aktualnie pałac znajduje się w złym stanie technicznym, a wnętrza nie można zwiedzać. Prawa do rezydencji roszczą sobie spadkobiercy Raczyńskich, Krzysztof i Stefan Dembińscy, te zostały jednak zakwestionowane przez wojewodę śląskiego. W dworku Zygmunta Krasińskiego aktualnie mieści się Muzeum Regionalne jego imienia, jednak jeśli dobrze pamiętam to budynek także nie znajduje się w zbyt dobrym stanie technicznym.

Zamek Mirów

Kolejnym punktem na Szlaku Orlich Gniazd wartym odwiedzenia jest Zamek w Mirowie. Niedaleko warowni znajdziemy bezpłatny parking, najlepiej nie jechać w kierunku restauracji, ale skręcić wcześniej w uliczkę, gdzie znak wskazuje parking. Bilet wejściowy na zamek kosztuje 7 zł (normalny), zaś ulgowy 5 zł.

Zwiedzając zamek w Mirowie warto pamiętać, że to jedna z najstarszych warowni na Szlaku Orlich Gniazd! Aktualnie można go oglądać wyłącznie z zewnątrz, ponieważ budowla znajduje się w kiepskim stanie technicznym. Istnieją jednak plany jego odbudowy – przyjdzie nam pewnie jednak na to poczekać.

Wokół zamku znajduje się także bardzo przyjemna łąka, gdzie wielu odwiedzających rozkładało się na kocach na piknikach. Niektórzy woleli jednak bardziej aktywnie spędzić czas i pójść powspinać się po pobliskich skałkach.

Jeśli chcecie poczytać więcej o Zamku w Mirowie zapraszam do osobnego wpisu na blogu – tutaj.

Zamek Bobolice

Nieopodal Zamku w Mirowie (można dość na piechotę) znajduje się Zamek Bobolice. To jedna z niewielu warowni na szlaku, która została odbudowana i można ją zwiedzać wewnątrz. Obok zamku znajduje się także hotel i restauracja, możemy więc zostać tu na dłużej i potraktować to miejsce jako punkt wypadowy.

Podobnie jak większość zamków na Szlaku Orlich Gniazd ten w Bobolicach powstał w XIV w. Warownia mocno ucierpiała w czasie wojen, m.in. po rozdwojonej elekcji w 1587 r. czy w czasie potopu szwedzkiego. Część zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi do pobliskiego Mirowa. Dopiero pod koniec XX w. budowla znalazła opiekunów, którzy podjęli się jej odbudowy – rodzinę Lisieckich.

Jeśli szukacie więcej informacji na temat Zamku Bobolice to zapraszam tutaj.

Zamek Pilcza w Smoleniu

Innym zamkiem, który warto odwiedzić na Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek Pilcza w Smoleniu (ok. godzina jazdy samochodem z Krakowa, niecałe 56 km). Na miejscu znajduje się bezpłatny parking.

Prawdopodobnie już w okresie lateńskich wzgórze było zasiedlone, nie do końca jednak wiadomo, kiedy dokładnie wybudowano w tym miejscu murowaną warownie. Pewna wzmianka na jego temat pochodzi z XIV stulecia.

Zamek Ogrodzieniec

Bez wątpienia jednym z najpiękniejszych zamków na Szlaku Orlich Gniazd jest ten znajdujący się we wsi Podzamcze, bardziej znany jako Zamek Ogrodzieniec. Znajduje się 15 km od Zamku Pilcza. Na zwiedzanie należy zaplanować przynajmniej godzinę, warto też zabrać ze sobą wygodne buty ze względu na dużą ilość schodów. Ta atrakcja przypadnie do gustu każdemu, spacerowanie po obwarowaniach zamku jest bardzo przyjemne, a piękne widoki na okolicę dodają wszystkiemu uroku.

Zamek w Ogrodzieńcu powstał na miejscu drewnianej wartowni za panowania Kazimierza Wielkiego. Później puszczany był w dzierżawę. Zamek został spalony i zniszczony zarówno za potopu szwedzkiego, jak i w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Później nie został już odbudowany.

Więcej o Zamku w Ogrodzieńcu przeczytasz tutaj: Król na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Ogrodzieniec

Zamek Ogrodzieniec
PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

Zamek Biskupi w Siewierzu

Przez wieki Zamek Biskupi w Siewierzu był siedzibą Księstwa Siewierskiego, którego władcami od 1443 do 1790 roku byli biskupi krakowscy! Tutejsze księstwo istniało jako odrębny byt polityczny, najpierw pod panowaniem Piastów różnych linii (zależne od państwa czeskiego), zaś w latach 1312-1337 i 1443-1790 jako samodzielne księstwo, którego władcami byli książęta siewierscy (od 1443 byli nimi biskupi krakowscy). Dopiero na mocy postanowień Sejmu Wielkiego księstwo zostało włączone w granice Rzeczypospolitej.

Więcej o Zamku w Siewierzu możecie przeczytać tutaj: Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek biskupi w Siewierzu

Zamek Tenczyn w Rudnie

Zamek Tenczyn w Rudnie to jedna z ciekawszych warowni na Szlaku Orlich Gniazd! Pierwsza wzmianka na jego temat pochodzi już z początku XIV stulecia, a o jego późniejszy rozwój zadbała przede wszystkim rodzina Tęczyńskich. O zamku opowiada także kilka legend. Podług jednej z nich w najniższym lochu (trzecia kondygnacja), pod dawną kaplicą znajdują się skarby! Mają ich pilnować diabły, które przybrały postać wielkich psów. Istnieje jednak możliwość, aby ukraść skarb, a można to zrobić w noc Bożego Narodzenia oraz na Wielkanoc. Trzeba się jednak wystrzegać tajemniczego rycerza, który krąży nocą po zamku. Podobno każdy kto go ujrzy już nie wraca do domu…

Więcej na temat Zamku Tenczyn w Rudnie możecie przeczytać w osobnym wpisie: Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Tenczyn w Rudnie

Ruiny Zamku Bąkowiec w Morsku

Nazwa może być trochę myląca, aktualnie Zamek Bąkowiec znajduje się w jednym z dzielnic Zawiercia na terenie Ośrodka Wypoczynkowego Morsko Plus. Może tym bardziej dziwić, że właśnie jest w takim stanie w jakim jest. Dookoła znajdują się korty tenisowe, domki letniskowe, duży pensjonat, stok narciarski – to wszystko bardzo zadbane. W przeciwieństwie do średniowiecznego zamku, który po prosu popada powoli w ruinę. Zwiedzanie nie trwa długo, bo jedyną możliwością jest jego okrążenie, do środka wejść nie można (mimo, że kiedyś było to możliwe), ponieważ budowla grozi zawaleniem. Ktoś tu się mocno pomylił i myślę, że temu zamkowi poświęcę więcej miejsca w osobnym wpisie. Jeśli zależy Wam, żeby go jeszcze zobaczyć to radzę ruszyć szybko, bo niedługo może go już nie być. Dojazd jest trochę skomplikowany, najlepiej w mapkę w telefonie wpisać ośrodek Morsko Plus, zamek znajduje się na przeciwko dużego, pomarańczowego/żółtego pensjonatu.

Ruinu Zamku Rycerskiego w Bydlinie

Mimo, że z zamku nie pozostało zbyt wiele to warto tutaj podjechać i zobaczysz ciekawe, nowe zagospodarowanie tego terenu. Cieszy, że niektóre miejscowości dbają o takie rzeczy. Oczywiście podobnie, jak reszta zamków, ten także znajduje się na Szlaku Orlich Gniazd. Pierwsza wiarygodna wzmianka na jego temat pochodzi z XIV wieku, czasem twierdzi się jednak, że nigdy nie pełnił on funkcji obronnych, a sakralne.

Przy zamku znajduje się także inna atrakcja, szczególnie ciekawa dla dzieci, ale także osób, które interesują się militariami i I wojną światową. W tym miejscu znajdują się także okopy bitwy pod Krzywopłotami, która miała miejsce 17-18 listopada 1914 roku. Sam Piłsudski nazywał to starcie „Krzywopłockimi legionowymi Termopilami”.

Zamek Królewski na Wawelu

Kraków wszyscy dobrze znamy i kochamy! W dawnej stolicy bywam stosunkowo często z powodów służbowych dlatego zawsze brakuje mi czasu na zwiedzanie. Warto jednak rozejrzeć się po Krakowie w stylu slow przynajmniej jeden dzień. Teraz skupimy się jednak przede wszystkim na zobaczeniu Zamku Królewskiego na Wawelu. Na początku tylko wspomnę, że jeśli chcemy zobaczyć wszystkie „części” Wawelu to nie jest to inwestycja tania, zwłaszcza jeśli zwiedzamy rodziną. Możemy się jednak zawsze zdecydować na wykupienie biletów wstępu tylko na cześć ekspozycji. Ceny przedstawiają się następująco:

  • Reprezentacyjne Komnaty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Prywatne Apartamenty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Skarbiec Koronny i Zbrojownia: poniedziałek wstęp bezpłatny, pozostałe dni: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Ogrody Królewskie: normalny 5 zł, ulgowy 2 zł
  • Smocza Jama: 7 zł
  • Baszta Sandomierska: 5 zł
Kości smoka (wawelskiego?) wiszą od średniowiecza przy wejściu do katedry. Pierwotnie miały chronić miasto od złych mocy. Legenda mówi, że jeśli zerwą się z łańcuchów to przepowie to upadek katedry. Naukowcy twierdzą jednak, że to nie kości słynnego smoka, a mamuta, walenia i nosorożca.

Istnieje oczywiście także możliwość zwiedzania „bezpłatnego”. Możemy pooglądać elementy zamku, które nie wymagają opłat, za darmo można np. wejść na dziedziniec arkadowy i zewnętrzny, zobaczyć zamek z zewnątrz, pospacerować nad Wisłą i przejść się do smoka wawelskiego.

Historia wawelskiej rezydencji sięga aż XI w. Później tamtejsze palatium było rozbudowywane przez kolejnych władców, a największe inwestycje poczynili m.in. Władysław Łokietek, Władysław Jagiełło, Aleksander Jagiellończyk czy Zygmunt I Stary. Za panowania Wazów stolica została przeniesiona do Warszawy, więc królowie rzadziej gościli już na Wawelu, a pojawiali się na nim przeważnie w czasie uroczystości, jak koronacje, pogrzeby czy śluby. W XVII i XVIII w. budynek kilkukrotnie musiał zostać odremontowany po pożarach.

Na zwiedzanie Wawelu możemy śmiało poświęcić cały dzień, jeśli nawet nie dwa! Zamek oferuje nam wiele możliwości spędzania wolnego czasu.

Przedstawiony wyżej szlak i jego pozycje można swobodnie zmieniać, wszystkie zamki znajdują się dość blisko siebie, więc nie zakłóci to Waszej wycieczki. Można także pominąć Kraków i nocleg złapać gdzieś po drodze, np. z widokiem na którąś z warowni. Jeśli chcecie przedłużyć sobie wypoczynek tą trasę możecie połączyć ze zwiedzaniem zamków i pałaców w województwie opolskim i województwie dolnośląskim. Na moim blogu powstały dwa osobne wpisy na ich temat, zapraszam:

Mapa zamków na Szlaku Orlich Gniazd

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1472zAjj6chlHiu49ThQovAjD-dVJw9TU&w=640&h=480]
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw serduszko lub komentarz! A może masz własne propozycje wycieczki? Chętnie się z nimi zapoznam 🙂 Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Niemcy

Pięć uroczych miasteczek w Niemczech. Moje propozycje na romantyczny weekend!

Niemcy usiane są zamkami i pałacami, w których mieszkali przedstawiciele arystokratycznych rodzin, małymi średniowiecznymi miasteczkami, twierdzami wznoszącymi się na wzgórzach czy przepięknymi parkami i ogrodami, po których spacerowały niegdyś damy ubrane w obszerne suknie. Nie bez powodu uważam więc, że Niemcy to jeden z najromantyczniejszych krajów (bardziej niż Włochy? 🤨). Bo niby dlaczego miałby znajdować się tam szlak najromantyczniejszych miejsc, na którym znajdują się liczne małe miasteczka, zamki i urocze zakątki?

Poniżej przedstawiam Wam mój krótki, autorski „szlak romantyczny” po Niemczech. Niektóre z tych miejscowości faktycznie znajdują się na prawdziwym Szlaku Romantycznym (Romantische Straße). Jeśli wybierzecie się w podróż do któregokolwiek z nich – nie zawiedziecie się i spędzicie tam wspaniały weekend we dwoje! Gwarantuje to!

Rothenburg ob der Tauber (Bawaria)

Rothenburg ob der Tauber w Bawarii, a dokładniej we Frankonii to zdecydowanie mój faworyt w tym rankingu. Wielu mogłoby pomyśleć, że to przereklamowane miasto, ja jednak jestem innego zdania. To miejsce w którym się zakochasz!

Każde miasto ma swoją legendę, a ta rothenburska mnie urzeka… Podobno w czasie wojny 30-letniej, w 1631 r. pod murami miasta stanęły oddziały hrabiego Johanna von Tilly. Ten obiecał, że jeśli ktoś w czasie trwania dzwonu ratuszowego wypije galon wina Rothenburg zostanie ocalony. Burmistrz Nush przyjął wyzwanie i wygrał zakład! Dzięki temu miasto nie ucierpiało w czasie jednej z najkrwawszych wojen epoki nowożytnej. W związku z legendą mieszkańcy co roku, w dniu Zielonych Świątek obchodzą „Święto Ratowania Miasta”.

