Bawaria Bayreuth Europa Niemcy

Co zobaczyć w Bawarii? Bayreuth w jeden dzień!

Tak jak przypuszczałam wyjazd do Bayreuth był moim ostatnim wyjazdem zagranicę w tym roku – chyba, że sytuacja w Polsce się poprawi, ale z tym może być różnie! Nie obyło się jednak bez stresu, bo w dzień przyjazdu okazało się, że Niemcy wprowadziły kwarantannę dla mieszkańców niektórych polskich województw, ale dzięki Bogu opolskie się do tego nie zaliczało. Niedługo potem u naszego sąsiada wprowadzono już obostrzenia dla wszystkich przyjeżdżających z Polski. Moje przeczucie sprawdziło się więc w 100%, a wyjazd do Bayreuth starałam się wykorzystać na ile się da. Mimo, że miasto może nie jest tak atrakcyjne jak niektóre inne niemieckie miejscowości z masą zabytków i szachulcową zabudową to znajdziemy tu kilka miejsc, które trzeba w życiu zobaczyć.

Centrum Bayreuth, w październiku widać już przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia

Położenie, dojazd i inne informacje praktyczne o Bayreuth

Bayreuth leży w Niemczech, w kraju związkowym Bawaria, a dokładnie w Górnej Frankonii. Jest zarazem największym miastem w tym regionie. W okolicy znajduje się kilka popularnych turystycznie miast, z których spokojnie możecie dojechać na jeden dzień do Bayreuth. Są to m.in. Norymberga, Bamberg, Monachium i Ratyzbona. Z pierwszych dwóch samochodem dojedziecie tu w godzinę, w przypadku pozostałych w maksymalnie 2 godziny. Równie dobrze to Bayreuth może być bazą wypadową do innych miast.

Dla mnie przemieszczanie się po Niemczech autem wydaje się najbardziej opłacalne, ponieważ autostrady są bezpłatne i często można znaleźć niezbyt drogi parking. W przypadku podróży innymi środkami lokomocji do Bayreuth można dojechać autobusem (z Wrocławia 80 zł Flixbusem w jedną stronę) lub pociągiem (z Wrocławia ok. 83 euro w jedną stronę, można sprawdzić wszystko tutaj). Dojazd pociągiem jest jednak dość skomplikowany, bo trzeba dojechać do Drezna, później do Hof, a dopiero stamtąd mamy bezpośrednie połączenie z Bayreuth. Inna opcja to zakup samolotu do Monachium i stamtąd musimy już dostać się do Bayreuth (Flixbus 80 zł w jedną stronę, pociąg od 34 euro).

TIP: W centrum Bayreuth znajdziemy sporo hoteli, warto więc zanocować w którymś z nich żeby nie tracić czasu na dojście do starówki. Niektóre mają umowy z okolicznymi parkingami podziemnymi lub piętrowymi. Normalnie w centrum kosztują one od 10 euro wzwyż za 24 godziny, w moim przypadku było to 7 euro. Nocowałam w Hotelu B&B zaraz przy głównym deptaku.

Historia Bayreuth

Niestety nie jest znana data założenia miasta, z pewnością istniało już w XII stuleciu, gdyż z tego czasu posiadamy pierwszą wzmiankę na jego temat. Wtedy nazywano je Baierrute, co chyba oznacza miejsce wykarczowane przez Bajuwarów, czyli po prostu lud germański Bawarów. Prawa miejskie Bayreuth uzyskał w XIII wieku, nie rozwijał się jednak zbyt szybko, a do tego zrabowali go husyci. W latach 1450-1457 margrabia Jan Alchemik z dynastii Hohenzollernów wybudował tu pałac. W 1528 roku władcy marchii Brandeburg-Kulmbach przyjęli religię luterańska, a Bayreuth został ich oficjalną siedzibą. Dzięki temu miasto stało się znaczącym punktem na mapie politycznej tego regionu. Na Bayreuth padło w tym czasie jednak dużo nieszczęść: dwa pożary i dżuma. Do tego ucierpiał także w czasie wojny 30-letniej (1618-1648). Kolejnych większych inwestycji dokonano w XVII wieku, powstały wtedy mury miejskie, gimnazjum, kościół pałacowy i wiele innych.

Największy swój rozwój Bayeruth zawdzięcza Wilhelminie, siostrze króla pruskiego Fryderyka Wielkiego, która przybyła do miasta w 1735 roku i wyszła za mąż za tutejszego margrabię Fryderyka. Nowa władczyni poniekąd z nudów rozpoczęła inwestować w rozwój miasta i zaczęła ściągać do niego wybitnych poetów, artystów i architektów. Większość najpiękniejszych budowli powstała właśnie dzięki Wilhelminie (więcej o nich przeczytacie niżej). Po śmierci małżonków, większość tutejszych artystów przeniosła się do Berlina i Poczdamu – świadczy to poniekąd o ich randze.

Bayreuth ma jednak także mroczniejszą historię. Niedługo po I wojnie światowej w mieście pojawił się bardzo prężny ruch nazistowski, a także rodzinę Wagnerów (potomków Ryszarda Wagnera) łączyły silne więzi z Adolfem Hitlerem. Kontakty były na tyle zażyłe, że dzieci mówiły do niego „wujku”. W momencie przejęcia władzy przez nazistów Bayreuth został siedzibą okręgu partyjnego Bawarska Marchia Wschodnia. Chwalono się, że to ulubione miasto Hitlera. Naziści przeprowadzili także pierwsze przebudowy Bayreuth, m.in. zburzono stajnie margrabiów, a budynek ujeżdżali zaadaptowano na miejsce wieców. Żydów, którzy pozostali w mieście po wybuchu wojny deportowano do Rygi, Auschwitz, Izbicy i Theresienstadt. Po zakończeniu wojny Bayreuth znalazł się w amerykańskiej strefie okupacyjnej.

Co zobaczyć w Bayreuth?

Spacer po starówce

Zwiedzanie najlepiej zacząć od spaceru po starówce. Zresztą wtedy natkniecie się także na większość zabytkowych budynków. Bayreuth różni się od standardowych niemieckich miasteczek, gdzie często dominuje zabudowa szachulcowa (zwłaszcza tutaj w Bawarii). Szeroki deptak pozwala na dokładne przyjrzenie się kamienicom często wykonanym z piaskowca. Można się dziwić, bo ten szybko przecież czernieje, a Bayreuth jest wyjątkowo jasne. Choć może miałam akurat szczęście i piaskowce zostały niedawno wyczyszczone. Deptak to centrum życia, nie tylko turystów, ale także mieszkańców miasta. Napotkamy tutaj masę kawiarni, restauracji (od lokalnego jedzenia do pizzerii) czy sklepiki i galerie handlowe. Samo stare miasto nie jest duże, spokojnie przejdziemy je w kilkadziesiąt minut.

Rynek w Bayreuth

Opera Margrabiów

Największą atrakcją Bayreuth jest Opera Margrabiów. Powstawała w latach 1745-1748 na polecenie hrabiny Wilhelminy, która zachowała się szczególnie dobrze w pamięci mieszkańców miasta. Opera wybudowana została na cześć księcia Karola Eugeniusza von Württemberg i jego żony, Elżbiety Fryderyki Zofii von Brandenburg-Bayreuth. Największym atutem tego miejsca jest fakt, że jest jednym z ostatnich tego typu budynków barokowych, które przetrwały do naszych czasów w oryginalnym kształcie. Nie powinien więc dziwić fakt, że Opera Margrabiów została w 2012 r. wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Kilka lat później budynek przeszedł także renowację. O ile portal wejściowy nie wygląda specjalnie imponujące (do tego był remont elewacji, jak odwiedziłam Bayreuth), to wnętrze wykonane w całości z drewna powala na kolana. Zdjęcia nie oddają piękna Opery, trzeba to zobaczyć na własne oczy!

Informacje praktyczne o operze margrabiów w bayreuth
  • Godziny otwarcia: kwiecień-wrzesień: 9-18; październik-marzec: 10-16
  • Koszt wstępu: 8 euro od osoby, bilet ulgowy 7 euro
  • Zwiedzanie jest dostępne jednie w grupie, głównie w języku niemieckim, poza godziną 13.00, kiedy wycieczka jest w języku angielskim
  • Warto podejść do kasy biletowej, aby zarezerwować wejście dzień wcześniej lub rano w dniu zwiedzania, ponieważ można nie dostać się w konkretny dzień (nawet teraz, gdy ruch turystyczny nie jest zbyt duży)
  • W trakcie zwiedzania puszczany jest krótki film o historii powstania Opery. Później przewodnik opowiada różnego rodzaju ciekawostki, a następnie jest czas na samodzielne pooglądanie budynku i zrobienie zdjęć
  • czas zwiedzania: maksymalnie godzina, raczej około 30 minut
Fontanna przed Operą Margrabiów w Bayreuth

Nowy zamek (Neues Schloss)

Wcześniejszy pałac wybudowany jeszcze przez Jana Alchemika w XV stuleciu, mimo, że przebudowany w dwa wieki później, przestał spełniać oczekiwania tutejszych margrabiów. W związku z tym zaczęły pojawiać się pomysły związane z postawieniem nowej siedziby rodziny. Alte Schloss margrabiów spłonął w 1753 r., co zmusiło władców marchii Brandenburg-Kulmbach do budowy kolejnej rezydencji. Co ciekawe w tym celu rozbudowano istniejący już pałac, dwa sąsiadujące z nim domy i kaplicę, które połączono ostatecznie w jeden budynek. Ogromny wpływ na wygląd wnętrz miała Wilhelmina, która samodzielnie projektowała nawet dekoracje niektórych pomieszczeń.

Przed Nową Rezydencją w Bayreuth stoi ciekawa fontanna

Pałac można aktualnie zwiedzać, jednak jego wnętrza nie są tak imponujące jak Opery Margrabiów. Widać, że zadbano jedynie o wystrój niektórych, najważniejszych pokoi. Jednym z najbardziej charakterystycznych pomieszczeń jest Sala Palmowa, najlepszy przykład rokoko w Bayreuth. Charakteryzuje się dekoracją wykonaną z drewna z orzecha włoskiego, a wystrojem nawiązuje do gaju palmowego. W pałacu można pooglądać także wyroby tutejszych manufaktur porcelany, piękne obrazy duńskich i niemieckich malarzy z XVIII wieku czy miniaturowe obrazki przedstawiające życie erotyczne w dawnych epokach.

Sala Palmowa
Informacje praktyczne o Nowej rezydencji w Bayreuth
  • Godziny otwarcia: kwiecień-sierpień 9.00-18.00/ październik-marzec 10.00-16.00
  • Koszt biletu: 5.5 euro (normalny), 4,5 euro (ze zniżką); 2 euro za krótki opis zwiedzanych pokoi w języku angielskim
  • Czas zwiedzania: około godziny
  • Przy kasie biletowej znajduje się mały sklepik z pamiątkami

Ogrody Nowej Rezydencji

Park znajdujący się przy Nowej Rezydencji nazywany jest „zielonymi płucami” w centrum miasta Bayreuth. Mieszkańcy często przychodzą tu na spacery pomiędzy alejkami kasztanów i dębów. Historia parku sięga XVI stulecia i w tym miejscu istniał niewielki ogród warzywny i kwiatowy. Artystyczne założenie parkowe pojawiło się dwa wieki później. Początkowa główna oś służyła do gry w popularną niegdyś grę Braille-Maille. W związku z budową w pobliżu Nowej Rezydencji rozbudowano także park. Początkowo zaplanowano go w stylu barokowym, później zmieniono w formę nawiązującą do parków angielskich. Tego w pełni nie udało się jednak nigdy osiągnąć. W związku z tym do dziś możemy zobaczyć tam statuy, sztuczne wysepki itp., które nawiązują do parków barokowych.

Zwiedzanie ogrodów przy Nowej Rezydencji jest darmowe i są one otwarte przez cały dzień (do 18.00) także w weekendy. Park zamknięty jest tylko w wybrane święta.

