W czasie pandemii koronawirusa wielu z nas zastanawia się nad wyjazdem za granicę. Jeszcze większe wątpliwości mamy w czasie dalszego wyjazdu organizowanego przez biura turystyczne typu Rainbow Tours, Itaka czy Tui. Wiąże się to z …
Co zobaczyć w Saksonii? Pałac Moritzburg – barokowa perła Saksonii
Pobliska Saksonia skrywa przed nami wiele sekretów. Większości z nas kojarzy się jeszcze z dawnym NRD, jednak i wschodnia cześć Niemiec prze szybko do przodu i prężnie się rozwija. Dzięki temu mamy dostęp do coraz większej liczby pięknych miasteczek, zamków i wyjątkowej przyrody. „Saksonia na weekend” to już coraz popularniejsze hasło zwłaszcza wśród zachodnich województw Polski. Jeśli myślicie o szybkim wypadzie do naszych sąsiadów to pierwszym z Waszych celów może być tzw. pałac na wodzie w Moritzburgu – dawna rezydencja króla polskiego, a zarazem elektora saskiego – Augusta II Sasa.

Pałac Moritzburg już na zdjęciach wygląda imponująco, a szyku dodają mu znajdujące się wokół jeziora. Kiedy zawitałam do Moritzburga zatrzymałam się na jednym z okolicznych parkingów, który GPS wybrał za mnie i zrobił to idealnie. Nie wylądowałam, bowiem zaraz przy pałacu i w centrum miasteczka (gdzie parking oczywiście jest droższy), a po drugiej stronie jeziora, z którego roztaczał się piękny widok na dawną siedzibę Augusta II Sasa. Na miejscu przywitała mnie gromada gęsi, które śledziły turystów w poszukiwaniu kawałka chleba i ziaren. Czy można wyobrazić sobie piękniejszą scenerie?


Historia Schloss Moritzburg
Budowla powstała na sztucznie usypanej wyspie w latach 1542-1546 na życzenie Maurycego Wettyna i początkowo pełniła funkcje pałacu myśliwskiego. Pałac otoczony był bowiem bogatym w zwierzynę lasem Friendwald. To od jego założyciela wywodzi się nazwa pałacu, ponieważ po niemiecku nazywał się Moritz von Sachsen, choć początkowo mówiono na budowlę Dianenburg od bogini myślistwa Diany. Następnie pałac był stopniowo przebudowywany, np. w latach 1661-1671 wzniesiono kaplice, która jest interesującym przykładem wczesnego baroku.
Za panowania elektora Saksonii a zarazem króla polskiego Augusta II Mocnego pałac dostosowano do funkcji wypoczynkowych, a w związku z tym doszło do większej przebudowy w latach 1723 i 1733. W tym czasie pojawił się także ogród i założenie parkowe. Pałac miał królowi służyć przede wszystkim jako miejsce reprezentacyjne, gdzie urządzane były liczne bankiety. Chciał także, aby przeprowadzano tutaj inscenizacje bitew oraz marzył o sprowadzeniu dzikich zwierząt, jak lamparty. August II nie zrealizował jednak do końca swoich planów, które zaprzepaściła śmierć. Jego syn, o wiele mniej zaradny i ambitny August III dokończył przebudowę rezydencji, dobudował m. in. oddalony o ponad 2 km Pałacyk Bażanci oraz latarnię morską z małym portem.
Zwiedzanie Pałacu Moritzburg – informacje praktyczne
Pałac Moritzburg leży w miejscowości Moritzburg oddalonej ok. 15 km od Drezna. Jeśli jesteśmy w stolicy Saksonii to idealne miejsce na kilkugodzinny wypad. Można tu dojechać zarówno samochodem (droga A4 lub A13) lub autobusem z Drezna (ze stacji Dresden-Neustadt, nr autobusu 477 w kierunku na Radeburg).
Schloss Moritzburg można zwiedzać spacerując po okolicznych ogrodach i parkach oraz w środku. Spacer po błoniach jest bezpłatny. Zwiedzanie ekspozycji razem z sypialnią z piór i skarbcem to koszt 8 euro (bilet normalny), 6,50 euro (bilet ulgowy), 1 euro (dzieci 6-16 lat), dzieci do lat 5 wchodzą bezpłatnie. Jeśli pozostajemy w Saksonii na dłużej możemy zakupić specjalną kartę (schlösserlandKARTE), która zagwarantuje nam darmowe zwiedzanie zamków i pałaców w tym landzie. Wersja 10-dniowa kosztuje 24 euro, zaś roczna 48 euro. Więcej informacji na jej temat w języku polskim znajdziecie tutaj. Aktualnie zamek otwarty jest od godziny 10 do 18. Zwiedzanie wewnętrznej ekspozycji zajmuje około godziny, oczywiście możemy spędzić tu więcej czasu. Zaraz przy wejściu znajdziemy także sklepik z pamiątkami.
Zwiedzanie z zewnątrz
Pałac robi ogromne wrażenie zarówno z daleka, jak i z bliska. Jego piękna barokowa, żółta bryła od razu przyciąga uwagę. To idealne miejsce na relaks. Można spacerować dookoła pałacu, jak i po okolicznym parku oraz miasteczku, gdzie znajdziemy restauracje, kawiarenki i inne atrakcje. Można także urządzić sobie nieco dłuższą wędrówkę do Pałacu Bażanciego czy latarni morskiej.


Spacerując wokół pałacu możemy podziwiać piękne dekoracje budowli, które przedstawiają głównie anioły lub nawiązują do polowań. Nie raz uda się także dostrzec symbole i herby związane z Rzeczpospolitą, w której August Mocny został obwołany królem w 1697 r.


Nie tylko w parku napotkamy wszędobylskie gęsi! Mieszkają one także obok samego pałacu. Jeśli uważnie będzie obserwować jezioro być może dostrzeżemy także skaczące wielkie ryby (karpie?). Szczerze to nigdzie indziej nie widziałam takiego pokazu, jak tutaj 😀

Kiedy pomaszerujemy głównym mostem prowadzącym do pałacu w stronę miasteczka zaraz przy ulicy zobaczymy słup pocztowy, na którym wypisane są odległości do wybranych miast, np. Poznania. Na słupie możecie dostrzec herby Rzeczypospolitej i Saksonii zwieńczone koroną. W 1722 r. wprowadzono tzw. milę pocztową (w Saksonii 9062 m), na zdjęciu na słupie widzicie właśnie te informacje.


Zwiedzanie pałacu Moritzburg
Wystawa barokowa
- Pokój z piór
Jest to jedna z głównych atrakcji pałacu Moritzburg, unikatowa w skali światowej! Nie wiadomo czym pierwotnie było łoże oraz towarzyszące mu dekoracje z piór. Jedni mówią, że to tron meksykańskiego króla, inni, że to element indyjskiego wyposażenia domowego. Twierdzi się także, że dekorację wykonywali Indiańscy niewolnicy z piór ptaków w terenów Ameryki Południowej. Wystrój pokoju został sprowadzony przez Augusta Mocnego – była to nagroda za jego udział w walce byków.

- Kolekcja trofeów myśliwskich
W związku z tym, że Moritzburg przez wieki pełnił funkcje pałacu myśliwskiego w wielu dekoracjach, jak i ekspozycjach odnajdujemy akcenty nawiązujące do dworskiej sztuki polowania. Jak większość arystokratów i królów, także August II Mocny lubował się w tym sporcie.



Przechowywany tutaj okaz poroża jelenia szlachetnego uważany jest za największy na świecie (posiada 66 punktów)! Tutaj też można zobaczyć rogi wymarłego już jelenia olbrzymiego nazywanego także łosiem irlandzkim. To nie lada gratka dla osób lubujących się w myślistwie. Dodatkowo w jednej z sal, która jest także udostępniona do zwiedzania nazwanej Monströsensaal znajduje się kolekcja 39 patologicznie (w wyniku choroby) zniekształconych poroży. Pod każdym znajduje się tabliczka z oceną wieńców jeleni. Chodzi tutaj o liczbę rozgałęzień, których możemy doliczyć się na rogach jeleni. Jedno z poroży ma liczyć ponad 10 tysięcy lat i August Mocny miał je otrzymać w prezencie od Piotra Wielkiego.




- pozostałe ekspozycje, skórzane tapety i kaplica
Kolejną atrakcją w pałacu są z pewnością tamtejsze kolekcje pozłacanych, skórzanych tapet. Jedynaście z sześćdziesięciu pokoi zachowało się ze swoimi zdobieniami ściennymi. Wszystkie sale, po kolei są odrestaurowywane i mogą cieszyć nasze oko.

Chyba nie jest tajemnicą, że August Mocny lubował się w porcelanie, w końcu to on założył pierwszą jej fabrykę w Niemczech w pobliskiej Miśni. Białe złoto prezentowane jest także w Moritzburgu, przeważnie przedstawia ono motywy myśliwskie oraz figury zwierzęce. Większość to oryginały z XVIII w., które zostały wykonane przez wybitnych modelarzy, m.in. Johann Joachim Kaendler i Johann Gottlieb Kirchner.

Z balkonu można także przyjrzeć się kaplicy pałacowej, która zaprojektowana została przez saksońskiego architekta Wolfa Caspara von Klenge. Powstała w latach 1661-1671, kiedy rozbudowy pałacu podjął się Jerzy II Wettyn.

Wystawa czasowa „Mity wokół Augusta”
W czasie zwiedzania pałacu mogłam zobaczyć także wystawę czasową (marzec-listopad 2020) „Mity wokół Augusta” z okazji 350 rocznicy narodzin Augusta II Mocnego. Opowiada ona nie o samym królu i elektorze saskim, ale przede wszystkim o legendach, które narosły wokół jego osoby. Określany był przecież mecenasem sztuki, wybitnym kochankiem o nadzwyczajnej sile, wspaniałym zarządcą (oczywiście dla Saksonii). Nie wszystkie te opisy są jednak prawdziwe, a wokół nich narosło wiele mitów.
August II Mocny władał Rzeczpospolitą dwukrotnie w latach 1697-1706 i 1709-1733. W 1697 r. zdecydował się przejść z protestantyzmu na katolicyzm, aby móc wziąć udział w walce o tron polski. Jego wybór został zaakceptowany przez szlachtę dopiero po przekupieniu jej przez Rosję, która popierała elekcje Sasa. Z powodu oporu senatorów był zmuszony włamać się do skarbca, gdzie przechowywano insygnia koronacyjne.
W historii Rzeczypospolitej August II Mocny zapisał się raczej jako władca, który przychylił się do upadku państwa polsko-litewskiego. Inaczej zapamiętano go jednak w jego rodowitej Saksonii, gdzie do dziś wspominany jest jako najznakomitszy władca! To nie mit i Sas rzeczywiście był elektorem, który dbał o swoje dziedziczne tereny i robił wszystko, aby rozwijały się jak najprężniej. Nie bez powodu jego syn August III wystawił mu złoty pomnik konny (Golden Reiter) nieopodal centrum Drezna.
Nie jedni zarzucają Augustowi Mocnemu, że kosztem Rzeczypospolitej rozwiał Saksonię i przewiózł do niej najcenniejsze zbiory z naszego kraju. Dziś w zbiorach muzeum w Dreźnie możemy oglądać zdobycze Sobieskiego na Turkach spod Wiednia, choć to nie jedyny przykład. Ciekawe skąd się tam wzięły 😄

Przydomek „Mocny” wyjaśnia się na dwa sposoby. Jedni twierdzą, że ma on związek z osiągnięciami seksualnymi władcy, inni, że dotyczy jego siły fizycznej. Nie jeden z nas zapewne słyszał, że Sas potrafił rozłupać orzech trzymając go w dłoni lub wygiąć podkowę!


August II Mocny sam mówił o sobie: “Całe moje życie było jednym nieprzerwanym grzechem. Boże, zlituj się nade mną!” Sas zasłynął bowiem jako słynny kochanek. Uwodził chłopki, mieszczki, szlachcianki i arystokratki; przyjmuje się, że mógł spłodzić przeszło 300 dzieci!

