Planując swoje podróże często szukamy miejsc dobrze znanych, popularnych, dzięki którym będziemy mogli zabłysnąć ponownie na naszej fejsbukowej tablicy. Często niestety nie znamy swojej najbliższej …
Polska
Na Szlaku Orlich Gniazd – plan 3-dniowej wycieczki
Mój wyjazd na Szlak Orlich Gniazd bez wątpienia był wynikiem koronawirusa – gdyby nie to to z pewnością tą wycieczkę odkładałabym jeszcze długo, długo w czasie. Ale nie żałuje, że wyruszyłam w tym kierunku. Szukałam różnych pomysłów w sieci szukając odpowiedzi na pytanie: „co zobaczyć w Polsce?”. Miasteczka na Dolnym Śląsku (Ząbkowice Śląskie, Paczków) nie spełniły niestety moich oczekiwań. Aż bałam się ruszyć dalej 😁 Ale Szlak Orlich Gniazd to był dobry wybór! Trzeba przyznać, że zarówno ruiny, jak i odbudowane zamki mają w sobie to coś. Coś niepowtarzalnego i urokliwego, mimo że pałaców i zamków u nas masa. Zawsze fascynowały, zawsze przyciągały. Każdy turysta szuka tutaj jakiegoś ducha czy tragicznej historii. Zamki na Szlaku Orlich Gniazd dostarczają nam wszystkiego, dlatego postanowiłam przygotować dla Was plan 2-3 dniowej wycieczki w te okolice!
Plan wycieczki
Informacje ogólne
Ja swoją wycieczkę rozpoczęłam w Brzegu w województwie opolskim w związku z tym z tego kierunku opisze ją na blogu. Myślę, że plan będzie podobny także dla okolicznych województw, Wielkopolskiego, Dolnośląskiego, Lubuskiego itp. W zależności od odległości będzie po prostu trzeba wcześniej wstać 😁 Nie musicie się także trzymać dokładnie mojego planu, wskaże Wam różne alternatywy i możliwości wyboru różnych atrakcji. Powszechnie jednak wiadomo – im wcześniej wstaniesz tym więcej zobaczysz 😁 Choć ja lubię zwiedzać wyspana, więc w moim przypadku wyglada to różnie. Niektórzy preferują także styl slow, co z sugeruje, że zwiedzamy bez pośpiechu, co wydłuża wyprawę. Ja podróżowałam samochodem, więc także z tej perspektywy opisze wycieczkę.
TIP: Koniecznie zaopatrzcie się w gotówkę!!! Płatność kartą nie jest dostępna w wielu miejscach opisanych na trasie!
1 dzień wycieczki
Wstajemy rano 🤨 Ruszamy w kierunku na Częstochowę; z Brzegu zajęło to jakieś 1,5 do 2 h, z Opola macie bardzo blisko. Droga jest bezpłatna, więc nie pociąga to ze sobą dodatkowych kosztów.
- Zamek Olsztyn koło Częstochowy
Pierwszym celem wycieczki są ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie. Zaraz przy zamku znajduje się kilka płatnych parkingów (ok. 10 zł za dzień), najwygodniej stanąć nieopodal bramy wejściowej. Znajdziemy tutaj także małą bazę gastronomiczną, kilka restauracji, stoiska z lodami, Żabkę 😁 i sklepiki z pamiątkami (głównie dla dzieci). Przy bramie wejściowej do ruin przy stoliczku siedzi Pan, który sprzeda nam bilety.


Zamek Olsztyn to jedna z ciekawszych budowli, którą zaplanowałam w wycieczce, śmiało można więc poświecić mu więcej czasu. Warto pospacerować po ruinach i porobić zdjęcia w malowniczym otoczeniu. Po wspięciu się na górę widok na okolicę jest urzekający, a zamek dodaje wszystkiemu uroku. Także skały okazują się niezwykle fotogeniczne.

