Podróżnik w czasie pandemii

Wszyscy w ostatnim czasie zmagamy się z różnymi trudnościami spowodowanymi pandemią, która dotyczy nie tylko Polski i Europy, ale całego świata. Państwa musiały narzucić swoim obywatelom liczne ograniczenia, które nie raz na początku spotykały się z oburzeniem, ponieważ większość społeczeństwa nie rozumiała sytuacji w jakiej znalazły się kraje. Ta sytuacja skłoniła mnie do wielu rozmyślań, a z drugiej strony pokazała, jak my Polacy podchodzimy do niektórych spraw. Niestety przebywając wiele razy za granicą i przypatrując się temu, jakie postawy reprezentują mieszkańcy, to dochodzę tylko do jednego wniosku – mamy jeszcze sporo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie mam tu na myśli wszystkich, wiele osób wykazało się trzeźwym podejściem do problemu. Większość jednak, o ile na początku pandemii zachowywaliśmy się odpowiedzialnie zostając w domu, to nie można mówić, w tym wypadku o rozsądku społecznym itp. Bo wykupywanie papieru toaletowego czy drożdży urosło do jakiegoś symbolu…Podobnie, jak szturm na sklepy, brak płynów do dezynfekcji itp. Dlatego w tym poście podzielę się z Wami trochę moimi przemyśleniami, tym w jaki sposób ja spędzam kwarantanne 🙂

Praca zdalna

To wokół niej kręci się moje życie od ponad dwóch miesięcy. Nie wszyscy obserwują mojego bloga czy Instagrama od dłuższego czasu, więc na początku krótko wspomnę, że jestem historykiem, w 2018 r. obroniłam doktorat i w tym samym roku zostałam zatrudniona na uniwersytecie. Praca to ważna część mojego życia, szczerze to nie wyobrażam sobie życia robiąc coś innego.

Komputer to mój nieodzowny przyjaciel od wielu lat!

Kiedy zaczęła się pandemia w połowie marca wszyscy na uczelniach mieliśmy nadzieję, że nie potrwa to dłużej niż zakładały władze rektorskie, czyli mniej więcej do połowy kwietnia. W większości myśleliśmy, że po Świętach Wielkanocnych wrócimy do pracy. Człowiek nie spodziewał się, że najbliższe kilka miesięcy spędzi w domu, przykuty do komputera. Słowo „zdalne”, „online” czy „home office” stało się ostatnio bardzo popularne, choć dla mnie nie było jakąś wielką nowością. Będąc na studiach doktoranckich sporo czasu spędzałam w domu. Zajęcia odbywały się raz w tygodniu, resztę czasu poświęcało się na badania (u mnie czytanie rękopisów, czytanie książek), pisanie artykułów, przygotowywanie pracy doktorskiej. Okazjonalnie wyjeżdżało się na konferencje i kwerendy archiwalne w kraju czy zagranicą. Dopiero po pewnym czasie tzw. podróże służbowe stały się dla mnie codziennością bez której ciężko mi teraz dojść do ładu. Od kilku lat prawie każdy dzień spędzałam w ruchu czy to na uczelni, czy w czasie wyjazdów do archiwów, odczuwało się pewne napięcie związane z koniecznością wykonania pewnych spraw. Teraz to wszystko jakby prysło, zniknęło. Życie zmieniło bieg.

Poniekąd byłam więc przyzwyczajona do pracy w domu, na początku ciężko było mi oczywiście się zmotywować, bo w mojej pracy to ja sama decydowałam, co i kiedy robię. Od mojej inwencji zależało to ile artykułów w roku napisze i opublikuje. Musicie przyznać, że to dość specyficzny typ „home office”, bo nie ma wyznaczonych godzin pracy, jak to przeważnie bywa. Oczywiście w momencie kiedy zaczęłam wykładać na uczelni to ten tryb uległ lekkiej zmianie, nie można jednak uznać, że jakiejś drastycznej. W gruncie rzeczy jestem jednak dość pracowita i nie miałam i nie mam większych problemów, aby „zachęcić” się do pracy w domu 🙂

Wracając do obecnej sytuacji i konieczności prowadzenia zajęć online, to wszyscy mieliśmy nadzieję, że to szybko minie. Dopiero pod koniec marca większość z nas uświadomiła sobie, że nie skończy się to tak szybko, więc należało się „ogarnąć” i opracować plan działania! Wideokonferencje i różne platformy służące komunikacji stały się chlebem powszednim, a czasem nawet szkoda, że nie nauczyliśmy się z nich korzystać wcześniej! To naprawdę pożyteczne narzędzie. Mam nadzieje, że zajęcia zdalne ze studentami jakoś mi to wychodzą i mnie nie znienawidzili 🙂 Wiem, że niektórzy patrzą czasem na mojego bloga, więc serdecznie Was pozdrawiam 🙂

Jak spędzam czas w czasie pandemii?

Siedzenie w domu nie sprzyja kreatywności i wpływa negatywnie na motywację. Szczególnie osoby słabsze psychiczne są bardziej narażone na popadnie w stany depresyjne czy melancholię. W obecnej sytuacji to jednak całkowicie normalne, że czasem nam się po prostu nic nie chce. Nie jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do takiego trybu życia, a do tego sytuacja jest stresująca, mimo że teraz poluzowano niektóre zakazy i wracamy powoli do normalności. Czym ja zajmuje się w czasie pandemii? Może Was do czegoś zainspiruje i zachęcę do nowego hobby 😀

1. Piszę – praca naukowa

Będąc historykiem nie ma możliwości, aby nie pisać. Jest to nieodzownie związane z tym zawodem. Kto nie pisze w naszym świecie w zasadzie nie istnieje. Kwarantanna to dobry czas na nadrobienie zaległości w tym aspekcie! Ja akurat oddawałam książkę do druku, więc „idealnie” się złożyło. Wiadomo – czas trochę zwolnił, a człowiek mógł spokojniej przeanalizować pewne sprawy.