Stary Zamek i Schlosskirche

Stary Zamek w Bayreuth został zbudowany w 1455 r. Był rezydencją margrabiów Brandenburgii-Bayreuth od 1603 do 1753 r., później jak wspomniałam już wyżej władcy przenieśli się do Nowej Rezydencji. Ciężko ominąć ten budynek, ponieważ mieści się w centralnej części miasta. Od 1953 roku zamek służy jako siedziba urzędu skarbowego. W kompleksie Starego Zamku powstał także kościół (Schlosskirche). To świątynia halowa wybudowana w stylu rokoko, która została przebudowana po pożarze Starego Zamku w 1753 r. Był to wtedy kościół luterański, aktualnie to świątynia katolicka.

W oddali widać Schlosskirche

Kościół powołania św. Trójcy

Pierwszy kościół miejski stał już w centrum Bayreuth pod koniec XII w. Ten został jednak zniszczony w czasie najazdów husytów trzy stulecia później, choć jego pozostałości można zobaczyć w piwnicach aktualnej świątyni. Postanowiono wznieść na jego miejscu kolejny kościół, której budowę ukończono w 1495 r. W XVII w. budynek został jednak strawiony przez dwa pożary, przez co ciągle był przebudowywany; nieznacznemu uszkodzeniu uległ także w czasie wojny 30-letniej.

Ermitaż (Hermitage)

W 1715 roku margrabia Jerzy Wilhelm postanowił wybudować niedaleko Bayreuth pałac (Stary Pałac/Zamek – Altes Schloss). Dwadzieścia lat później, w momencie przejęcia władzy przed Fryderyka sprezentował on to miejsce swojej żonie – Wilhelminie. Na początku zaczęła rozbudowywać pałac i dodawać do niego nowe pomieszczenia, np. pokój muzyczny czy gabinet japoński. Przez następne lata stopniowo adaptowano park w stylu barokowym, wznoszono nowe fontanny i mniejsze budynki. W tamtym czasie w całych Niemczech nie było ogrodów podobnych do tego, który powstał pod Bayreuth.

Świątynia Słońca (Neues Schloss)

Najwięcej turystów przyciąga Nowy Zamek, nazywany także Świątynią Słońca. Powstał w połowie XVIII stulecia, dzięki inicjatywie wspomnianej już kilkukrotnie Wilhelminy. Przyznajcie sami, że jest przepiękny!

Nowy Pałac z grotami w parku i innymi małymi budynkami nadal dominuje w Ermitażu i to on przede wszystkim przyciąga turystów. To kolejne „must see” w czasie pobytu w Bayreuth. Pod koniec XVIII wieku tutejszy ogród dworski został przekształcony w ogród krajobrazowy, w ramach którego posadzono w naturalny sposób drzewa i łąki. W ciągu ostatnich 30 lat zrekonstruowano poszczególne części parku, które zniknęły w XIX wieku. To idealne miejsce na dłuższy spacer, pojawiają się tutaj także mieszkańcy miasta spacerujący między alejkami z rodziną, przyjaciółmi czy pieskami. Wstęp do parku i ogrodów jest bezpłatny.

Untere Grotte (Dolna Grota)

Poza Starym (Alte Schloss) i Nowym Pałacem (Neues Schloss) w Bayreuth warto pospacerować także po tutejszych ogrodach i parku. Jedną z jego większych atrakcji jest Untere Grotte (Dolna Grota), która znajduje się kilka minut od Świątyni Słońca. Powstała w 1737 roku kiedy to architekci Johann Friedrich Grael i Joseph Saint-Pierre zaczęli rozbudowywać tutejsze ogrody. Warto się tu przespacerować, klimat jest wyjątkowy!

Pierwsze groty tego rodzaju zaczęły powstawać, a zarazem zyskiwać popularność od połowy XVI wieku. Często były stylizowane w taki sposób, aby z zewnątrz przypominały wielką skałę, choć odnajdujemy odchylenia od tego wzorca, którym jest przynajmniej grota znajdująca się w Bayreuth. Wokół były one przeważnie udekorowane różnymi statuami i fontannami. Pierwotnie służyły one dla ochłodzenia, ale przyjęły się także w regionach chłodniejszych. Czasem używano ich także jako teatry czy kaplice.

Festpielhaus

Festpielhaus (Teatr Operowy) to kolejne miejsce, które warto zobaczyć w Bayreuth. Budynek ukończono w 1876 roku, a jej inicjatorem był Ryszard Wagner, który uznał, że Opera Margrabiów jest zbyt mała dla jego orkiestry. Całość powstawała na podstawie projektu teatru, który pierwotnie miał stanąć w Monachium. Od 1876 roku, corocznie w Festpielhaus odbywają się słynne festiwale wagnerowskie, podczas których odgrywa się wyłącznie muzykę znanego kompozytora. Obok Festpielhaus znajduje się także bardzo przyjemny, niewielki park po którym można spacerować, a jesienną porą zbierać kasztany. Znajdziemy tam także niewielką wystawę przedstawiającą biografie muzyków z Bayreuth.

Browar Maisel

Będąc w Bayreuth koniecznie trzeba spróbować tutejszego piwa! Największą popularnością cieszy się browar Maisel utworzony w XIX wieku przez dwójkę braci Maisel. Nie jest to więc piwo z długimi średniowiecznymi czy nowożytnymi korzeniami, ale jest uwielbiane przez Niemców i nie tylko. Najpopularniejszy jest trunek pszeniczny tej firmy. Co ciekawe, browar do dziś znajduje się w rękach rodziny Maisel!

Poza browarem (który można zwiedzać – koszt to 8 euro, w cenie aplikacja na telefon z audio guidem) warto zajść do tutejszej restauracji, gdzie mamy ogromny wybór piw, nie tylko marki Maisel (4-5 euro za 0.5l). Można także zamówić deskę piw (8 euro) w ramach której otrzymamy kilka najbardziej rozpoznawalnych piw firmy Maisel. Do tego oczywiście koniecznie tutejszy burger!

Bonus: gdzie zjeść w Bayreuth? Tylko Oskar!

A dokładnie Oskar Das Wirtshaus am Markt. Restauracja znajduje się niedaleko rynku więc z pewnością na nią traficie. Specjalizuje się w lokalnej kuchni, zjecie więc tutaj sznycla z sałatką ziemniaczaną, golonkę czy kiełbaski. Można też tu spróbować regionalnego piwa Maisel czy Bayreuther Hell (to specjalnie przypadło mi do gustu). Do tego restauracja charakteryzuje się ciekawym wystrojem nawiązującym do gospód w dawnych czasach! Tylko uwaga… Zawsze jest tu masa ludzi więc warto zarezerwować sobie stolik z wyprzedzeniem.

Jeśli chcielibyście coś przekąsić na szybko to polecam kiełbaski w bułce z budki w centrum miasta!

Tyle ode mnie na dziś! Bayreuth polecam szczególnie na krótkie jedno- lub dwudniowe wypady, nie zapomnijcie wtedy przede wszystkim zobaczyć Opery Margrabiów i Ermitażu!
JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ!
Europa Niemcy

Pięć uroczych miasteczek w Niemczech. Moje propozycje na romantyczny weekend!

Niemcy usiane są zamkami i pałacami, w których mieszkali przedstawiciele arystokratycznych rodzin, małymi średniowiecznymi miasteczkami, twierdzami wznoszącymi się na wzgórzach czy przepięknymi parkami i ogrodami, po których spacerowały niegdyś damy ubrane w obszerne suknie. Nie bez powodu uważam więc, że Niemcy to jeden z najromantyczniejszych krajów (bardziej niż Włochy? 🤨). Bo niby dlaczego miałby znajdować się tam szlak najromantyczniejszych miejsc, na którym znajdują się liczne małe miasteczka, zamki i urocze zakątki?

Poniżej przedstawiam Wam mój krótki, autorski „szlak romantyczny” po Niemczech. Niektóre z tych miejscowości faktycznie znajdują się na prawdziwym Szlaku Romantycznym (Romantische Straße). Jeśli wybierzecie się w podróż do któregokolwiek z nich – nie zawiedziecie się i spędzicie tam wspaniały weekend we dwoje! Gwarantuje to!

Rothenburg ob der Tauber (Bawaria)

Rothenburg ob der Tauber w Bawarii, a dokładniej we Frankonii to zdecydowanie mój faworyt w tym rankingu. Wielu mogłoby pomyśleć, że to przereklamowane miasto, ja jednak jestem innego zdania. To miejsce w którym się zakochasz!

Każde miasto ma swoją legendę, a ta rothenburska mnie urzeka… Podobno w czasie wojny 30-letniej, w 1631 r. pod murami miasta stanęły oddziały hrabiego Johanna von Tilly. Ten obiecał, że jeśli ktoś w czasie trwania dzwonu ratuszowego wypije galon wina Rothenburg zostanie ocalony. Burmistrz Nush przyjął wyzwanie i wygrał zakład! Dzięki temu miasto nie ucierpiało w czasie jednej z najkrwawszych wojen epoki nowożytnej. W związku z legendą mieszkańcy co roku, w dniu Zielonych Świątek obchodzą „Święto Ratowania Miasta”.

Rothenburg ob der Tauber (lepiej zapisywać całą nazwę, ponieważ w Niemczech jest kilka innych Rothenburgów) to niewielkie miasteczko charakteryzujące się średniowieczną zabudową. Jedną z największych atrakcji są mury miejskie okalające całe stare miasto. Dzięki nim można także zobaczyć miejscowość z nieco innej perspektywy. Dodatkowo w Rothenburgu można odwiedzić najlepsze Średniowieczne Muzeum Kryminalne (Mittelalterliches Kriminalmuseum) w Niemczech, wejść na wieżę ratuszową i zobaczyć piękną panoramę miasta. Ogromną atrakcją jest także Muzeum Bożego Narodzenia (Weihnachtsmuseum), gdzie można nabyć ręcznie wykonane ozdoby choinkowe – naprawdę urocze! W Rothenburgu znajduje się także jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Niemczech, jeśli nie na świecie – Das Plönlein. Wystarczy spojrzeć na profil tego miejsca na TripAdvisor. Ogromną atrakcją jest także kościół św. Jakuba oraz pozostałości po starym zamku i tamtejsze ogrody, z których pięknie rozpościera się panorama na miasto.

Najważniejsze miejsca do zobaczenia w Rothenburg ob der Tauber to:

  • Marktplatz z ratuszem
  • Das Plönlein
  • Gerlachschmiede
  • Christkindlmarkt Kathe Wohlfahrt
  • mury miejskie z wieżami i bramami
  • Średniowieczne Muzeum Kryminalne
  • ruiny zamku
  • kościół św. Jakuba.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym mieście zapraszam do osobnego wpisu: Rothenburg ob der Tauber – na Romantycznym Szlaku (część pierwsza).

Goslar (Dolna Saksonia)

Miasteczko to odwiedziłam w czasie mojego 10-dniowego tour po Niemczech. W tym czasie zobaczyłam kilka urokliwych miejsc, jednak to Goslar na dłużej zapadł w mojej pamięci. Głównie dlatego, że wyróżniał się znaczenie od innych miasteczek niemieckich, które charakteryzowały się często kolorowymi, szachulcowymi kamienicami. Goslar jest za to w większości szary, co wiąże się z wykorzystaniem do dekoracji budynków kamienia, który wydobywany był w pobliskiej kopalni rud metali Rammelsberg (pracowała nieprzerwanie przez tysiąc lat!) wpisanej razem ze starym miastem w 1992 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kaiserworth

Miasteczko zostało założone podobno w 922 r., a jego historia była mocno związana z pobliską kopalnią. Między innymi z tego powodu założono tu palatium cesarskie (Kaiserpfalz), które w kolejnych wiekach było rozbudowywane. Największy swój rozwój Goslar przeżywał w I połowie XVI w. Nie trwało to jednak długo, a czasy świetności przerwał konflikt prawny o kopalnie. Z powodu błędnej polityki książąt a także rozwoju handlu dalekomorskiego miasto zaczęło podupadać. W czasie II wojny światowej Goslar był ważnym miastem garnizonowym Wehrmachtu, później znajdował się w brytyjskiej strefie wpływów.