Restauracja pałacowa i nocleg
W pałacu mieści się restauracja, w której możemy się posilić i odpocząć delektując się przy okazji widokiem na wieże. Cenowo nie różni się ona od pozostałych tego typu miejsc w Niemczech, a jest w niej nawet troszkę taniej niż w pozostałych częściach miasteczka. Poza kilkoma daniami głównymi, mamy do wyboru zupy, przystawki, pyszne ciasta i wiele napojów bezalkoholowych i alkoholowych, w tym drinki.


Nie wiele osób wie, że zaraz przy pałacu znajdują się małe domki, które można wynająć. W zależności od wielkości ich cena za dwa dni rozpoczyna się od 250 euro (każda kolejna noc 100 euro). W domkach do dyspozycji jest także kuchnia i niezbędne przybory. Nie jest to więc moim zdaniem wygórowana cena. Więcej informacji tutaj. W pałacu można urządzać także wesela, konferencje i inne uroczystości.

Pałac Moritzburg zdobył moje serce kiedy wyłonił się zza drzew parkowych. O ile może ekspozycja wewnętrzna nie powala, to zewnętrzny wygląd pałacu jest piękny i przyciąga wzrok. Dla mnie to idealne miejsce na relaks i wyciszenie się. Myślę, że jeszcze nie raz zawitam do dawnej rezydencji Augusta Mocnego w czasie moich podróży po Niemczech!
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description

Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek w Bobolicach
Pomysł wyjazdu na Szlak Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej narodził się dość przypadkowo i z pewnością przyczynił się do tego koronawirus i zakaz opuszczania granic Polski. Na trasie zobaczyłam Zamek w Mirowie (wpis na blogu na jego temat tutaj) oraz Zamek Olsztyn pod Częstochową (możecie o nim przeczytać tutaj) i oczywiście Zamek w Bobolicach, o którym możecie przeczytać poniżej 🙂 Miłej lektury!

Historia Zamku Bobolice
Zamek, jak większość pozostałych na Szlaku Orlich Gniazd powstał za panowania Kazimierza Wielkiego. Po trzecim poście na temat pozostawionych przez króla warowni nie dziwi, więc już Was chyba przysłowie dotyczące jego osoby, a które z pewnością kojarzycie ze szkoły: „Zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną” 🙂 Datuje się, że zamek w Bobolicach powstał ok. 1350-1352 r. Podobnie jak pozostałe miał bronić granicy polsko-czeskiej. Niedługo później, bo w 1370 r. Ludwik Węgierski przekazał zamek krewnemu, Władysławowi Opolczykowi, ten zaś ofiarował go Andrzejowi Schóny (nazywany był także Andrzejem Węgrem). Ten przekształcił zamek w warownię zbójecką, co nie spodobało się Władysławowi Jagiellończykowi, który włączył budowlę do dóbr królewskich. Andrzej jednak nadal sprawował nad nią opiekę.
Następnie zamek przechodził z rąk do rąk. Dopiero kiedy warownie przejął Mikołaj Kreza z Zawady doczekał się dwóch wieków stabilizacji. Jego rodzina władała zamkiem do 1625 r. Później przeszedł w ręce Myszkowskich, tych samych, którzy posiadali pobliski zamek w Mirowie.


W czasie rozdwojonej elekcji w 1587 r. zamek Bobolice został zdobyty przez jednego z pretendentów do tronu – Maksymiliana Habsburga. Warownia w tym czasie trochę ucierpiała, została jednak ostatecznie odbita przez sprzyjające Zygmuntowi Wazie wojska dowodzone przez słynnego kanclerza wielkiego koronnego i hetmana Jana Zamoyskiego.
W czasie potopu szwedzkiego zamek ucierpiał ponownie przede wszystkim podczas ataku wojsk pod dowództwem generała Müllera. W 1661 r. budynek został opuszczony i popadał w ruinę. Po II wojnie światowej cześć zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi z Mirowa do Bobolic.
Dopiero pod koniec XX w. zamek znalazł właścicieli którzy podjęli się jego odbudowy – Lisieckich. Na polecenie senatora Jarosława Laseckiego oraz jego brata Dariusza przeprowadzono badania archeologiczne i zabezpieczono ruiny. Po 12 latach prac oficjalne otwarcie zamku nastąpiło 3 września 2012 r., a działalność Laseckich cieszyła się dużą popularnością w mediach (nie zawsze pozytywną).

Ogromne kontrowersje wzbudza odbudowa i ostateczny kształtu zamku. Prace były bowiem przeprowadzane bez dawnych planów, szkiców czy rysunków. Jego kształt z XVI w. odtworzono na podstawie ruin oraz posiłkowano się wiedzą historyków oraz archeologów. W odbudowie wykorzystano jedynie tradycyjne metody, np. kamień wapienny oraz specjalnie opracowaną zaprawę murarską. Niektórzy kpią z rekonstrukcji nazywając mówiąc: „Disneyland, kiepska atrapa zabytku”. Pozostaje pytanie, czy lepiej odbudowywać zamki i pałace naruszając czasem ich pierwotny wygląd czy pozostawić ruiny na zawalenie? Chyba warto podkreślić, że odbudowa zamku została sfinansowana w całości przez właścicieli, nie otrzymano żadnej dotacji państwa. To niestety przykra historia wielu polskich zamków i pałaców, które nie zawsze trafiają na właścicieli, których stać na przeprowadzenie kapitalnego remontu i rekonstrukcji.



Legendy i ciekawostki o Zamku w Bobolicach
Każdy zamek ma swoje legendy i ducha, podobnie jest z Zamkiem w Bobolicach. Jedna z nich mówi o przedstawicielu rodziny Krezów, który porwał i uwięził w warowni swoją bratanicę. Ta podobno straszy do dziś w murach zamku.
Inna opowiada o tajemniczych tunelach, które mają łączyć warownie z zamkiem w Mirowie. Miały zostać wybudowane przez dwóch braci, a służyły do ukrywania skarbów. Samych przejść miała bronić czarownica. Pewnego dnia jeden z właścicieli miał porwać piękną dziewczynę i ukryć ją w tunelach przed okiem brata. Zdażyło się jednak, że nakrył on nieszczerego brata z kobietą kiedy czarownica udała się na sabat na Łysej Górze. Para skończyła tragicznie. Brat zginął a kobieta została zamurowana, a jej krzyk podobno do dziś słychać w okolicach zamków.
Mówi się także, że w XIX w. w podziemiach warowni znaleziono skarb. Przypuszcza się, że jego pozostałość może znajdować się w wyżej wspomnianym tunelu. Inna ciekawostka mówi o czasach wcześniejszych. W czasie marszu na Wiedeń w 1683 r. na zamku w Bobolicach zatrzymał się król Jan III Sobieski i nocował wraz z żołnierzami na pobliskich błoniach pod namiotami.

Zwiedzanie i cennik Zamku Bobolice
Do zamku można dojść pieszo z zamku w Mirowie, podjechać rowerem z pobliskich miejscowości lub samochodem. Obok zamku znajduje się płatny, duży parking (ok. 10 zł za cały dzień).

TIP: Można stanąć samochodem przy Zamku w Mirowie, gdzie jest więcej bezpłatnych parkingów. Do Zamku w Bobolicach idzie się stamtąd około 15-20 minut. Warto się poruszać, po drodze zobaczymy piękny widok na warownie.
Do zamku prowadzi nas ścieżka, zaraz przy parkingu znajduje się kasa, gdzie można zakupić bilety oraz skromne pamiątki (np. magnes na lodówkę). Po drodze zobaczymy ogromną skałę za która skrywa się zamek – to jedna z atrakcji przy której turyści robią sobie zdjęcia. Warto jednak zaopatrzyć się w „antypoślizgowe” obuwie. Skała jest dość śliska i może zdarzyć się jakieś nieszczęście!
Zamek można zwiedzać zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Na obie atrakcje trzeba wykupić osobne bilety:
Spacer po błoniach wokół zamku:
- bilet normalny – 7 zł
- bilet ulgowy – 5 zł
Zwiedzanie wnętrz zamku:
- bilet normalny – 15 zł
- bilet ulgowy – 10 zł
Nie są to jakieś ogromne koszta, więc jeśli mamy czas można się skusić na zwiedzanie zamku od wewnątrz. Ja pędziłam jednak dalej i nie miałam okazji zobaczyć tego co prezentowane było w środku. Obok zamku znajduje się również hotel z restauracją, więc jeśli mamy ochotę możemy zostać tu na dłużej i dopiero po obiedzie czy kawie ruszyć w dalszą drogę!

Ruiny oczywiście mają swój urok, jednak nie są wieczne. Jeśli ich nie zabezpieczymy to w końcu znikną i już nie będą cieszyć naszego oka. Pozostaje pytanie czy lepiej je odbudowywać czy pozostawić samym sobie? A może lepiej tylko zabezpieczyć? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Zamek w Bobolicach mimo wielu kontrowersji jednak oko cieszy. Cieszy również fakt, że ktoś podjął się jego odbudowania, stworzył obok hotel i restauracje, a miejsce to żyje na nowo.
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw komentarz lub like’a – będzie mi miło kiedy ktoś doceni moją pracę. A jeśli interesują Cię inne zamki na terenach Polski zapraszam do pozostałych wpisów na ten temat:
- Na Szlaku Orlich Gniazd – ruiny Zamku w Mirowie
- Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Królewski w Olsztynie koło Częstochowy
- Zamek w Mosznej – Polski Disneyland!
- Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – „Śląski Wawel”?
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność „małą kawą”! Z góry dziękuje!
Na Szlaku Orlich Gniazd – ruiny Zamku w Mirowie
Zamek w Mirowie, mimo, że jest ruiną, to z pewnością jest to jedna z najpiękniejszych budowli na Szlaku Orlich Gniazd. Warownia, górując nad pobliską miejscowością przynosi na myśl okręt i robi duże wrażenie. Do tego jest jednym z najstarszych zamków w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Historia Zamku w Mirowie
Zamek w Mirowie powstał w połowie XIV wieku, a pomysłodawcą budowy był król Kazimierz Wielki. Podobnie, jak większość warowni z tego terenu wchodził w skład systemu fortyfikacyjnego Orle Gniazda, który miał strzec granicy Królestwa Polskiego. Przypuszcza się jednak, że już wcześniej istniała tutaj drewniana strażnica, która należała do rodziny Lisów. Później warownia została przekazana jako lenno Władysławowi Opolczykowi przez króla Ludwika Węgierskiego. Ta została jednak odebrana przez Władysława Jagiełło z powodu nielojalności księcia opolskiego. Później zamek przechodził z rąk do rąk… Dopiero kiedy jego właścicielami zostali Myszkowscy pod koniec XV w. to nastąpiły zmiany w jego wyglądzie. Zamek zyskał dodatkowe dwie kondygnacje oraz wyższą wieżę.

W 1587 r. warownie zdobył i zrujnował kandydat do korony polskiej Maksymilian Habsburg, który podążał w stronę Krakowa. Od tamtego momentu zamek podupadał. W XVII stuleciu należał już do Korycińskich, a później Męcińskich. Ponownie ucierpiał w czasie najazdu szwedzkiego w latach 1655-1660, a w kolejnym stuleciu (1787) został opuszczony. Później był rozbierany przez mieszkańców pobliskich wsi, a budulec służył do budowy domów.
W okresie PRL zamek nie został formalnie przejęty przez państwo. W ostatnim czasie z powodu złego stanu został on ogrodzony, ponieważ stwarzał niebezpieczeństwo dla odwiedzających. Aktualnie budowla jest własnością rodziny Laseckich, która narazie zabezpieczyła budowlę i podjęła się jej renowacji. W przyszłości obiekt ma zostać udostępniony dla turystów, a w salach ma znajdować się między innymi muzeum.