Jeśli chcemy poświecić więcej czasu na zwiedzanie Zamku Olsztyn możemy pospacerować dookoła ruin, aby przyjrzeć się im z każdej strony. Inną opcją jest wykupienie dodatkowej wejściówki na wieżę.
Warownia powstała za panowania Kazimierza Wielkiego, jak zresztą większość zamków znajdująca się na Szlaku Orlich Gniazd. Miały one strzec granicy ze Śląskiem, który należał w tym czasie do Czech. Zamek przez wieki pełnił ważną rolę obronną, utracił ją jednak w XVI-XVII stuleciu kiedy warownie starego typu straciły na znaczeniu. Mocno ucierpiał w czasie potopu szwedzkiego i w zasadzie od tamtego momentu podupadał.
Jeśli interesują Cię dokładniejsze informacje na temat Zamku Olsztyn zapraszam do osobnego wpisu na blogu.
- Złoty Potok
Następnie udajemy się w kierunku Zamku w Mirowie, jednak nie docieramy do niego… Zatrzymujemy się po drodze na chwile przy Pałacu Raczyńskich w Złotym Potoku. Zobaczenie atrakcji zajmie nam zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu minut, ale warto tu zajechać bo pałac jest bardzo malowniczo położony. Zaopatrzcie się także w ziarna dla kaczek, ponieważ te lubują się w turystach i chętnie do nich podchodzą chcąc wyłudzić jakiś smakołyk. Sama powiem szczerze, że na ten zakątek natrafiłam przypadkiem jadąc z Olsztyna do Mirowa, a do zjechania z wytyczonego szlaku zachęcił mnie widok przez bramę na pałac.


Pałac został wybudowany w połowie XIX w. na miejscu dawnego dworu zwanego Zameczkiem, który popadał w ruinę. Inicjatorem budowy był Wincenty Krasiński. Obok postawiono dworek, który przeznaczony został dla jego syna Zygmunta. Po jego śmierci pałac odziedziczyła córka poety Maria, która była żoną Edwarda Aleksandra Raczyńskiego. W tym czasie rezydencja została ponownie przebudowana i uzyskała dzisiejszy kształt. Po II wojnie światowej budynek został upaństwowiony i znajdowała się w nm szkoła. Aktualnie pałac znajduje się w złym stanie technicznym, a wnętrza nie można zwiedzać. Prawa do rezydencji roszczą sobie spadkobiercy Raczyńskich, Krzysztof i Stefan Dembińscy, te zostały jednak zakwestionowane przez wojewodę śląskiego. W dworku Zygmunta Krasińskiego aktualnie mieści się Muzeum Regionalne jego imienia, jednak jeśli dobrze pamiętam to budynek także nie znajduje się w zbyt dobrym stanie technicznym.



- Zamek Mirów
Zaledwie kilka kilometrów dzieli nas od Zamku w Mirowie, który jest kolejnym punktem na mapie wycieczki. Niedaleko warowni znajdziemy bezpłatny parking, najlepiej nie jechać w kierunku restauracji, ale skręcić wcześniej w uliczkę, gdzie znak wskazuje parking. Bilet wejściowy na zamek kosztuje 7 zł (normalny), zaś ulgowy 5 zł.
Zwiedzając zamek w Mirowie warto pamiętać, że to jedna z najstarszych warowni na Szlaku Orlich Gniazd! Aktualnie można go oglądać wyłącznie z zewnątrz, ponieważ budowla znajduje się w kiepskim stanie technicznym. Istnieją jednak plany jego odbudowy – przyjdzie nam pewnie jednak na to poczekać.
Wokół zamku znajduje się także bardzo przyjemna łąka, gdzie wielu odwiedzających rozkładało się na kocach na piknikach. Niektórzy woleli jednak bardziej aktywnie spędzić czas i pójść powspinać się po pobliskich skałkach.
Jeśli chcecie poczytać więcej o Zamku w Mirowie zapraszam do osobnego wpisu na blogu – tutaj.


I teraz decyzja dnia 😁 Od Zamku w Bobolicach dzieli nas zaledwie 1,5 km. Idziemy na piechotę czy wracamy do zaparkowanego samochodu?
- Zamek Bobolice
Ja polecam drogę pieszo, jednak zrozumiem jeśli podjedziecie tu samochodem. Obok znajduje się bezpłatny parking, wejście na błonia kosztuje podobnie jak w pozostałych przypadkach 7 zł (bilet normalny) lub 5 zł (bilet ulgowy). To jeden z niewielu zamków na szlaku, który został odbudowany i można go zwiedzać wewnątrz. Łączy to się jednak z koniecznością wykupienia kolejnego biletu: 15 zł (normalny), 10 zł (ulgowy). Obok zamku znajduje się także hotel i restauracja, możemy więc tutaj zostać na dłużej i potraktować warownie jako punkt wypadowy.