Goslar najlepiej zwiedza się spacerując po starówce. Największą atrakcją z pewnością jest piękny rynek, gdzie zobaczymy m.in. Hotel Kaiserworth założony w 1494 r., w którym mieściła się niegdyś gildia kupców, charakteryzujący się pomarańczową fasadą. Obok znajduje się XIII-wieczna fontanna, która symbolizuje status Goslar jako wolnego miasta. Kiedy pokręcimy się dłużej po starówce natrafimy sami na resztę piękniejszych jego zakątków, w tym kilka kościołów, Lohmühle (młyn) czy wspomniane palatium cesarskie. Do kopalni Rammelsberg najlepiej dojechać samochodem.

Palatium cesarskie (Kaiserpfalz)

Miejsca do zobaczenia w Goslar:

  • palatium cesarskie (Kaiserpfalz)
  • Marktplatz
  • Lohmühle
  • kopalnia Rammelsberg
  • mury miejskie
  • kamienice na starym mieście

Bamberg (Bawaria)

Bamberg to raj dla lubujących się w pięknych starówkach, ale także w piwie – znajdziemy tu bowiem przeszło 50 rodzajów tego złotego napoju.

Bamberg to miasto, do którego mam ogromny sentyment i uwielbiam tu wracać. Pierwsze wzmianki na jego temat pochodzą z X w. Podobnie, jak Rzym wznosi się na siedmiu wzgórzach. To tutaj w XVII w. rozegrał się dramat czarownic. Wyjątkowo okrutny biskup Johan Georg II skazał na stos dziesiątki kobiet i nakazał budowę więzienia dla „służebniczek diabła” – Drudenhaus. Co ciekawe budynek ten został rozebrany i teraz znajduje się tam zakon.

Innym wyjątkowym miejscem jest XIV-wieczny tzw. Ratusz Niezgody (Altes Rathaus). Dlaczego niezgody? Jak w wielu innych miastach tego okresu dochodziło do sporów między władzą świecką i duchowną. Kwintesencją kłótni jest Altes Rathaus i miejsce, w którym go wybudowano – nad rzeką. Było to, bowiem jedyne miejsce, które nie należało do roszczącego sobie prawa do wszelkich spraw biskupa. Dzięki temu powstał budynek UNIKATOWY W SKALI ŚWIATOWEJ. Wzniesiony jest na specjalnych palach wbitych w rzekę Regnitz, a część budynku wręcz wisi w powietrzu!

Ratusz Niezgody

Miasto posiada piękną starówkę, która w 1993 r. wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Warto także odwiedzić tzw. Małą Wenecję, archikatedrę św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim, romańskie opactwo benedyktyńskie, barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz), a także pobliski Altenburg.

Jeździec Bamberski
Widok na tzw. Małą Wenecję

Miejsca, które musisz zobaczyć w Bambergu:

  • Ratusz Niezgody
  • browary
  • Mała Wenecja
  • archikatedra św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim
  • romańskie opactwo benedyktyńskie
  • barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz)
  • Altenburg

Dinkelsbühl (Bawaria)

O ile kiedy odwiedzamy Rothenburg ob der Tauber mamy do czynienia z miastem w części odbudowanym (ale bardzo przyzwoicie!) po bombardowaniach w czasie II wojny światowej, to kiedy zajedziemy do pobliskiego Dinkelsbühl to stoi przed nami średniowieczny „oryginał”. Miasto cudem uniknęło zniszczenia, dzięki czemu jest jedyne w swoim rodzaju. Nie zostało też naruszone przez wcześniejszą wielką wojnę – wojnę 30-letnią (1618-1648).

Podobnie jak w przypadku innych wspomnianych miasteczek Dinkelsbühl najlepiej zwiedzać na piechotę spacerując alejkami pomiędzy kolorowymi kamieniczkami. Ja w czasie kilkugodzinnego pobytu przeszłam całe miasto dookoła jego średniowiecznymi murami, gdzie można zobaczyć 18 wież i 4 bramy.

Jednym z najważniejszych zabytków miasta jest kościół św. Jerzego, który powstał w II połowie XV w. Przy Weinmarkt znajdują się także przepiękne domy kupieckie; przede wszystkim warto zajrzeć do szczególnie bogato zdobionego Domu Niemieckiego. W Dinkensbühl z pewnością warto spróbować lokalnego wina i potraw. W centrum znajdziecie przynajmniej kilka restauracji z nagrodami od Michelina (nie chodzi tutaj o gwiazdki a o wyróżnienie). Są naprawdę świetne i nie tak drogie jakby mogło się wydawać. Szczególnie polecam Maiser’s Café i tamtejsze gnocchi.

Wörnitztor

Przede wszystkim odwiedzając Dinkelsbühl musisz zobaczyć:

  • mury miejskie z wieżami
  • kościół pw. św. Jerzego
  • barokowy pałac zakonu krzyżackiego z XVIII w.
  • starówkę z licznymi zabytkowymi kamienicami kupieckimi

Quedlinburg (Saksonia-Anhalt)

Quedlinburg to kolejne średniowieczne miasteczko (założone w 922 r.), które zapomniało o upływającym czasie. W 1992 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Quedlinburg słynie przede wszystkim z zawrotnej liczby 1400 zachowanych budynków szachulcowych! Niesamowite!

Sam spacer po Quedlinburgu dostarczy niezwykłych doznań dla Waszych zmysłów. Dominującą częścią miasta jest Marktplatz z ratuszem z 1320 r. Przed jego frontem stoi statua Rolanda z XV w. Zaraz za ratuszem znajduje się kościół św. Benedykta (1233). Niedaleko można natknąć się także na maleńką uliczkę Schuhhof, która przyciąga masę fotografów ze względu na swój urok. Warto pokręcić się po pięknych uliczkach, natkniecie się tutaj na kilka kościołów, piękne zaułki i uliczki czy urocze sklepiki i kawiarenki.

W Quedlinburgu znajdziecie także mega stylową kawiarnie Ruinenromantik mieszczącą się w starym, nie do końca kompletnym budynku, którą zapamiętam długo, długo! Jej namiary: Kornmarkt 3, 06484 Quedlinburg, Niemcy.

Ruinenromantik

Jedną z atrakcji w Quedlinburgu jest także tutejszy zamek o tej samej nazwie. Powstał na początku X w. a inicjatorem budowym był Henryk I. W środku mieści się muzeum, a z góry na której stoi budowla roztacza się piękny widok na miasto.

Zamek Quedlinburg

Miejsca, które musisz zobaczyć w Qudelinburgu:

  • kolegiata pw. św. Serwacego
  • kościół św. Wiperta
  • Kościół Mariacki
  • zabudowa szachulcowa
  • kamieniczki na starym mieście
  • Marktplatz z ratuszem
  • zamek Quedlinburg

Na romantycznym szlaku, ale inaczej!

Powyżej pokazałam Wam kilka moim zdaniem najpiękniejszych i najbardziej romantycznych niewielkich miasteczek w Niemczech. Mam nadzieję, że ten krótki ranking przypadł Wam do gustu i zakochacie się w tym kraju na nowo!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ, możesz także wesprzeć blog „stawiając mi kawę”! a MOŻE CHCESZ POLECIĆ INNE romantyczne MIASTECZKA EUROPY? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Colmar Europa Francja

Colmar – mała, francuska Wenecja. Co zobaczyć w Colmarze?

Colmar był jednym z moich marzeń podróżniczych i udało mi się go odwiedzić w zasadzie bez wcześniejszych planów. W lutym przypadkiem znalazłam okazyjny lot Lufthansy do Strasburga i nie mogłam darować sobie tej jednodniowej wyprawy. 

Podobnie, jak pozostałe miasteczka Alzacji, Colmar przez wieki należał do księstw Rzeszy Niemieckiej. Dopiero pod koniec XVII w. tereny te trafiły do Francji. W XX stuleciu Colmar zmieniał kilkukrotnie swoją przynależność państwową, raz należał do Niemiec, raz do Francji. Dzięki temu, że przez wieki znajdował się na styku różnych kultur i narodowości spotykamy tutaj piękną, niepowtarzalną zabudowę miejską i architekturę.

Informacje praktyczne

Colmar leży we Francji, w regionie Alzacja, niedaleko niemiecko-francuskiej granicy. Ja podróżowałam tutaj z pobliskiego Strasburga, o którym możecie poczytać w poście: We Francji po niemiecku – Strasburg.

Do Colmaru przyjechałam autobusem Flixbus, można tutaj dojechać także koleją francuską jednak ta opcja była o wiele droższa, choć szybsza. Autobus startuje przeważnie z centrum Strasburga i zatrzymuje się zaraz przy dworcu kolejowym w Colmarze. Tam trochę ciężko zorientować się z którego przystanku będziemy wracać. Trzeba szukać tego z oznaczeniem Flixbusa w odpowiednim kierunku (charakterystyczna zielona plakietka). Stamtąd kilka minut dzieli nas już od centrum miasta. Warto ściągnąć sobie aplikację Flixbusa na telefon (dostępna na Android, jak i iPhone). Możemy w niej na bieżąco śledzić trasę naszego autobusu. Aplikacja jest przydatna nie tylko zagranicą 🙂

Historia Colmaru

Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą już z pierwszej połowy IX w. W średniowieczu uzyskało tytuł wolnego miasta w ramach Cesarstwa Rzymskiego. Dopiero za panowania Ludwika XIV, w 1697 r. Colmar znalazł się we władaniu Francji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, ze miasto najbardziej rozwijało się właśnie w tym czasie. Colmar jednak nie na długo pozostał pod władaniem francuskim i na mocy traktatu frankfurckiego podpisanego po wojnie prusko-francuskiej (1871-1918) powrócił do Niemiec. Niedługo potem, po podpisaniu kolejnego traktatu, tym razem wersalskiego, który zakończył I wojnę światową ponownie miasto znalazło się we władaniu Francji. W czasie II wojny światowej Colmar po raz kolejny został zdobyty przez Niemcy, jednak wyzwolono go 2 lutego 1945 r.

Co zobaczyć w Colmarze?

Najlepszy sposób zwiedzania Colmaru to z pewnością długi spacer pomiędzy kolorowymi kamieniczkami miasta. W ten sposób zobaczymy najważniejsze dzielnice tego urokliwego zakątka Francji. Kolejną metodą jest rejs łódką, dzięki której zwiedzimy Petite Venise z innej strony, ale o tym dokładniej poniżej.

Le quartier des Tanneurs  

Le quartier des Tanneurs, czyli Dzielnica Garbarzy charakteryzuje się wysokimi kamienicami o konstrukcji szkieletowej i szachulcowej. Większość z nich pochodzi z XVII i XVIII stulecia, i jak sama nazwa sugeruje zamieszkiwali je niegdyś garbarze wraz z rodzinami. Tutaj też suszyli oni swoje skóry, najczęściej na najwyższym piętrze kamienic. Ta dzielnica odzyskała swoje piękno po przeprowadzonych restauracjach budynków w latach 1968-1974. To prawdziwe centrum starego miasta w Colmarze. Tutaj znajdziecie masę kawiarni, restauracji, sklepików z pamiątkami itp.

Marché couvert i Quartier de la poissonnerie

Aby dostać się do największej atrakcji Colmaru musimy przejść przez inne równie urokliwe miejsce, czyli Quartier de la poissonnerie (Dzielnicę rybaków). Tutaj doskonale odczujemy już klimat Colmaru. Do dzielnicy jeszcze za moment wrócimy, chciałabym Wam jeszcze wspomnieć o jednym miejscu, które znajduje się zaraz obok, czyli Marché couvert. Przy tym XIX-wiecznym budynku kupcy targowali kwiatami, a z powodu jego położenia zaraz przy kanale robili to na zacumowanych łódkach. Aktualnie znajdziemy tam liczne lokalne sklepiki i restauracyjki, gdzie warto przysiąść i spróbować regionalnego wina lub przekąski. Ja zaopatrzyłam się w przepyszny ser pleśniowy!