Rothenburg ob der Tauber (lepiej zapisywać całą nazwę, ponieważ w Niemczech jest kilka innych Rothenburgów) to niewielkie miasteczko charakteryzujące się średniowieczną zabudową. Jedną z największych atrakcji są mury miejskie okalające całe stare miasto. Dzięki nim można także zobaczyć miejscowość z nieco innej perspektywy. Dodatkowo w Rothenburgu można odwiedzić najlepsze Średniowieczne Muzeum Kryminalne (Mittelalterliches Kriminalmuseum) w Niemczech, wejść na wieżę ratuszową i zobaczyć piękną panoramę miasta. Ogromną atrakcją jest także Muzeum Bożego Narodzenia (Weihnachtsmuseum), gdzie można nabyć ręcznie wykonane ozdoby choinkowe – naprawdę urocze! W Rothenburgu znajduje się także jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Niemczech, jeśli nie na świecie – Das Plönlein. Wystarczy spojrzeć na profil tego miejsca na TripAdvisor. Ogromną atrakcją jest także kościół św. Jakuba oraz pozostałości po starym zamku i tamtejsze ogrody, z których pięknie rozpościera się panorama na miasto.

https://www.instagram.com/p/B683k4QFIY8/?utm_source=ig_web_copy_link

Najważniejsze miejsca do zobaczenia w Rothenburg ob der Tauber to:

  • Marktplatz z ratuszem
  • Das Plönlein
  • Gerlachschmiede
  • Christkindlmarkt Kathe Wohlfahrt
  • mury miejskie z wieżami i bramami
  • Średniowieczne Muzeum Kryminalne
  • ruiny zamku
  • kościół św. Jakuba.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym mieście zapraszam do osobnego wpisu: Rothenburg ob der Tauber – na Romantycznym Szlaku (część pierwsza).

Goslar (Dolna Saksonia)

Miasteczko to odwiedziłam w czasie mojego 10-dniowego tour po Niemczech. W tym czasie zobaczyłam kilka urokliwych miejsc, jednak to Goslar na dłużej zapadł w mojej pamięci. Głównie dlatego, że wyróżniał się znaczenie od innych miasteczek niemieckich, które charakteryzowały się często kolorowymi, szachulcowymi kamienicami. Goslar jest za to w większości szary, co wiąże się z wykorzystaniem do dekoracji budynków kamienia, który wydobywany był w pobliskiej kopalni rud metali Rammelsberg (pracowała nieprzerwanie przez tysiąc lat!) wpisanej razem ze starym miastem w 1992 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kaiserworth

Miasteczko zostało założone podobno w 922 r., a jego historia była mocno związana z pobliską kopalnią. Między innymi z tego powodu założono tu palatium cesarskie (Kaiserpfalz), które w kolejnych wiekach było rozbudowywane. Największy swój rozwój Goslar przeżywał w I połowie XVI w. Nie trwało to jednak długo, a czasy świetności przerwał konflikt prawny o kopalnie. Z powodu błędnej polityki książąt a także rozwoju handlu dalekomorskiego miasto zaczęło podupadać. W czasie II wojny światowej Goslar był ważnym miastem garnizonowym Wehrmachtu, później znajdował się w brytyjskiej strefie wpływów.

Goslar najlepiej zwiedza się spacerując po starówce. Największą atrakcją z pewnością jest piękny rynek, gdzie zobaczymy m.in. Hotel Kaiserworth założony w 1494 r., w którym mieściła się niegdyś gildia kupców, charakteryzujący się pomarańczową fasadą. Obok znajduje się XIII-wieczna fontanna, która symbolizuje status Goslar jako wolnego miasta. Kiedy pokręcimy się dłużej po starówce natrafimy sami na resztę piękniejszych jego zakątków, w tym kilka kościołów, Lohmühle (młyn) czy wspomniane palatium cesarskie. Do kopalni Rammelsberg najlepiej dojechać samochodem.

Palatium cesarskie (Kaiserpfalz)

Miejsca do zobaczenia w Goslar:

  • palatium cesarskie (Kaiserpfalz)
  • Marktplatz
  • Lohmühle
  • kopalnia Rammelsberg
  • mury miejskie
  • kamienice na starym mieście

Bamberg (Bawaria)

Bamberg to raj dla lubujących się w pięknych starówkach, ale także w piwie – znajdziemy tu bowiem przeszło 50 rodzajów tego złotego napoju.

Bamberg to miasto, do którego mam ogromny sentyment i uwielbiam tu wracać. Pierwsze wzmianki na jego temat pochodzą z X w. Podobnie, jak Rzym wznosi się na siedmiu wzgórzach. To tutaj w XVII w. rozegrał się dramat czarownic. Wyjątkowo okrutny biskup Johan Georg II skazał na stos dziesiątki kobiet i nakazał budowę więzienia dla „służebniczek diabła” – Drudenhaus. Co ciekawe budynek ten został rozebrany i teraz znajduje się tam zakon.

Innym wyjątkowym miejscem jest XIV-wieczny tzw. Ratusz Niezgody (Altes Rathaus). Dlaczego niezgody? Jak w wielu innych miastach tego okresu dochodziło do sporów między władzą świecką i duchowną. Kwintesencją kłótni jest Altes Rathaus i miejsce, w którym go wybudowano – nad rzeką. Było to, bowiem jedyne miejsce, które nie należało do roszczącego sobie prawa do wszelkich spraw biskupa. Dzięki temu powstał budynek UNIKATOWY W SKALI ŚWIATOWEJ. Wzniesiony jest na specjalnych palach wbitych w rzekę Regnitz, a część budynku wręcz wisi w powietrzu!

Ratusz Niezgody

Miasto posiada piękną starówkę, która w 1993 r. wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Warto także odwiedzić tzw. Małą Wenecję, archikatedrę św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim, romańskie opactwo benedyktyńskie, barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz), a także pobliski Altenburg.

Jeździec Bamberski
Widok na tzw. Małą Wenecję

Miejsca, które musisz zobaczyć w Bambergu:

  • Ratusz Niezgody
  • browary
  • Mała Wenecja
  • archikatedra św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim
  • romańskie opactwo benedyktyńskie
  • barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz)
  • Altenburg

Dinkelsbühl (Bawaria)

O ile kiedy odwiedzamy Rothenburg ob der Tauber mamy do czynienia z miastem w części odbudowanym (ale bardzo przyzwoicie!) po bombardowaniach w czasie II wojny światowej, to kiedy zajedziemy do pobliskiego Dinkelsbühl to stoi przed nami średniowieczny „oryginał”. Miasto cudem uniknęło zniszczenia, dzięki czemu jest jedyne w swoim rodzaju. Nie zostało też naruszone przez wcześniejszą wielką wojnę – wojnę 30-letnią (1618-1648).

Podobnie jak w przypadku innych wspomnianych miasteczek Dinkelsbühl najlepiej zwiedzać na piechotę spacerując alejkami pomiędzy kolorowymi kamieniczkami. Ja w czasie kilkugodzinnego pobytu przeszłam całe miasto dookoła jego średniowiecznymi murami, gdzie można zobaczyć 18 wież i 4 bramy.

Jednym z najważniejszych zabytków miasta jest kościół św. Jerzego, który powstał w II połowie XV w. Przy Weinmarkt znajdują się także przepiękne domy kupieckie; przede wszystkim warto zajrzeć do szczególnie bogato zdobionego Domu Niemieckiego. W Dinkensbühl z pewnością warto spróbować lokalnego wina i potraw. W centrum znajdziecie przynajmniej kilka restauracji z nagrodami od Michelina (nie chodzi tutaj o gwiazdki a o wyróżnienie). Są naprawdę świetne i nie tak drogie jakby mogło się wydawać. Szczególnie polecam Maiser’s Café i tamtejsze gnocchi.

Wörnitztor

Przede wszystkim odwiedzając Dinkelsbühl musisz zobaczyć:

  • mury miejskie z wieżami
  • kościół pw. św. Jerzego
  • barokowy pałac zakonu krzyżackiego z XVIII w.
  • starówkę z licznymi zabytkowymi kamienicami kupieckimi

Quedlinburg (Saksonia-Anhalt)

Quedlinburg to kolejne średniowieczne miasteczko (założone w 922 r.), które zapomniało o upływającym czasie. W 1992 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Quedlinburg słynie przede wszystkim z zawrotnej liczby 1400 zachowanych budynków szachulcowych! Niesamowite!

Sam spacer po Quedlinburgu dostarczy niezwykłych doznań dla Waszych zmysłów. Dominującą częścią miasta jest Marktplatz z ratuszem z 1320 r. Przed jego frontem stoi statua Rolanda z XV w. Zaraz za ratuszem znajduje się kościół św. Benedykta (1233). Niedaleko można natknąć się także na maleńką uliczkę Schuhhof, która przyciąga masę fotografów ze względu na swój urok. Warto pokręcić się po pięknych uliczkach, natkniecie się tutaj na kilka kościołów, piękne zaułki i uliczki czy urocze sklepiki i kawiarenki.

W Quedlinburgu znajdziecie także mega stylową kawiarnie Ruinenromantik mieszczącą się w starym, nie do końca kompletnym budynku, którą zapamiętam długo, długo! Jej namiary: Kornmarkt 3, 06484 Quedlinburg, Niemcy.

Ruinenromantik

Jedną z atrakcji w Quedlinburgu jest także tutejszy zamek o tej samej nazwie. Powstał na początku X w. a inicjatorem budowym był Henryk I. W środku mieści się muzeum, a z góry na której stoi budowla roztacza się piękny widok na miasto.

Zamek Quedlinburg

Miejsca, które musisz zobaczyć w Qudelinburgu:

  • kolegiata pw. św. Serwacego
  • kościół św. Wiperta
  • Kościół Mariacki
  • zabudowa szachulcowa
  • kamieniczki na starym mieście
  • Marktplatz z ratuszem
  • zamek Quedlinburg

Na romantycznym szlaku, ale inaczej!

Powyżej pokazałam Wam kilka moim zdaniem najpiękniejszych i najbardziej romantycznych niewielkich miasteczek w Niemczech. Mam nadzieję, że ten krótki ranking przypadł Wam do gustu i zakochacie się w tym kraju na nowo!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ, możesz także wesprzeć blog „stawiając mi kawę”! a MOŻE CHCESZ POLECIĆ INNE romantyczne MIASTECZKA EUROPY? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Colmar Europa Francja

Colmar – mała, francuska Wenecja. Co zobaczyć w Colmarze?

Colmar był jednym z moich marzeń podróżniczych i udało mi się go odwiedzić w zasadzie bez wcześniejszych planów. W lutym przypadkiem znalazłam okazyjny lot Lufthansy do Strasburga i nie mogłam darować sobie tej jednodniowej wyprawy. 

Podobnie, jak pozostałe miasteczka Alzacji, Colmar przez wieki należał do księstw Rzeszy Niemieckiej. Dopiero pod koniec XVII w. tereny te trafiły do Francji. W XX stuleciu Colmar zmieniał kilkukrotnie swoją przynależność państwową, raz należał do Niemiec, raz do Francji. Dzięki temu, że przez wieki znajdował się na styku różnych kultur i narodowości spotykamy tutaj piękną, niepowtarzalną zabudowę miejską i architekturę.

Informacje praktyczne

Colmar leży we Francji, w regionie Alzacja, niedaleko niemiecko-francuskiej granicy. Ja podróżowałam tutaj z pobliskiego Strasburga, o którym możecie poczytać w poście: We Francji po niemiecku – Strasburg.

Do Colmaru przyjechałam autobusem Flixbus, można tutaj dojechać także koleją francuską jednak ta opcja była o wiele droższa, choć szybsza. Autobus startuje przeważnie z centrum Strasburga i zatrzymuje się zaraz przy dworcu kolejowym w Colmarze. Tam trochę ciężko zorientować się z którego przystanku będziemy wracać. Trzeba szukać tego z oznaczeniem Flixbusa w odpowiednim kierunku (charakterystyczna zielona plakietka). Stamtąd kilka minut dzieli nas już od centrum miasta. Warto ściągnąć sobie aplikację Flixbusa na telefon (dostępna na Android, jak i iPhone). Możemy w niej na bieżąco śledzić trasę naszego autobusu. Aplikacja jest przydatna nie tylko zagranicą 🙂

Historia Colmaru

Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą już z pierwszej połowy IX w. W średniowieczu uzyskało tytuł wolnego miasta w ramach Cesarstwa Rzymskiego. Dopiero za panowania Ludwika XIV, w 1697 r. Colmar znalazł się we władaniu Francji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, ze miasto najbardziej rozwijało się właśnie w tym czasie. Colmar jednak nie na długo pozostał pod władaniem francuskim i na mocy traktatu frankfurckiego podpisanego po wojnie prusko-francuskiej (1871-1918) powrócił do Niemiec. Niedługo potem, po podpisaniu kolejnego traktatu, tym razem wersalskiego, który zakończył I wojnę światową ponownie miasto znalazło się we władaniu Francji. W czasie II wojny światowej Colmar po raz kolejny został zdobyty przez Niemcy, jednak wyzwolono go 2 lutego 1945 r.

Co zobaczyć w Colmarze?