Podobnie jak większość zamków na Szlaku Orlich Gniazd ten w Bobolicach powstał w XIV w. Warownia mocno ucierpiała w czasie wojen, m.in. po rozdwojonej elekcji w 1587 r. czy w czasie potopu szwedzkiego. Część zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi do pobliskiego Mirowa. Dopiero pod koniec XX w. budowla znalazła opiekunów, którzy podjęli się jej odbudowy – rodzinę Lisieckich.
Jeśli szukacie więcej informacji na temat Zamku Bobolice to zapraszam tutaj.
Tym punktem kończymy pierwszy dzień naszej wycieczki. Ja nocleg zarezerwowałam w Krakowie, gdzie można zobaczyć jeden z zamków, który niektórzy uwzględniają w Szlaku Orlich Gniazd. Chodzi mi tutaj oczywiście o Zamek Królewski na Wawelu! Jeśli jednak będziecie chcieli możecie pozostać na Zamku Bobolice lub w okolicy.
PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Dzień 2 – Zamek Królewski na Wawelu
Kraków wszyscy dobrze znamy i kochamy! W dawnej stolicy bywam stosunkowo często z powodów służbowych dlatego zawsze brakuje mi czasu na zwiedzanie. Warto jednak rozejrzeć się po Krakowie w stylu slow przynajmniej jeden dzień. Teraz skupimy się jednak przede wszystkim na zobaczeniu Zamku Królewskiego na Wawelu. Na początku tylko wspomnę, że jeśli chcemy zobaczyć wszystkie „części” Wawelu to nie jest to inwestycja tania, zwłaszcza jeśli zwiedzamy rodziną. Możemy się jednak zawsze zdecydować na wykupienie biletów wstępu tylko na cześć ekspozycji. Ceny przedstawiają się następująco:
- Reprezentacyjne Komnaty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
- Prywatne Apartamenty Królewskie: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
- Skarbiec Koronny i Zbrojownia: poniedziałek wstęp bezpłatny, pozostałe dni: normalny 25 zł, ulgowy 15 zł
- Ogrody Królewskie: normalny 5 zł, ulgowy 2 zł
- Smocza Jama: 7 zł
- Baszta Sandomierska: 5 zł




Istnieje oczywiście także możliwość zwiedzania „bezpłatnego”. Możemy pooglądać elementy zamku, które nie wymagają opłat, za darmo można np. wejść na dziedziniec arkadowy i zewnętrzny, zobaczyć zamek z zewnątrz, pospacerować nad Wisłą i przejść się do smoka wawelskiego.
Historia wawelskiej rezydencji sięga aż XI w. Później tamtejsze palatium było rozbudowywane przez kolejnych władców, a największe inwestycje poczynili m.in. Władysław Łokietek, Władysław Jagiełło, Aleksander Jagiellończyk czy Zygmunt I Stary. Za panowania Wazów stolica została przeniesiona do Warszawy, więc królowie rzadziej gościli już na Wawelu, a pojawiali się na nim przeważnie w czasie uroczystości, jak koronacje, pogrzeby czy śluby. W XVII i XVIII w. budynek kilkukrotnie musiał zostać odremontowany po pożarach.


Na zwiedzanie Wawelu możemy śmiało poświęcić cały dzień, jeśli nawet nie dwa! Zamek oferuje nam wiele możliwości spędzania wolnego czasu.

Dzień 3
Pozostawiam Wam tutaj pewną dowolność 😁 Zakładam, że w większości przypadków dzień 3 to może być niedziela, więc jeśli nie zwiedziliście któregoś ze wcześniejszych zamków to proponuje do nich wrócić. Można także poranek i popołudnie spędzić w Krakowie – tyle tu ciekawych miejsc do zobaczenia!
Jeśli jednak chcesz ruszyć dalej jest kilka możliwości. Zaledwie kilka kilometrów od Krakowa znajduje się piękny Zamek Pieskowa Skała. Został on odrestaurowany, a jego wnętrza udostępnione są do zwiedzania. Ja na razie jeszcze tutaj nie byłam, ale patrząc na zdjęcia z pewnością warto.
- Zamek Pilcza w Smoleniu
Innym zamkiem, który warto odwiedzić na Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek Pilcza w Smoleniu (ok. godzina jazdy samochodem z Krakowa, niecałe 56 km). Na miejscu znajduje się bezpłatny parking.
Prawdopodobnie już w okresie lateńskich wzgórze było zasiedlone, nie do końca jednak wiadomo, kiedy dokładnie wybudowano w tym miejscu murowaną warownie. Pewna wzmianka na jego temat pochodzi z XIV stulecia.