Marché couvert

Wracając do Quartier de la poissonnerie, to przez wieki istniał tu cech rybaków o bardzo surowych prawach (nie można było np. łowić w święta czy w nocy). Warto wiedzieć, że w średniowieczu istniał zwyczaj, że rzemieślnicy pałający się tą samą profesją mieszkali przy jednej ulicy. Miejsce nad kanałem Lauch służyło do sprzedaży świeżo złowionych ryb. W 1709 r. większość budynków strawił niestety pożar. Władze miasta zadbały o wygląd dzielnicy w czasie renowacji, która miała miejsce w latach 70. i 80. XX w.

Co koniecznie zobaczyć w Colmarze? Petite Venise – „Mała Wenecja”

Największą atrakcji Colmaru jest niezaprzeczalnie Petite Venise, miejsce pełne uroczych kamieniczek pomiędzy, którymi przepływają kanały rzeki. Temu zagospodarowaniu zawdzięcza z pewnością także swoją nazwę. Aby zobaczyć ją z innej perspektywy można opłacić przejażdżkę łódką, co bardzo polecam, bo widoki są obłędne – sami zobaczcie na poniższych zdjęciach! Przejażdżka kosztuje ok. 10 euro od osoby.

Rejs łódką po Petite Venise wspominam bardzo miło! Rzadko decyduje się na takie atrakcje, pierwszy raz płynęłam statkiem po Menie w 2019 r. i oglądałam najważniejsze zabytki Frankfurtu. Później była łódeczka w Colmarze i stateczek w Strasburgu. Powiem szczerze, że spodobały mi się takie wypady, wszystko można zobaczyć z innej perspektywy. Następny będzie chyba rejs po Sekwanie w Paryżu!

Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki
Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki

Kolorowe kamienice

We wszystkich wyżej wymienionych dzielnicach Colmaru napotkacie przepiękne, kolorowe kamienice, które są z pewnością jedną z największych walorów miasteczka. Warto przy niektórych zatrzymać się przynajmniej na chwilę i przyglądnąć się szczegółom.

Jedną z najatrakcyjniejszych kamienic w Colmarze jest La maison des Têtes, czyli Dom Głów. Został wybudowany w 1609 roku, a swoją nazwę zawdzięcza umieszczeniu na jego elewacjach 105 groteskowych masek. Na żywo wyglada o wiele lepiej niż na zdjęciu!

Jedną z najsłynniejszych kamienic w Colmarze jest Maison Pfister – burżuazyjny budynek wzniesiony w 1537 r. Jego właścicielem był Louis Scherer, który majątek zbił na kopalniach srebra. Ten renesansowy budynek wzorowany jest na średniowiecznej architekturze, która przepełniona jest różnorodną ikonografią, często związaną z postaciami ze Starego lub Nowego Testamentu czy portretami cesarzy.

Maison Pfister

Inną znaną kamienicą jest Koïfhus. Ta gotycko-renesansowa budowla powstała w 1480 roku i była centrum politycznego i biznesowego życia miasta. Parter budynku przez wieki używany był jako magazyn, market i urząd celny. Pierwsze piętro służyło do spotkań posłów Décapolu, federacji 10 miast alzackich utworzonej w 1534 roku. Dzisiaj odbywa się tam wiele manifestacji. Jest to także miejsce gdzie swoją aktywnością społeczno-kulturalną mogą wykazać się mieszkańcy.

Koïfhus

Kościół św. Marcina

Kościół św. Marcina, nazywany także katedrą, choć Colmar nigdy biskupstwem nie był, w obecnej formie ujrzał światło dzienne dzięki przebudowanie dawnej bazyliki romańskiego co miało miejsce w latach 1234-1365. Świątynia posiada jedną wieżę o wysokości 72 metrów, choć pierwotnie planowano postawienie dwóch. Wnętrze jest dość skromne, wiele elementów zostało zniszczonych w czasie Rewolucji Francuskiej.

Pamiątki

Colmar słynie z kilku typu pamiątek. Z pewnością warto tu zaopatrzyć się w lokalne wino, to jedno z najlepszych na świecie! Miasto słynie także z pierników wszelkiego rodzaju, jeśli więc jesteście fanami słodkości z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie. Mają różne kształty i smaki, wybór jest ogromny! To także miły prezent dla bliskich.

Na każdym kroku spotkacie także podobiznę małej dziewczynki w specyficznej, ogromnej kokardzie. Ich autorem jest francuski malarz, rysownik Jean-Jacques Waltz, który używał pseudonimu Hansi. Tak też nazywa się charakterystyczną dziewczynkę.

Hansi

Co zjeść w Alzacji?

Jeśli nigdy nie byliście we Francji jest kilka podstawowych smaków, których koniecznie musicie spróbować! Oczywiście jednym z nich są tutejsze bagietki, ja zajadam się nimi tutaj każdego dnia, przeważnie pałaszuje je z serem pleśniowym, którego wybór jest tutaj ogromny! W Alzacji warto spróbować tego tutejszego Munster, choć każdy, który weźmiecie z półki będzie wyśmienity!

Oczywiście – wina! Jest ich naprawdę ogromny wybór, nie jest też strasznie drogie, choć to zależy od gatunku, rocznika itd. W przeciwieństwie do Polski we Francji smaczne wino kupicie już w granicy 3 euro (ok. 12 zł), czasem zdarzy się nawet taniej. Nie zbankrutujecie, więc na tym. W knajpach kieliszek wina kosztuje od 3,50 do 7 euro, czasem więcej zależy od restauracji. Będąc w Colmarze warto spróbować win Alzackich, to tutaj znajduje się bowiem ich szlak. Warto, więc sięgnąć do tych produkowanych w pobliskim Eguisheim czy Riquewihr.

Restauracje, a bardziej tawerny nazywane są tutaj winstube i to właśnie tam najlepiej zajść żeby skosztować pysznego, lokalnego jedzenia. Jednym z najpopularniejszych dań jest tarte flambée, w Niemczech znane jako flamkuchen – cienka pizza w stylu alzackim ze śmietanką, cebulą i boczkiem. Mamy tutaj do wyboru także inne kombinacje, z owocami morza, ślimakami, serami itd. Wyglądają pysznie!

Jako koneser wszelkiego rodzaju zapiekanek z ogromną przyjemnością skosztowałam Baeckeoffe. W dialekcie alzackim oznacza to po prostu piec piekarski. Pokrojone w plastry ziemniaki, cebulę, mięsa różnego rodzaju na noc marynuje się w tutejszym winie, a później zapieka w specjalnych glinianych naczyniach (możemy je kupić w każdy sklepie z pamiątkami). Tradycyjnie potrawa ta związana jest z zakazem używania ognia od piątkowej nocy, do wieczoru w sobotę. Np. ortodoksyjni luteranie zapiekali takie dania w piątek, a w sobotnie popołudnie było ono jeszcze ciepłe. Inna legenda mówi, że kobiety w Alzacji wykonywały pranie w poniedziałki, nie miały więc czasu, aby przygotować wtedy obiad. W związku z tym z rana wstawiały potrawę do piekarnika i szły zająć się swoimi obowiązkami.

Tradycyjny Baeckeoffe z bagietką i winem!

Zdecydowanie uwielbiam małe, urokliwe miasteczka po których można krążyć godzinami i odkrywać szczególiki, które tworzą piękną mozaikę. To właśnie takie szczegóły zapadają w pamięci i w sercu na zawsze. Colmar zapamiętam do końca życia, a może jeszcze uda mi się tam wrócić!

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! W zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Grecja Paksos i Antipaksos

Paksos i Antipaksos – greckie Karaiby? Jednodniowa wycieczka.

W czasie dwutygodniowego pobytu w hotelu na Korfu w pakiecie all inclusive oczywiście nie mogłam usiedzieć na miejscu i delektować się jedynie widokiem z basenu na pobliską plaże Agios Georgios. Poza wypożyczeniem samochodu (o tym co zwiedziłam opowiem Wam w innym poście) zdecydowałam się na jednodniowy zorganizowany rejs na tzw. „Greckie Karaiby”, wyspy bogaczy, czyli Paksos i Antipaksos.

Paksos i Antipaksos to dwie niewielkie wysepki na Morzu Jońskim niedaleko wyspy Korfu. Każda z nich posiada własne mity i historie, o których możemy dowiedzieć się w czasie spacerów. Dodatkowo na wysepkach rozsiane zostały piękne plaże, niebieskie groty, gaje oliwne oraz maleńkie porty rybackie. To wszystko tworzy z Paksos i Antipaksos kolorową mozaikę dla naszych oczu.

Organizacja wycieczki

Wybraliśmy wycieczkę organizowaną przez biuro podróży (Itaka), u którego wykupiliśmy także pobyt w hotelu. Koszt wynosił 40 euro od osoby. Była to dla nas najwygodniejsza opcja, ponieważ w Agios Georgios w tym czasie otwarte było tylko jedno biuro podróży, a do Kerkyry ciężko było się dostać jeśli nie posiadało się wynajętego samochodu (taksówka jest droga, a zielone busy jeździły bardzo rzadko). W ramach opłaty uwzględniony był transport z hotelu do portu w Korfu (tam i powrót) oraz rejs statkiem i przewodnik. W cenie nie było żadnego wyżywienia ani napojów. Uważam to za dużą wadę, ponieważ na pokładzie nie można było kupić niczego konkretnego do jedzenia, tylko chipsy, paluszki itp. Warto wtedy wziąć zapas jedzenia ze sobą (ewentualnie zamówić jakiś lunchbox w hotelu) zwłaszcza jeśli podróżujemy z dziećmi. Zanim dopłyniemy do Paksos (gdzie ceny w restauracjach są wyższe niż na Corfu) minie bowiem około 3-4 godzin, więc na pewno zgłodniejecie.

Zorganizowane wycieczki odbywały się w środy i piątki. Celowo wybraliśmy piątek, ponieważ w sobotę zmieniał się turnus, więc mało kto decydował się na długą wycieczkę dzień przed powrotem do domu. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ uczestnicy wycieczki w środę opowiadali nam o tłoku i przeładowanym turystami statku, mimo wprowadzenia licznych ograniczeń i kontroli przez greckie władze w związku z koronawirusem! Zero przyjemności z podróży, niektórzy spali i siedzieli nawet na podłodze. W naszym przypadku na statku było można powiedzieć „luźno”. Dla każdego znalazło się miejsce na pokładzie a nawet w jego klimatyzowanej części.

Wycieczka, start!

Autobus przyjechał po nas pod hotel około godziny 8.00. Wszyscy zgrabnie się uwinęli i jako pierwsza grupa dojechaliśmy do portu w Korfu (podróż trwa godzinę). Dzięki temu udało nam się zająć strategiczne miejsce na pokładzie statku, z którego roztaczały się piękne widoki na okolice. Poranek był bardzo rześki, słońce nie raziło jeszcze zbyt mocno, więc był to doskonały wybór. W drodze powrotnej było już tak gorąco (ponad 40 stopni w cieniui!), że siedzenie na pokładzie zewnętrznym było koszmarem nie przyjemnością.

Statek wypłynął z portu około godziny 10 i wtedy ukazał mi się malowniczy widok na Kerkyrę! Miasto z piętrzącymi się twierdzami możecie zobaczyć tylko z perspektywy statku!

Widok na Kerkyrę ze statku
Widok na twierdzę w Kerkyrze

Antipaksos i iście karaibska woda!

Pierwszy przystanek wycieczki to Antipaksos. Rejs w to miejsce trwał około 2 godziny. Ten czas upłynął nam na szukaniu delfinów (kilka udało się zobaczyć), ale przede wszystkim zachwycił mnie żółw morski! Strasznie żałuje, że nie miałam wtedy w ręce aparatu, bo nie wiem czy podobna sytuacja mi się przytrafi!