Najlepszy sposób zwiedzania Colmaru to z pewnością długi spacer pomiędzy kolorowymi kamieniczkami miasta. W ten sposób zobaczymy najważniejsze dzielnice tego urokliwego zakątka Francji. Kolejną metodą jest rejs łódką, dzięki której zwiedzimy Petite Venise z innej strony, ale o tym dokładniej poniżej.

Le quartier des Tanneurs  

Le quartier des Tanneurs, czyli Dzielnica Garbarzy charakteryzuje się wysokimi kamienicami o konstrukcji szkieletowej i szachulcowej. Większość z nich pochodzi z XVII i XVIII stulecia, i jak sama nazwa sugeruje zamieszkiwali je niegdyś garbarze wraz z rodzinami. Tutaj też suszyli oni swoje skóry, najczęściej na najwyższym piętrze kamienic. Ta dzielnica odzyskała swoje piękno po przeprowadzonych restauracjach budynków w latach 1968-1974. To prawdziwe centrum starego miasta w Colmarze. Tutaj znajdziecie masę kawiarni, restauracji, sklepików z pamiątkami itp.

Marché couvert i Quartier de la poissonnerie

Aby dostać się do największej atrakcji Colmaru musimy przejść przez inne równie urokliwe miejsce, czyli Quartier de la poissonnerie (Dzielnicę rybaków). Tutaj doskonale odczujemy już klimat Colmaru. Do dzielnicy jeszcze za moment wrócimy, chciałabym Wam jeszcze wspomnieć o jednym miejscu, które znajduje się zaraz obok, czyli Marché couvert. Przy tym XIX-wiecznym budynku kupcy targowali kwiatami, a z powodu jego położenia zaraz przy kanale robili to na zacumowanych łódkach. Aktualnie znajdziemy tam liczne lokalne sklepiki i restauracyjki, gdzie warto przysiąść i spróbować regionalnego wina lub przekąski. Ja zaopatrzyłam się w przepyszny ser pleśniowy!

Marché couvert

Wracając do Quartier de la poissonnerie, to przez wieki istniał tu cech rybaków o bardzo surowych prawach (nie można było np. łowić w święta czy w nocy). Warto wiedzieć, że w średniowieczu istniał zwyczaj, że rzemieślnicy pałający się tą samą profesją mieszkali przy jednej ulicy. Miejsce nad kanałem Lauch służyło do sprzedaży świeżo złowionych ryb. W 1709 r. większość budynków strawił niestety pożar. Władze miasta zadbały o wygląd dzielnicy w czasie renowacji, która miała miejsce w latach 70. i 80. XX w.

Co koniecznie zobaczyć w Colmarze? Petite Venise – „Mała Wenecja”

Największą atrakcji Colmaru jest niezaprzeczalnie Petite Venise, miejsce pełne uroczych kamieniczek pomiędzy, którymi przepływają kanały rzeki. Temu zagospodarowaniu zawdzięcza z pewnością także swoją nazwę. Aby zobaczyć ją z innej perspektywy można opłacić przejażdżkę łódką, co bardzo polecam, bo widoki są obłędne – sami zobaczcie na poniższych zdjęciach! Przejażdżka kosztuje ok. 10 euro od osoby.

Rejs łódką po Petite Venise wspominam bardzo miło! Rzadko decyduje się na takie atrakcje, pierwszy raz płynęłam statkiem po Menie w 2019 r. i oglądałam najważniejsze zabytki Frankfurtu. Później była łódeczka w Colmarze i stateczek w Strasburgu. Powiem szczerze, że spodobały mi się takie wypady, wszystko można zobaczyć z innej perspektywy. Następny będzie chyba rejs po Sekwanie w Paryżu!

Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki
Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki

Kolorowe kamienice

We wszystkich wyżej wymienionych dzielnicach Colmaru napotkacie przepiękne, kolorowe kamienice, które są z pewnością jedną z największych walorów miasteczka. Warto przy niektórych zatrzymać się przynajmniej na chwilę i przyglądnąć się szczegółom.

Jedną z najatrakcyjniejszych kamienic w Colmarze jest La maison des Têtes, czyli Dom Głów. Został wybudowany w 1609 roku, a swoją nazwę zawdzięcza umieszczeniu na jego elewacjach 105 groteskowych masek. Na żywo wyglada o wiele lepiej niż na zdjęciu!

Jedną z najsłynniejszych kamienic w Colmarze jest Maison Pfister – burżuazyjny budynek wzniesiony w 1537 r. Jego właścicielem był Louis Scherer, który majątek zbił na kopalniach srebra. Ten renesansowy budynek wzorowany jest na średniowiecznej architekturze, która przepełniona jest różnorodną ikonografią, często związaną z postaciami ze Starego lub Nowego Testamentu czy portretami cesarzy.

Maison Pfister

Inną znaną kamienicą jest Koïfhus. Ta gotycko-renesansowa budowla powstała w 1480 roku i była centrum politycznego i biznesowego życia miasta. Parter budynku przez wieki używany był jako magazyn, market i urząd celny. Pierwsze piętro służyło do spotkań posłów Décapolu, federacji 10 miast alzackich utworzonej w 1534 roku. Dzisiaj odbywa się tam wiele manifestacji. Jest to także miejsce gdzie swoją aktywnością społeczno-kulturalną mogą wykazać się mieszkańcy.

Koïfhus

Kościół św. Marcina

Kościół św. Marcina, nazywany także katedrą, choć Colmar nigdy biskupstwem nie był, w obecnej formie ujrzał światło dzienne dzięki przebudowanie dawnej bazyliki romańskiego co miało miejsce w latach 1234-1365. Świątynia posiada jedną wieżę o wysokości 72 metrów, choć pierwotnie planowano postawienie dwóch. Wnętrze jest dość skromne, wiele elementów zostało zniszczonych w czasie Rewolucji Francuskiej.

Pamiątki

Colmar słynie z kilku typu pamiątek. Z pewnością warto tu zaopatrzyć się w lokalne wino, to jedno z najlepszych na świecie! Miasto słynie także z pierników wszelkiego rodzaju, jeśli więc jesteście fanami słodkości z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie. Mają różne kształty i smaki, wybór jest ogromny! To także miły prezent dla bliskich.

Na każdym kroku spotkacie także podobiznę małej dziewczynki w specyficznej, ogromnej kokardzie. Ich autorem jest francuski malarz, rysownik Jean-Jacques Waltz, który używał pseudonimu Hansi. Tak też nazywa się charakterystyczną dziewczynkę.

Hansi

Co zjeść w Alzacji?

Jeśli nigdy nie byliście we Francji jest kilka podstawowych smaków, których koniecznie musicie spróbować! Oczywiście jednym z nich są tutejsze bagietki, ja zajadam się nimi tutaj każdego dnia, przeważnie pałaszuje je z serem pleśniowym, którego wybór jest tutaj ogromny! W Alzacji warto spróbować tego tutejszego Munster, choć każdy, który weźmiecie z półki będzie wyśmienity!

Oczywiście – wina! Jest ich naprawdę ogromny wybór, nie jest też strasznie drogie, choć to zależy od gatunku, rocznika itd. W przeciwieństwie do Polski we Francji smaczne wino kupicie już w granicy 3 euro (ok. 12 zł), czasem zdarzy się nawet taniej. Nie zbankrutujecie, więc na tym. W knajpach kieliszek wina kosztuje od 3,50 do 7 euro, czasem więcej zależy od restauracji. Będąc w Colmarze warto spróbować win Alzackich, to tutaj znajduje się bowiem ich szlak. Warto, więc sięgnąć do tych produkowanych w pobliskim Eguisheim czy Riquewihr.

Restauracje, a bardziej tawerny nazywane są tutaj winstube i to właśnie tam najlepiej zajść żeby skosztować pysznego, lokalnego jedzenia. Jednym z najpopularniejszych dań jest tarte flambée, w Niemczech znane jako flamkuchen – cienka pizza w stylu alzackim ze śmietanką, cebulą i boczkiem. Mamy tutaj do wyboru także inne kombinacje, z owocami morza, ślimakami, serami itd. Wyglądają pysznie!

Jako koneser wszelkiego rodzaju zapiekanek z ogromną przyjemnością skosztowałam Baeckeoffe. W dialekcie alzackim oznacza to po prostu piec piekarski. Pokrojone w plastry ziemniaki, cebulę, mięsa różnego rodzaju na noc marynuje się w tutejszym winie, a później zapieka w specjalnych glinianych naczyniach (możemy je kupić w każdy sklepie z pamiątkami). Tradycyjnie potrawa ta związana jest z zakazem używania ognia od piątkowej nocy, do wieczoru w sobotę. Np. ortodoksyjni luteranie zapiekali takie dania w piątek, a w sobotnie popołudnie było ono jeszcze ciepłe. Inna legenda mówi, że kobiety w Alzacji wykonywały pranie w poniedziałki, nie miały więc czasu, aby przygotować wtedy obiad. W związku z tym z rana wstawiały potrawę do piekarnika i szły zająć się swoimi obowiązkami.

Tradycyjny Baeckeoffe z bagietką i winem!

Zdecydowanie uwielbiam małe, urokliwe miasteczka po których można krążyć godzinami i odkrywać szczególiki, które tworzą piękną mozaikę. To właśnie takie szczegóły zapadają w pamięci i w sercu na zawsze. Colmar zapamiętam do końca życia, a może jeszcze uda mi się tam wrócić!

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! W zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Małopolskie Niezbędnik Polska Porady Śląskie

Na Szlaku Orlich Gniazd – plan 3-dniowej wycieczki

Mój wyjazd na Szlak Orlich Gniazd bez wątpienia był wynikiem koronawirusa – gdyby nie to to z pewnością tą wycieczkę odkładałabym jeszcze długo, długo w czasie. Ale nie żałuje, że wyruszyłam w tym kierunku. Szukałam różnych pomysłów w sieci szukając odpowiedzi na pytanie: „co zobaczyć w Polsce?”. Miasteczka na Dolnym Śląsku (Ząbkowice Śląskie, Paczków) nie spełniły niestety moich oczekiwań. Aż bałam się ruszyć dalej 😁 Ale Szlak Orlich Gniazd to był dobry wybór! Trzeba przyznać, że zarówno ruiny, jak i odbudowane zamki mają w sobie to coś. Coś niepowtarzalnego i urokliwego, mimo że pałaców i zamków u nas masa. Zawsze fascynowały, zawsze przyciągały. Każdy turysta szuka tutaj jakiegoś ducha czy tragicznej historii. Zamki na Szlaku Orlich Gniazd dostarczają nam wszystkiego, dlatego postanowiłam przygotować dla Was plan 2-3 dniowej wycieczki w te okolice!

Plan wycieczki

Informacje ogólne

Ja swoją wycieczkę rozpoczęłam w Brzegu w województwie opolskim w związku z tym z tego kierunku opisze ją na blogu. Myślę, że plan będzie podobny także dla okolicznych województw, Wielkopolskiego, Dolnośląskiego, Lubuskiego itp. W zależności od odległości będzie po prostu trzeba wcześniej wstać 😁 Nie musicie się także trzymać dokładnie mojego planu, wskaże Wam różne alternatywy i możliwości wyboru różnych atrakcji. Powszechnie jednak wiadomo – im wcześniej wstaniesz tym więcej zobaczysz 😁 Choć ja lubię zwiedzać wyspana, więc w moim przypadku wyglada to różnie. Niektórzy preferują także styl slow, co z sugeruje, że zwiedzamy bez pośpiechu, co wydłuża wyprawę. Ja podróżowałam samochodem, więc także z tej perspektywy opisze wycieczkę.

TIP: Koniecznie zaopatrzcie się w gotówkę!!! Płatność kartą nie jest dostępna w wielu miejscach opisanych na trasie!

1 dzień wycieczki

Wstajemy rano 🤨 Ruszamy w kierunku na Częstochowę; z Brzegu zajęło to jakieś 1,5 do 2 h, z Opola macie bardzo blisko. Droga jest bezpłatna, więc nie pociąga to ze sobą dodatkowych kosztów.

  • Zamek Olsztyn koło Częstochowy

Pierwszym celem wycieczki są ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie. Zaraz przy zamku znajduje się kilka płatnych parkingów (ok. 10 zł za dzień), najwygodniej stanąć nieopodal bramy wejściowej. Znajdziemy tutaj także małą bazę gastronomiczną, kilka restauracji, stoiska z lodami, Żabkę 😁 i sklepiki z pamiątkami (głównie dla dzieci). Przy bramie wejściowej do ruin przy stoliczku siedzi Pan, który sprzeda nam bilety.

Zamek Olsztyn to jedna z ciekawszych budowli, którą zaplanowałam w wycieczce, śmiało można więc poświecić mu więcej czasu. Warto pospacerować po ruinach i porobić zdjęcia w malowniczym otoczeniu. Po wspięciu się na górę widok na okolicę jest urzekający, a zamek dodaje wszystkiemu uroku. Także skały okazują się niezwykle fotogeniczne.

Jeśli chcemy poświecić więcej czasu na zwiedzanie Zamku Olsztyn możemy pospacerować dookoła ruin, aby przyjrzeć się im z każdej strony. Inną opcją jest wykupienie dodatkowej wejściówki na wieżę.

Warownia powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, jak zresztą większość zamków znajdująca się na Szlaku Orlich Gniazd. Miały one strzec granicy ze Śląskiem, który należał w tym czasie do Czech. Zamek przez wieki pełnił ważną rolę obronną, utracił ją jednak w XVI-XVII stuleciu kiedy warownie starego typu straciły na znaczeniu. Mocno ucierpiał w czasie potopu szwedzkiego i w zasadzie od tamtego momentu podupadał.