- Zamek Ogrodzieniec
Bez wątpienia jednym z najpiękniejszych zamków na Szlaku Orlich Gniazd jest ten znajdujący się we wsi Podzamcze, bardziej znany jako Zamek Ogrodzieniec. Znajduje się 15 km od Zamku Pilcza. Wejście kosztuje 18 zł (bilet normalny) lub 13 zł (bilet ulgowy – dzieci, studenci, emeryci), niedaleko znajdują się także płatne prywatne parkingi (cały dzień około 10 zł). Na zwiedzanie należy zaplanować przynajmniej godzinę, warto też zabrać ze sobą wygodne buty ze względu na dużą ilość schodów. Ta atrakcja przypadnie do gustu każdemu, spacerowanie po obwarowaniach zamku jest bardzo przyjemne, a piękne widoki na okolicę dodają wszystkiemu uroku.
Zamek w Ogrodzieńcu powstał na miejscu drewnianej wartowni za panowania Kazimierza Wielkiego. Później puszczany był w dzierżawę. Zamek został spalony i zniszczony zarówno za potopu szwedzkiego, jak i w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Później nie został już odbudowany.
Więcej o Zamku w Ogrodzieńcu przeczytasz tutaj: Król na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Ogrodzieniec


Przedstawiony wyżej szlak i jego pozycje można swobodnie zmieniać, wszystkie zamki znajdują się dość blisko siebie, więc nie zakłóci to Waszej wycieczki. Można także pominąć Kraków i nocleg złapać gdzieś po drodze, np. z widokiem na którąś z warowni. Jeśli chcecie przedłużyć sobie wypoczynek tą trasę możecie połączyć ze zwiedzaniem zamków i pałaców w województwie opolskim i województwie dolnośląskim. Na moim blogu powstały dwa osobne wpisy na ich temat, zapraszam:
- Co zobaczyć na Dolnym Śląsku? Zamki i Pałace – moje autorskie propozycje na wycieczkę!
- Zamki i pałace Województwa Opolskiego – moje polecenia!
Na blogu znajdziecie także obszerny wpis na temat prawie wszystkich zamków znajdujących się na Szlaku Orlich Gniazd:
Mapa wycieczki
[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1472zAjj6chlHiu49ThQovAjD-dVJw9TU&w=640&h=480]Jeśli podobał Ci się wpis zostaw serduszko lub komentarz! A może masz własne propozycje wycieczki? Chętnie się z nimi zapoznam 🙂 Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek w Bobolicach
Pomysł wyjazdu na Szlak Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej narodził się dość przypadkowo i z pewnością przyczynił się do tego koronawirus i zakaz opuszczania granic Polski. Na trasie zobaczyłam Zamek w Mirowie (wpis na blogu na jego temat tutaj) oraz Zamek Olsztyn pod Częstochową (możecie o nim przeczytać tutaj) i oczywiście Zamek w Bobolicach, o którym możecie przeczytać poniżej 🙂 Miłej lektury!

Historia Zamku Bobolice
Zamek, jak większość pozostałych na Szlaku Orlich Gniazd powstał za panowania Kazimierza Wielkiego. Po trzecim poście na temat pozostawionych przez króla warowni nie dziwi, więc już Was chyba przysłowie dotyczące jego osoby, a które z pewnością kojarzycie ze szkoły: „Zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną” 🙂 Datuje się, że zamek w Bobolicach powstał ok. 1350-1352 r. Podobnie jak pozostałe miał bronić granicy polsko-czeskiej. Niedługo później, bo w 1370 r. Ludwik Węgierski przekazał zamek krewnemu, Władysławowi Opolczykowi, ten zaś ofiarował go Andrzejowi Schóny (nazywany był także Andrzejem Węgrem). Ten przekształcił zamek w warownię zbójecką, co nie spodobało się Władysławowi Jagiellończykowi, który włączył budowlę do dóbr królewskich. Andrzej jednak nadal sprawował nad nią opiekę.
Następnie zamek przechodził z rąk do rąk. Dopiero kiedy warownie przejął Mikołaj Kreza z Zawady doczekał się dwóch wieków stabilizacji. Jego rodzina władała zamkiem do 1625 r. Później przeszedł w ręce Myszkowskich, tych samych, którzy posiadali pobliski zamek w Mirowie.