Ciekawostki
- Pomiędzy Zamkiem w Mirowie a Zamkiem w Bobolicach mieszczą się Mirowskie Skały, które są częstym celem wspinaczy. Wstęp na nie udostępniony jest w cenie biletu wejścia na błonia zamku. Skały mają wysokość od 5 do 30 m, a do dyspozycji mamy około 150 dróg wspinaczkowych o różnym stopniu trudności.
- Teren zamku służył jako scenografia filmowa. Kręcono tu między innymi: „Przyjaciel wesołego diabła”, „Pana samochodzik i praskie tajemnice”, „Nad rzeką, której nie ma”.
- W 1683 r. król Jan Sobieski przejeżdżał przez Mirów w drodze na Wiedeń.
- Zamek w Mirowie ma być połączony tajemniczymi tunelami z Zamkiem w Bobolicach. Mieli je wybudować dwaj bracia, właściciele warowni, gdzie składowali skarby. Broniła ich czarownica. Pewnego razu jeden z mężczyzn porwał piękną dziewczynę i ukrył ją w tunelu przed zazdrosnym okiem brata. Jednego dnia tunel nie był jednak pilnowany przez czarownice, która udała się na sabat na Łysej Górze. Właściciel zamku nakrył brata z niewiastą i wściekły go zabił, a dziewczynę zamurował. Podobno do dziś słychać jej krzyki na jednej z wież zamkowych.
Zwiedzanie
Aktualnie zamek można zwiedzać jedynie z zewnątrz, jak pisałam wyżej budowla jest ogrodzona i turyści nie mają dostępu do jej wnętrza. Zamek może wydawać się teraz nieduży, ale w rzeczywistości miał przeszło 1200 metrów kwadratowych! Jest także ciekawym przykładem warowni, która została zaadaptowana do celów mieszkalnych.
Podobnie, jak w przypadku pozostałych zamków na Szlaku Orlich Gniazd dobrze podjechać tu samochodem (nieopodal znajdują się darmowe parkingi) albo rowerem z pobliskiej miejscowości. Obok zamku znajduje się restauracja, a w budce, w której sprzedawane są bilety wejściowe można zakupić kilka pamiątek.
Cennik opłat:
- bilet normalny – 7 zł
- bilet ulgowy – 5 zł


Będąc na błoniach zamku warto pospacerować po okolicznych skałkach, z których rozpościera się ciekawy widok na budowlę. Zaledwie 1,5-2 km od Mirowa znajduje się Zamek w Bobolicach. Polecam, więc kilkunastominutowy spacer do tego pięknego zabytku! Dla osób, które nie lubią spacerować – można tam także podjechać samochodem, obok znajduje się płatny parking.


Jeśli podobał Ci się wpis zostaw komentarz lub like’a – będzie mi miło kiedy ktoś doceni moją pracę. A jeśli interesują Cię inne zamki na terenach Polski zapraszam do pozostałych wpisów na ten temat:
- Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Królewski w Olsztynie koło Częstochowy
- Zamek w Mosznej – Polski Disneyland!
- Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – „Śląski Wawel”?
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność stawiając mi „kawkę”! Z góry dziękuje!
Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Królewski w Olsztynie koło Częstochowy
W czasie dłuższego weekendu w czerwcu wybrałam się w podróż iście zamkową! Pierwszym punktem na mapie były niezwykle malownicze ruiny Zamku Olsztyn pod Częstochową. Później udałam się zobaczyć Zamek Mirów i Bobolice, a wycieczka była na tyle intensywna, że nabawiłam się masy odcisków! Niżej poznacie krótko historię i ciekawostki na temat Zamku Olsztyn!

Historia Zamku Olsztyn
Zamek Królewski w Olsztynie to jedna z najatrakcyjniejszych budowli na Szlaku Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. To także świetne miejsce dla fotografów, ale każdy podróżnik z pewnością powinien odwiedzić to miejsce.


Zamek powstał w XIV w. i od tamtego momentu pełnił ważną rolę obronną i miał chronić tereny Małopolski przed najazdem z okolicznego Śląska. Teraz możemy sobie tylko wyobrazić ogrom warowni, która miała wzbudzać strach wśród żołnierzy wroga. Zamek był także często odwiedzany przez wybitnych polskich władców, jak Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary czy Zygmunt August.
Zamek został zdobyty i zrujnowany w czasie najazdu szwedzkiego w 1655 r. Funkcje obronne pełnił więc przez ponad 300 lat! W związku z tym, że zamki „starego typu” w okresie nowożytnym nie pełniły już odpowiednio swojej roli nie podjęto się jego odbudowania. Później to co pozostało po warowni było stopniowo rozbierane przez chłopów z okolicy w celu pozyskania budulca.
Legendy związane z Zamkiem Olsztyn
Z Zamkiem w Olsztynie związanych jest kilka ciekawych legend. Jedna z nich tradycyjnie dotyczy ducha, a dokładniej zmory Maćka Borkowica, który był kiedyś wojewodą poznańskim. Za swojego życia sprzeciwiał się polityce prowadzonej przez Kazimierza Wielkiego i powołał przeciwko niemu konfederację. Monarcha ukarał Borkowica wygnaniem, ten jednak wrócił po 4 latach do kraju i nadal spiskował przeciwko królowi. Ostatecznie pojmano go i zamknięto w lochach zamku olsztyńskiego, gdzie miała spotkać go śmierć głodowa. Dziennie otrzymywał tylko dzbanek wody oraz wiązkę siana. Maciek miał wytrzymać w lochach 40 dni, a jego krzyki i przekleństwa niosły się po całej warowni. Niektórzy uważają nawet, że zaczął z szaleństwa pożerać własne ciało. Krążą także plotki, że Borkowic miał mieć romans z królową…

Kolejna legenda mówi o płaczu dziecka, który słuchać w wietrzne wieczory na zamku. W czasie oblężenia warowni w 1587 r. przez kandydata do tronu polskiego Maksymiliana Habsburga pochwycono kilkunastoletniego synem starosty olsztyńskiego Kaspra Karlińskiego i postawiono go na pierwszej linii walk. Jego ojciec obiecał jednak do upadłego bronić zamku i kiedy Austriacy byli już blisko, a wojsko polskie wahało się zaatakować sam podpalił lont armatni krzycząc: „Wpierw byłem Polakiem niż ojcem”. Zamek udało się obronić, jednak wśród ciał poległych znaleziono także dziecko starosty. Ten z rozpaczy, nie zgodził się odebrać godności związanych ze zwycięstwem i zaszył się w pokutnej celi na Jasnej Górze, gdzie szukając ukojenia w modlitwie niedługo potem zmarł. Historia ta miała miejsce w rzeczywistości, a Karliński przeszedł do legendy jako słynny obrońca Zamku w Olsztynie.
Inne opowieść nawiązuje już do czasów, gdy zamek znajdował się w ruinie. Zaraz obok nich bydło miał wypasać ubogi chłopiec, który był nękany przez kolegów. Pewnego dnia ukradli mu oni czapkę i wrzucili do lochu zamkowego. Ten zszedł po nią do podziemi, gdzie zobaczył czarnego psa, który przemówił do niego ludzkim głosem i oddał czapkę wypełnioną złotem. Mówi się, że ogar pilnował skarbów ukrytych na zamku. Gdy ubogi chłopiec opuścił już lochy, koledzy zobaczyli górę kosztowności i także zapragnęli się wzbogacić. Jeden z nich kazał zrzucić swoją czapkę do tego samego lochu i udał się po nią. Nigdy już nie wrócił. Czarnego psa podobno do dzisiaj widuje się czasem w pobliżu lochu.

Zamek Olsztyn jako sceneria filmowa
Nie każdy wie, że ruiny Zamku w Olsztynie służyły jako sceneria filmowa. Nakręcono tu między innymi „Rękopis znaleziony w Saragossie” wyreżyserowany przez Wojciecha Hasa. Film opowiada o kapitanie gwardii króla Hiszpanii, Alfonsie van Wordenie, którego odegrał Zbigniew Cybulski. Podróżował on przez góry Sierra Morena, które w filmie udawała Jura Krakowsko-Częstochowska.


Wapienny wygląd skał wykorzystano także w filmie „Demony Wojny według Goi”, którego akcja toczyła się w Bośni. Na zamku kręcono początkowe i ostatnie fragmenty filmu, które reżyserował Władysław Pasikowski. W ruinach części mieszkalnej zamku kręcono także serial „Czarne chmury”.
Zwiedzanie
Na zamek najłatwiej dostać się za pomocą samochodu. Zaraz obok znajduje się kilka płatnych parkingów (opłata 10 zł za dzień, lepiej mieć ze sobą gotówkę). Przy ruinach znajdziemy też kilka sklepów spożywczych, restauracje, kawiarenki i sklepy z pamiątkami. Opłata za wejście na zamek pobierana jest przy bramie głównej.
Cennik opłat za wstęp na tereny zamku:
- Bilet normalny – 7 zł – osoby dorosłe;
- Bilet ulgowy – 4 zł – dzieci, młodzież, studenci, emeryci i renciści;
- Dzieci do lat 7 – wstęp za darmo.
Cennik opłat za wejście na wieżę widokową:
- Dorośli: 4 zł
- Młodzież i emeryci: 2 zł
Można także umówić się z przewodnikiem, jednak to kwestia indywidualna i należy skontaktować się wcześniej telefonicznie lub mailowo (Przewodnik: Joanna Szydłowska, tel. 784-628-845, e-mail: asmat-szachy@o2.pl)
Warto pamiętać, że całość opłat przeznaczona jest na renowację zamku i rozwój Wspólnoty Gruntowej Olsztyn, która opiekuje się ruinami.


Na zwiedzanie zamku potrzebujecie jakieś godziny, chyba, że chcecie pospacerować dłużej wokół ruiny i pooglądać je z każdej strony. Warto powspinać się na pozostałości warowni i rozejrzeć po okolicy – widoki są wspaniałe! Po zwiedzeniu Zamku w Olsztynie można wyruszyć w dalszą drogę, czy to rowerem, czy samochodem w kierunku innych budowli na Szlaku Orlich Gniazd, które znajdują się nieopodal – Zamku Bobolice i Zamku Mirów.

Idealna sceneria do fotografii – Zamek w Olsztynie
Wyprawę do Zamku w Olsztynie wspominam niezwykle miło! Rzadko spotyka się ruiny, które usytuowane w tak malowniczy sposób tworzą wspaniałą scenerię do fotografii. Poza tym bawiłam się jak dziecko wspinając się po skałach żeby zobaczyć i doświadczyć jak najwięcej. Każdemu bez wyjątku polecam odwiedzenie ruin Zamku Królewskiego w Olsztynie koło Częstochowy!
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność! Z góry dziękuje!

Zamek w Mosznej – Polski Disneyland!
Opolszczyzna skrywa wiele sekretów i ciekawych miejsc. Możemy znaleźć tu miasteczka z bogatą historią czy zamki i ruiny skrywające tajemnice swoich dawnych mieszkańców. Jednym z nich bez wątpienia jest Zamek w Mosznej. To miejsce bardzo popularne w województwie opolskim, ale chyba jeszcze nie w Polsce, czy Europie, a naprawdę warto spędzić tu mile dzień spacerując między parkowymi alejkami i pijąc kawę w usytuowanej w oranżerii restauracji. Zresztą… Nie bez powodu te urocze zamczysko posiadające aż 99 wieżyczek zostało okrzyknięte Polskim Disneylandem.
Zamek w Mosznej odwiedziłam już kilka razy. W tym roku odbyło się to raczej przypadkiem, w drodze powrotnej z Krakowa do domu. Kiedy bywałam tu wcześniej miejsce cieszyło się popularnością, ale to co zobaczyłam w czerwcu tego roku całkowicie mnie zaskoczyło! Przed zamkiem, jak i po parku krążyła masa ludzi… I wszyscy oczywiście zapomnieli o epidemii koronawirusa. Standardowo, jak to często u nas było pchanie się, wchodzenie na siebie w kolejce, o maseczkach już dawno zapomniano, mimo, że niektórzy często zwracali innym uwagę na to, że powinnismy uważać. Szkoda, że nasza czujność została uśpiona. O skutkach przekonamy się zapewne za jakiś czas.
Ale nic… Przejdźmy do zamku 🙂

Historia Zamku w Mosznej
Nazwa Mosznej najprawdopodobniej pochodzi od rodziny Moschin, która do parafii w Łączniku przybyła w XIV w. Niektóre legendy mówią, że tutejsze ziemie należały do Templariuszy – takie wnioski wyciągnięto na początku XX w. kiedy to odkryto w parku piwnice, które uznano za pozostałości zamku. Moszna przez kolejne stulecia miała przechodzić z rąk do rąk, należała m.in. do rodzin von Skall i von Reisewitz.