Jeśli interesują Cię dokładniejsze informacje na temat Zamku Olsztyn zapraszam do osobnego wpisu na blogu.

  • Złoty Potok

Następnie udajemy się w kierunku Zamku w Mirowie, jednak nie docieramy do niego… Zatrzymujemy się po drodze na chwile przy Pałacu Raczyńskich w Złotym Potoku. Zobaczenie atrakcji zajmie nam zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu minut, ale warto tu zajechać bo pałac jest bardzo malowniczo położony. Zaopatrzcie się także w ziarna dla kaczek, ponieważ te lubują się w turystach i chętnie do nich podchodzą chcąc wyłudzić jakiś smakołyk. Sama powiem szczerze, że na ten zakątek natrafiłam przypadkiem jadąc z Olsztyna do Mirowa, a do zjechania z wytyczonego szlaku zachęcił mnie widok przez bramę na pałac.

Pałac został wybudowany w połowie XIX w. na miejscu dawnego dworu zwanego Zameczkiem, który popadał w ruinę. Inicjatorem budowy był Wincenty Krasiński. Obok postawiono dworek, który przeznaczony został dla jego syna Zygmunta. Po jego śmierci pałac odziedziczyła córka poety Maria, która była żoną Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. W tym czasie rezydencja została ponownie przebudowana i uzyskała dzisiejszy kształt. Po II wojnie światowej budynek został upaństwowiony i znajdowała się w nm szkoła. Aktualnie pałac znajduje się w złym stanie technicznym, a wnętrza nie można zwiedzać. Prawa do rezydencji roszczą sobie spadkobiercy Raczyńskich, Krzysztof i Stefan Dembińscy, te zostały jednak zakwestionowane przez wojewodę śląskiego. W dworku Zygmunta Krasińskiego aktualnie mieści się Muzeum Regionalne jego imienia, jednak jeśli dobrze pamiętam to budynek także nie znajduje się w zbyt dobrym stanie technicznym.

  • Zamek Mirów

Zaledwie kilka kilometrów dzieli nas od Zamku w Mirowie, który jest kolejnym punktem na mapie wycieczki. Niedaleko warowni znajdziemy bezpłatny parking, najlepiej nie jechać w kierunku restauracji, ale skręcić wcześniej w uliczkę, gdzie znak wskazuje parking. Bilet wejściowy na zamek kosztuje 7 zł (normalny), zaś ulgowy 5 zł.

Zwiedzając zamek w Mirowie warto pamiętać, że to jedna z najstarszych warowni na Szlaku Orlich Gniazd! Aktualnie można go oglądać wyłącznie z zewnątrz, ponieważ budowla znajduje się w kiepskim stanie technicznym. Istnieją jednak plany jego odbudowy – przyjdzie nam pewnie jednak na to poczekać.

Wokół zamku znajduje się także bardzo przyjemna łąka, gdzie wielu odwiedzających rozkładało się na kocach na piknikach. Niektórzy woleli jednak bardziej aktywnie spędzić czas i pójść powspinać się po pobliskich skałkach.

Jeśli chcecie poczytać więcej o Zamku w Mirowie zapraszam do osobnego wpisu na blogu – tutaj.

I teraz decyzja dnia 😁 Od Zamku w Bobolicach dzieli nas zaledwie 1,5 km. Idziemy na piechotę czy wracamy do zaparkowanego samochodu?

  • Zamek Bobolice

Ja polecam drogę pieszo, jednak zrozumiem jeśli podjedziecie tu samochodem. Obok znajduje się bezpłatny parking, wejście na błonia kosztuje podobnie jak w pozostałych przypadkach 7 zł (bilet normalny) lub 5 zł (bilet ulgowy). To jeden z niewielu zamków na szlaku, który został odbudowany i można go zwiedzać wewnątrz. Łączy to się jednak z koniecznością wykupienia kolejnego biletu: 15 zł (normalny), 10 zł (ulgowy). Obok zamku znajduje się także hotel i restauracja, możemy więc tutaj zostać na dłużej i potraktować warownie jako punkt wypadowy.

Podobnie jak większość zamków na Szlaku Orlich Gniazd ten w Bobolicach powstał w XIV w. Warownia mocno ucierpiała w czasie wojen, m.in. po rozdwojonej elekcji w 1587 r. czy w czasie potopu szwedzkiego. Część zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi do pobliskiego Mirowa. Dopiero pod koniec XX w. budowla znalazła opiekunów, którzy podjęli się jej odbudowy – rodzinę Lisieckich.

Jeśli szukacie więcej informacji na temat Zamku Bobolice to zapraszam tutaj.

Tym punktem kończymy pierwszy dzień naszej wycieczki. Ja nocleg zarezerwowałam w Krakowie, gdzie można zobaczyć jeden z zamków, który niektórzy uwzględniają w Szlaku Orlich Gniazd. Chodzi mi tutaj oczywiście o Zamek Królewski na Wawelu! Jeśli jednak będziecie chcieli możecie pozostać na Zamku Bobolice lub w okolicy.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

Dzień 2 – Zamek Królewski na Wawelu

Kraków wszyscy dobrze znamy i kochamy! W dawnej stolicy bywam stosunkowo często z powodów służbowych dlatego zawsze brakuje mi czasu na zwiedzanie. Warto jednak rozejrzeć się po Krakowie w stylu slow przynajmniej jeden dzień. Teraz skupimy się jednak przede wszystkim na zobaczeniu Zamku Królewskiego na Wawelu. Na początku tylko wspomnę, że jeśli chcemy zobaczyć wszystkie „części” Wawelu to nie jest to inwestycja tania, zwłaszcza jeśli zwiedzamy rodziną. Możemy się jednak zawsze zdecydować na wykupienie biletów wstępu tylko na cześć ekspozycji. Ceny przedstawiają się następująco:

  • Reprezentacyjne Komnaty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Prywatne Apartamenty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Skarbiec Koronny i Zbrojownia: poniedziałek wstęp bezpłatny, pozostałe dni: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Ogrody Królewskie: normalny 5 zł, ulgowy 2 zł
  • Smocza Jama: 7 zł
  • Baszta Sandomierska: 5 zł
Kości smoka (wawelskiego?) wiszą od średniowiecza przy wejściu do katedry. Pierwotnie miały chronić miasto od złych mocy. Legenda mówi, że jeśli zerwą się z łańcuchów to przepowie to upadek katedry. Naukowcy twierdzą jednak, że to nie kości słynnego smoka, a mamuta, walenia i nosorożca.

Istnieje oczywiście także możliwość zwiedzania „bezpłatnego”. Możemy pooglądać elementy zamku, które nie wymagają opłat, za darmo można np. wejść na dziedziniec arkadowy i zewnętrzny, zobaczyć zamek z zewnątrz, pospacerować nad Wisłą i przejść się do smoka wawelskiego.

Historia wawelskiej rezydencji sięga aż XI w. Później tamtejsze palatium było rozbudowywane przez kolejnych władców, a największe inwestycje poczynili m.in. Władysław Łokietek, Władysław Jagiełło, Aleksander Jagiellończyk czy Zygmunt I Stary. Za panowania Wazów stolica została przeniesiona do Warszawy, więc królowie rzadziej gościli już na Wawelu, a pojawiali się na nim przeważnie w czasie uroczystości, jak koronacje, pogrzeby czy śluby. W XVII i XVIII w. budynek kilkukrotnie musiał zostać odremontowany po pożarach.

Na zwiedzanie Wawelu możemy śmiało poświęcić cały dzień, jeśli nawet nie dwa! Zamek oferuje nam wiele możliwości spędzania wolnego czasu.

Plan wzgórza Wawelskiego

Dzień 3

Pozostawiam Wam tutaj pewną dowolność 😁 Zakładam, że w większości przypadków dzień 3 to może być niedziela, więc jeśli nie zwiedziliście któregoś ze wcześniejszych zamków to proponuje do nich wrócić. Można także poranek i popołudnie spędzić w Krakowie – tyle tu ciekawych miejsc do zobaczenia!

Jeśli jednak chcesz ruszyć dalej jest kilka możliwości. Zaledwie kilka kilometrów od Krakowa znajduje się piękny Zamek Pieskowa Skała. Został on odrestaurowany, a jego wnętrza udostępnione są do zwiedzania. Ja na razie jeszcze tutaj nie byłam, ale patrząc na zdjęcia z pewnością warto.

https://www.instagram.com/p/B_dOhaXgHpj/?utm_source=ig_web_copy_link
  • Zamek Pilcza w Smoleniu

Innym zamkiem, który warto odwiedzić na Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek Pilcza w Smoleniu (ok. godzina jazdy samochodem z Krakowa, niecałe 56 km). Na miejscu znajduje się bezpłatny parking.

Prawdopodobnie już w okresie lateńskich wzgórze było zasiedlone, nie do końca jednak wiadomo, kiedy dokładnie wybudowano w tym miejscu murowaną warownie. Pewna wzmianka na jego temat pochodzi z XIV stulecia.

  • Zamek Ogrodzieniec

Bez wątpienia jednym z najpiękniejszych zamków na Szlaku Orlich Gniazd jest ten znajdujący się we wsi Podzamcze, bardziej znany jako Zamek Ogrodzieniec. Znajduje się 15 km od Zamku Pilcza. Wejście kosztuje 18 zł (bilet normalny) lub 13 zł (bilet ulgowy – dzieci, studenci, emeryci), niedaleko znajdują się także płatne prywatne parkingi (cały dzień około 10 zł). Na zwiedzanie należy zaplanować przynajmniej godzinę, warto też zabrać ze sobą wygodne buty ze względu na dużą ilość schodów. Ta atrakcja przypadnie do gustu każdemu, spacerowanie po obwarowaniach zamku jest bardzo przyjemne, a piękne widoki na okolicę dodają wszystkiemu uroku.

Zamek w Ogrodzieńcu powstał na miejscu drewnianej wartowni za panowania Kazimierza Wielkiego. Później puszczany był w dzierżawę. Zamek został spalony i zniszczony zarówno za potopu szwedzkiego, jak i w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Później nie został już odbudowany.

Więcej o Zamku w Ogrodzieńcu przeczytasz tutaj: Król na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Ogrodzieniec

Zamek Ogrodzieniec

Przedstawiony wyżej szlak i jego pozycje można swobodnie zmieniać, wszystkie zamki znajdują się dość blisko siebie, więc nie zakłóci to Waszej wycieczki. Można także pominąć Kraków i nocleg złapać gdzieś po drodze, np. z widokiem na którąś z warowni. Jeśli chcecie przedłużyć sobie wypoczynek tą trasę możecie połączyć ze zwiedzaniem zamków i pałaców w województwie opolskim i województwie dolnośląskim. Na moim blogu powstały dwa osobne wpisy na ich temat, zapraszam:

Na blogu znajdziecie także obszerny wpis na temat prawie wszystkich zamków znajdujących się na Szlaku Orlich Gniazd:

Mapa wycieczki

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1472zAjj6chlHiu49ThQovAjD-dVJw9TU&w=640&h=480]
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw serduszko lub komentarz! A może masz własne propozycje wycieczki? Chętnie się z nimi zapoznam 🙂 Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Grecja Korfu

Najpiękniejsze plaże na Korfu

Grecja jest bardzo popularnym celem turystycznym wśród Polaków, choć nie tylko. Korfu, które udało mi się niedawno odwiedzić zajęło podobno 4 miejsce wśród najpopularniejszych destynacji właśnie tego kraju. Do Grecji jedziemy głównie „złapać słońce” i opaleniznę. Miło jednak wykąpać się w ładnym otoczeniu. Dlatego stworzyłam mały ranking najpiękniejszych moim zdaniem plaż na Korfu. Wszystkie z nich znajdują się w najpopularniejszej części wyspy, czyli północnym-wschodzie. Do większości z nich dojedziecie samochodem lub komunikacją miejską, w innym przypadkach znajdziecie dokładną informację poniżej.

Sidari i Canal D’Amour

Legenda głosi, że jeśli jesteś singlem i szukasz miłości to powinieneś pojechać do Sidari i Canal D’Amour (Kanału Miłości). Po kąpieli na tamtejszej plaży szybko znajdziesz drugą połówkę! Mówi się także, że pary powinny zakosztować kąpieli w niebieskich wodach, a to zapewni im szczęśliwy związek do końca życia!

Nie zrażajcie się kolorem wody na zdjęciu! Wykonane zostało po sporej burzy, a woda musiała się uspokoić! Normalnie jest bardziej „turkusowo”

A jeśli to nie zachęca Was do odwiedzenia Canal D’Amour to może zrobi to sam widok na jedyne w swoim rodzaju przesmyki i klify ukształtowane przez naturę, a wypełnione krystalicznie niebieską wodą. Sidari to także jeden z najpopularniejszych kurortów na Korfu, więc znajdziecie tu masę sklepików i restauracyjek, gdzie po kąpieli można spędzić ciekawie czas. Możemy tu dojechać samochodem, autobusem ze stolicy wyspy czy zamówić sobie łódkę lub taxi boat z pobliskich miejscowości.

Porto Timoni

Porto Timoni, znana także jako podwójna zatoka czy zatoka piratów to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych plaż na Korfu. Zarówno odpoczynek na niej, jak i wspinaczka, aby zobaczyć ją z góry daje dużą satysfakcję. Tak jak wspomniałam plaża składa się z dwóch zatok, więc w trakcie pobytu możemy skorzystać z obu możliwości!