W czasie rozdwojonej elekcji w 1587 r. zamek Bobolice został zdobyty przez jednego z pretendentów do tronu – Maksymiliana Habsburga. Warownia w tym czasie trochę ucierpiała, została jednak ostatecznie odbita przez sprzyjające Zygmuntowi Wazie wojska dowodzone przez słynnego kanclerza wielkiego koronnego i hetmana Jana Zamoyskiego.
W czasie potopu szwedzkiego zamek ucierpiał ponownie przede wszystkim podczas ataku wojsk pod dowództwem generała Müllera. W 1661 r. budynek został opuszczony i popadał w ruinę. Po II wojnie światowej cześć zamku została rozebrana i użyta do budowy drogi z Mirowa do Bobolic.
Dopiero pod koniec XX w. zamek znalazł właścicieli którzy podjęli się jego odbudowy – Lisieckich. Na polecenie senatora Jarosława Laseckiego oraz jego brata Dariusza przeprowadzono badania archeologiczne i zabezpieczono ruiny. Po 12 latach prac oficjalne otwarcie zamku nastąpiło 3 września 2012 r., a działalność Laseckich cieszyła się dużą popularnością w mediach (nie zawsze pozytywną).

Ogromne kontrowersje wzbudza odbudowa i ostateczny kształtu zamku. Prace były bowiem przeprowadzane bez dawnych planów, szkiców czy rysunków. Jego kształt z XVI w. odtworzono na podstawie ruin oraz posiłkowano się wiedzą historyków oraz archeologów. W odbudowie wykorzystano jedynie tradycyjne metody, np. kamień wapienny oraz specjalnie opracowaną zaprawę murarską. Niektórzy kpią z rekonstrukcji nazywając mówiąc: „Disneyland, kiepska atrapa zabytku”. Pozostaje pytanie, czy lepiej odbudowywać zamki i pałace naruszając czasem ich pierwotny wygląd czy pozostawić ruiny na zawalenie? Chyba warto podkreślić, że odbudowa zamku została sfinansowana w całości przez właścicieli, nie otrzymano żadnej dotacji państwa. To niestety przykra historia wielu polskich zamków i pałaców, które nie zawsze trafiają na właścicieli, których stać na przeprowadzenie kapitalnego remontu i rekonstrukcji.



Legendy i ciekawostki o Zamku w Bobolicach
Każdy zamek ma swoje legendy i ducha, podobnie jest z Zamkiem w Bobolicach. Jedna z nich mówi o przedstawicielu rodziny Krezów, który porwał i uwięził w warowni swoją bratanicę. Ta podobno straszy do dziś w murach zamku.
Inna opowiada o tajemniczych tunelach, które mają łączyć warownie z zamkiem w Mirowie. Miały zostać wybudowane przez dwóch braci, a służyły do ukrywania skarbów. Samych przejść miała bronić czarownica. Pewnego dnia jeden z właścicieli miał porwać piękną dziewczynę i ukryć ją w tunelach przed okiem brata. Zdażyło się jednak, że nakrył on nieszczerego brata z kobietą kiedy czarownica udała się na sabat na Łysej Górze. Para skończyła tragicznie. Brat zginął a kobieta została zamurowana, a jej krzyk podobno do dziś słychać w okolicach zamków.
Mówi się także, że w XIX w. w podziemiach warowni znaleziono skarb. Przypuszcza się, że jego pozostałość może znajdować się w wyżej wspomnianym tunelu. Inna ciekawostka mówi o czasach wcześniejszych. W czasie marszu na Wiedeń w 1683 r. na zamku w Bobolicach zatrzymał się król Jan III Sobieski i nocował wraz z żołnierzami na pobliskich błoniach pod namiotami.