Zamek w Mosznej powstał pod koniec XVIII stulecia i wybudowano go w stylu barokowym. Obecna forma była nadawana stopniowo po 1896 r. W tym czasie część barokowa spłonęła, ale została odbudowana. Przed 1900 r. powstała część wschodnia wybudowana w stylu neogotyckim oraz oranżeria. Kilkanaście lat później wzniesiono skrzydło zachodnie w stylu neorenesansowym. Wszyscy dziwili się tak szybkiej rozbudowie pałacu; w przeciągu kilkunastu lat powstało 99 wież oraz 365 komnat. Sam właściciel, którym był wtedy Franz-Hubert hr. Tiele-Wienckler sugerował, że w szybkiej odbudowie pomagał mu sam diabeł… Podobno do dziś nawet straszy w zamkowych murach.
Inna legenda mówi o angielskiej guwernantce, która służyła rodzinie Wincklerów. Ta pragnęła, aby pochować ją w ojczystym kraju. Tej prośby jednak nie spełniono i pochowano ją na wyspie w parku. Zawiedziona podobno nadal pojawia się w zamku i straszy gości. Niektórzy uważają także, że w komnatach można spotkać duchy panien, których serce miał złamać Klaus Peter Winckler. Zresztą słynął on ze swoich zdrad i bujnego życia miłosnego. Niektóre jego kochanki miały popełnić samobójstwo z powodu niefortunnego zajścia z nim w ciążę.


Z ciekawostek trzeba wspomnieć, że na początku XX w. Moszna była odwiedzana przez ostatniego króla pruskiego Wilhelma II. Wraz z właścicielem zamku wspólnie udawali się na polowania.
W czasie II wojny światowej zamek pełnił funkcję lazaretu i uniknął zburzenia. W tym czasie zniszczono jednak większość wyposażenia, a także wywieziono najbardziej wartościowe dzieła sztuki. Po zakończeniu wojny w zamku mieściły się różne instytucje, dopiero w 1972 r. utworzono tu sanatorium dla chorych na nerwicę. Od 2013 r. budynek pełni już jednak wyłącznie funkcje związane z turystyką, mieści się tu hotel i restauracja, a park udostępniony jest dla odwiedzających.
Zwiedzanie Zamku w Mosznej
Do Mosznej najłatwiej dojechać samochodem, ewentualnie można próbować PKSem, ale to znacznie utrudnia podróż. Moim zdaniem, jedynym wyjściem jest auto. Wokół zamku znajduje się wiele parkingów. Większość z nich jest płatnych (ok. 10 zł za cały dzień), poza jednym znajdującym się koło Kościoła filialnego Niepokalanego Serca Maryi.
Zamek w Mosznej można zwiedzać z zewnątrz, wystarczy wtedy wykupić jedynie bilet na tereny zespołu parkowego. Dla turystów udostępnione są także komnaty wraz z przewodnikiem (należy zakupić dodatkowy bilet) oraz różne trasy, np. zwiedzanie ekstremalne lub wejście na wieżę. Spacerując wokół zamku warto zwrócić uwagę na park, w którym znajduje się interesująca roślinność, w tym dęby szypułkowe i skupiska rododendronów. Śmiało można zabrać tutaj ze sobą koc, coś do przekąszenia i odpocząć w cieniu drzew delektując się widokiem na zamczysko.



Poza płatną częścią zamku można przespacerować się nad stawik Kolusznik (będziecie go mijać po drodze z parkingu), gdzie można zobaczyć kaczki, łabędzie z małymi i zrobić sobie ładne zdjęcie 🙂


Poza zwiedzaniem zamku i okolicznego parku w Mosznej proponowne są różnego rodzaju usługi, w tym hotel i restauracja. Zaraz obok zamku znajduje się także stadnina koni, w której można wynająć pokoje gościnne i uczestniczyć w szkółkach jeździeckich. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj.
Cennik atrakcji na Zamku w Mosznej
- Wstęp na zespół pałacowo parkowy: styczeń-marzec/listopad-grudzień: bezpłatnie; w sezonie: bilet normalny: 10 zł, ulgowy 6 zł
- Ceny biletów na zwiedzanie zamku z lektorem (zwiedzanie tradycyjne): bilet normalny 15 zł, ulgowy 9 zł
- Wejście na zamkowe wieże: bilet normalny 12 zł, ulgowy 8 zł
- Zwiedzanie ekstremalne (zwiedzanie piwnic i ukrytych komatach, od godz. 18.00; konieczna wcześniejsza rezerwacja, grupy do 6 osób): bilet normalny 38 zł, ulgowy 32 zł

Jeśli podobał Ci się wpis to zapraszam do poczytania innych moich postów na temat Polski 🙂
- Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – „Śląski Wawel”?
- U piernika i Kopernika. Co warto zobaczyć w Toruniu w jeden dzień?
- Jednodniowa wycieczka po Śląsku – moje refleksje
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność! Z góry dziękuje!
Budżetowe jednodniowe lub weekendowe wyjazdy zagranicę
Od 15 czerwca możemy podróżować z powrotem zagranicę, a przynajmniej po większości krajów Unii Europejskiej. Zbliżają się także wakacje i zakładam, że będziecie chcieli spędzić ten czas ze swoimi pociechami, bądź wyjechać gdzieś we dwójkę z bliską osobą. Nie zawsze chcemy, jednak odwiedzić polskie tereny, chcielibyśmy poznać coś nowego, zobaczyć miasto zagranicą, ale nie zaplanowaliśmy wcześniej naszego wyjazdu… Czasem chęć podjęcia podróży jest dość spontaniczna, a wtedy w trasę wyruszamy samochodem. Z myślą właśnie o takich osobach zaplanowałam ten post, ponieważ wiem, że nie zawsze udaje się wszystko ułożyć pod kalendarz w pracy, a kiedy okazuje się, że mamy dni wolne to samolot do upragnionego celu naszej podróży ma już zawrotną cenę!
Poniżej znajdziecie pomysły na spędzenie kilkudniowego pobytu w zagranicznych miastach leżących blisko polskiej granicy. Co należy podkreślić są to miejsca, które sama odwiedziłam, większość nawet kilkukrotnie. Mogę więc zagwarantować, że są to miejscowości warte zobaczenia. Myślę, że mieszkańcy wszystkich województw znajdą w poniższym zestawieniu coś dla siebie! Są to miejscowości, do których bardzo łatwo dostać się samochodem lub autobusem czy pociągiem. Bez problemu powinniście także znaleźć tam nocleg w przyzwoitej cenie, nawet na ostatni moment. Z drugiej strony wszystkie są na tyle atrakcyjne, że nie ma mowy o nudzie.
Drezno
Drezno jest jednym z najpiękniejszych miast Niemiec, a jeśli mieszkamy w województwie dolnośląskim, opolskim, lubskim itp. dojedziemy tam w zaledwie kilka godziny. Można się tutaj dostać na różne sposoby, samochodem, pociągiem (z Wrocławia kursuje już na stałe kilka razy dziennie), a koszt podróży nie jest już tak wysoki, jak kiedyś.
Największą popularnością w Dreźnie cieszy się stare miasto, poza pięknymi budynkami znajdujemy tam również liczne kawiarenki, restauracje i sklepiki. W przypadku zabytków do najważniejszych należy zaliczyć zamek drezdeński, który przez lata pełnił rolę siedziby książąt Saksonii, rokokowy Pałac Zwinger, Katedrę św. Trójcy, Albertinum (dawniej gmach zbrojowni, aktualnie znajduje się tutaj muzeum Państwowych Zbiorów Sztuki), Złotego Jeźdźca przedstawiającego księcia Fryderyka Augusta I (naszego króla Augusta II Mocnego) i budynek Opery (Semperoper). Koniecznie należy także zobaczyć olbrzymią mozaikę z kafelków miśnieńskiej porcelany, która została wykonana w XIX wieku. Przedstawia ona „Orszak książęcy” i została wykonana w celu upamiętnienia 800–letniej historii władców z dynastii Wettynów.


Berlin
Do Berlina spokojnie zawitacie zarówno samochodem, pociągiem czy autobusem (flixbus). Po mieście łatwo komunikować się za pomocą metra, które zatrzymuje się przy wszystkich ważniejszych atrakcjach.
Stolica Niemiec przyciąga do siebie masę turystów. Bez wątpienia nie będziecie się tam nudzić! Polakom miejsce to kojarzy się chyba przede wszystkim z upadkiem muru berlińskiego i Bramą Brandenburską, niekwestionowanym symbolem miasta. Poniekąd słusznie, ale warto zobaczyć tam jeszcze przynajmniej kilka innych rzeczy! Ogromną popularnością cieszy się monumentalny Reichstag z nowoczesną architekturą wnętrza. Masa turystów, jak i mieszkańców uwielbia przesiadywać na trawniku przed budynkiem i urządzać małe pikniki. Stamtąd można też wykonać ciekawe zdjęcie.


Koniecznie trzeba zobaczyć także tzw. Wyspę Muzeów usytuowaną nad rzeką Sprewą. Obowiązkowo zajrzyjcie do Muzeum Pergamońskiego, a na osobną wycieczkę warto pojechać zobaczyć Pałac Charlottenburg! Spokojnie spędzicie tu cały dzień 🙂
Poza tym… Jeśli lubicie zakupy to znajdziecie tu masę butików, lokalną Galerie Lafayette, a pod Berlinem mieści się ogromna wioska outletowa z najlepszymi markami 😉
Praga
Pragę każdy z nas powinien choć raz w życiu zobaczyć! To jedno z najlepiej zachowanych gotyckich zabudowań urbanistycznych w Europie, a mamy do niego tak blisko, zwłaszcza z województw południowych. Czy można Pragę zwiedzić w jeden dzień czy weekend? Może nie zobaczymy wszystkiego, ale najważniejsze atrakcje jak najbardziej. Kiedyś mój mąż zabrał mnie na jeden dzień do stolicy Czech z okazji Dnia Kobiet i byłam bardzo zadowolona. Spokojnie możecie przejść się od centrum, pięknego ratusza z charakterystycznym zegarem Orloj w kierunku Mostu św. Karola, a później podreptać w górę na Hradczany. Stamtąd zobaczycie piękną panoramę miasta. Jeśli starczy Wam sił to można zwiedzić zamek oraz kościół, a jeśli nie to usiąść w jednej z kawiarenek i delektować się ciastem. Polecam także słynne knedliki (aż się stęskniłam za tym smakiem!).





Ołomuniec
Pomyślałam, że warto w tym zestawieniu wspomnieć także o Ołomuńcu. W naszych planach wyjazdowych przeważnie bierzemy pod uwagę Pragę, co niestety jest troszkę krzywdzące dla „mniejszego brata” stolicy Czech. Miasto to słynie przede wszystkim z wielu zabytków, które przetrwały z powodu braku zawieruch wojennych po wojnie trzydziestoletniej. Ołomuniec to ciekawy punkt wypadowy przede wszystkim dla mieszkańców województw południowych, ponieważ można się tu udać z tych terenów nawet na jeden dzień czy kilka godzin.

Na szczególną uwagę zasługuje stare miasto, które jest najlepiej zachowanym zespołem miejskim w Czechach zaraz po Pradze. Warto pospacerować po rynku, na którym wznosi się piękna kolumna morowa i liczne fontanny, a także obejrzeć ratusz ze średniowiecznym zegarem astronomicznym. Osobną uwagę powinniśmy poświęcić Katedrze św. Wacława. W Ołomuńcu zresztą napotkamy wiele kościołów, które warto obejrzeć. Jeśli mamy trochę więcej czasu to warto pojechać do Svatý’ego Kopečka, jednej z dzielnic miasta i zobaczyć tamtejszą Bazylikę Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.


Jeśli chcecie przeczytać więcej o Ołomuńcu zapraszam do osobnego posta na moim blogu: Ołomuniec – czeska perełka w jeden dzień. Jakiś czas temu napisałam także o Svatým Kopečku: Svatý Kopeček – malownicza dzielnica Ołomuńca.
Bańska Bystrzyca i Bańska Szczawnica
Pewnie niektórzy z Was drapią się po głowie czytają te nazwy. Mogę jednak poręczyć, że jeśli postanowicie odwiedzić Słowacje to z pewnością będziecie zadowoleni. Może to nie Europa Zachodnia, ale stanowi z pewnością ciekawe miejsce na kilkudniowy wyjazd.