Możemy się tutaj dostać na kilka sposobów. Jeden z nich to dojście na piechotę z pobliskiej miejscowości Agios Georgios. Podobno przy dobrej kondycji trwa to ok. 1,5 godziny. Droga powrotna pewnie dłużej. Inna ewentualność to podjechanie samochodem do miejscowości znajdującej się na pobliskim szczycie – Afionas. Stamtąd w około 30 minut dojdziemy do plaży. Droga nie jest jednak najprostsza, dużo tam kamieni i nierówności, do tego prowadzi nad urwiskiem. W drodze powrotnej trzeba się trochę powspinać, dlatego nie polecam dla wszystkich tej możliwości, zwłaszcza dla rodzin z małymi dziećmi czy osobom starszym. Warto też wziąć dobre buty. Co prawda widziałam tam osoby wspinające się w japonkach, ja jednak nie polecam takiej ewentualności!

Najłatwiej podpłynąć jednak do plaż wypożyczoną łódką (od 50 do 100 euro za dzień za najmniejszą łódkę) lub wziąć taxi boat z Agios Georgios (15 euro za osobę w przypadku dwóch osób, im większa grupa tym taniej). W przypadku taxi boat umawiamy się z panem, o której ma po nas wrócić. Możemy także przedzwonić, aby podpłynął wcześniej.

Wybierając się na plażę pamiętajcie o parasolu przeciwsłonecznym i dużej ilości wody oraz jedzeniu. Plaża nie jest bowiem zagospodarowana pod kątem turystycznym.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

Paleokastritsa – Agios Spiridon i Ampelaki Beach

W Paleokastritsa znajdują się najsłynniejsze na Korfu zatoczki z urokliwymi płazami piaszczysto-kamiennymi. W zasadzie każda z nich gwarantuje nam miłe spędzony czas, ale ja upatrzyłam sobie szczególnie dwie z nich. Pierwsza to Agios Spirydon Beach, jedna z najbardziej rozwiniętych pod kątem gastronomicznym w tym rejonie. Po przejściu przez ulicę wejdziecie już na Ampelaki Beach. Obok znajdziecie masę sklepików, kawiarni i restauracji, duży parking. Na miejscu można także wynająć leżaki. Plaża jest wyjątkowo malowniczo położona pomiędzy wzniesieniami i skałami. Do tego, stosunkowo nieduża. Niestety powoduje to, że Ampelaki Beach jest oblężona przez turystów. Mimo to warto jednak zajechać tutaj chociaż na chwilę.

https://www.instagram.com/p/CDyYfpEJ-rx/

Paleokastritsa – Agia Triada Beach

Agia Triada to zdecydowanie moja ulubiona plaża na Korfu. Z zatoczek Paleokastritsy jest największa i bardzo dobrze przygotowana dla turystów. Można tutaj wynająć leżaki i zjeść coś smacznego w moim ulubionym beach barze – Akron Beach Bar. Tutaj jadłam najlepszy makaron z pesto, cukinia i rukolą (11 euro). To świetne, lekkie danie idealne na ciepłą pogodę, która w Grecji panuje latem! Polecam także leżaki tej knajpy – są mega wygodne!

Acharavi

Plaża Acharavi znajduje się w niedużej odległości od Sidari i Kiassopi (ok. 10 km). W wolnej chwili warto tu zajęciach i delektować się obszerną, żwirowo-piaszczystą plażą. W wielu miejscach woda jest długo płytka, dlatego jest idealna dla rodzin z dziećmi. Można tu także wynająć leżaki i parasole oraz zjeść coś w beach barach. Obok znajdują się też sklepiki i restauracje, więc z pewnością nie będziecie się nudzić. Kurort ciągle się rozwija, aby przyciągnąć rzesze turystów.

Agios Spiridon – północno-wschodnia część wyspy

To według mnie najprzyjemniejszy wybór dla rodzin z małymi dziećmi, które uwielbiają piaszczyste plaże. I to faktycznej w odróżnieniu np. od Agios Georgios delikatny piaseczek a nie mały żwirek. Do tego Agios Spirydon ma naprawdę bardzo delikatnie zejście do morza. Idziemy i idziemy a woda ciagle sięga do połowy łydki, ewentualnie kolan. Wokół nie znajdziemy jednak żadnych sklepów czy stoisk z jedzeniem dlatego całe zaopatrzenie warto zabrać ze sobą. Nie ma tutaj także możliwości wynajęcia leżaków czy parasola.

TIP: W czasie pobytu na plażach na północy wyspy, w tym Sidari, Acharavi, Kassiopi czy Agios Spirydon warto zablokować w telefonie funkcję automatycznego wyboru sieci. Niedaleko znajduje się Albania (poza UE), która ma strasznie silne nadajniki i telefony zmieniają sieć na dodatkowo płatną! Lepiej więc przed wyjazdem wybrać ręcznie najsilniejszą sieć grecką.

Agios Georgios

Plaża w Agios Georgios odznaczona została niebieską flagą przez EEC. Szczególnie podkreśla się jej piękny, złoty piasek oraz przeźroczystą wodę. Plaża jest także ogromna, bo ciągnie się na 5 km, a także wyjątkowo pięknie usytuowana wśród pobliskich wzgórzy. Znajdziemy tutaj także kilka restauracji, tawerny, kawiarnie oraz miejsca do wynajęcia leżaków z parasolami czy łódek. Woda niestety przeważnie jest chłodniejsza niż w pozostałych częściach wyspy!

Kassiopi – Bataria Beach

https://www.instagram.com/p/CDwXccpo905/

Bardzo chciałam poleżeć chwile na tej plaży jednak nie było mi to dane, ponieważ obok znajduje się bardzo mały parking, a żadnego innego nie było w pobliżu. W związku z tym nie udało mi się także zrobić własnego zdjęcia, ale podrzucam Wam jedno z ładniejszych, które znalazłam w necie! W opinii wielu to jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie. Pamiętajcie jednak żeby przyjechać wcześnie rano by znaleźć miejsce parkingowe!

https://www.instagram.com/p/CDeFdSGho2p/

Mam nadzieje, że to krótkie podsumowanie pomoże Wam w wyborze najpiękniejszej plaży na Korfu! Warto zwrócić na to uwagę kiedy szukamy hotelu czy ośrodka noclegowego, gdzie planujemy spędzić wakacje. Moim zdaniem, najprzyjemniejsze są zatoczki Paleokastritsa, ale decyzja należy do Was! Na koniec podrzucam Wam mapkę z powyższymi plażami – miłego wypoczynku!

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1BAwAz6S52xu6lfJqbAEqMd47uyX8JKio&w=640&h=480]
Jeśli podobał Ci się wpis, a blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Francja

Nancy – okolice Place Stanislas. Co zwiedzić w Nancy?

Zakładając bloga rozpoczęłam od opisania francuskiego Nancy. Nie chciałam zaczynać od jakichś oklepanych tytułów, a z drugiej strony planowałam opisać coś interesującego dla Polaków. Z tego powodu wybór padł na to urocze miasto, w którego historii mocno zapisał się król polski Stanisław Leszczyński. W innym poście opisałam jego związki z Lotaryngią i Nancy oraz ścisłe centrum miasta, w kolejnym piękny park znajdujący się zaraz przy Place Stanislas.

Nancy odwiedziłam w 2017 r., więc wszystkie wpisy dotyczące tego miasteczka, które z niewiadomych powodów mocno zapadło mi w serce, są raczej wspomnieniem, a może w obecnej sytuacji (pandemii koronawirusa dla osób – info na osób, które przeczytają to za jakiś czas) bardziej pragnieniem powrotu do podróży!

Place de la Carrière i Palais du Gouvernement

Przechadzając sie uliczkami w centrum Nancy na każdym kroku napotkamy jakiś uroczy budynek czy przyciagającą wzrok katedrę. Jednym z takich miejsc jest majestatyczny Place de la Carrièe, który stanowi jakby przedłużenie Place Stanislas. To średniowieczny plac, położony na starym mieście, który pierwotnie służył do treningu koni oraz wyprawiania zawodów – od tego też pochodzi jego nazwa. Od północny plac zamyka Palais du Gouvernement, tworzący półkole, który powstał w XVIII stuleciu dla intendenta lub przedstawiciela rządu francuskiego. Na południu znajduje się Arc Héré, o którym pisałam w innym poście. Także tutaj widoczna jest działalność Stanisława Leszczyńskiego. Jego architekt, Emmanuel Héré, przebudował fasady placu i dobudował okoliczne kamieniczki.

Palais du Gouvernement

Plac jest dość charakterystyczny, wchodząc na niego nie sposób go nie poznać. Przez jego centrum przebiegają cztery rzędy drzew ozdobionych fontannami i posążkami oraz przepiękną, ociekającą złotą bramą.

Place d’Alliance

Jak zauważyliście w centrum znajduje się kilka placów, jednak Place Stanislas i Place de la Carrière są zdecydowanie największe i najbardziej reprezentacyjne. Inny, mniejszy to Place d’Alliance, który pierwotnie nazywany był Placem św. Stanisława i jego twórcą podobnie, jak pozostałych najważniejszych miejsc w mieście był Héré. Uważa się, że miał zostać wybudowany na miejscu dawnego ogrodu kuchennego księcia. W jego centrum znajduje się fontanna autorstwa Cyfflé, która pierwotnie miała stanąć na Place de la Carrière. Od 1756 r. nazwa placu symbolizuje sojusz (alliance) pomiędzy Cesarstwem Habsburskim a Francją.

Basilique Saint Epvre de Nancy

Spacerując dalej od Place de la Carrière łatwo zauważymy górującą nad nim świątynię – to Basilique Saint Epvre de Nancy. Jak widzicie wszystkie najciekawsze i najpiękniejsze miejsca Nancy znajdują się blisko siebie, co pozwala na zaoszczędzenie czasu, a z drugiej strony sprawia piękne wrażenie. Nie napotkamy w centrum budowli, które są zaniedbane czy nie wkomponowują się w estetykę miasta.

Wspomniana bazylika powstała w XIX w. i charakteryzuje się kunsztonwnością wykonania – szczegóły czy zdobienia są imponujące! Niektóre fragmenty wewnętrznych, drewnianych dekoracji zostały sprawdzone specjalnie z Bawarii. Warto także wspomnieć, że kościół był finansowany przez wybitne jednostki, jak Napoleon III, cesarz Franciszek Józef czy papież Pius IX. Budowla jest tak piękna, że większość turystów uznaje ją na pierwszy rzut oka za tutejszą katedrę.

Plac Saint-Epvre przed bazyliką

Grand Rue

Kolejne zabytki Nancy oraz liczne kawiarenki i restauracje znajdują się przy „Wielkiej Ulicy”, czyli Grand Rue. Zapuszczając się tutaj na lunch czy obiad warto jednak pamiętać o zamknięciu tego typu lokali przeważnie od 12 do przynajmniej 17 (często otwierają się nawet o 19!).

Palais Ducal – Palais des ducs de Lorraine – Musée Lorrain

Pałac książąt lotaryńskich powstał w XVI stuleciu. W dwa stulecia później pałac został opuszczony przez Leopolda, który przeniósł się do Luneville. W 1848 r. utworzono tutaj Muzeum Lotaryngii (Musée Lorrain). Poświęcone jest ono głównie historii, sztuce i tradycji w Nancy. Podobnie, jak Place Stanislas muzeum znajduje się na liście monument historique. Miano te otrzymują najważniejsze zabytki dziedzictwa we Francji.

Szczególną uwagę warto zwrócić na zdobioną bramę, która inspirowana była tą znajdującą się na zamku królewskim w Blois.

Pomnik konny księcia Antoniego Lotaryńskiego

Église des Cordeliers

Nieopodal znajduje się Église des Cordeliers, która stanowi jakby część Musée Lorrain. Kościół nazwany został od zakonu franciszkanów, którego członkowie nosili sznur zawiązany wokół talii (franc. corde). Powstał w XVI w. z rozkazu księcia René II wydanym po bitwie pod Nancy w 1477 r. Nazywana jest także lotaryńskim Saint-Denis, ponieważ pochowani zostali tam najznamienitsi tutejsi książęta. Mimo tego, że świątynia mocno ucierpiała przez stulecia, to nadal stanowi ważny punkt na mapie turystycznej Nancy, ponieważ inspirowana była florencką kaplicą Medyceuszy.

Porte de la Craffe

Porte de la Craffe to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc w Nancy – uwielbiam dawne fortyfikacje i obwarowania. Te górujące nad miastem wieże od razu budzą respekt. W Polsce rzadko spotyka się miejsca związane z militariami w tak dobrym stanie jak Porte de la Craffe w Nancy. Różne zapewne są tego przyczyny, nasze zabytki mocno ucierpiały w czasie XVII i XVIII-wiecznych najazdów, a z drugiej strony Francja o wiele bardziej inwestuje w ochronę zabytków. A szkoda, bo przecież i u nas można zobaczyć pięknie zachowane obwarowania miejskie.

Wracając jednak do Porte de la Craffe to trzeba przynajmniej krótko wspomnieć, że to najstarsza zachowana fortyfikacja w Nancy – powstała na przełomie XIV i XV wieku. Później do XIX stulecia pełniła rolę więzienia.

Od dawna stanowi najważniejszy symbol starego miasta, który przyciąga uwagę każdego przechodnia ogromnymi, masywnymi wieżami. Spróbujcie znaleźć mnie na poniższym zdjęciu – wtedy zobaczycie ich ogrom!