Zwiedzanie i cennik Zamku Bobolice
Do zamku można dojść pieszo z zamku w Mirowie, podjechać rowerem z pobliskich miejscowości lub samochodem. Obok zamku znajduje się płatny, duży parking (ok. 10 zł za cały dzień).

TIP: Można stanąć samochodem przy Zamku w Mirowie, gdzie jest więcej bezpłatnych parkingów. Do Zamku w Bobolicach idzie się stamtąd około 15-20 minut. Warto się poruszać, po drodze zobaczymy piękny widok na warownie.
Do zamku prowadzi nas ścieżka, zaraz przy parkingu znajduje się kasa, gdzie można zakupić bilety oraz skromne pamiątki (np. magnes na lodówkę). Po drodze zobaczymy ogromną skałę za która skrywa się zamek – to jedna z atrakcji przy której turyści robią sobie zdjęcia. Warto jednak zaopatrzyć się w „antypoślizgowe” obuwie. Skała jest dość śliska i może zdarzyć się jakieś nieszczęście!
Zamek można zwiedzać zarówno z zewnątrz, jak i w środku. Na obie atrakcje trzeba wykupić osobne bilety:
Spacer po błoniach wokół zamku:
- bilet normalny – 7 zł
- bilet ulgowy – 5 zł
Zwiedzanie wnętrz zamku:
- bilet normalny – 15 zł
- bilet ulgowy – 10 zł
Nie są to jakieś ogromne koszta, więc jeśli mamy czas można się skusić na zwiedzanie zamku od wewnątrz. Ja pędziłam jednak dalej i nie miałam okazji zobaczyć tego co prezentowane było w środku. Obok zamku znajduje się również hotel z restauracją, więc jeśli mamy ochotę możemy zostać tu na dłużej i dopiero po obiedzie czy kawie ruszyć w dalszą drogę!

Ruiny oczywiście mają swój urok, jednak nie są wieczne. Jeśli ich nie zabezpieczymy to w końcu znikną i już nie będą cieszyć naszego oka. Pozostaje pytanie czy lepiej je odbudowywać czy pozostawić samym sobie? A może lepiej tylko zabezpieczyć? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Zamek w Bobolicach mimo wielu kontrowersji jednak oko cieszy. Cieszy również fakt, że ktoś podjął się jego odbudowania, stworzył obok hotel i restauracje, a miejsce to żyje na nowo.
Jeśli podobał Ci się wpis zostaw komentarz lub like’a – będzie mi miło kiedy ktoś doceni moją pracę. A jeśli interesują Cię inne zamki na terenach Polski zapraszam do pozostałych wpisów na ten temat:
- Na Szlaku Orlich Gniazd – ruiny Zamku w Mirowie
- Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Królewski w Olsztynie koło Częstochowy
- Zamek w Mosznej – Polski Disneyland!
- Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – „Śląski Wawel”?
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność „małą kawą”! Z góry dziękuje!
Na Szlaku Orlich Gniazd – ruiny Zamku w Mirowie
Zamek w Mirowie, mimo, że jest ruiną, to z pewnością jest to jedna z najpiękniejszych budowli na Szlaku Orlich Gniazd. Warownia, górując nad pobliską miejscowością przynosi na myśl okręt i robi duże wrażenie. Do tego jest jednym z najstarszych zamków w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Historia Zamku w Mirowie
Zamek w Mirowie powstał w połowie XIV wieku, a pomysłodawcą budowy był król Kazimierz Wielki. Podobnie, jak większość warowni z tego terenu wchodził w skład systemu fortyfikacyjnego Orle Gniazda, który miał strzec granicy Królestwa Polskiego. Przypuszcza się jednak, że już wcześniej istniała tutaj drewniana strażnica, która należała do rodziny Lisów. Później warownia została przekazana jako lenno Władysławowi Opolczykowi przez króla Ludwika Węgierskiego. Ta została jednak odebrana przez Władysława Jagiełło z powodu nielojalności księcia opolskiego. Później zamek przechodził z rąk do rąk… Dopiero kiedy jego właścicielami zostali Myszkowscy pod koniec XV w. to nastąpiły zmiany w jego wyglądzie. Zamek zyskał dodatkowe dwie kondygnacje oraz wyższą wieżę.