Poza książką, której w ostatnim czasie poświęciłam najwięcej czasu pojawiły się nowe możliwości współpracy, więc mam nadzieje, że moja praca naukowa nie stanie w miejscu 😉 Okazuje się, że ten okres mimo swojego demotywacyjnego wypływu miał także swój pozytywny wymiar, a wszystkie sprawy powoli toczą się do przodu 🙂

2. Czytam

I praca, i pasje wiążą się w moim życiu z czytaniem. Czytam książki, źródła, ale także przewodniki i różne czasopisma. Teraz, gdy mimowolnie czas płynie wolniej i jest go jakimś cudem więcej poświęcam go właśnie na nadrobienie różnych lektur. Także moi instagramowi przyjaciele dbają o to żebym miała co czytać 😀 Karolino – dziękuje ci jeszcze tutaj i zapraszam przy okazji na bloga wytrawnej podróżniczki – Women of Poland.

3. Piszę – blog

Wolny czas poświęcam także na bloga. Staram się nawiązać różne współpracę, aby mógł się szybciej rozwijać – zobaczymy, co z tego będzie. Ostatnio jeden z wyników mogliście oglądać na fanpage i IG, a mówię tutaj o fotoksiążce z Saal Digital czy malutka współpraca z blogerką Irminą Liczbik z Na Pokładzie Życia, gdzie opisałam krótko anegdotkę związana z moim wyjazdem do Londynu i nie tylko. Jeśli jesteście ciekawi zajrzyjcie tutaj. Teraz jestem w trakcie nawiązania nowych współprac – mam nadzieję, że niedługo zobaczycie ich wyniki 🙂

Na początku kwarantanny pomyślałam – o kurczę, ile będzie czasu na pisanie dla Was. Po kilku pierwszych postach okazało się jednak, że siedzenie w domu raczej demotywuje mnie do pisania o podróżach. Staram się jednak jak mogę, aby zapewnić Wam interesujący kontent! Mam nadzieje, że wybaczycie mi czasem dłuższe przerwy we wrzucaniu postów na bloga. Jestem za to z Wami cały czas na Instagramie i Facebooku.

4. Zdjęcia

Poza podróżami mam kilka innych hobby. O historii już przeczytaliście wyżej, więc przyszedł czas na fotografie. Od dziecka uwielbiałam rysować, dalej to moja wielka pasja, ale jakoś nie ma na to wszystko czasu. Za to moja artystyczna dusza może wyrażać się w fotografowaniu tego co się nawinie. Najbardziej lubię to robić w podróży, teraz to jednak ciężko wykonalne. Nie przepadam za fotografowaniem kwiatów i listków, ale w obecnej sytuacji nie było innego wyjścia. Ostatnio zaopatrzyłam się także w nowy aparat z wymiennymi obiektywnymi – nie to nie lustrzanka – za ciężka na podróże i do archiwum. Mogłam nim pocykać kilka fotek w polskich miastach, jednak moim ulubionym celem stał się kot Iwan, czego sami doświadczyliście na Instagramie. Z Waszych głosów wynika jednak, że zdjęcia Wam się podobały! Bardzo się z tego cieszę! A ta mała bestia jest świetnym modelem!

To także dobry czas na nadrobienie zaległości w wywoływaniu zdjęć…Ja nigdy nie mam na to normalnie czasu. Udało mi się już wywołać kilka fotoksiążek i super kwadraty 🙂

5. Ogródek i park

Większość z Was uznałaby mnie za szczęściarę w tych czasach, ponieważ zaraz przy mieszkaniu mam niewielki ogródek. Od dzieciństwa jednak ich konsekwentnie nienawidzę i kiedy słyszę, że mam tam iść tam „odpocząć” to jestem chora, bo po 5 minutach przebywania wśród grządek umieram z nudów. Nie cierpię też sadzić roślinek, plewić itp. To kompletnie nie moja bajka. Dlatego mimo, że mam ogródek i zapewne większość z Was spędzała by teraz tam połowę dnia to ja obserwuje go jedynie z okna. Wybrałam się tam raz! Zrobić kilka zdjęć – to by było na tyle!

Niedaleko mieszkania mam także park – tam przechadzam się chętniej niż do ogródka. W ostatnim czasie jest tam jednak taka masa ludzi, że spacer często nie ma nic wspólnego z odpoczynkiem, a bardziej wkurzam się jacy ludzie są nieodpowiedzialni. To też miejsce spotkań młodzieży… W centralnym miejscu parku, obok stawu ciężko przejść nie mijając grup ludzi (oczywiście bez maseczek) zgromadzonych na ławeczkach. Nie będę nawet wspominać o placu zabaw, który wyłączony jest z użytkowania, a dzieci i tak się na nim bawią 🙂 Ot, takie to polskie. Dlatego czasem tam chodzę, ale co to za przyjemność spaceru po parku jak co 5 minut mija mnie młodzież z włączoną głośno muzyką, ech.

Park w Brzegu

A Wy? Jak radzicie sobie w czasie pandemii? Wiem, że teraz wiele restrykcji już poluzowano, ale może podzielicie się ze mną swoimi uwagami i spostrzeżeniami? Czekam na Wasze komentarze!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s