Porte de la Citadelle

Znajduje się zaraz za Porte de la Craffe. Brama wprowadzająca pierwotnie do cytadeli powstała w XVII wieku na rozkaz księcia Karola III, a jej zadaniem miało być wzmocnienie obrony miasta. Dawniej otoczona była fosami i czterema bastionami.

Katedra Notre-Dame-de-l’Annonciation

Jednym z piękniejszych zabytków sakralnych w Nancy jest Katedra Notre-Dame-de-l’Annonciation, choć moim zdaniem nijak ma się do Saint Epvre de Nancy.

Omawiana Notre Dame (uważajcie, bo jest ich w mieście kilka!) powstała na początku XVIII w. Aktualnie jest siedzibą tutejszego biskupa, a od 1906 r. znajduje się na liście pomników historycznych Francji. Widzicie więc, że wiele zabytków Nancy znajduje się na ważnych listach dziedzictwa historycznego tego państwa. Zwiedzając warto zajrzeć do środka i zwrócić uwagę na imponujące malowidła na kopule.

Spacer uliczkami miasta

Poza zwiedzeniem najważniejszych miejsc turystycznych Nancy warto pospacerować uliczkami miasta.

Art Dans Nancy

Z pewnością kiedy będziecie przechadzać się po centrum Nancy, nie raz natkniecie się na liczne grafitti, które można uznać za „małe dzieła sztuki”. To ADN (Art Dans Nancy), czyli miejska trasa sztuki ulicznej. Zachęca ona turystów do odkrywania ulic i placów Nancy, a jednocześnie poznania lokalnej sztuki i historii. Trasa obejmuje ponad 30 obrazów, które rozmieszczone są w najróżniejszych miejscach od starego miasta po Place des Vosges, od Place Simone Veil po Porte Sainte-Catherine.

Pomysłodawcą projektu i zarówno wykonawcą był Jef Aérosol, który przy użyciu techniki szablonowej stworzył pierwszy tego typu mural w 2016, który umieścił na fasadzie ogrodów Godron.

Kule z lustrem

Kiedy pobędziecie jakieś kilka godzin w Nancy to zauważycie, że miasto tętni artystycznym życiem. Poza wspomnianym wyżej szlakiem grafitti na każdym kroku napotkamy różne przedstawienia art moderne, np. w Parc de la Pépinière.

Inną uroczą atrakcją jest 8 lustrzanych półkul Pierra Bismuth, które zostały umieszczone w okolicy najważniejszych XVIII-wiecznych budynków w mieście. Dzięki nim można wykonać sobie super fotkę, a z drugiej strony skłaniają one do refleksji na temat otaczającego dziedzictwa architektonicznego. Znajdziecie je na ziemi zaraz obok: Place Stanislas, Place d’Alliance, Hémycles Charles de Gaulle, Mémorial Désilles, Porte Stanislas, Porte Sainte-Catherine, Arc Héré i przy katedrze.

Piękne wspomnienie

Nancy jest mało znanym miejscem wśród Polaków, mam jednak nadzieje, że moje posty i wpisy wpłyną na wzrost zainteresowania tym miastem.

Czasem zastanawiam się jakby wyglądało nasze XVIII-wieczne państwo, gdyby to jednak Stanisław Leszczyński został królem na dłużej? Czy choć w części przypominałoby uliczki Nancy?

Pisząc tego posta zastanawiałam się nad tym, co w Nancy urzekło mnie najbardziej, że po 3 latach od podróży postanowiłam wrócić do tej miejscowości i opisać ją Wam aż w 3 postach! Czy to zwierzęta z Parc de la Pépinierè, które skradły moje serce, czy ściekające po dekoracjach Place Stanislas złoto, w którym odbijające się słońce mogło oślepić każdego przechodnia? A może imponujący Arc de Triumph i wspomnienie króla Stanisława Leszczyńskiego, do którego nawiązuje się na każdym kroku?

Jeśli spodobała Ci się moja opowieść o Nancy zapraszam do pozostałych postów na moim blogu o tym „polskim” mieście we Francji:

Jeśli podobał ci się wpis zostaw like lub komentarz! To dla mnie wielka nagroda za moją prace!

Europa Francja Strasburg

We Francji po niemiecku – Strasburg

Strasbourg to miasteczko o bardzo bogatej historii. Do XVII stulecia znajdowało się pod władzą niemiecką, później zostało zdobyte przez wojska „króla Słońce” – Ludwika XIV. W XX wieku kilkukrotnie zmieniało swoją przynależność, raz przechodząc w ręce Niemiec, później znów wracając do Francji. Ostateczne, tutaj właśnie pozostało. Przysłuchując się rozmowom mieszkańców czy opowieściom przewodników, znamienna jest niemiecka przeszłość Strasburga, który także mi, przypomina bardziej bawarskie miasteczka niż ulice Paryża. Nie bez powodu został, więc wybrany na siedzibę Parlamentu Europejskiego, niejako jako miasto pograniczna, wielokulturowe, tolerancyjne, położone przez całe wieki istnienia między Niemcami a Francją. Z drugiej strony symbolizuje także połączenie dawnych, minionych już epok z ciągłym podążaniem w przyszłość. Mikstura wyśmienita dla podróżnika!

Place Kléber nocą

Tego nie możesz przegapić – Grande Île

Grand Île – stare miasto jest największą atrakcją europejskiego Strasburga. Położone na wyspie okrążonej kanałami rzeki Ill jest idealną scenerią dla fotografów, czy turystów uwielbiających pić kawę wśród różnokolorowych kamieniczek. Całe stare miasto w 1998 r. zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Centrum stanowi Place Kléber, nazwany od generała z czasów Rewolucji Francuskiej Jean-Baptise Kléber’a. Wcześniej nosił jednak nazwę Barfüsserplatz, czyli placu bosych zakonnic; zaraz obok znajdował się bowiem kościół franciszkanów.

Place Kléber
Sklepy przy Place Kléber
Pomnik Jean-Baptise Kléber’a

Warto zobaczyć tutaj kilka najważniejszych kamieniczek, w tym Maison Kammerzell – chyba najsławniejsza budowla Strasburga po katedrze. Powstała w 1427 r. i reprezentuje gotyk niemiecki. Jest bardzo charakterystyczna, bogato zdobiona, biało-czarna w drewnianej ramie.

Maison Kammerzell po prawej

Cathédrale de Notre Dame

Mierząca przeszło 142 metry wysokości Cathédrale Notre Dame w Strasburgu góruje nad miastem i jeśli choć trochę zbliżymy się w okolice starówki, to od razu ją dostrzeżemy. Budowla jest ciekawa głównie z powodu połączenia kilku ważnych nurtów architektonicznych, w tym późnego romanizmu, wczesnego gotyku francuskiego i dojrzałego gotyku niemieckiego. To istny misz-masz, który tworzy powalającą kompozycję. Najbadziej efektowna jest brama wejściowa do katedry wraz z górującą nad nią rozetą. Gdy ją zobaczyłam, zaczęłam zastanawiać się, dlaczego to Notre Dame w Paryżu jest tą najsławniejszą świątynią na świecie? 

Budowla katedry została zakończona w 1439 r., stanęła na miejscu starszej piaskowej budowli, która spłonęła. Wieża kościoła przez przeszło dwa wieki była najwyższa na świecie – ma 142 metry wysokości.

Jedną z atrakcji znajdujących się wewnątrz Cathédrale Notre Dame w Strasburgu jest zegar astronomiczny. Za każdym razem o godzinie 12.30 pojawiają się ma nim figury Jezusa i apostołów, które odgrywają najważniejsze sceny z życia Zbawiciela Świata. Zegar powstał w latach 1571-1574 według projektu architekta Bernharda Nonnenmachera. 

Palais Rohan

Jedną z najpiękniejszych budowli Strasburga jest Palais Rohan – dawna siedziba biskupów i kardynałów z rodziny Rohan. Pierwotnie pochodziła ona z Bretanii. Pałac został postawiony nieopodal Cathédrale Notre Dame, zaraz na przeciw rzeki Ill, w 1742 r. według projektu Roberta de Cotte. Od tamtego czasu gościł Ludwika XV, Marię Antoninę czy Napoleona.

Aktualnie mieści się tutaj muzeum, a budynek nazywają czasem małym wersalem. Możemy pooglądać tutaj eksponaty archeologiczne (Musée Archéologique), ceramikę inne przedmioty użytkowane przez arystokrację w XVIII wieku (Musée des Arts Décoratifs), a także obrazy namalowane w okresie od późnego średniowiecza do XIX stulecia (Musée des Beaux-Arts’). Można tu zobaczyć m.in. Boticellego czy El Greco. Bilety wstępu do wszystkich trzech muzeów kosztują 12 euro (dzieci wchodzą za darmo) lub każde muzeum osobno 6,50 euro.

Petite France i spacer wzdłuż kanałów rzeki Ill

Najbardziej turystycznym, a także uwiecznianym na zdjęciach przez turystów miejscem w Strasburgu jest Petite France, czyli „Mała Francja”. To historyczne centrum miasta sięga korzeniami średniowiecza i było wtedy domem dla rybaków, młynarzy czy garbarzy. Petite France charakteryzuje się uroczymi kamieniczkami, miedzy którymi przepływa rzeka Ill, co tworzy piękną mozaikę kolorów i kształtów. Jej nazwa nie jest związana jednak z patriotyzmem czy względami kulturowymi. W średniowieczu Strasburg był niemiecki i widać to na każdym kroku. Petite France pochodzi od hospicjum leczącego syfilis, które zostało wybudowane pod koniec XV stulecia. Schorzenie to było wtedy nazywane „chorobą francuską”.

Warto także pospacerować wzdłuż rzeki Ill i porobić sobie kilka zdjęć na tle romantycznych kamieniczek. Jest to także miejsce uczęszczane przez mieszkańców, zwłaszcza młodzież, która po szkole przesiaduje na ławeczkach i chodniku zaraz przy kanale.

Ponts Couverts

Przechadzając się uroczą Petite France dochodzimy do pięknego Ponts Couverts, trzech wież pełniących pierwotnie funkcje obronne, które zostały wybudowane w XIII wieku nad kanałami rzeki Ill. Miejsce to najlepiej fotografować od strony Barrage Vauban – zimą niestety było otwarte jedynie do 17 i mi się niestety nie udało… Latem możecie korzystać z tarasu do 21.00.

Pomiędzy kanałami przepływającymi pod Ponts Couvert znajduje się uroczy domek nazwany Protection des Mineurs (czyli ochrona małoletnich). Aktualnie mieści się tutaj instytucja zajmująca się ochroną dzieci. Jest to jednocześnie jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Strasbourgu.

Przechadzka uliczkami starego miasta

Poza głównymi atrakcjami warto pospacerować uliczkami całej Grande Île, wstąpić do sklepików, zjeść coś pysznego w tamtejszych kawiarenkach.

Dzielnica europejska

Strasburg zasłynął także jako miejsce obrad Parlamentu Europejskiego. W momencie utworzenia po zakończeniu II wojny światowej Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (można powiedzieć matki Unii Europejskiej) większość jej instytucji znajdowało się w Luksemburgu. Jednak Rada Europy miała już swoją siedzibę w Strasburgu i postanowiła ją udostępnić dla obrad plenarnych Wspólnoty, co później przekształciło się w Parlament Europejski. Po utworzeniu w 1958 r. Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej większość jej działalności koncentrowała się w Brukseli, a mniej więcej od lat 90. najważniejsze zgromadzenia odbywają się w budynkach w Strasburgu.

Parlament Europejski

Zakupy i pamiątki

Także osoby lubujące się w zakupach będą miały co robić w Strasburgu. W ścisłym centrum znajduje się kilka shoppingowych uliczek i placów: Place Kléber i Rue de Grandes Arcades. Nie daleko można także pobuszować w lokalnej Galerie Lafayette oraz Printemps. W środku zawsze znajdziemy jakąś promocję.

Na każdym kroku natkniemy się także na sklepiki z pamiątkami. Masa tutaj standardowych przedmiotów tego typu, jak magnesy czy pocztówki. Warto jednak zaopatrzyć się w coś lokalnego. Mamy do wyboru ogromną ilość chustek i ścierek w różnego rodzaju wzory i nadruki, np. z napisem Strasbourg, Alsace czy naszytymi bocianami. Gratką dla osób lubujących się w gotowaniu będą pięknie zdobione ceramiczne formy do wyrabiania babek, alzackiego smakołyku, czy naczynia żaroodporne, w których tradycyjnie zapieka się tutaj Baeckeoffe (o tym daniu niżej 😉 ).

Hansi i bociany

Spacerując uliczkami Strasburga z pewnością natraficie na masę podobizn bocianów. Nam Polakom oczywiście zawsze wydawało się, że to nasz kraj to stolica tych czerwononogich ptaków, jednak we Francji uważa się za nią Alzację. To tutaj też narodziła się legenda o bocianach przynoszących dzieci zrezygnowanym rodzicom. Mówi się, że kobieta musiała wystawić na okno kostki cukru, aby zwabić ptaka. W samym Strasburgu rocznie przebywa podobno 740 par bocianów!

Na każdym kroku spotkacie także podobiznę małej dziewczynki w specyficznej, ogromnej kokardzie. Ich autorem jest francuski malarz, rysownik Jean-Jacques Waltz, który używał pseudonimu Hansi. Tak też nazywa się charakterystyczną dziewczynkę.