W 1587 r. warownie zdobył i zrujnował kandydat do korony polskiej Maksymilian Habsburg, który podążał w stronę Krakowa. Od tamtego momentu zamek podupadał. W XVII stuleciu należał już do Korycińskich, a później Męcińskich. Ponownie ucierpiał w czasie najazdu szwedzkiego w latach 1655-1660, a w kolejnym stuleciu (1787) został opuszczony. Później był rozbierany przez mieszkańców pobliskich wsi, a budulec służył do budowy domów.
W okresie PRL zamek nie został formalnie przejęty przez państwo. W ostatnim czasie z powodu złego stanu został on ogrodzony, ponieważ stwarzał niebezpieczeństwo dla odwiedzających. Aktualnie budowla jest własnością rodziny Laseckich, która narazie zabezpieczyła budowlę i podjęła się jej renowacji. W przyszłości obiekt ma zostać udostępniony dla turystów, a w salach ma znajdować się między innymi muzeum.

Ciekawostki
- Pomiędzy Zamkiem w Mirowie a Zamkiem w Bobolicach mieszczą się Mirowskie Skały, które są częstym celem wspinaczy. Wstęp na nie udostępniony jest w cenie biletu wejścia na błonia zamku. Skały mają wysokość od 5 do 30 m, a do dyspozycji mamy około 150 dróg wspinaczkowych o różnym stopniu trudności.
- Teren zamku służył jako scenografia filmowa. Kręcono tu między innymi: „Przyjaciel wesołego diabła”, „Pana samochodzik i praskie tajemnice”, „Nad rzeką, której nie ma”.
- W 1683 r. król Jan Sobieski przejeżdżał przez Mirów w drodze na Wiedeń.
- Zamek w Mirowie ma być połączony tajemniczymi tunelami z Zamkiem w Bobolicach. Mieli je wybudować dwaj bracia, właściciele warowni, gdzie składowali skarby. Broniła ich czarownica. Pewnego razu jeden z mężczyzn porwał piękną dziewczynę i ukrył ją w tunelu przed zazdrosnym okiem brata. Jednego dnia tunel nie był jednak pilnowany przez czarownice, która udała się na sabat na Łysej Górze. Właściciel zamku nakrył brata z niewiastą i wściekły go zabił, a dziewczynę zamurował. Podobno do dziś słychać jej krzyki na jednej z wież zamkowych.
Zwiedzanie
Aktualnie zamek można zwiedzać jedynie z zewnątrz, jak pisałam wyżej budowla jest ogrodzona i turyści nie mają dostępu do jej wnętrza. Zamek może wydawać się teraz nieduży, ale w rzeczywistości miał przeszło 1200 metrów kwadratowych! Jest także ciekawym przykładem warowni, która została zaadaptowana do celów mieszkalnych.
Podobnie, jak w przypadku pozostałych zamków na Szlaku Orlich Gniazd dobrze podjechać tu samochodem (nieopodal znajdują się darmowe parkingi) albo rowerem z pobliskiej miejscowości. Obok zamku znajduje się restauracja, a w budce, w której sprzedawane są bilety wejściowe można zakupić kilka pamiątek.
Cennik opłat:
- bilet normalny – 7 zł
- bilet ulgowy – 5 zł


Będąc na błoniach zamku warto pospacerować po okolicznych skałkach, z których rozpościera się ciekawy widok na budowlę. Zaledwie 1,5-2 km od Mirowa znajduje się Zamek w Bobolicach. Polecam, więc kilkunastominutowy spacer do tego pięknego zabytku! Dla osób, które nie lubią spacerować – można tam także podjechać samochodem, obok znajduje się płatny parking.


Jeśli podobał Ci się wpis zostaw komentarz lub like’a – będzie mi miło kiedy ktoś doceni moją pracę. A jeśli interesują Cię inne zamki na terenach Polski zapraszam do pozostałych wpisów na ten temat:
- Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Królewski w Olsztynie koło Częstochowy
- Zamek w Mosznej – Polski Disneyland!
- Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – „Śląski Wawel”?
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność stawiając mi „kawkę”! Z góry dziękuje!
Na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Królewski w Olsztynie koło Częstochowy
W czasie dłuższego weekendu w czerwcu wybrałam się w podróż iście zamkową! Pierwszym punktem na mapie były niezwykle malownicze ruiny Zamku Olsztyn pod Częstochową. Później udałam się zobaczyć Zamek Mirów i Bobolice, a wycieczka była na tyle intensywna, że nabawiłam się masy odcisków! Niżej poznacie krótko historię i ciekawostki na temat Zamku Olsztyn!