Wracają do jednej z plaż na Anitpaksos przy której zacumował nasz statek to muszę stwierdzić, że była jedną z piękniejszych jakie widziałam w życiu! Zejście do wody było możliwe tylko rufą statku, można było zejść po drabinie, która była wyjątkowo trefna! Strasznie wbijała się w stopy, niektórzy nawet z niej spadali! Inna możliwość to skok do wody. Tą opcje wybierało większość osób. W przypadku, gdy przy Agios Georgios woda była dość chłodna, to przy Antipaksos była przyjemnie ciepła! Aż nie chciało się z niej wychodzić zwłaszcza, że temperatura powietrza była już wyższa niż o poranku. Postanowiłam popłynąć na plażę, która usiana była charakterystycznymi, dużymi, białymi kamieniami. Także dno pokryte było białą glinką o bardzo dziwnym zapachu, którą niektóre panie smarowały się po twarzy. Obok plaży znajdują się także skałki, po których można chodzić, choć polecam wzięcie ze sobą specjalnego obuwia do pływania, ponieważ są one dość ostre a niektórzy widzieli tam jeżowce.

Czas na pływanie wyniósł ok. 40 minut a nie tak jak było w planie wycieczki 1,5 godziny. To zdecydowanie za mało zwłaszcza, że była to pierwsza i ostatnia kąpiel przewidziana w czasie wycieczki. Po wejściu na statek ruszyliśmy w dalszy rejs.

Blue Caves i małe rozczarowanie

Niecałą godzinę płynęliśmy do następnej atrakcji, którą były niebieskie jaskinie (Blue Caves). Jedną jaskinię tego typu udało mi się już zobaczyć w Chorwacji na wyspie Cres, w związku z tym miałam pewne oczekiwania co do tego miejsca. Słyszałam także masę pozytywnych opinii o Blue Caves od osób, które na wycieczce były wcześniej. I tu niestety nastąpiło moje rozczarowanie. Po pierwsze na zdjęciach, kiedy promują wycieczkę wydaje się że statek w całości wpływa w jaskinie. Niestety tak nie jest, ledwo wchodzi tam jego kadłub, po prostu jest za duży. Po drugie, zanim zobaczyłam niebieskie refleksy na ścianach jaskini minęło kilka dobrych minut. Nie są one bowiem tak wyraźne jakbyśmy chcieli, zapewne zależy to także odp org dnia i nasłonecznienia. Statek rejsowy jest zbyt duży, aby w pełni zobaczyć to co oferują Blue Caves na Paksos. Może gdyby pozwolono nam tam też popływać samodzielnie to wrażenie byłoby lepsze, bo okolica jest naprawdę piękna!

Paksos – wyspa bogaczy i port Gaios

Ostatnim punktem wycieczki było Paksos, do której płynęliśmy kolejną godzinę. Nazwa wyspy pochodzi od imienia ucznia Apostoła Pawła, który nawracał na chrześcijaństwo tutejszych mieszkańców. Zmarł on na Paksos i tu też został pochowany.

Mit głosi, że Korfu, Paksos i Antipaksos były kiedyś jedną wyspą. Posejdon, który chciał spędzać w oddali czas ze swoją kochanką Amfirytą uderzył w północną część Korfu trójzębem, a wysepki oderwały się. Tym samym stworzył cichy zakątek dla zakochanej pary. Mówi się nawet, że uderzenie było tak mocne, że bóg utracił swój trójząb.

Na zwiedzanie portu w Gaios, który jest stolicą obu wysepek mieliśmy około 2 godzin. Udało nam się wtedy zjeść coś smacznego w jednej z kilkunastu restauracji – szczególnie polecam różnego rodzaju owoce morza, których jest tutaj masa! Należy jednak liczyć się z faktem, że na Paksos wszystko jest nieco droższe niż na Korfu czy na kontynencie. Wiąże się to z koniecznością dowiezienia wszystkich produktów na wyspę, co zwiększa koszty. Po obiedzie mieliśmy jeszcze czas pospacerować po naprawdę niewielkiej miejscowości, choć nie było to zbyt przyjemne po całym dniu na łódce i w ponad 40 stopniowym upale. Na pierwszy rzut oka widać, że Gaios utrzymuje się głównie z turystyki, na mieście spotkamy bowiem masę restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami. Ogólnie odniosłam wrażenie, że jest ono troszkę „przereklamowane”, a wycieczka nie była tak satysfakcjonująca jak tego oczekiwałam i jak podkreślano w ofercie sprzedaży. Być może gdybym mogła spędzić na wyspie więcej czasu, poznać jej „zakamarki”, a nie tylko port w Gaios to może odniosłabym inne wrażenie. Paksos jest przyjemne, ale na moje oko to niestety nic wyjątkowego (poza piękną turkusową wodą!).

Port w Gaios oblegany jest przez koty! Spotkacie je na każdym kroku, a zwłaszcza w pobliżu restauracji, gdzie na piękne oczęta próbują ugrać trochę owoców morza!

Po zwiedzeniu Gaios udaliśmy się z powrotem na statek około godziny 17. Rejs powrotny trwał ponad 2 godziny, jazda autobusem z portu w Korfu do Agios Georgios kolejną godzinę. Na miejscu byliśmy po 20. Wieczorna kąpiel w hotelowym basenie po całodniowej wycieczce była jak najbardziej wskazana! Woda w basenie nigdy nie była tak przyjemna!

W porcie w Gaios można zaopatrzyć się także w lokalne produkty. Najlepiej zabrać ze sobą do domu oliwę (nalewaną z beczek!) oraz miód

Podsumowując nie mogę powiedzieć, że wycieczka na Paksos i Antipaksos mnie usatysfakcjonowała. I nie chodzi mi tutaj o upał (zdaje sobie sprawę, że w sierpniu w Grecji może być gorąco), ale o fakt spędzenia połowy dnia (ponad 5 godzin) w podróży. W końcu 40 euro za osobę bez wyżywienia to nie niska cena, a oglądanie przez 50% czasu wnętrza autobusu czy statku (ile godzin można patrzeć na morze w 40 stopniach w cieniu!) nie można uznać za udaną wyprawę. Jeśli więc planujecie wycieczkę do Paksos i Antipaksos sprawdźcie dokładnie jaki jest plan wycieczki i ile godzin spędzicie w samej podróży do danych miejsc. W tej którą ja wybrałam z pewnością brakowało jeszcze choć jednej kąpieli. Choć to oczywiście tylko moja subiektywna ocena, wiem, że niektórym taka forma wycieczki przypadła do gustu. Z pewnością największym walorem tej wyprawy były piękne widoki na wybrzeża Korfu, Paksos i Antipaksos a także szansa zobaczenia delfinów, a nawet żółwia! Port w Gaios nie powalił mnie na kolana, jednak zobaczenie małej greckiej wioski uważam za ciekawe doświadczenie. Szkoda, że jest już ona tak bardzo nastawiona na przyjęcie turystów i brak tu zwykłego, codziennego życia mieszkańców.

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description
Europa Londyn Wielka Brytania

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Z czym kojarzy Wam się Londyn? Z szarym, betonowym miastem? Big Benem górującym nad centrum miasta? A może z angielską królową, Kate Middleton i Megan Merkle? Bez wątpienia są to elementy, które mogą się kojarzyć ze stolicą Wielkiej Brytanii, jednak nie tworzą jego kwintesencji! Londyn uważam za miasto pełne kontrastów, zaskakujące na każdym kroku, kolorowe, wielokulturowe, inspirujące, pędzące do przodu… mogłabym tak wymieniać długo! Co ważne w kontekście tego posta, Londyn z pewnością jest bardzo fotogeniczny a miejsca do zrobienia sobie idealnego zdjęcia spotkamy na każdym kroku! Poniżej przedstawiam Wam najlepsze (moim zdaniem) miejsca do wykonania iście instagramowej fotki!

Big Ben

Do Londynu jeżdżę co roku od 2015 r. (czasem udaje mi się tam być nawet kilka razy w roku!). W tym czasie udało mi się jeszcze zobaczyć Big Ben w pełnej krasie, później rozpoczął się jego remont, który trwa do dziś. Musicie mi więc wybaczyć mało „instagramowe” zdjęcie centrum Londynu, choć chyba nie jest aż takie złe? Mi się nawet podoba! Big Ben to z pewnością pierwsze miejsce, które powinniśmy odwiedzić w stolicy Wielkiej Brytanii i zrobić sobie z nim fotkę.

Metro: Westminster

Westminster Abbey

Nieopodal parlamentu i Big Bena znajduje się kolejne must see, a zarazem bardzo fotograficzne miejsce w Londynie. Z pewnością słyszeliście o majestatycznej Westminster Abbey! To jedna z najważniejszych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii, a od 1066 r. miejsce koronowania władców państwa. Od XIII w. to tu spoczywają ciała monarchów, a także najbardziej zasłużonych dla kraju osób.

Metro: Westminster, St. James’s Park

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

China Town

China Town to jedna z najpopularniejszych dzielnic w Londynie. Masy turystów przychodzą tutaj rozkoszować się chińskimi dekoracjami a przede wszystkim jedzeniem! Co prawda nie jest ona zbyt duża (to zaledwie dwie większe uliczki), jednak wykonanie ciekawego, kolorowego zdjęcia jest to jak najbardziej do wykonania! A jak już jakieś zrobicie to możecie pójść spróbować czegoś smacznego do jednej ze 100 chińskich restauracji!

Metro: Leister Square

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Pałac Buckingham

Pałac Buckingham to prawdziwy symbol Wielkiej Brytanii. To tu po śmierci księżnej Diany Brytyjczycy składali wieńce. W tym czasie Elżbieta II wprowadziła nowy zwyczaj. W czasie gdy pojechała na pogrzeb księżnej nakazała ściągnięcie sztandaru królewskiego a na jego miejsce podniesiono flagę brytyjską Union Jack. Od tamtego momentu kiedy umiera członek rodziny królewskiej Union Jack wiesza się do połowy masztu.

Metro: Green Park, St. James’s Park

Notting Hill

Notting Hill to kolejna bardzo popularna dzielnica Londynu, rozreklamowana przede wszystkim przez kultowy film romantyczny o tej samej nazwie. Aż dziwne, że po kilkukrotnych wizytach w tym mieście zawitałam tu pierwszy raz dopiero w 2020 roku! Dzielnica słynie z wielu kawiarenek a przede wszystkim z targu ze starociami. Jeśli odwiedzicie Londyn koniecznie zajrzyjcie tu pooglądać kolorowe kamienice. To podobno także jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w mieście ☺️

Metro: Nothing Hill Gate lub Ladbroke Grove

Tower Bridge

Tower Bridge bez wątpienia to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Londynu. Powstał w II połowie XIX w. (budowę ukończono w 1894 r.) i wybudowano go w stylu wiktoriańskim. Nie wielu wie, że pierwotnie miał on inne kolory niż teraz! Na biało-niebieskiego przemalowano go dopiero w 2010 roku. Pierwotnie był beżowy, później w 25 rocznice koronowania Elżbiety II (1977) pomalowano go na kolory biały, niebieski i czerwony. Z pewnością warto zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie!

Metro: Tower Hill

St. Paul Catherdal i Millenium Bridge

Katedra św. Pawła to jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii. To także jeden z symboli miasta i odwiedzając Londyn musicie zobaczyć ten kościół. Jest kilka punktów, z których wykonuje się najlepsze zdjęcia, jednym z nich jest Millenium Bridge. Budowę katedry ukończono w 1710 r., zaś otwarcie mostu miało miejsce w 2000 r. Później go jednak zamknięto z powodu zbyt dużych wibracji, gdy przebywało na nim za wiele osób. Ponownie otworzono go dwa lata później.

Metro: St. Paul’s

Widok na St. Paul Cathedral z Millenium Bridge

Covent Garden

Covent Garden to jedna z najmodniejszych londyńskich dzielnic. Wystarczy przejść się po niej przez kilka minut a poczujemy jej ducha. Masa tu sklepów, restauracji i uroczych kawiarenek. Po shoppingu można odpocząć w jednym z wielu klimatycznych pubów. Najwięcej turystów przyciąga jednak tamtejszy market, gdziem można zaopatrzyć się w różnego rodzaju bibeloty. Bez wątpienia wykonacie tu masę pięknych zdjeć!