W soboty w Strasburgu odbywa się także regionalny targ bibelotów. Wokół centrum mieszkańcy rozstawiają stragany, gdzie można zakupić różne przedmioty, od biżuterii i domowe ozdoby, książki, po używane ubrania znanych marek, jak Louis Vuitton czy Gucci.

Rejs statkiem – Batorama

Jedną z atrakcji Strasburga jest możliwość odbycia około godzinnej wycieczki statkiem wokół Grande Île. Bilety można zakupić zaraz przy statkach lub w sklepiku z pamiątkami zaraz na przeciwko Cathédrale Notre Dame. Na dłuższą trasę (zobaczymy też dzielnicę europejską) kosztuje on 13 euro, na skróconą (tylko Grande Île) 10 euro. Na pokładzie możemy skorzystać z audioprzewodnika (w cenie), który dostępny jest w kilku językach, m.in: angielskim, francuskim, rosyjskim czy chińskim.

Informacje praktyczne

Jak tu dojechać?

Można się tutaj dostać samolotem, Strasburg posiada własne lotnisko. Bezpośrednio latają tu samoloty z Frankfurtu nad Menem, więc najpierw musimy dostać się tutaj. Ja korzystając z usług Lufthansy doleciałam właśnie do tej miejscowości, a później busem tej samej linii (Lufthansa Express Bus) dojechałam w 2 godziny do Strasburga. Koszt to około 500 zł z bagażem podręcznym (tam i powrót). W przypadku bezpośredniego lotu do Strasburga z Wrocławia koszt wynosił mniej więcej dwa razy tyle. Bilety kupowałam w styczniu na luty. Można tutaj także dojechać Flixbusem (ok. 170 zł w jedną stronę), jedzie się od 17 do 20 godzin. Lepiej, więc chyba troszkę dopłacić do Lufthansy.

Gdzie spać?

Ja wynajęłam pokój dwuosobowy w City Residence Access Strasburg przez stronę Booking.com (wystarczy, że w wyszukiwarce wpiszecie nazwę hotelu). Za 4 noce zapłaciłam 960 zł, w pokoju znajduje się łazienka, lodówka i mały aneks kuchenny, w tym mikrofalówka, płyta kuchenna, czajnik, naczynia i sztućce. Sprzątanie pokoju przysługuje jednak dopiero po tygodniu (inaczej trzeba dopłacić), a także wydzielany jest papier toaletowy na osobę! Trochę to dziwne, ale niczego nam nie zabrakło 😀 Jeśli nie szukacie luksusów, możecie śmiało rezerwować ten hotel. Pieszo do centrum idzie się jakieś 5-10 minut, niedaleko jest także mały Carrefoure Express oraz duży Auchan w galerii handlowej.

Czego spróbować i gdzie?

Jeśli nigdy nie byliście we Francji jest kilka podstawowych smaków, których koniecznie musicie spróbować! Oczywiście jednym z nich są tutejsze bagietki, ja zajadam się nimi tutaj każdego dnia, przeważnie pałaszuje je z serem pleśniowym, którego wybór jest tutaj ogromny! W Alzacji warto spróbować tego tutejszego Munster, choć każdy, który weźmiecie z półki będzie wyśmienity!

Bagietki to francuskie dobro narodowe! Są pyszne!

Oczywiście – wina! Jest ich naprawdę ogromny wybór, nie jest też strasznie drogie, choć to zależy od gatunku, rocznika itd. W przeciwieństwie do Polski we Francji smaczne wino kupicie już w granicy 3 euro (ok. 12 zł), czasem zdarzy się nawet taniej. Nie zbankrutujecie, więc na tym. W knajpach kieliszek wina kosztuje od 3,50 do 7 euro, czasem więcej zależy od restauracji. Będąc w Strasburgu warto spróbować win Alzackich, to tutaj znajduje się bowiem ich szlak. Warto, więc sięgnąć do tych produkowanych w pobliskim Colmarze, Eguisheim czy Riquewihr.

W przypadku win i piw mogę Wam polecić Aux douze apôtres, bar znajdujący się zaraz Cathédrale Notre Dame. Latem, kiedy siądziecie przy stolikach wystawionych na zewnątrz będziecie mieli powalający widok na jeden z najważniejszy zabytków Strasburga. Można tu spróbować lokalnych alzackich win, także tych z miejscowości, które wymieniłam wyżej. Ceny zaczynają się już od 4 euro. Do tego możecie tutaj także próbować tart (o których niżej), przystawek, a także zjeść coś konkretniejszego. Zawsze jest tu pełno ludzi, czasem trzeba chwilę poczekać na miejsce. Warto jednak, gdyż jest to bar dość klimatyczny, jak najbardziej w stylu Francuzów.

Restauracje, a bardziej tawerny nazywane są tutaj winstube i to właśnie tam najlepiej zajść żeby skosztować pysznego, lokalnego jedzenia. Jednym z najpopularniejszych dań jest tarte flambée, w Niemczech znane jako flamkuchen – cienka pizza w stylu alzackim ze śmietanką, cebulą i boczkiem. Mamy tutaj do wyboru także inne kombinacje, z owocami morza, ślimakami, serami itd. Wyglądają pysznie! Z restauracji mogę śmiało polecić Wam Restaurant Au Gurtlerhoft.

Jako koneser wszelkiego rodzaju zapiekanek z ogromną przyjemnością skosztowałam Baeckeoffe. W dialekcie alzackim oznacza to po prostu piec piekarski. Pokrojone w plastry ziemniaki, cebulę, mięsa różnego rodzaju na noc marynuje się w tutejszym winie, a później zapieka w specjalnych glinianych naczyniach (możemy je kupić w każdy sklepie z pamiątkami). Tradycyjnie potrawa ta związana jest z zakazem używania ognia od piątkowej nocy, do wieczoru w sobotę. Np. ortodoksyjni luteranie zapiekali takie dania w piątek, a w sobotnie popołudnie było ono jeszcze ciepłe. Inna legenda mówi, że kobiety w Alzacji wykonywały pranie w poniedziałki, nie miały więc czasu, aby przygotować wtedy obiad. W związku z tym z rana wstawiały potrawę do piekarnika i szły zająć się swoimi obowiązkami.

Tradycyjny Baeckeoffe z bagietką i winem!

Alzacja słynie także ze słodkości! Nie sposób pominąć tutaj pysznych babeczek, różnokształtnych pierników, ptysi czy tart na słodko. Do wyboru, do koloru! Kto się oprze?

Wyruszając do Strasburga nie spodziewałam się, że mogę aż tak zauroczyć się we francuskiej miejscowości (może nie do końca francuskiej!). Każdemu kto zastanawia się nad kolejnym wyjazdem mogę polecić to wspaniałe miasteczko z jego uroczymi kamieniczkami, urzekającym Petite France i Ponts Couvert oraz powalającą Catédrale Notre Dame. Wyprawę do Strasburga zapamiętacie na długo – zapewniam!

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! W zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Bawaria Europa Niemcy

Rothenburg ob der Tauber – na Romantycznym Szlaku

Rothenburg ob der Tauber… Z pewnością gdzieś już słyszeliście tą nazwę. Każdemu komu mówię, że odwiedziłam to miasteczko twierdzi, że wie o, które chodzi i jest piękne! Pytanie czemu nigdy tam nie pojechali. Sława Rothenburg ob der Tauber dotarła już daleko poza granice Europy, pojawiają się tutaj turyści ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i całej Azji! Także tutaj uświadczymy gromadki Chińczyków cykających sobie masę fotek (jest nawet specjalny profil na Instagramie dla Azjatów, którzy odwiedzili Rothenburg ob der Tauber). Ja to urocze, bawarskie miasteczko odwiedziłam już dwa razy i zamierzam tu wrócić jeszcze nie raz – po prostu je ubóstwiam!

Trochę historii…

Około roku 970 szlachcic Reinger ufundował w dorzeczu rzeki Tauber parafię Detwang. Prawdopodobnie było to miejsce, w którym później rozwijał się Rothenburg ob der Tauber, a sam kościół posłowania świętych Piotra i Pawła był poprzednikiem dzisiejszego kościoła św. Jakuba.

Miasto zostało założone przez rodzinę von Rothenburg i to im zawdzięcza swoją nazwę. Ulokowali oni jeszcze sześć innych miast o tej samej nazwie, warto więc posługiwać się pełnym nazewnictwem 😁

Swój prawdziwy rozkwit Rothenburg ob der Tauber przeżywał w XIII wieku, zwłaszcza po rozdaniu przez króla Rudolfa Habsburga przywilejów dla miast. Stulecie później był autonomicznym, wolnym miastem, które uznało władzę cesarza. Rothenburg był protestancki, w związku z czym mocno ucierpiało w czasie wojny 30-letniej. Kilkukrotnie okupowany, doprowadzony został do ekonomicznej ruiny. Dodatkowo w tym czasie, miejscowa ludność była nękana przez zarazy.

Miasteczko stało się sławne po 1873 r., kiedy włączono go do ogólnoniemieckiej sieci kolejowej. W tym momencie Rothenburg ob der Tauber został, jakby odkryty na nowo. Głoszono, że jest pozostałością dawnej, pięknej architektury Niemiec. Od tamtego momentu turystyka odgrywa ogromną rolę w życiu miasta i przyczyniła się do jego rozwoju.

Pierwsza połowa XX wieku nie zapisała się jednak pozytywnie w historii Rothenburg ob der Tauber. Jeszcze pod koniec XIX stulecia osiedliła się tutaj niewielka grupa Żydów, która została wygnana w 1938 r. Nazistowska Trzecia Rzesza uznała mieścinę za perfekcyjny przykład kultury niemieckiej. W czasie nalotów amerykańskich w 1945 r. zniszczeniu uległa prawie połowa starego miasta otoczonego murami. Odbudowa Rothenburg ob der Tauber jest jednym z największych osiągnięć mieszkańców.

Trochę informacji praktycznych

Jak się tu dostać?

Ja preferuje dojazd samochodem, jednak można się tutaj też dostać autobusem. Najlepiej jako miasto startowe wybrać sobie w tym wypadku Frankfurt nad Menem lub Monachium, które są miejscami startowymi dla Romantycznej Drogi. Więcej informacji o kupieniu biletu na autobus znajdziecie na stronie Romantic Road Coach. Rothenburg ob der Tauber jest także połączony linią kolejową z pobliskim Würzburgiem, Monachium i Norymbergą. Bilety można kupić tutaj.

Gdzie zamieszkać?

Nie mam tutaj jakiś faworytów. Ja wyjeżdżając gdziekolwiek przeważnie korzystam z wyszukiwarki Booking.com. Zakładając tam konto, po pewnym czasie uzyskujecie pewne zniżki, najpierw 10%, później 15% itd., a portal przygotowuje też dla Was specjalne promki.

Nocleg w Rothenburgu nie jest super tani, za pokój dwuosobowy z łazienką, dwa kroki od centrum zapłacimy minimum ok. 70 euro. Ja za 3 noce w pokoju dwuosobowym na przełomie grudnia i stycznia zapłaciłam 1150 zł.

W przypadku przyjazdu tu samochodem warto zadbać o hotel z darmowym parkingiem. Na starym mieście parking nie jest bowiem tani (ok. 2 euro za godzinę). Możemy jednak znaleźć także parkingi dobowe i one już wychodzą taniej. Poza murami starego miasta samochód możemy postawić już za darmo, trzeba mieć tylko trochę szczęścia i znaleźć wolne miejsce.

Co i gdzie zjeść?

Restauracje

Bawaria, zresztą jak całe Niemcy charakteryzuje się ciężkimi, mięsnymi potrawami. Podobnie jest w Rothenburg ob der Tauber. Na restauracyjki natkniecie się na każdym kroku, większość charakteryzuje się dobrą kuchnią, ja mam jednak jednego faworyta. Mimo to, jeśli wejdziecie do jakiejkolwiek restauracji (poza Ratsstube – tu jedzenie jest okropne! Omijajcie!) to będziecie zadowoleni.

Moim zdaniem, najlepsza restauracja w Rothenburg ob der Tauber (jeśli nie w całej Bawarii :D) mieści się w najstarszym budynku w mieście (datuje się, że powstał około 900 roku) – Zür Holl, czyli „do piekła”. Sama nazwa już podbiła moje serce!

Ceny w zasadzie nie przekraczają tych, które spotkamy w innych restauracjach w Niemczech. Dania z karty, takie jak różnego rodzaju kiełbaski z kapustą i chlebem, sznycla kupimy za 10 euro. Jeśli chcemy coś „lepszego”, jak na przykład moje ukochane żeberka to kosz ok. 15 euro, szaszłyk (zdjęcie niżej, ale już ściągnięty ze szpikulca) to 20 euro. Wina, piwa i inne napoje to koszt od kilku euro do ok. 7 euro przy winach lepszych gatunkowo za kieliszek. My zostawiamy tutaj przeważnie około 50 euro za obiad/kolację dla dwóch osób.

Na kolana powalają jednak potrawy sezonowe. Będąc tu w maju mogłam skosztować przepysznych szparagów z różnymi dodatkami (sznycel, szynka, kiełbaski, co sobie wybierzemy) oraz zupy przygotowanej z kwiatów (wybaczcie, ale nie pamiętam rodzaju) hodowanych za restauracją… Jakie to było pyszne! Takie potrawy są oczywiście nieco droższe, nie ma ich także w menu, ale kelner informuje nas o wszystkich daniach specjalnych na samym początku (po angielsku lub niemiecku).