Bańska Bystrzyca i Bańska Szczawnica to jedne z najpiękniejszych miasteczek Słowacji, gdzie z pewnością warto spędzić więcej niż jeden dzień. W każdym z nich znajdziecie piękne uliczki z kolorowymi kamienicami i kościółkami. Każda z tych miejscowości ma także swoje „zamczysko”, a Bańska Szczawnica nawet dwa (Stary i Nowy Zamek), które są pięknie usytuowane na wzgórzu. Słowacja zresztą chyba słynie ze swoich zamków 🙂



Wielką atrakcją Bańskiej Szczawnicy jest także Ogród Botaniczny, gdzie można zobaczyć gatunki roślin i drzew niespotykanych w tym regionie, w tym ogromne sekwoje!!! Nie przepadam za takimi atrakcjami, bo szybko nudzi mnie oglądanie flory, ale tutaj bardzo mi się podobało 🙂

Lwów
Otwarcie granic z Ukrainą może nie nastąpić tak szybko, jak wewnątrz Unii Europejskiej, ale może tego posta będziecie przeglądać także w przyszłości więc myślę, że warto wspomnieć o naszym wschodnim sąsiedzie. Lwów zawsze warto mieć na uwadze planując swoje wyjazdy.
We Lwowie można spędzić tygodnie oglądając miejsca związane z polską historią. Jest to jednak także super miejsce na weekendowy city break! Lwów proponuje nam naprawdę ciekawą formę zwiedzania czasu. Tłumy turystów przyciąga tamtejsza starówka z masą kolorowych sklepików z pamiątkami, restauracyjkami i kawiarenkami. Tutejsze ceny są chyba najbardziej przystępne ze wszystkich przedstawionych przeze mnie miast. Super obiad w samym centrum możecie zjeść za kilkanaście złotych razem np. z piwem czy sokiem. Warto także zajść do Pijanej Wśni, gdzie uraczycie się przepysznym likierem, a przy okazji możecie spoglądać na piękny budynek ratusza, na którego wieżę można wejść żeby zobaczyć miasto.


Spacerując uliczkami Lwowa na każdym kroku w zasadzie natkniecie się na jakieś zabytki. Warto zwrócić uwagę na kamienice znajdujące się w rynku; najsławniejsze to Czarna Kamienica, Kamienica Królewska czy Kamienica Lubomirskich. W tej ostatniej aktualnie znajduje się świetnia kawiarnia wraz ze sklepem, gdzie możecie zabrać ze sobą trochę tego smaku do domu. Punktem obowiązkowym zwiedzania jest Opera znajdująca się przy Wałach Hetmańskich, warto także zobaczyć Basztę Prochową z charakterystycznymi lwami, Pałac Potockich, Arsenał Królewski, dzielnice ormiańską z katedrą oraz liczne kościoły. Długo by jednak w tym miejscu wymieniać wszystkie zabytki Lwowa, które warto zobaczyć, można o tym rozprawiać godzinami. Lwów to idealne miejsce zarówno na spędzenie tygodnia, jak i weekendu – bardzo polecam.

Wilno i Troki
Litwa to doskonała propozycja dla mieszkańców północno-wschodnich województw Polski! Z Warszawy czy Białegostoku można się tutaj dostać autobusem, a z naszej stolicy także samolotem. Bez problemu dojedziecie tu także samochodem, a wiele hoteli proponuje w cenie także darmowy parking. Na naszą kieszeń na Litwie nie jest nadal strasznie drogo, więc wybierając się tu na kilka dni z pewnością nie stracicie majątku 🙂


W czasie pobytu w Wilnie z pewnością warto zwiedzić starówkę z monumentalną śnieżnobiałą Bazylikę Archikatedralną św. Stanisława Biskupa i św. Władysława z ogromną dzwonnicą i górującym nad nią starym zamkiem. Bardzo przyjemny jest także spacer już legendarną ulicą Pilies (Zamkową), a na zakupy można udać się na ulicę Giedymina, gdzie poza butikami, licznymi kawiarenkami i restauracjami napotkamy galerię Giedymino 09. Na obiad polecam któreś z tradycyjnych ziemniaczanych dań, najlepiej zacząć od słynnych cepelinów (zeppelinów), do których koniecznie trzeba spróbować tutejszego piwo (polecam Baltijos). Restauracja, którą uwielbiam znajduje się przy ulicy Pilies – Etno Dvaras (cepeliny kosztują ok. 4 euro, piwo 2 euro).


Po obiedzie możemy pospacerować uliczką w górę w kierunku Matki Boskiej Ostrobramskiej, stamtąd mamy już kilka kroków do murów miasta i kilku innych zabytków, w tym kościołów. Najważniejsze atrakcje Wilna znajdują się w większości w niedużej odległości od siebie co pozwala na przyjemne i bezproblemowe zwiedzanie. W centrum znajdziemy masę restauracyjek i kawiarenek, a także sklepików z różnego rodzaju pamiątkami, np. popularnymi bursztynami czy ubraniami z lnu.
Jeśli mamy trochę czasu i zostajemy w Wilnie na dłużej koniecznie trzeba podjechać (samochodem lub marszrutką, które zatrzymują się przed bazyliką) do Trok. Z pewnością zachwyci Was wykonany z czerwonej cegły zamek okrążony jeziorem – scenografia idealna do zdjęć. Dodatkową atrakcją jest wyjątkowe na skalę europejską jedzenie przygotowywane przez mniejszość etniczną – Karaimów. Koniecznie musicie spróbować kibinów (pierogi z ciasta drożdżowego z różnym nadzieniem). Można je kupić na każdym kroku w stojących na kółkach małych budkach. Aby spróbować czegoś bardziej sycącego warto usiąść w jednej z restauracyjek i delektować się widokiem na zamek. Jestem pewna, że Troki Was zauroczą 🙂


Weekend zagranicą
W moich propozycjach pojawiły się także kraje, do których aktualnie nie możemy wjechać (np. Słowacja i Ukraina), ale myślę, że niedługo i te państwa będziemy mogli odwiedzić. Wynika to z tego, że napisałam tego posta z myślą także o osobach, które zapoznają się z nim za jakiś czas, za miesiąc czy rok. Wydaje mi się, że powyższe zestawienie będzie przydatne w czasie planowania przez Was bliskich wyjazdów zagranicznych i to nie tylko w aktualnej „koronawirusowej” sytuacji. Nie jest możne ona najprostsza, ale starajmy się cieszyć możliwością podróżowania, a przede wszystkim pamietajmy o bezpieczeństwie naszym i otaczających nas ludzi!
Macie już jakieś plany na najbliższe wyjazdy zagranicę? Dajcie znać w komentarzach 🙂
U piernika i Kopernika. Co warto zobaczyć w Toruniu w jeden dzień?
Jest przynajmniej kilka powodów, dla których warto odwiedzić Toruń. Bezsprzecznie są nim pierniki sprzedawane w każdym zakątku miasta, a jedzone na jednej z ławek w rynku smakują niczym ambrozja. Innym jest masa zabytków, które swoją rangą gonią te europejskie, a wokół nich powstało wiele ciekawych, a nieraz i zabawnych legend. W końcu warto przespacerować się kolorowymi uliczkami hanzeatyckiego miasta i dotrzeć do miejsca narodzin osoby, która zmieniła bieg dziejów całego świata – Mikołaja Kopernika.

Pochodzenie nazwy miasta i herb
Jest chyba przynajmniej kilka legend mówiących o pochodzeniu nazwy Torunia. Jedna z nich mówi o przyjaźni pomiędzy jedną z baszt i Wisłą. Rzeka opowiadała wiele pięknych historii, a baszta zaczęła zazdrościć jej ciekawego życia. Do tego Wisła rozrastała się i w pewnym momencie jej brzegi były już bardzo blisko murów. Baszta krzyknęła, więc że niedługo runie jeśli rzeka nie powstrzyma procederu. Wisła zaś odpowiedziała: to ruń! Okoliczni żeglarze usłyszeli ten krzyk i stwierdzili, że to nazwa miasta – Toruń.
Podróżnych ciekawi zawsze także historia herbu Torunia, który przedstawia anioła z kluczem w ręku, strzegącego czerwonych murów miejskich z trzema basztami. Z tym przedstawieniem związana jest legenda. Pewnemu franciszkanowi w 1499 r. miał przyśnić się anioł, który ostrzegał, że jeśli mieszkańcy Torunia nie zaczną wieść bardziej pokutnego życia to miasto w przeciągu roku runie. Był jednak ratunek. Mieszkańcy musieli przebrać się w wory pokutne i modlić się o przebaczenie. Nikt jednak nie wierzył w przestrogę zakonnika i dopiero znaki, które pozostawiał anioł opiekujący się Toruniem wpłynęły na postawę mieszkańców. Liczne msze i pokutne życie nie dawały jednak żadnych rezultatów. Okazało się, że aby otrzymać przebaczenie Boga trzeba odlać ogromny dzwon, który ważył 7 ton i miał dwa metry średnicy. Bóg przyjął ten prezent i dzwonieniem miał przypominać ludziom o konieczności oddania mu czci. Ustanowił także opiekunem miasta anioła i ofiarował mu klucz do Torunia. Dopóki trzyma klucz, będzie bronił mieszkańców. Anioł objawił się także ludziom po jednej z niedzielnych mszy. Od tamtego czasu na stałe zagościł już w herbie Torunia.

Stare Miasto
Fakt wpisania Zespołu Staromiejskiego na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO mówi sam za siebie. Na terenie miasta przeszło 1100 obiektów zostało wpisanych do rejestru zabytków, a Toruń znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego. Czy muszę coś jeszcze dodawać?
Zwiedzając miasto warto zapamiętać, że dzieli się ono na Stare i Nowe Miasto oraz Zamek Krzyżacki. Błędnie przyjęło się potoczne nazywanie Starym Miastem, całego zespołu włączonego na listę UNESCO. Bez wątpienia jednak to właśnie ta część Torunia przyciąga największą uwagę turystów ze względu na zwartą, a przede wszystkim piękna zabudowę i wyjątkowe na skale polską zabytki.
Stare Miasto zostało lokowane w 1236 r., a jego układ urbanistyczny powstawał przez kolejne 20 lat. Toruń od początku miał charakter miasta kupieckiego stowarzyszonego w Hanzie. W związku z tym, że zamieszkiwane było przez bogatych patrycjuszów szybko zaczęło się rozwijać. Był także jednym z najbogatszych miast najpierw w Państwie Krzyżackim, Prusach i Rzeczypospolitej.
Poniżej znajdziecie wykaz kilku miejsc, które powinniście zobaczyć na Starym Mieście w czasie swojego wypadu 🙂
Rynek Staromiejski, ratusz i okoliczne uliczki

Wchodząc na rynek od razu naszą uwagę przyciąga ratusz ze stojącym przed nim pomnikiem Mikołaja Kopernika. Budynek ratusza powstawał w XIII i XIV w., był wielokrotnie przebudowywany, a w XVIII stuleciu odbudowany po zniszczeniach. Uważany jest za jeden z najwybitniejszych przedstawień średniowiecznej architektury mieszczańskiej w tej części Europy. Aktualnie znajduje się tutaj Muzeum Okręgowe w Toruniu.
Największą atrakcją ratusza jest chyba jednak możliwość wspięcia się na jego wież, z której rozpościera się widok na całe Stare Miasto. Ja uwielbiam takie atrakcje i zawsze chętnie korzystam z takiej możliwości! Wstęp wynosi 17 zł (bilet normalny) lub 12 zł (ulgowy).



Ogromną popularnością cieszą się niektóre kamienice znajdujące się przy rynku. Z pewnością warto zwrócić uwagę na Kamienice Pod Gwiazdą charakteryzującą się złotym kolorem i bogatym zdobieniem. Jej nazwa pochodzi od złotej gwiazdy znajdującej się na jej szczycie.

Wyróżnia się także Dwór Artusa. Budowla ta zajmuje dawne parcele średniowieczne, gdzie mieścił się tzw. Dom Towarzyski wybudowany pod koniec XIV stulecia. Budynek był kilkukrotnie przebudowywany, następnie rozebrany przez władze pruskie w XIX w. otrzymał ostatecznie obecny kształt.

Z pewnością warto przejść się po uliczkach odchodzących od rynku, znajdziecie tam masę sklepików z pamiątkami, przyjemne kawiarenki i restauracje ze smacznym jedzeniem. Do tego warto na chwilę zawiesić oko na pięknych, zadbanych kamienicach.