Metro: Covent Garden

Jedna z kawiarni na Covent Garden
Market
Jeden z pubów na Covent Garden

Neal’s Yard

Nieopodal Covent Garden (zaledwie kilka minut spacerem) znajduje się uroczy zakątek – Neal’s Yard. To obowiązkowe miejsce dla osób lubujących się w kolorowych kamieniczkach! Nazwę wystarczy wprowadzić w Google Maps i dojdziecie tam bez problemu. Na miejscu można przekąsić coś niewielkiego albo wypić kieliszek wina. Warto spojrzeć także dokładniej na ściany budynków, można znaleźć tam piękne graffiti.

Metro: Covent Garden

Carnaby Street

Carnaby Street znajduje się nieopodal jednej z największych shoppingowych ulic Londynu, Regent Street. Na piechotę dojdziemy tutaj także spokojnie z China Town. Może ulica nie przykuwa tak uwagi, jak Neal’s Yard i nie jest tak kolorowa jak chińska dzielnica, ale warto po niej pospacerować i wykonać kilka ciekawych ujęć wśród kolorowych sklepów i kawiarni. Uwaga! Popatrzcie też w górę, wiszą tam liczne ozdoby!

Metro: Oxford Circus, Picadilly Circus

Trafalgar Square i National Gallery

Trafalgar Square przyciąga masę turystów czego przyczyną jest z pewnością znajdująca się tam wielka Kolumna Nelsona otoczona czterema lwami, upamiętniająca zwycięstwo Anglików w bitwie morskiej pod Trafalgarem w 1805 r. Tutaj też znajduje się jedna z największych galerii sztuki na świecie – National Gallery (wstęp bezpłatny). W środku powalą nas na kolana jednak nie tylko obrazy, a samo wnętrze!

Metro: Charing Cross

Słynne lwy na Trafalgar Square
National Gallery
National Gallery
Sala Yves Saint Laurent w National Gallery

Kew Gardens

Ogrody Królewskie (a w zasadzie Royal Botanic Gardens) to wymarzona sceneria do zdjęć! Znajdziemy tu roślinność z całego świata, która umieszczona jest w przepięknych szklarniach. Nie brakuje także angielskich kamienic, z którymi można wykonać ładne zdjęcie. W Kew Gardens z pewnością spędzicie cały dzień i odpoczniecie w okolicznościach zieleni. Ogrody od 2003 r. znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Metro: Kew Gardens

Camden Town

Camden Town słynie z kontrkulturowej oazy, masy targów z modą i pysznego jedzenia. To miejsce przyciąga masy turystów, młodzieży i punków, ale każdy z nas znajdzie coś dla siebie na masie straganów i sklepów. Napotkacie tu zawsze masę turystów.

Metro: Camden Town

Punkt widokowy na wzgórzu w Greenwich

Spacerując po Parku w Greenwich koniecznie trzeba wspiąć się na tamtejsze wzgórze! Rozpościera się tam imponująca panorama na Londyn. Z tego miejsca możemy zobaczyć większość wieżowców City of London. Punkt widokowy jest oczywiście darmowy!

Metro: North Greenwich

Horse Guard i Horse Guard Parade

Jako miłośniczka koni i jazdy konnej nie mogłabym nie wspomnieć o tym miejscu! Horse Guard Parade to duży plac znajdujący się obok St. James’s Park. To tu, co roku odbywa się ceremonia Trooping the Colour (po polsku zwana „Paradą na cześć urodzin Królowej”). W jej czasie królowa dokonuje przeglądu wojsk a następnie ma miejsce parada. Zaraz obok, za bramą znajduje się Horse Guard, budynek, w którym mieści się teraz Household Cavalry Museum. Nie on sam jest jednak największą atrakcją a konie stojące zaraz przed wejściem. Można wykonać sobie z nimi zdjęcie. Tylko uwaga – gryzą!

Metro: Embankment, Charing Cross, St. James’s Park

O Richmond możesz przeczytać więcej tutaj: Richmond upon Thames – moja ulubiona dzielnica Londynu

Richmond upon Thames

Richmond upon Thames to jedna z moich ulubionych dzielnic Londynu! Zapewne jest to spowodowane faktem, że to właśnie tu wylądowałam w hotelu w czasie mojej pierwszej podróży do stolicy Wielkiej Brytanii na dłużej. Richmond niczym nie przypomina centrum miasta, panuje tu spokój, a okolica jest prawdziwie urokliwa. Najbardziej lubię odpoczywać nad Tamizą w jednym z tutejszych pubów.

Metro: Richmond

Mam nadzieje, że dzięki powyższym zdjęciom przestaniecie uważać Londyn za szare i ponure miasto! Co prawda na pierwszy rzut oka takie właśnie może się wydawać. Z drugiej strony to ogromna radość szukać powyższych miejsc (a może znacie jeszcze jakieś inne?) w zakamarkach tego ogromnego miasta. W Londynie byłam już kilka razy, ale za każdym razem zaskakuje mnie na nowo! Tego także życzę Wam w czasie odkrywania tej metropolii kontrastów!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A może znasz inne fotogeniczne miejsca w Londynie? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
A jeżeli blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Dolnośląskie Polska

Kościół Pokoju w Świdnicy – lista światowego dziedzictwa UNESCO

We wrześniu tego roku odwiedziłam jeden z niewielu polskich zabytków, które doczekały się wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO – Kościół Pokoju w Świdnicy na Dolnym Śląsku, a dokładniej Kościół Pokoju pw. Trójcy Świętej. Wiem, że wielu z Was nie słyszało o tym miejscu, a tym bardziej nie zdawało sobie sprawy, że zabytek na skalę ŚWIATOWĄ znajduje się właśnie w Polsce! Kościół Pokoju w Świdnicy to bowiem największa drewniana barokowa protestancka świątynia na świecie! Do tego w 2017 r. razem z cmentarzem została wpisana na listę Pomników Historii, na której znajdują się najcenniejsze zabytki w Polsce. Jeśli to nie skłania Was do odwiedzenia tego miejsca, to z pewnością zrobią to poniższe zdjęcia!

Strop

Historia Kościoła Pokoju

Przed wybuchem wojny 30-letniej świdniczanie mogli swobodnie wyznawać swoją religię luterańską. Zabroniono tego jednak w momencie wybuchu konfliktu w 1618 r. Pokój westfalski złagodził te obostrzenia, wolności nie były jednak już tak duże jak wcześniej.

Świątynia powstała na mocy pokoju westfalskiego (1648) podług którego Habsburgowie zobowiązali się przed protestancką Szwecją do pozwolenia na budowę kościołów protestanckich w księstwach dziedzicznych w Jaworze, Głogowie i Świdnicy. Cesarz miał jednak swoje warunki. Zgodził się, aby protestanci wybudowali świątynie wyłącznie z nietrwałych materiałów, jak drewno, piasek, słoma czy glina. Na postawienie kościoła w Świdnicy wyznaczono jedynie rok. Nie chciano bowiem by budowla przetrwała próbę czasu.

Pomimo braku środków świdniczanie stanęli na wysokości zadania. Nawet najbiedniejsi starali się brać udział w budowie kościoła przynosząc choćby pojedyncze deski. Angażowali się przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, zarówno mieszczanie, szlachta, jak i chłopi. Niejaki Christian Czepko wyruszył nawet w podróż po europejskich dworach w celu pozyskania środków finansowych na budowę kościoła. Poniekąd cudem, udało się postawić świątynie, a pierwsze nabożeństwo odbyło się po 10 miesiącach od rozpoczęcia inwestycji, w dniu 24 czerwca 1657 r.

W 1708 r. kiedy sytuacja protestantów nieco się poprawiła, ponownie w związku z naciskiem króla szwedzkiego obok kościoła dobudowano dzwonnice i szkołę ewangelicką. Można je oglądać do dziś.

Widok na dzwonnice

Po pewnym czasie do głównej bryły kościoła dobudowano Halę Chrztów i zakrystię od wschodu, Halę Zmarłych od zachodu, Halę Ślubów od południa i Halę Polną od północy. W świątyni mieści się przeszło 7,5 tysiąca ludzi!

Zwiedzanie Kościoła Pokoju i informacje praktyczne

Godziny otwarcia: kwiecień-październik: 9-18 (poniedziałek-sobota), 12-18 (niedziela i święta), jesienią i zimą obowiązują inne godziny otwarcia 

Wstęp: kupuje się cegiełkę, normalna to koszt 12 zł; 5 zł dzieci i młodzież; 10 zł emeryci. Warto kupić sobie jeszcze coś w sklepie z pamiątkami, ponieważ całość przekazywana jest na remont kościoła!

Parking i dojazd: Bezpośrednio do Świdnicy dojedziemy pociągiem Regio z Wrocławia; parking znajduje się zaraz obok kościoła (dodatkowo płatny, w weekendy darmowy)

Czas zwiedzania: Na zwiedzanie kościoła i okolicy warto zarezerwować sobie około godziny

Strona internetowa Kościoła Pokoju: https://kosciolpokoju.pl

TIP: W czasie zwiedzana puszczana jest ok. 20 minutowa informacja, z której dowiemy się o najważniejszych wydarzeniach z dziejów kościoła

Wnętrze budowli (mimo, że trwają jeszcze prace renowacyjne) jest imponujące, co zresztą widzicie na załączonych zdjęciach. Do najważniejszych elementów architektury należą ołtarz i ambona, warto jednak przypatrzeć się dokładnie także pozostałym zdobieniom, a przede wszystkim znajdującej się nad wejściem płaskorzeźbie przedstawiającą Ostatnią Wieczerze. Najbardziej wpływowe rodziny arystokratyczne posiadały w kościele swoje własne loże. Szczególnie wyróżnia się ta opływająca złotem, nazwana lożą Hochbergów, którzy ufundowali dęby na budowę świątyni. Bogate, barokowe wnętrze bardzo mocno kontrastuje z prostotą bryły. 

Ciekawostki o Kościele Pokoju w Świdnicy:

  • do kościoła prowadzi 27 drzwi, każde było zarezerwowane dla danej arystokratycznej rodziny
  • kościół ma 180 okien
  • świątynia została wykonana tylko z nietrwałych materiałów (glina, słoma, drewno), nie użyto do budowy gwoździ
  • Kościół Pokoju to jeden z siedmiu nowych cudów Polski według „National Geographic”
  • pomimo, że świątynia powstała w wyniku konfliktu do dziś jest symbolem pojedniania
  • w 2011 r. kościół odwiedziła szwedzka para królewska Karol XVI Gustaw i królowa Sylwia
Jedne z wielu drzwi

Nocleg:

Na terenie Placu Pokoju w budynku, którym mieściło się niegdyś Liceum Ewangelickie (1708) utworzono pensjonat Barokowy Zakątek. Wszystkie pokoje są gustownie urządzone, posiadają swoją łazienkę, a ceny, w których ujęte jest także śniadanie, nie są zbyt wysokie: pokój jednoosobowy – 150 zł, dwuosobowy – od 180 do 250 zł.

Loża Hochbergów
Widok na Lożę Hochbergów

Kościół Pokoju w Świdnicy to Wasz „must see” podczas zwiedzania Polski i Dolnego Śląska! Ja do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem i pewnie jeszcze długo będę. Smutne, że świątynia nie jest zabytkiem rozpoznawalnym na skalę światową, a nawet w Polsce, ale miejmy nadzieje, że ulegnie to szybko zmianie! Może się to stać także dzięki nam!