Nie przepadam za żeberkami…ale te…zresztą widać po minie! I ten sos!

Aby dostać się do Zür Holl należy wcześniej zarezerwować miejsce, nam udało się trafić i weszliśmy tam za pierwszym razem, jednak bywa z tym trudno. Restauracja jest otwarta od 17 do 24 (przy czym jedzenie można zamawiać do 22), we wszystkie dni poza niedzielą i świętami. Najbardziej w Zür Holl, poza świetnym, typowo niemieckim jedzeniem urzeka mnie obsługa – pełna serdeczności i szacunku wobec swojego klienta. Polscy kelnerzy powinni brać przykład!

Ze względu na wystrój mogę polecić Baumeisterhaus Inh. Dieter Neupert, znajduje się zaraz przy rynku miasta. Udało mi się wypić tutaj tylko kawę, jednak widziałam, że wiele osób w niej przesiadywało. Ciastka także wyglądały bardzo kusząco!

Lokalne specjały

Bawaria piwem i winem stoi…

Rothenburg ob der Tauber to jednak wybitnie winiarskie miasto, więc koniecznie musicie spróbować tutejszych trunków. Można się wręcz o nie potknąć. Ja polecam winiarnie i zarazem hotel z restauracją Glocke, znajduje się zaraz przy Das Plönlein. Macie, więc dodatkowo piękny widok 🙂 Lokalne wina możecie kupić od 7-8 euro wzwyż za butelkę.

Jeśli jesteście tu zimą, koniecznie musicie spróbować grzanego wina! Tu akurat w Glocke

Lokalnym słodkim specjałem są Schneeballen. To wykonane z kruchego ciasta słodkie kule i od ich wyglądu pochodzi nazwa, czyli po polsku kula śnieżna. Te najprostsze posypane są cukrem pudrem i suche w środku. Można jednak zakupić inne rodzaje (jest ich aż 27!) wypełnione różnym nadzieniem – czekoladą, marcepanem, nugatem itd. Są małe i duże Schneeballen, kosztują od 1,5 euro (te najmniejsze i posypane cukrem pudrem) do kilku euro. Kule popularne są głównie w rejonie Rothenburga, ja osobiście nigdzie indziej ich nie widziałam. Warto, więc ich spróbować na miejscu!

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam makarony, kluseczki, kluski itd. Wszystkim zapewne Niemcy kojarzą się z ciężką, mięsna kuchnią, jednak nie do końca tak jest. W Bawarii możemy zjeść przepyszne Käsespätzle, czyli makaron/kluseczki wykonane z jajek podawane z sosem z sera (przeważnie emmentaler) i posypane prażoną cebulką. Ja uwielbiam!

Pamiątki

Nigdzie nie widziałam tak uroczych sklepików z pamiątkami, jak w Rothenburg ob der Tauber! Nie dość, że mieszczą się w historycznych, kolorowo pomalowanych i udekorowanych kamieniczkach, to jest w czym wybierać, a souveniry są rzeczywiście wyjątkowe! Przemyślane, ładne, bez badziewa. Rzadko udaje się zakupić takie przedmioty!

Jeden ze sklepików z drogimi pamiątkami zaraz przy rynku. Akurat ozdobiony na święta!

Jedną z najpopularniejszych pamiątek z Bawarii są bogato zdobione zegary ścienne. Wyglądają pięknie, chodzą punktualnie, w zależności od ceny i konceptu ruszają się na nich ludziki i zwierzaczki. Wybór jest naprawdę ogromny. Ceny jednak są kosmiczne! Najmniejszy, a w związku z tym najuboższy pod kątem wizualnym kosztuje ponad 70 euro, te większe umieją dosięgnąć ceny nawet kilkuset euro! Szaleństwo! No, ale są piękne…

Rękodzieło a przy nim cena… Choć kotek uroczy 😀

To tutaj widziałam także najpiękniejsze ceramiczne domki. Mamy ich ogromny wybór! Co jest super to przedstawiają one najważniejsze kamienice z Rothenburg ob der Tauber (czyli ten znajdujący się przy Das Plönlein, Rathaus, Zür Holle, Gerlachschmiede i wiele wiele innych), ale także budynki z innych miast niemieckich. Najwięcej mamy oczywiście tych bawarskich: Norymbergę, Monachium, Bamberg, Schweinfurt itd., ale także z innych regionów np. Lubekę, Berlin. Dla kolekcjonerów to prawdziwa gratka, zwłaszcza, że większość wykonana jest ręcznie! Ja nawet pokusiłam się o zakup jednego – zobaczycie go niżej na fotce przy Gerlachschmiede. Ceny najmniejszy zaczynają się od mniej więcej 25 euro (w zależności jaki budyneczek). Im większe, tym cena wyższa. Ja je uwielbiam i mimo, że cena nie porywa (choć nie jest to też jakiś kosmos) to myślę, że warto zainwestować w choć jeden.

Te domki były już mega drogie! Cen nawet nie pamiętam, ale były zawrotne

Teddy Bear

Pierwszy miś o nazwie Teddy został zaprojektowany w firmie Steiff, a od 1903 r. rozpoczęła się jego masowa produkcja na zamówienie Amerykanów. Od tamtego momentu każde dziecko (i nie tylko) marzy o posiadaniu miękkiego, puchatego niedźwiadka. Jego nazwa nieodłącznie wiąże się z amerykańskim prezydentem Theodorem „Teddy” Roseveltem. Nie każdy wie, że jeden z większych sklepów Steiff, gdzie można zakupić Teddy Bear, choć także inne piękne maskotki tej firmy, znajduje się właśnie w Rothenburg ob der Tauber, nieopodal rynku, zaraz przy muzeum świątecznym.

Co warto zobaczyć?

Centrum miasta – Marktplatz z ratuszem

Co godzinę, w oknach Tawerny Rajców pojawiają się w jego oknach dwie postaci, z których jedna wypija wino z wielkiego kufla. Upamiętnia to chwile uratowania miasta przed armią Johana von Tilly’ego w czasie wojny 30-letniej. Najeźdźca złożył propozycje, że jeśli ktoś wypije 3 litry wina jednym haustem to oszczędzi on miasto. Wyzwanie przyjął burmistrz Rothenburga Nush i wyszedł ze zmagania zwycięsko! Z tej okazji na początku września mieszkańcy świętują podczas festynu ocalenie miasta!

Centrum Rothenburg ob der Tauber stanowi Marktplatz z ratuszem, na którego wieże można się wspiąć, o tym jednak niżej. Obok ratusza znajduje się Tawerna Rajców (Ratstrinkstube) – budynek z zegarem.

Przy Marktplatz odbywają się największe wydarzenia w mieście, jak koncerty Ambasadorów Muzyki (Ambassadors of Music), Imperial City Festival i uroczy jarmark bożonarodzeniowy Reiterlesmarkt, którego nie miałam jeszcze okazji zobaczyć, co koniecznie chce nadrobić! W czasie mojego ostatniego sylwestrowego pobytu otwarte były jedynie jego pozostałości – kilka budek z jedzeniem i winem. Trochę więcej otworzyło się zaraz przed imprezą witającą Nowy Rok.

Rynek w czasie Sylwestra

Poza budynkiem Ratusza i Ratstrinkstube warto zwórcić uwagę na kamieniczkę Marienapotheke. Zaraz przy rynku znajduje się także Informacja Turystyczna (dawny budynek Ratstrinkstube), gdzie możecie znaleźć ulotki z najważniejszymi informacjami w języku polskim i wielu innych.

Ciekawa jest także bogato zdobiona fontanna św. Jerzego (stoi zaraz przy Marienapotheke). Pochodzi z 1446 roku, a jej szczyt filaru zdobi św. Jerzy, który zabija smoka. W zimie jest on zabezpieczony przez zimnem i znajduje się w szklanej ramie. Co ciekawe, replika fontanny znajduje się w Disney World w Orlando!

Fontanna św. Jerzego

Wieża ratuszowa i przepiękna panorama miasta

Rothenburg ob der Tauber słynie ze pięknych paronam miasta. Jedną z nich możemy oglądać z renesansowej wieży ratuszowej. Aby się na nią dostać należy wspiąć po 220 schodach. Pod koniec, gdzie zasiada w swojej kasie starsza Pani (serio, podziwiam ją za to, że wchodzi tam codziennie!) robi się ciężej, ponieważ mamy do czynienia z malutką drabinką a wokół jest dość ciasno. Cena za wejście wynosi zaledwie 2,5 euro, więc myślę, że warto dla tego widoku.

Żeby nie było, że ktoś inny robił mi zdjęcia z wieży… Weszłam sama!
Uwielbiam to zdjęcie <3

Pięknie, prawda? O innych panoramach miasta opowiem Wam w kolejnym poście na temat Rothenburg ob der Tauber!

Boczne uliczki…

Od głównego placu odchodzi kilka uliczek, w każdej znajdziemy urocze zabudowania i sklepiki.

Spacerując, warto zwrócić uwagę na dekorację i szczegóły, każda kamieniczka jest inna, gdyż każdy właściciel miał inny pomysł na jej ozdobienie. Szczególnie pięknie wyglądają w okresie świątecznym.

Zwiedzając Rothenburg ob der Tauber warto zwrócić uwagę na olśniewające złotem afisze restauracji i sklepików.

Jeśli udamy się w dół główną ulicą Schmiedgasse dojedziemy do przepięknego skrzyżowania ulic… Zobaczymy tam największą atrakcję Rothenburg ob der Tauber.

Das Plönlein – król Instagrama

Rothenburg ob der Tauber olśniewa swoimi kamieniczkami i uliczkami. Najczęściej fotografowanym, ale także jakże uroczym miejscem w mieście jest Das Plönlein. Większość uważa, że nazwa ta odnosi się do żółtej, XIII-wiecznej kamieniczki. To wąski dom z muru pruskiego, przed nim znajduje się fontanna, a za nią górują dwie wieże – Kobolzeller Tor i Siebersturm. Pojęcie Das Plönlein odnosi się jednak do całego tego miejsca – kamieniczka znajduje się w jego centrum, należy jednak do niego dodać także dwie majestatyczne wieże oraz fontannę. Nazwa pochodzi od łacińskiego wyrazu „planum”, czyli płaskiego miejsca. Pięknie, prawda? 🥰

Nie bez powodu zdjęcie przy Das Plönlein od dawna jest moim zdjęciem profilowym!

Gerlachschmiede

Gerlachschmiede to jeden z najpiękniejszych budynków pruskich w Rothenburg ob der Tauber. Przed 1945 r. był tylko zwykłą stodołą, potem niestety został zniszczony w czasie bombardowania. Odbudowany w 1951 r. jest wierną kopią pierwowzoru. Na górze znajduje się herb z koronowanym wężem, dziełem Georga Gerlacha. Podobnie, jak Das Plönlein, to jedno z najczęściej fotografowanych zaułków w Rothenburg ob der Tauber.

https://www.instagram.com/p/B7HFqUiB93S/?utm_source=ig_web_copy_link

Wioska Bożonarodzeniowa – Christkindlmarkt Kathe Wohlfahrt

Zaraz przy rynku znajduje wyjątkowe miejsce! Święta w Rothenburg ob der Tauber trwają, bowiem cały rok! Znajduje się tutaj Rothenburgs Weihnachtsmuseum, czyli Rothenburskie Muzeum Świąt, które jest czynne cały rok! Możemy się tam dowiedzieć o obchodzeniu świąt przez Niemców, o tym gdzie stanęła pierwsza choinka, czy o Mikołaju w innej odsłonie (jeszcze zanim był miły i przynosił prezenty). Wejście do muzeum nie jest drogie, wynosi 4 euro za osobę dorosłą, 2 euro za dziecko.

Wejście do sklepu

Naprzeciw muzeum znajduje się sklep, gdzie możemy się zaopatrzyć w przepiękne ozdoby choinkowe, także przez cały rok! Nie są one jednak tanie… Ceny wahają się od kilku euro (ok. 5-6) do kilkunastu za ozdobę. Warto, mimo tego zaopatrzyć się chociaż w jedną, ręcznie wykonaną figurkę. Wybór jest ogromny i każdy z pewnością znajdzie tutaj coś dla siebie!

Zimą jeździ świąteczne autko

Jakobskirche

W centrum miasta znajduje się także ewangelicko-luterański kościół parafialny św. Jakuba. Powstał w latach 1311-1484. Z zewnątrz kościół wygląda dość prosto, jednak w środku można zobaczyć ciekawe malowidła z XIV i XV wieku oraz Ołtarz Świętej Krwi autorstwa rzeźbiarza Tilmana Riemenschneidera (ok. 1500 r.) i Ołtarz Dwunastu Posłańców Friedricha Herlina (1466 r.). Na odwrocie tego drugiego możemy zobaczyć najstarsze przedstawienie miasta Rothenburg ob der Tauber i rzadkie legendy o pielgrzymach. Ciekawy jest również fakt, że dwie wieże kościoła różnią się wysokością, jedna na 55,2 m, a druga 57,7 m. W 2011 roku kościół został odnowiony.

Rothenburg ob der Tauber – moja miłość

Rothenburg ob der Tauber to jedna z moich najukochańszych miejscowości w Niemczech, jeśli nie w całej Europie. W związku z tym nie mogłam mu poświęcić jedynie jednego posta. Wyczekujcie, więc niedługo kontynuacji naszej przygody na Romantycznym Szlaku!