Ulica Ciasna (na zdjęciu po prawej), to jak nazwa wskazuje jedna z najwęższych ulic na Starym Mieście. Niektórzy uważają, że uliczka istniała jeszcze przed lokacją miasta i jest częścią traktu, który biegł przez dolinę Postolca z osady podgrodowej do grodu. Oznacza to, że byłaby to najstarsza ulica w mieście!

Pręgierz
Z tym wesołym i jakże miłym osiołkiem zdjęcie robi sobie każdy turysta! To konieczność w czasie pobytu w Toruniu. Nie raz turyści głaszczą go, co ma przynieść szczęście.
Osioł w rzeczywistości nawiązuje do dawnego pręgierza, który stał niegdyś na miejscu pomnika Mikołaja Kopernika. Było to miejsce, w którym wymierzano kary chłosty czy ucinania członków żołnierzom, którzy dopuścili się różnych przewinień.

Postać osła nawiązuje do narzędzia tortur używanego w całej nowożytnej Europie wobec przestępców, a przede wszystkim heretyków i czarownic. Znajdowało się ono także przy toruńskim rynku, zaraz przy budynku odwachu przy ulicy Żeglarskiej. Podobnie jak większość tego typu narzędzi tortur toruński osioł był drewniany, a z góry pokryty był wyostrzoną z góry blachą. Sadzano na nich osobę oskarżoną o przestępstwa, a często do jej nóg przywiązywane były ołowiane ciężarki, które miały spowodować jeszcze większy ból. „Oryginalny osioł” stał w Toruniu do 1797 r.
Krzywa Wieża i mury miejskie
Popularna Krzywa Wieża to jedna z baszt miejskich w Toruniu, która swoją nazwę zawdzięcza odchyleniu od pionu wynoszącemu 1,46 metra. Jedna z jej „sióstr” znajduje się w Ząbkowicach Śląskich. Powstała w drugiej połowie XIII w. Początkowo prosta; z powodu osadzenia jej na piaszczysto-gliniastym gruncie zaczęła się osuwać. Teraz uważa się, że oparła się już na gruncie bardziej stabilnym. Jest to z pewnością jedno z „must see” w czasie pobytu w Toruniu!

Jedną z atrakcji Torunia są także jego mury miejskie. Najdłuższy ich fragment (ok. 1 km) znajduje się zaraz przy Wiśle. Inne elementy możemy znaleźć także w innych częściach Torunia, spacerując wokół Starego i Nowego Miasta. Większość została jednak rozebrana przez władze pruskie w latach 1873-1899. Przez wieki Toruń był jednym z najlepiej ufortyfikowanych miast na tym terenie, okrążony był bowiem podwójnym murem (niskim i wysokim, przedzielonym fosą). Wielokrotnie obwarowania były także podwyższane oraz rozbudowywane.
Ważnym elementem murów miejskich były oczywiście baszty, bramy i barbakany. Do dziś zachowało się 9 baszt i 3 bramy (pierwotnie było 54 baszty, 13 lub 14 bram i 2 barbakany).


Dom Mikołaja Kopernika
Z pewnością warto odwiedzić także Dom Mikołaja Kopernika (ul. Mikołaja Kopernika 15). Nie wiadomo jednak do końca czy to faktycznie w tej kamienicy mieszkał słynny na skalę europejską astronom… Kamienica pochodzi z XIV w. i to tak zwany spichlerzodom, które pełniły niegdyś funkcje zarówno mieszkalne, jak i magazynowe. To prawdopodobnie w tym miejscu przyszedł na świat w 1474 r. Mikołaj Kopernik, a teraz mieści się tutaj muzeum jego imienia. Bilet na ekspozycję wynosi 17 zł (normalny), 13 zł (ulgowy), zaś na filmy 4D należy dopłacić drugi raz tą samą kwotę. Warto pamiętać, że w środy wstęp na wystawy stałe jest bezpłatny!

Kościoły
Przechadzając się po Toruniu napotkamy masę kościołów. Jest ich tyle, że w zasadzie ciężko je wszystkie spamiętać dlatego wspomnę tutaj o kilku najważniejszych. Najwybitniejszym przedstawieniem architektury gotyckiej bez wątpienia jest Kościół Mariacki, który zaliczany jest do trzech największych kościołów w północnej Polsce. Łatwo go zauważyć, ponieważ jest na tyle wysoki, że góruje nad Starym Miastem. Warto zwiedzić jego wnętrze, znajdują się tam gotyckie stalle i polichromie ścienne, renesansowe organy i, co chyba najważniejsze, mauzoleum Anny Wazówny.

Jednym z nich jest bazylika katedralna św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana, ostateczny kształt uzyskała w XV stuleciu. W tym czasie wzniesiono też przyciągającą uwagę masywną wierzę kościoła. Z ciekawostek warto wspomnieć, że pochowane jest tutaj serce króla Jana Olbrachta, a w środku znajdziemy także kilka pamiątek poświęconych Mikołajowi Kopernikowi: chrzcielnicę, epitafium i pomnik z XVIII w. Na wspomnianej wieży zawisł także największy w Polsce dzwon – Tuba Dei – to podobno ten, który odlano, aby uratować miasto przed zniszczeniem!
Przy rynku znajduje się również kościół Świetego Ducha, którego budowa rozpoczęła się w 1743 r. Z powodu skomplikowanej sytuacji politycznej została przerwana, ponieważ środowiska katolickie nie chciały pozwolić na powstanie kościoła luterańskiego. W obawie przed tumultami religijnymi król August III wydał zakaz budowy. Pomysł odrodził się kilka lat później, zgodzono się na powstanie kościoła, jednak miał bardziej przypominać kamienice niż standardową świątynie. Budowla nie posiadała bowiem wieży. Na tym etapie prace zakończono w 1756 r. Wieżę dobudowano dopiero ponad stulecie później, w latach 1897-1899.

Zamek krzyżacki
Zamek krzyżacki i jego najbliższe okolice tworzą kolejną część, która wchodzi w Średniowiecznego Zespołu Miejskiego Torunia. Wznosił się między Starym i Nowym Miastem, trzymając oba w szachu, i dlatego został zburzony już na początku wojny trzynastoletniej. Ruiny, które pozostały po zamku są śladem najstarszej warowni krzyżackiej w Ziemi Chełmińskiej.




Zamek w Toruniu pełnił rolę bazy wypadowej Krzyżaków, którzy wyruszali na podbój Prus. Jego budowę rozpoczęto w XIII w. i składał się z zamku głównego, międzymurza oraz przedzamczy. Szturm mieszczan Starego Miasta na zamek (1454 r.) rozpoczęło polsko-krzyżacką wojnę trzynastoletnią. Niedługo później na rozkaz rady miejskiej Torunia został rozebrany, aby nigdy więcej nad miastem nikt nie sprawował nad miastem władzy zwierzchniej.


Nowe Miasto
Nowe Miasto to trzeci z elementów, który wchodzi w zespół objęty wpisem na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Nazwa tej części Torunia jest myląca, bo nie jest ona wcale taka „nowa”. Lokowano je bowiem w 1264 r., czyli 31 lat po utworzeniu starego. Zajęło ono miejsce za murami, a rozbudowa była związana z bardzo szybkim rozwojem Torunia. Co warto podkreślić, zostało zaplanowane na 14 ha, a więc powierzchni większej niż przeciętne miasto średniowieczne.
Rynek Nowomiejski
Pierwotnie w rynku znajdował się Ratusz Nowomiejski, który jednak nie dotrwał do naszych czasów. Z powodu złego stanu technicznego został rozebrany przez władze pruskie w czasie zaboru w 1818 r. Na jego miejscu postawiono budynek zboru ewangelickiego św. Trójcy, który aktualnie użytkowany jest w celach kulturalnych. Po średniowiecznym ratuszu pozostały tylko piwnice. W rynku znajdował się także kościół św. Mikołaja i klasztor dominikański jednak one także zostały rozebrane w czasie zaborów w XIX w. Niektórzy uważają, że to jedna z największych strat dla Torunia. Jeśli jesteście ciekawi, więcej informacji o tym budynku i planach zagospodarowania miejsca po nim możecie znaleźć tutaj.

Rynek Nowomiejski jest uroczy, nie dorównuje jednak rozmachem temu starszemu. Warto tu zwrócić uwagę na kilka kamieniczek, np. Aptekę Pod Złotym Lwem czy Gospodę Bractwa Murarskiego w Toruniu. Kilka kroków od Rynku Nowomiejskiego znajduje się kolejna świątynia warta zobaczenia – Kościół św. Jakuba. Wzniesiony został w pierwszej połowie XIV w., a obecnie traktowany jest za jeden z najważniejszych zabytków Nowego Miasta. Jednocześnie uważa się go za najcenniejsze osiągniecie architektoniczne okresu średniowiecza w Polsce, ponieważ charakteryzuje się rzadko używanym na tych terenach systemem konstrukcyjnym. Polegał on na przeniesieniu ciężaru sklepień nawy głównej za pomocą łuków odporowych na szkarpy naw bocznych.


Posążki, fontanny i nie tylko…
Wyżej wspomniałam Wam o dwóch najważniejszych pomnikach w Toruniu – pomniku Mikołaja Kopernika i słynnym, uśmiechniętym Osiołku. Jednak to nie jedyne tego rodzaju atrakcje tego miasta, inne możemy napotkać spacerując po starówce zarówno Starego, jak i Nowego Miasta.
Nie tylko Kraków ma swojego smoka. Spotkamy go też w Toruniu! Tu ma jednak o wiele bardziej uroczą formę niż ten, którego możemy spotkać przy Wawelu. Ceramiczny jaszczur nawiązuje do wydarzeń, które miały mieć miejsce w Toruniu w 1746 r. Dwoje świadków miało zobaczyć 2-metrowego, latającego czarnego jaszczura w rejonach Przedzamcza. Jego palce miały być zrośnięte błoną a ogon błyszczący. Smok miał być także dostrzeżony 30 lat wcześniej w ogrodzie toruńskiego burmistrza Kazimierza Leona Schwerdtmanna.

Spacerując zaraz przy Rynku Staromiejskim z pewnością natkniecie się na pomnik małego, słodkiego pieska trzymającego kapelusz w pyszczku. To Filuś. Nawiązuje do popularnego rysownika Zbigniewa Lengrena, uważanego za głównego twórcę historyjek o profesorze Filutku i jego psie. Opowieści te znajdują się na ostatnich stronach gazety „Przekrój”.

Pomnik flisaka z niewielką fontanną znajduje się zaraz obok ratusza. Z nim także wiąże się legenda. Głosi ona, że pewnego roku z powodu powodzi, bądź klątwy, którą na Toruń miała rzucić wygnana żebraczka, miasto miała nawiedzić plaga żab. Było to na tyle uciążliwe, ze burmistrz wyznaczył nagrodę oraz rękę swej córki dla osoby, która pozbędzie się płazów. Zwycięzcą okazał się flisak o imieniu Iwo, który zaczarował żaby swoją grą na skrzypcach. Udały się one za nim, przeszły przez Bramę Chełmińską i pozostały już na stałe na terenach dzielnicy Mokre. Inna wersja mówi, że na Toruń plagę żab ściągnęła czarownica, której dom chciał zburzyć burmistrz pragnący rozbudowy miasta.


Przechadzając się po Nowym Mieście z pewnością napotkamy także a pomnik Toruńskiej Przekupki siedzącej zaraz przy kościele św. Trójcy. Mnie ona wyjątkowo bawi 😀

W centralnej części miasta, przy ulicy Szerokiej, która odwiedzana jest zarówno przez mieszkańców, jak i turystów możemy napotkać liczne herby średniowiecznych miast (Aleja Herbów Miast Hanzeatyckich i Handlowych) wmurowane w płyty chodnikowe. Zamontowano je w 2009 r. w celu upamiętnienia najważniejszych handlowych partnerów Torunia.