Putta wykonania lokalnego współczesnego artysty
Kościół Pokoju od zewnątrz
JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A MOŻE odwiedziłeś już kościół Pokoju w Świdnicy? Podziel się swoimi wrażeniami w komentarzach!
Dolnośląskie Polska

Pałac w Gorzanowie – dolnośląska, ocalała perełka

Planując swoje podróże często szukamy miejsc dobrze znanych, popularnych, dzięki którym będziemy mogli zabłysnąć ponownie na naszej fejsbukowej tablicy. Często niestety nie znamy swojej najbliższej okolicy, wyjeżdżamy nieraz na koniec świata, aby zobaczyć jakieś miejsce, …

Małopolskie Niezbędnik Polska Porady Śląskie

Na Szlaku Orlich Gniazd – plan 3-dniowej wycieczki

Mój wyjazd na Szlak Orlich Gniazd bez wątpienia był wynikiem koronawirusa – gdyby nie to to z pewnością tą wycieczkę odkładałabym jeszcze długo, długo w czasie. Ale nie żałuje, że wyruszyłam w tym kierunku. Szukałam różnych pomysłów w sieci szukając odpowiedzi na pytanie: „co zobaczyć w Polsce?”. Miasteczka na Dolnym Śląsku (Ząbkowice Śląskie, Paczków) nie spełniły niestety moich oczekiwań. Aż bałam się ruszyć dalej 😁 Ale Szlak Orlich Gniazd to był dobry wybór! Trzeba przyznać, że zarówno ruiny, jak i odbudowane zamki mają w sobie to coś. Coś niepowtarzalnego i urokliwego, mimo że pałaców i zamków u nas masa. Zawsze fascynowały, zawsze przyciągały. Każdy turysta szuka tutaj jakiegoś ducha czy tragicznej historii. Zamki na Szlaku Orlich Gniazd dostarczają nam wszystkiego, dlatego postanowiłam przygotować dla Was plan 2-3 dniowej wycieczki w te okolice!

Plan wycieczki

Informacje ogólne

Ja swoją wycieczkę rozpoczęłam w Brzegu w województwie opolskim w związku z tym z tego kierunku opisze ją na blogu. Myślę, że plan będzie podobny także dla okolicznych województw, Wielkopolskiego, Dolnośląskiego, Lubuskiego itp. W zależności od odległości będzie po prostu trzeba wcześniej wstać 😁 Nie musicie się także trzymać dokładnie mojego planu, wskaże Wam różne alternatywy i możliwości wyboru różnych atrakcji. Powszechnie jednak wiadomo – im wcześniej wstaniesz tym więcej zobaczysz 😁 Choć ja lubię zwiedzać wyspana, więc w moim przypadku wyglada to różnie. Niektórzy preferują także styl slow, co z sugeruje, że zwiedzamy bez pośpiechu, co wydłuża wyprawę. Ja podróżowałam samochodem, więc także z tej perspektywy opisze wycieczkę.

TIP: Koniecznie zaopatrzcie się w gotówkę!!! Płatność kartą nie jest dostępna w wielu miejscach opisanych na trasie!

1 dzień wycieczki

Wstajemy rano 🤨 Ruszamy w kierunku na Częstochowę; z Brzegu zajęło to jakieś 1,5 do 2 h, z Opola macie bardzo blisko. Droga jest bezpłatna, więc nie pociąga to ze sobą dodatkowych kosztów.

  • Zamek Olsztyn koło Częstochowy

Pierwszym celem wycieczki są ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie. Zaraz przy zamku znajduje się kilka płatnych parkingów (ok. 10 zł za dzień), najwygodniej stanąć nieopodal bramy wejściowej. Znajdziemy tutaj także małą bazę gastronomiczną, kilka restauracji, stoiska z lodami, Żabkę 😁 i sklepiki z pamiątkami (głównie dla dzieci). Przy bramie wejściowej do ruin przy stoliczku siedzi Pan, który sprzeda nam bilety.

Zamek Olsztyn to jedna z ciekawszych budowli, którą zaplanowałam w wycieczce, śmiało można więc poświecić mu więcej czasu. Warto pospacerować po ruinach i porobić zdjęcia w malowniczym otoczeniu. Po wspięciu się na górę widok na okolicę jest urzekający, a zamek dodaje wszystkiemu uroku. Także skały okazują się niezwykle fotogeniczne.

Jeśli chcemy poświecić więcej czasu na zwiedzanie Zamku Olsztyn możemy pospacerować dookoła ruin, aby przyjrzeć się im z każdej strony. Inną opcją jest wykupienie dodatkowej wejściówki na wieżę.

Warownia powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, jak zresztą większość zamków znajdująca się na Szlaku Orlich Gniazd. Miały one strzec granicy ze Śląskiem, który należał w tym czasie do Czech. Zamek przez wieki pełnił ważną rolę obronną, utracił ją jednak w XVI-XVII stuleciu kiedy warownie starego typu straciły na znaczeniu. Mocno ucierpiał w czasie potopu szwedzkiego i w zasadzie od tamtego momentu podupadał.

Jeśli interesują Cię dokładniejsze informacje na temat Zamku Olsztyn zapraszam do osobnego wpisu na blogu.

  • Złoty Potok

Następnie udajemy się w kierunku Zamku w Mirowie, jednak nie docieramy do niego… Zatrzymujemy się po drodze na chwile przy Pałacu Raczyńskich w Złotym Potoku. Zobaczenie atrakcji zajmie nam zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu minut, ale warto tu zajechać bo pałac jest bardzo malowniczo położony. Zaopatrzcie się także w ziarna dla kaczek, ponieważ te lubują się w turystach i chętnie do nich podchodzą chcąc wyłudzić jakiś smakołyk. Sama powiem szczerze, że na ten zakątek natrafiłam przypadkiem jadąc z Olsztyna do Mirowa, a do zjechania z wytyczonego szlaku zachęcił mnie widok przez bramę na pałac.

Pałac został wybudowany w połowie XIX w. na miejscu dawnego dworu zwanego Zameczkiem, który popadał w ruinę. Inicjatorem budowy był Wincenty Krasiński. Obok postawiono dworek, który przeznaczony został dla jego syna Zygmunta. Po jego śmierci pałac odziedziczyła córka poety Maria, która była żoną Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. W tym czasie rezydencja została ponownie przebudowana i uzyskała dzisiejszy kształt. Po II wojnie światowej budynek został upaństwowiony i znajdowała się w nm szkoła. Aktualnie pałac znajduje się w złym stanie technicznym, a wnętrza nie można zwiedzać. Prawa do rezydencji roszczą sobie spadkobiercy Raczyńskich, Krzysztof i Stefan Dembińscy, te zostały jednak zakwestionowane przez wojewodę śląskiego. W dworku Zygmunta Krasińskiego aktualnie mieści się Muzeum Regionalne jego imienia, jednak jeśli dobrze pamiętam to budynek także nie znajduje się w zbyt dobrym stanie technicznym.

  • Zamek Mirów

Zaledwie kilka kilometrów dzieli nas od Zamku w Mirowie, który jest kolejnym punktem na mapie wycieczki. Niedaleko warowni znajdziemy bezpłatny parking, najlepiej nie jechać w kierunku restauracji, ale skręcić wcześniej w uliczkę, gdzie znak wskazuje parking. Bilet wejściowy na zamek kosztuje 7 zł (normalny), zaś ulgowy 5 zł.

Zwiedzając zamek w Mirowie warto pamiętać, że to jedna z najstarszych warowni na Szlaku Orlich Gniazd! Aktualnie można go oglądać wyłącznie z zewnątrz, ponieważ budowla znajduje się w kiepskim stanie technicznym. Istnieją jednak plany jego odbudowy – przyjdzie nam pewnie jednak na to poczekać.

Wokół zamku znajduje się także bardzo przyjemna łąka, gdzie wielu odwiedzających rozkładało się na kocach na piknikach. Niektórzy woleli jednak bardziej aktywnie spędzić czas i pójść powspinać się po pobliskich skałkach.

Jeśli chcecie poczytać więcej o Zamku w Mirowie zapraszam do osobnego wpisu na blogu – tutaj.

I teraz decyzja dnia 😁 Od Zamku w Bobolicach dzieli nas zaledwie 1,5 km. Idziemy na piechotę czy wracamy do zaparkowanego samochodu?

  • Zamek Bobolice

Ja polecam drogę pieszo, jednak zrozumiem jeśli podjedziecie tu samochodem. Obok znajduje się bezpłatny parking, wejście na błonia kosztuje podobnie jak w pozostałych przypadkach 7 zł (bilet normalny) lub 5 zł (bilet ulgowy). To jeden z niewielu zamków na szlaku, który został odbudowany i można go zwiedzać wewnątrz. Łączy to się jednak z koniecznością wykupienia kolejnego biletu: 15 zł (normalny), 10 zł (ulgowy). Obok zamku znajduje się także hotel i restauracja, możemy więc tutaj zostać na dłużej i potraktować warownie jako punkt wypadowy.

Podobnie jak większość zamków na Szlaku Orlich Gniazd ten w Bobolicach powstał w XIV w. Warownia mocno ucierpiała w czasie wojen, m.in. po rozdwojonej elekcji w 1587 r. czy w czasie potopu szwedzkiego. Część zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi do pobliskiego Mirowa. Dopiero pod koniec XX w. budowla znalazła opiekunów, którzy podjęli się jej odbudowy – rodzinę Lisieckich.

Jeśli szukacie więcej informacji na temat Zamku Bobolice to zapraszam tutaj.

Tym punktem kończymy pierwszy dzień naszej wycieczki. Ja nocleg zarezerwowałam w Krakowie, gdzie można zobaczyć jeden z zamków, który niektórzy uwzględniają w Szlaku Orlich Gniazd. Chodzi mi tutaj oczywiście o Zamek Królewski na Wawelu! Jeśli jednak będziecie chcieli możecie pozostać na Zamku Bobolice lub w okolicy.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

Dzień 2 – Zamek Królewski na Wawelu

Kraków wszyscy dobrze znamy i kochamy! W dawnej stolicy bywam stosunkowo często z powodów służbowych dlatego zawsze brakuje mi czasu na zwiedzanie. Warto jednak rozejrzeć się po Krakowie w stylu slow przynajmniej jeden dzień. Teraz skupimy się jednak przede wszystkim na zobaczeniu Zamku Królewskiego na Wawelu. Na początku tylko wspomnę, że jeśli chcemy zobaczyć wszystkie „części” Wawelu to nie jest to inwestycja tania, zwłaszcza jeśli zwiedzamy rodziną. Możemy się jednak zawsze zdecydować na wykupienie biletów wstępu tylko na cześć ekspozycji. Ceny przedstawiają się następująco:

  • Reprezentacyjne Komnaty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Prywatne Apartamenty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Skarbiec Koronny i Zbrojownia: poniedziałek wstęp bezpłatny, pozostałe dni: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
  • Ogrody Królewskie: normalny 5 zł, ulgowy 2 zł
  • Smocza Jama: 7 zł
  • Baszta Sandomierska: 5 zł
Kości smoka (wawelskiego?) wiszą od średniowiecza przy wejściu do katedry. Pierwotnie miały chronić miasto od złych mocy. Legenda mówi, że jeśli zerwą się z łańcuchów to przepowie to upadek katedry. Naukowcy twierdzą jednak, że to nie kości słynnego smoka, a mamuta, walenia i nosorożca.

Istnieje oczywiście także możliwość zwiedzania „bezpłatnego”. Możemy pooglądać elementy zamku, które nie wymagają opłat, za darmo można np. wejść na dziedziniec arkadowy i zewnętrzny, zobaczyć zamek z zewnątrz, pospacerować nad Wisłą i przejść się do smoka wawelskiego.

Historia wawelskiej rezydencji sięga aż XI w. Później tamtejsze palatium było rozbudowywane przez kolejnych władców, a największe inwestycje poczynili m.in. Władysław Łokietek, Władysław Jagiełło, Aleksander Jagiellończyk czy Zygmunt I Stary. Za panowania Wazów stolica została przeniesiona do Warszawy, więc królowie rzadziej gościli już na Wawelu, a pojawiali się na nim przeważnie w czasie uroczystości, jak koronacje, pogrzeby czy śluby. W XVII i XVIII w. budynek kilkukrotnie musiał zostać odremontowany po pożarach.

Na zwiedzanie Wawelu możemy śmiało poświęcić cały dzień, jeśli nawet nie dwa! Zamek oferuje nam wiele możliwości spędzania wolnego czasu.

Plan wzgórza Wawelskiego

Dzień 3

Pozostawiam Wam tutaj pewną dowolność 😁 Zakładam, że w większości przypadków dzień 3 to może być niedziela, więc jeśli nie zwiedziliście któregoś ze wcześniejszych zamków to proponuje do nich wrócić. Można także poranek i popołudnie spędzić w Krakowie – tyle tu ciekawych miejsc do zobaczenia!

Jeśli jednak chcesz ruszyć dalej jest kilka możliwości. Zaledwie kilka kilometrów od Krakowa znajduje się piękny Zamek Pieskowa Skała. Został on odrestaurowany, a jego wnętrza udostępnione są do zwiedzania. Ja na razie jeszcze tutaj nie byłam, ale patrząc na zdjęcia z pewnością warto.

  • Zamek Pilcza w Smoleniu

Innym zamkiem, który warto odwiedzić na Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek Pilcza w Smoleniu (ok. godzina jazdy samochodem z Krakowa, niecałe 56 km). Na miejscu znajduje się bezpłatny parking.

Prawdopodobnie już w okresie lateńskich wzgórze było zasiedlone, nie do końca jednak wiadomo, kiedy dokładnie wybudowano w tym miejscu murowaną warownie. Pewna wzmianka na jego temat pochodzi z XIV stulecia.

  • Zamek Ogrodzieniec

Bez wątpienia jednym z najpiękniejszych zamków na Szlaku Orlich Gniazd jest ten znajdujący się we wsi Podzamcze, bardziej znany jako Zamek Ogrodzieniec. Znajduje się 15 km od Zamku Pilcza. Wejście kosztuje 18 zł (bilet normalny) lub 13 zł (bilet ulgowy – dzieci, studenci, emeryci), niedaleko znajdują się także płatne prywatne parkingi (cały dzień około 10 zł). Na zwiedzanie należy zaplanować przynajmniej godzinę, warto też zabrać ze sobą wygodne buty ze względu na dużą ilość schodów. Ta atrakcja przypadnie do gustu każdemu, spacerowanie po obwarowaniach zamku jest bardzo przyjemne, a piękne widoki na okolicę dodają wszystkiemu uroku.

Zamek w Ogrodzieńcu powstał na miejscu drewnianej wartowni za panowania Kazimierza Wielkiego. Później puszczany był w dzierżawę. Zamek został spalony i zniszczony zarówno za potopu szwedzkiego, jak i w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Później nie został już odbudowany.

Więcej o Zamku w Ogrodzieńcu przeczytasz tutaj: Król na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Ogrodzieniec

Zamek Ogrodzieniec

Przedstawiony wyżej szlak i jego pozycje można swobodnie zmieniać, wszystkie zamki znajdują się dość blisko siebie, więc nie zakłóci to Waszej wycieczki. Można także pominąć Kraków i nocleg złapać gdzieś po drodze, np. z widokiem na którąś z warowni. Jeśli chcecie przedłużyć sobie wypoczynek tą trasę możecie połączyć ze zwiedzaniem zamków i pałaców w województwie opolskim i województwie dolnośląskim. Na moim blogu powstały dwa osobne wpisy na ich temat, zapraszam:

Na blogu znajdziecie także obszerny wpis na temat prawie wszystkich zamków znajdujących się na Szlaku Orlich Gniazd:

Mapa wycieczki

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1472zAjj6chlHiu49ThQovAjD-dVJw9TU&w=640&h=480]
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw serduszko lub komentarz! A może masz własne propozycje wycieczki? Chętnie się z nimi zapoznam 🙂 Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Europa Grecja Korfu

Najpiękniejsze plaże na Korfu

Grecja jest bardzo popularnym celem turystycznym wśród Polaków, choć nie tylko. Korfu, które udało mi się niedawno odwiedzić zajęło podobno 4 miejsce wśród najpopularniejszych destynacji właśnie tego kraju. Do Grecji jedziemy głównie „złapać słońce” i opaleniznę. Miło jednak wykąpać się w ładnym otoczeniu. Dlatego stworzyłam mały ranking najpiękniejszych moim zdaniem plaż na Korfu. Wszystkie z nich znajdują się w najpopularniejszej części wyspy, czyli północnym-wschodzie. Do większości z nich dojedziecie samochodem lub komunikacją miejską, w innym przypadkach znajdziecie dokładną informację poniżej.

Sidari i Canal D’Amour

Legenda głosi, że jeśli jesteś singlem i szukasz miłości to powinieneś pojechać do Sidari i Canal D’Amour (Kanału Miłości). Po kąpieli na tamtejszej plaży szybko znajdziesz drugą połówkę! Mówi się także, że pary powinny zakosztować kąpieli w niebieskich wodach, a to zapewni im szczęśliwy związek do końca życia!

Nie zrażajcie się kolorem wody na zdjęciu! Wykonane zostało po sporej burzy, a woda musiała się uspokoić! Normalnie jest bardziej „turkusowo”

A jeśli to nie zachęca Was do odwiedzenia Canal D’Amour to może zrobi to sam widok na jedyne w swoim rodzaju przesmyki i klify ukształtowane przez naturę, a wypełnione krystalicznie niebieską wodą. Sidari to także jeden z najpopularniejszych kurortów na Korfu, więc znajdziecie tu masę sklepików i restauracyjek, gdzie po kąpieli można spędzić ciekawie czas. Możemy tu dojechać samochodem, autobusem ze stolicy wyspy czy zamówić sobie łódkę lub taxi boat z pobliskich miejscowości.

Porto Timoni

Porto Timoni, znana także jako podwójna zatoka czy zatoka piratów to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych plaż na Korfu. Zarówno odpoczynek na niej, jak i wspinaczka, aby zobaczyć ją z góry daje dużą satysfakcję. Tak jak wspomniałam plaża składa się z dwóch zatok, więc w trakcie pobytu możemy skorzystać z obu możliwości!

Możemy się tutaj dostać na kilka sposobów. Jeden z nich to dojście na piechotę z pobliskiej miejscowości Agios Georgios. Podobno przy dobrej kondycji trwa to ok. 1,5 godziny. Droga powrotna pewnie dłużej. Inna ewentualność to podjechanie samochodem do miejscowości znajdującej się na pobliskim szczycie – Afionas. Stamtąd w około 30 minut dojdziemy do plaży. Droga nie jest jednak najprostsza, dużo tam kamieni i nierówności, do tego prowadzi nad urwiskiem. W drodze powrotnej trzeba się trochę powspinać, dlatego nie polecam dla wszystkich tej możliwości, zwłaszcza dla rodzin z małymi dziećmi czy osobom starszym. Warto też wziąć dobre buty. Co prawda widziałam tam osoby wspinające się w japonkach, ja jednak nie polecam takiej ewentualności!

Najłatwiej podpłynąć jednak do plaż wypożyczoną łódką (od 50 do 100 euro za dzień za najmniejszą łódkę) lub wziąć taxi boat z Agios Georgios (15 euro za osobę w przypadku dwóch osób, im większa grupa tym taniej). W przypadku taxi boat umawiamy się z panem, o której ma po nas wrócić. Możemy także przedzwonić, aby podpłynął wcześniej.

Wybierając się na plażę pamiętajcie o parasolu przeciwsłonecznym i dużej ilości wody oraz jedzeniu. Plaża nie jest bowiem zagospodarowana pod kątem turystycznym.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

Paleokastritsa – Agios Spiridon i Ampelaki Beach

W Paleokastritsa znajdują się najsłynniejsze na Korfu zatoczki z urokliwymi płazami piaszczysto-kamiennymi. W zasadzie każda z nich gwarantuje nam miłe spędzony czas, ale ja upatrzyłam sobie szczególnie dwie z nich. Pierwsza to Agios Spirydon Beach, jedna z najbardziej rozwiniętych pod kątem gastronomicznym w tym rejonie. Po przejściu przez ulicę wejdziecie już na Ampelaki Beach. Obok znajdziecie masę sklepików, kawiarni i restauracji, duży parking. Na miejscu można także wynająć leżaki. Plaża jest wyjątkowo malowniczo położona pomiędzy wzniesieniami i skałami. Do tego, stosunkowo nieduża. Niestety powoduje to, że Ampelaki Beach jest oblężona przez turystów. Mimo to warto jednak zajechać tutaj chociaż na chwilę.

Paleokastritsa – Agia Triada Beach

Agia Triada to zdecydowanie moja ulubiona plaża na Korfu. Z zatoczek Paleokastritsy jest największa i bardzo dobrze przygotowana dla turystów. Można tutaj wynająć leżaki i zjeść coś smacznego w moim ulubionym beach barze – Akron Beach Bar. Tutaj jadłam najlepszy makaron z pesto, cukinia i rukolą (11 euro). To świetne, lekkie danie idealne na ciepłą pogodę, która w Grecji panuje latem! Polecam także leżaki tej knajpy – są mega wygodne!

Acharavi

Plaża Acharavi znajduje się w niedużej odległości od Sidari i Kiassopi (ok. 10 km). W wolnej chwili warto tu zajęciach i delektować się obszerną, żwirowo-piaszczystą plażą. W wielu miejscach woda jest długo płytka, dlatego jest idealna dla rodzin z dziećmi. Można tu także wynająć leżaki i parasole oraz zjeść coś w beach barach. Obok znajdują się też sklepiki i restauracje, więc z pewnością nie będziecie się nudzić. Kurort ciągle się rozwija, aby przyciągnąć rzesze turystów.

Agios Spiridon – północno-wschodnia część wyspy

To według mnie najprzyjemniejszy wybór dla rodzin z małymi dziećmi, które uwielbiają piaszczyste plaże. I to faktycznej w odróżnieniu np. od Agios Georgios delikatny piaseczek a nie mały żwirek. Do tego Agios Spirydon ma naprawdę bardzo delikatnie zejście do morza. Idziemy i idziemy a woda ciagle sięga do połowy łydki, ewentualnie kolan. Wokół nie znajdziemy jednak żadnych sklepów czy stoisk z jedzeniem dlatego całe zaopatrzenie warto zabrać ze sobą. Nie ma tutaj także możliwości wynajęcia leżaków czy parasola.

TIP: W czasie pobytu na plażach na północy wyspy, w tym Sidari, Acharavi, Kassiopi czy Agios Spirydon warto zablokować w telefonie funkcję automatycznego wyboru sieci. Niedaleko znajduje się Albania (poza UE), która ma strasznie silne nadajniki i telefony zmieniają sieć na dodatkowo płatną! Lepiej więc przed wyjazdem wybrać ręcznie najsilniejszą sieć grecką.

Agios Georgios

Plaża w Agios Georgios odznaczona została niebieską flagą przez EEC. Szczególnie podkreśla się jej piękny, złoty piasek oraz przeźroczystą wodę. Plaża jest także ogromna, bo ciągnie się na 5 km, a także wyjątkowo pięknie usytuowana wśród pobliskich wzgórzy. Znajdziemy tutaj także kilka restauracji, tawerny, kawiarnie oraz miejsca do wynajęcia leżaków z parasolami czy łódek. Woda niestety przeważnie jest chłodniejsza niż w pozostałych częściach wyspy!

Kassiopi – Bataria Beach

Bardzo chciałam poleżeć chwile na tej plaży jednak nie było mi to dane, ponieważ obok znajduje się bardzo mały parking, a żadnego innego nie było w pobliżu. W związku z tym nie udało mi się także zrobić własnego zdjęcia, ale podrzucam Wam jedno z ładniejszych, które znalazłam w necie! W opinii wielu to jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie. Pamiętajcie jednak żeby przyjechać wcześnie rano by znaleźć miejsce parkingowe!

Mam nadzieje, że to krótkie podsumowanie pomoże Wam w wyborze najpiękniejszej plaży na Korfu! Warto zwrócić na to uwagę kiedy szukamy hotelu czy ośrodka noclegowego, gdzie planujemy spędzić wakacje. Moim zdaniem, najprzyjemniejsze są zatoczki Paleokastritsa, ale decyzja należy do Was! Na koniec podrzucam Wam mapkę z powyższymi plażami – miłego wypoczynku!

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1BAwAz6S52xu6lfJqbAEqMd47uyX8JKio&w=640&h=480]
Jeśli podobał Ci się wpis, a blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to