Oczywiście możecie pokrążyć po mieście i poszukać innych pomników, fontann i statuetek – jest ich cała masa! Po pobycie w Toruniu można pochwalić się nie małą galerią figurek napotkanych w trakcie spacerów. Choć chyba nie ich tyle, co wrocławskich krasnali! 😀

Pierniki
Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć informacji o piernikach! Odwiedzając Toruń, koniecznie trzeba ich spróbować i zabrać trochę do domu. Ja pamiętam, że kupiłam przynajmniej kilka opakowań. Sklepiki z tym regionalnym przysmakiem spotkacie na każdym kroku, a do wyboru jest masa ich rodzajów, nadziewane, oblane lukrem czy czekoladą, o różnych kształtach. Najpopularniejsze są oczywiście Katarzynki (jakby złożone z 6 medalionów). Najsłynniejszy przysmak Torunia i sposób jego wypieku ma ponad 700 lat! Powstaje z wyjątkowego rodzaju miodu, który zbiera się wyłącznie nad Wisłą w okolicach miasta.

Przy ul. Rabiańskiej w Toruniu znajduje się także Żywe Muzeum Piernika (bilet normalny – 24 zł, ulgowy – 19 zł, dzieci do lat 3 wstęp bezpłatny), którym możemy nie tylko poznać w zrekonstruowanej nowożytnej piekarni tajniki wypieku tych słodyczy, ale także sami je wyrobić! To przede wszystkim wielka atrakcja dla dzieci, ale myślę, że także dorośli będą mogli się przy tym świetnie zabawić! Co warto podkreślić wypiek piernika odbywa się w tradycyjnych drewnianych formach.
Pierniki mają także swoje święto, które odbywa się w Toruniu od 2002 r. w okolicach 10 sierpnia. Podczas wydarzenia można zaznajomić się z produkcją tego słodkiego wyrobu, a także pobawić się przy Bulwarze Filadelfijskim na koncertach.
„Gotyk na dotyk”
Toruń to zdecydowanie jedno z najbardziej „czerwonych” (i chodzi mi tu o cegłę!) miast, jakie udało mi się dotąd zobaczyć. Nie bez powodu miasto, więc reklamuje się hasłem „Gotyk na dotyk”, bo spotykamy go na każdym kroku. Ogromnym walorem Torunia jest również to, że w względnie niewielkich odległościach mamy dostęp do wielu atrakcyjnych miejsc, przygotowanych zarówno dla dorosłego, jak i młodszego odwiedzającego. Miasto oferuje turystom urozmaicone sposoby spędzania czasu wolnego. Równie dobrze możemy spędzić tu jeden dzień czy weekend, ale również i tydzień – z pewnością nie grozi nam nuda.

Jednodniowa wycieczka po Śląsku – moje refleksje
W obecnej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak bezpieczne zwiedzanie Polski. Choć bardzo bym chciała pojechać do Niemiec to nie będzie mi to dane jeszcze przez najbliższe kilka tygodni. Polski zwiedzać nie lubię – pewnie wielu z Was mnie przez to znienawidzi. Po tym poście pewnie stwierdzicie, że powinnam docenić to co nasze, polskie. Jednak nie prowadzę tego bloga po to żeby podobał się on wszystkim, a chce też pisać prawdę i to jak ja oceniam niektóre miejsca. Nie będzie, więc to standardowy tekst typu „Polska jest piękna” i jej powalających na kolana walorach naszego kraju, a raczej o tym co powinno się zmienić, abyśmy dogonili naszych zachodnich sąsiadów, a nie pozostawali na tym samym poziomie renowacji zabytków, co byłe państwa ZSRR.
W maju, kiedy zaczęło się robić przyjemniej pod kątem pogodowym, nie mogąc już dłużej wysiedzieć w domu postanowiłam zrobić kilka małych wycieczek po najbliższej okolicy. Przeszukałam internet, nawet zapytałam Was na Instagramie, jakie miejsca w okolicach Opola polecacie do odwiedzenia. Wybrałam kilka, początkowo były to tylko Ząbkowice Śląskie i Paczków. Po drodze, już w samochodzie narodziło się jeszcze kilka pomysłów. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo po tej wyprawie wróciłabym z całkowicie negatywnym nastawieniem wobec stanu zabytków w Polsce.
Klasztor Księgi Henrykowskiej
Na początku zatrzymaliśmy się w Klasztorze Księgi Henrykowskiej – było całkiem przyjemnie. To jeden z punktów Szlaku Cysterskiego, który ciągnie się przez całą Europę, w tym przez Polskę. Powołany został do życia w ramach Europejskich Dróg Kulturowych.

Najlepiej zajechać tu samochodem. Jeśli chce się zostać na dłużej, zwiedzić wnętrza klasztoru oraz park lepiej zabrać ze sobą jakieś zaopatrzenie, choć znajdziemy tu co prawda restaurację, a także sklepiki spożywcze, w tym bardzo „tradycyjne”. Tutejsi „miejscowi” są bardzo pomocni i wskażą Wam z pewnością drogę do klasztoru. Można pod niego spokojnie bezpośrednio podjechać samochodem, nie ma tu opłat parkingowych itp.
Najważniejszym punktem zespołu jest kościół Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela, który powstał w XIII w. Przebudowywano go na nową modłę kolejno w XIV, XVII i XVIII stuleciu. Z pewnością warto zobaczyć barokowe wnętrza klasztoru – mnie niestety się nie udało. Szczególną uwagę przyciągają Stelle Henrykowskie znajdujące się w kościele, a także dekoracje wnętrz. Klasztor zasłynął także jako miejsce powstania słynnej Księgi Henrykowskiej, która od 2015 r. znajduje się na liście „Pamięć Świata” UNESCO.
Na zewnątrz warto przypatrzyć się misternie wykonanej XVII-wiecznej kolumnie św. Trójcy, a później okrążyć budowlę i pospacerować chwilę po parku. Od fasady budowla wydaje się zadbana, niestety kiedy skręcimy gdzieś w bok to wrażenie mija, budowla już nie jest odnowiona, w niektórych miejscach coś odpada. Tyle dobrze, że klasztor został zabezpieczony przed wilgocią – mam nadzieje, że to jeden z kroków, który pomoże w dalszej rewitalizacji tego miejsca.



Ząbkowice Śląskie – tylko Krzywa Wieża…
Słynne Frankenstein, czyli aktualnie Ząbkowice Śląskie leżą jakieś 20-25 minut drogi od Henrykowa. Wjeżdżając do miasta pomyślałam sobie „kurcze, chyba bogaci ludzie tu mieszkają”, bo na obrzeżach budowała się masa nowoczesnych domków jednorodzinnych. Sugerowało to, że centrum będzie ładne i zadbane. Bardzo mocno się pomyliłam. Później doszłam do wniosku, że mieszkańcy raczej uciekają z centrum na obrzeża miasta.
Ta średniowieczna miejscowość, ma ciekawą i barwną historię, a jedna z nich stała się prawdopodobnie inspiracją do napisania słynnego „Frankensteina” pióra Mary Shelley. Na początku XVII stulecia w Ząbkowicach panowała zaraza, o której wywołanie posądzono tutejszych grabarzy. Początkowo komisja powołana do zbadania sprawy nie podeszła do niej zbyt poważnie, aż do momentu znalezienia u jednego z oskarżonych tajemniczego proszku uznanego za trujący. Podczas tortur grabarze przyznali się, że wspomniany proszek wykonywali ze zwłok i rozsypywali go w różnych miejscach w mieście, aby przynosił śmierć i nieszczęście. Dopuszczali się także innych haniebnych czynów, jak wycinanie brzemiennym, zmarłym kobietą płodów, aby później zjeść ich serca, kradzieży i gwałtów. Ostatecznie oskarżonych skazano i spalono na stosie.
Ta fascynująca, choć brutalna opowieść mogłaby sugerować, że Ząbkowice Śląskie są idealnym miejscem do odwiedzenia. Niestety, ja mocno rozczarowałam się tym miastem.
Bez wątpienia główną (jeśli nie jedyną) atrakcją Ząbkowic Śląskich jest Krzywa Wieża. I rzeczywiście jest bardzo krzywa i widać to na pierwszy rzut oka – to jak najbardziej liczy się na plus. Odchylona jest o 2,14 metra i jest najwyższą tego typu budowlą w Polsce (34 m). Nazywana jest „śląską Pizą”, bardzo nie lubię nadawania takich przydomków, bo skoro Polska jest piękniejsza i ma więcej do zaoferowania niż pozostałe kraje to po co? Po drugie to bardzo krzywdzące zarówno dla samego zabytku, jak i dla turysty, który przyjeżdża w dane miejsce i ma pewne oczekiwania, a w przedstawionym przypadku pewnie się zawiedzie. Wieża w Ząbkowicach Śląskich w ogóle nie przypomina tej w Pizie (ani wysokością, ani architekturą)… Tylko kto przegrywa w tej nierównej walce? Jednak od wielu Polaków słyszałam pozytywne opinie na temat tego miejsca, jak i całego miasta, to ja jednak nie podzielam tej opinii. Choć wieża jest z pewnością interesująca.

Jednak zobaczenie krzywej wieży to kilka minut do pół godziny jeśli chcemy zwiedzić ją od środka, więc co dalej?
Podobno Ząbkowice Śląskie zabytkami stoją. Wiele osób rozpisuje się o tym na blogach, a lista miejsc do zobaczenia na stronach internetowych jest bardzo długa. To prawda, zabytków jest masa, tylko niestety ich świetność już dawno minęła, nie zachęcają do oglądania. Większość, poza Krzywą Wieżą, XIX-wiecznym ratuszem, pojedynczymi kościołami i kamieniczkami sypią się i to dosłownie. W największym szoku byłam kiedy podeszłam do XIV-wiecznego zamku (ruin, poniekąd pięknych, które są udostępnione do zwiedzania) i zobaczyłam tam matkę z dziećmi grającą w piłkę, która odbijała się od ścian ZABYTKU. Powtarzam ZABYTKU. O czym ta kobieta myślała? Nie mam pojęcia, ale wychowuje na swój wzór dzieci i przekazuje im wątpliwej jakości postawę wobec dziedzictwa kulturowego. Na moich oczach kawałki budowli po prostu kruszyły się i odpadały. Na przodzie wisiała zaś wielka tabliczka mówiąca, że to miejsce znajduje się pod opieką ministerstwa. Szkoda tylko, że zamek nie został w jakiś sposób zabezpieczony. Choć opisane wydarzenie bardziej świadczy postawach niektórych mieszkańców, Polaków.


Tracąc nadzieję, poszłam dalej. Napotkałam szare ulice, dziwne sklepiki, do których w życiu bym nie weszła, rozpadające się kamienice, wiele z nich pustych, niezagospodarowanych. Mimo, że był środek dnia nie czułam się w mieście swobodnie, tym bardziej bezpiecznie. Gdzie mam tu zostawić pieniądze? Turystyka opiera się mimo wszystko na pewnej korelacji, jedziemy gdzieś, aby zobaczyć coś interesującego, a w zamian, jak nam się podoba zostawiamy w takim miejscu pieniążki. Tylko gdzie mam je zostawić w takim mieście, jak Ząbkowice Śląskie? Rozumiem, że wiele polskich, małych miast boryka się z podobnymi problemami. Zdaje sobie sprawę, że czasem pozyskanie środków finansowych na renowacje jest trudne. Ale z tego co pamiętam nigdzie w Ząbkowicach nie widziałam tabliczek Unii Europejskiej, które sygnalizowałyby uzyskanie środków. Z drugiej strony nie wiem czy takie wnioski były składane, czy może zostały odrzucone? Wydaje mi się jednak, że Unia chętnie przekazuje środki finansowe na renowację zabytków, tylko trzeba się trochę postarać. To jednak zależy od gospodarza takiego miasta. Inna sprawa to ludzie. Jeśli my sami nie zmienimy swojej postawy wobec niektórych kwestii to nic się nie zmieni, nie będziemy nagle Wielką Brytanią czy Niemcami bez naszej pracy. A z tego co widzę, to jednak większość nie dostrzega problemu w tym co ich otacza. I nie chodzi mi tutaj jedynie o Ząbkowice, tego rodzaju problemu to bolączka wielu, polskich miast. Choć wiem i dostrzegam, że jest coraz lepiej pod tym kątem, to z drugiej strony dużo pracy jeszcze przed nami. Byleby niektóre zabytki dotrwały tego momentu, bo byłoby ich szkoda.
Poniżej kilka zdjęć, których celowo nie obrabiałam, abyście mogli zobaczyć w jakim stanie są budynki w mieście.



Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim
Do pałacu zawitałam osobnego dnia, ponieważ chciałam zwiedzić go od środka, a także przejść się po okolicznych parku. Co przykuwa uwagę to fakt, że wieś Kamieniec Ząbkowicki (niedługo ma zostać miastem) z pewnością zarządzany jest lepiej niż miasto Ząbkowice Śląskie. Przede wszystkim jest czysto, trawniki są skoszone, kamieniczki i domki w większości wyremontowane. Takie miejsce od razu przyjemniej się zwiedza.


Najważniejszym zabytkiem Kamieńca Ząbkowickiego jest bez wątpienia Pałac Marianny Orańskiej. Przez lata trzymany w rękach prywatnego właściciela podupadał, czego efekty widać do dziś. Dopiero 2012 r. gminie udało się przejąć zamek i rozpoczęły się działania mające na celu uporządkowanie okolicznego terenu oraz wyremontowanie pałacu. Należy przyznać, że władze działają w dobrym kierunku, budowla wygląda już bardzo okazale z zewnętrz. Zresztą tego rodzaju architektura jest raczej ewenementem na terenach Śląska, co z pewnością przyciąga turystów. Udało się już także wyremontować kilka sal i dach, zabezpieczyć budowlę przed zawaleniem się. Co cieszy na renowację pałacu pozyskano ogromne środki nie tylko z Unii Europejskiej, ale także ministerstwa. Aktualnie składane są kolejne wnioski, niektóre już są pozytywnie rozpatrzone. Można? Można tylko trzeba chcieć.
Z pałacem wiąże się wiele ciekawych opowieści, którymi chciałabym się z Wami podzielić, jednak wtedy ten tekst byłby ogromny 🙂 Dlaczego myślę, że za jakiś czas przygotuje dla Was osobny post na temat tego miejsca!


Odwiedzenie Pałacu Marianny Orańskiej mogę szczerze polecić. Widać przede wszystkim, że komuś na tym miejscu zależy, a to bardzo ważne. Podjechać tu najlepiej samochodem; przy czerwonym kościółku, gdzie znajduje się kasa mieści się także parking (5 zł za cały dzień). Dozwolone jest zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem (25 zł za osobę, są także bilety ulgowe, jeśli dobrze pamiętam 15 zł) o pełnych godzinach. My trafiliśmy na super przewodnika, warto ich podpytać o jakieś szczegóły. Na wszystko znają odpowiedź 🙂 Zwiedzanie parku pałacowego jest bezpłatne, podobno można w nim zobaczyć dzikie zwięrzęta, jak sarny czy zające.

Paczków, czyli „polskie Carcassonne” – czyżby?
Paczków to kolejne śląskie miasto, w którym wręcz potykamy się o zabytki. Podobnie, jak w przypadku Ząbkowic Śląskich znajdziemy masę stron, które opisują wszystkie miejsca, które należy zobaczyć. Zachęcona komentarzami, że to polskie miasto-twierdza, wręcz „polskie Carcassonne” pojechałam tam z wielkimi nadziejami. Myślałam sobie: „jak mogłam ominąć takie miejsce, skoro znajduje się jakąś godzinę od mojego miejsca zamieszkania?”. Niestety – ponownie się zawiodłam. O ile paczkowskie mury są ciekawe, miasto prezentuje się lepiej niż odwiedzone przeze mnie wcześniej Ząbkowice Śląskie, to nie można stwierdzić, że jest ono gotowe w 100% na przyjęcie turysty. Najbardziej przeraził mnie chyba brak jakiegokolwiek życia – wiem, że jest epidemia, ale czułam się tam jak po apokalipsie zombie. Zwalam to jednak na aktualną sytuacje. Paczków jest ciekawym miejscem, nie twierdzę, że nie. Ale niestety, zaniedbanym, co niejako skutkuje brakami finansowymi. Nie lubię także kiedy miasta porównuje się do innych, znacznie bardziej reprezentacyjnych, bo po prostu na tym tracą – pisałam o tym wyżej. Paczków, bowiem nie ma nic wspólnego z Carcassonne. Czy niemiecki Rothenburg ob der Tauber czy Dinkelsbühl otoczone murami i wieżami porównują się do francuskiej twierdzy? Nie, są Rothenburgiem i Dinkelsbühlem – promują swoją tradycję i historię. Więc dlaczego my to robimy? Rozumiem, że to pewna forma promocji, jednak nasze miasta na tym tracą.



Władze miasta poniekąd słusznie uważają, że najważniejszą wizytówką Paczkowa są mury, które zostały częściowo wyremontowane. Tracą one niestety jeśli rozejrzymy się dokładniej po mieście, gdzie podobnie jak w Ząbkowicach Śląskich natrafimy na liczne, rozpadające się kamienice i budynki. Jestem osobą, która lubi city breaki, w małych miastach umiem spędzić nawet kilka dni oglądając szczegóły zabudowy, a w Paczkowie spędziłam chyba godzinę. Po prostu nie zachęciło mnie do pozostania na dłużej. Niektórzy zarzucili mi na Instagramie bezstronność w mojej opinii. Nie chce jednak kłamać, że Paczków mi się podobał. To prawda, że kamienice w rynku zostały wyremontowane, tylko co z tego, że niektóre z nich tylko do połowy lub tylko fasady. Reszta się sypie. W samym centrum, zaraz na przeciw ratusza straszy prlowska upadła, restauracja o dość wymownej nazwie „Carcassonne”. To nie są małe elementy, to ważne sprawy. Miasto zaczyna się przecież zwiedzać od rynku i to pierwsze wrażenie jest zawsze najważniejsze.
Poza murami można podejść także do Domu Kata, w którym mieści się także informacja turystyczna oraz pozwiedzać kilka kościołów znajdujących się obok rynku. Paczków znajduje się bowiem także na Szlaku Czarownic na Polsko-Czeskim Pograniczu. O tym problemie mogłabym Wam opowiadać dłużej, ale nie miejsce i czas na to 🙂
Kilka zdjęć bez obróbki. Mam nadzieje, że dzięki nim zrozumiecie o co mi chodzi. A na pewno nie chodzi mi o obrażenie kogokolwiek, jak to odczytali niektórzy:




Otmóchów – kolejna nadzieja
Do Otmuchowa, niewielkiej miejscowości w województwie opolskim, zajechaliśmy całkowicie przypadkiem w drodze z Paczkowa do Opola. Patrząc na pozostałe okoliczne miejscowości warto się tutaj zatrzymać na 1-2 godziny. Rynek nie jest duży, ale schludny, wyremontowany i kolorowy. W centrum znajduje się przyciągający wzrok ratusz. Zaraz za nim kościół pw. św. Mikołaja i Franciszka Ksawerego, a przy nim niewielki, ale ładnie zagospodarowany ogródek. Przy rynku znajdziecie także nową restaurację (nie próbowałam jedzenia, bo była zamknięta).


Zaraz obok rynku, na wzniesieniu znajduje się zdecydowanie najlepsza atrakcja miasta – zespół zamkowy (XIII-XVII wiek). Pierwotnie był to zamek biskupi, w XV w. dwukrotnie zniszczony w czasie wojen husyckich, a następnie przebudowywany według panującej mody. Popularnością cieszą się tzw. końskie schody, wzniesione na polecenie chorego, poruszającego się na lektyce biskupa Filipa von Sinzendorf. Aktualnie w zamku mieści się hotel, w którym można organizować wesela i inne uroczystości oraz restauracja.



Niżej od zamku, zaraz przy schodach znajduje się pałac, zamek dolny wzniesiony na początku XVIII w. Aktualnie to siedziba Urzędu Miasta.

Jeśli mamy trochę więcej czasu można przejść się uliczkami miasta, charakteryzującymi się niską zabudową – średniowieczny układ urbanistyczny wpisany jest na listę zabytków. Ciekawą budowlą jest także tzw. Brama Wróbla.
Powiem, że to dla mnie zagadka: jak to możliwe, że 5-tysięczne miasto potrafi zadbać o wygląd rynku, a większe nie? Wiem, że wpływają na to inne czynniki, jak przemysł itp., ale…
Kopice i „Pałac na wodzie”
To jedno z cudeniek, które musicie zobaczyć z jednego powodu. Niedługo go po prostu nie będzie. Znajdujący się aktualnie w prywatnych rękach pałac słynnego śląskiego rodu Schaffgotschów pochodzących z Frankonii jest kompletnie zrujnowany. Tutejsza rezydencja została przebudowana w stylu klasycystycznym pod koniec XVIII stulecia. Nazywany „pałacem na wodzie” z powodu otoczenia trzema stawami, skrywa także historię lokalnego Kopciuszka. „Król cynku”, Karol Godulla szybko wzbogacił się ciężką pracą, niektórzy uważali go wręcz za pracoholika. Dla swojej firmy poświęcił całe życie, jednak z tego powodu nie udało mu się założyć rodziny; wiele osób się go bało, ponieważ był wyjątkowo ponurą osobą. Urzeczony pewnego dnia postawą córki służącej, półsieroty, Joasi która ofiarowała mu kwiaty zerwane na łące i powiedziała „Kocham Pana” w testamencie zapisał jej cały majątek. Później ożeniła się z przedstawicielem rodziny Schaffgotschów i tytułowała się Joanna Schaffgotsch von Schmoberg-Godulla. Zadbali oni o rezydencje, zaadaptowali park. W rękach rodziny rezydencja znajdowała się do 1945 r.


Niestety w 1958 r. pałac został podpalony, a następnie wielokrotnie grabiony. Później przechodził z rąk do rąk, jednak żaden z właścicieli nie zadbał o stan budowli, która traciła kolejne fragmenty. Dziś pałac jest już w zasadzie nie do uratowania. Można tylko sobie wyobrazić, jaką piękną scenerię tworzyłby z okolicznym stawem i parkiem. Niestety, chyba nie będzie dane nam już tego zobaczyć.
Dojazd do Kopic możliwy jest w zasadzie tylko samochodem. Parking bezpłatny znajduje się zaraz przed pałacem. Obiekt nie jest jednak udostępniany do zwiedzania i można go tylko zobaczyć sprzed bramy. Okoliczny las, który niegdyś był parkiem także należy do prywatnego właściciela, co dodatkowo utrudnia zobaczenie pałacu. Okolice są w stanie zdewastowanym, nie widać żadnych prac rekultywacyjnych.
Czy jest nadzieja?
Co mnie dziwi najbardziej, kiedy szukałam informacji na temat dwóch najbardziej interesujących mnie na początku miejscowości (Ząbkowic Śląskich i Paczkowa) to owszem znalazłam kilka blogów opisujących zabytki, które można tam zobaczyć. Jestem jednak w głębokim szoku, że na żadnym nie spotkałam się z rzetelną informacją typu „miasto wygląda jednak tak i tak…”, „zabytki są w takim stanie…” itd. Czy blogi podróżnicze piszemy tylko po to żeby wszystkim schlebiać? A może ja nie trafiłam po prostu na taki post? Albo jestem zbyt wymagająca?
Może ten post jest momentami surowy, ostry, może niesprawiedliwy. Możecie się ze mną nie zgadzać, możecie przyznać mi rację. Tym bardziej nie chciałam nikogo urazić swoimi komentarzami, nie chodzi także o to żeby zniechęcić Was do odwiedzenia jakiegoś miejsca. Chodzi mi o otwarcie oczu, bądźmy obserwatorami, wymagającymi obserwatorami. Chciałabym, aby każdy z Was czytając ten tekst zastanowił się nad dziedzictwem, które go otacza. To każdy z nas wybierając swoją życiową drogę, decydując o weekendowym celu wyjazdu, dokonując wyboru wrzucając karteczkę do urn (i nie chodzi mi o politykowanie, a wybór władz, które zadbają o miasto i widzą jego przyszłość!) wpływa na to jak wygląda Polska. Bez naszej refleksji i pracy nic się nie zmieni, a większość z miast, zabytków czy muzeów będzie wyglądało, jak niektóre z tych opisanych powyżej – szare, smutne i zapomniane.
Podróżnik w czasie pandemii
Wszyscy w ostatnim czasie zmagamy się z różnymi trudnościami spowodowanymi pandemią, która dotyczy nie tylko Polski i Europy, ale całego świata. Państwa musiały narzucić swoim obywatelom liczne ograniczenia, które nie raz na początku spotykały się …