Historia Zamku Olsztyn
Zamek Królewski w Olsztynie to jedna z najatrakcyjniejszych budowli na Szlaku Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. To także świetne miejsce dla fotografów, ale każdy podróżnik z pewnością powinien odwiedzić to miejsce.


Zamek powstał w XIV w. i od tamtego momentu pełnił ważną rolę obronną i miał chronić tereny Małopolski przed najazdem z okolicznego Śląska. Teraz możemy sobie tylko wyobrazić ogrom warowni, która miała wzbudzać strach wśród żołnierzy wroga. Zamek był także często odwiedzany przez wybitnych polskich władców, jak Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk, Zygmunt I Stary czy Zygmunt August.
Zamek został zdobyty i zrujnowany w czasie najazdu szwedzkiego w 1655 r. Funkcje obronne pełnił więc przez ponad 300 lat! W związku z tym, że zamki „starego typu” w okresie nowożytnym nie pełniły już odpowiednio swojej roli nie podjęto się jego odbudowania. Później to co pozostało po warowni było stopniowo rozbierane przez chłopów z okolicy w celu pozyskania budulca.
Legendy związane z Zamkiem Olsztyn
Z Zamkiem w Olsztynie związanych jest kilka ciekawych legend. Jedna z nich tradycyjnie dotyczy ducha, a dokładniej zmory Maćka Borkowica, który był kiedyś wojewodą poznańskim. Za swojego życia sprzeciwiał się polityce prowadzonej przez Kazimierza Wielkiego i powołał przeciwko niemu konfederację. Monarcha ukarał Borkowica wygnaniem, ten jednak wrócił po 4 latach do kraju i nadal spiskował przeciwko królowi. Ostatecznie pojmano go i zamknięto w lochach zamku olsztyńskiego, gdzie miała spotkać go śmierć głodowa. Dziennie otrzymywał tylko dzbanek wody oraz wiązkę siana. Maciek miał wytrzymać w lochach 40 dni, a jego krzyki i przekleństwa niosły się po całej warowni. Niektórzy uważają nawet, że zaczął z szaleństwa pożerać własne ciało. Krążą także plotki, że Borkowic miał mieć romans z królową…

Kolejna legenda mówi o płaczu dziecka, który słuchać w wietrzne wieczory na zamku. W czasie oblężenia warowni w 1587 r. przez kandydata do tronu polskiego Maksymiliana Habsburga pochwycono kilkunastoletniego synem starosty olsztyńskiego Kaspra Karlińskiego i postawiono go na pierwszej linii walk. Jego ojciec obiecał jednak do upadłego bronić zamku i kiedy Austriacy byli już blisko, a wojsko polskie wahało się zaatakować sam podpalił lont armatni krzycząc: „Wpierw byłem Polakiem niż ojcem”. Zamek udało się obronić, jednak wśród ciał poległych znaleziono także dziecko starosty. Ten z rozpaczy, nie zgodził się odebrać godności związanych ze zwycięstwem i zaszył się w pokutnej celi na Jasnej Górze, gdzie szukając ukojenia w modlitwie niedługo potem zmarł. Historia ta miała miejsce w rzeczywistości, a Karliński przeszedł do legendy jako słynny obrońca Zamku w Olsztynie.
Inne opowieść nawiązuje już do czasów, gdy zamek znajdował się w ruinie. Zaraz obok nich bydło miał wypasać ubogi chłopiec, który był nękany przez kolegów. Pewnego dnia ukradli mu oni czapkę i wrzucili do lochu zamkowego. Ten zszedł po nią do podziemi, gdzie zobaczył czarnego psa, który przemówił do niego ludzkim głosem i oddał czapkę wypełnioną złotem. Mówi się, że ogar pilnował skarbów ukrytych na zamku. Gdy ubogi chłopiec opuścił już lochy, koledzy zobaczyli górę kosztowności i także zapragnęli się wzbogacić. Jeden z nich kazał zrzucić swoją czapkę do tego samego lochu i udał się po nią. Nigdy już nie wrócił. Czarnego psa podobno do dzisiaj widuje się czasem w pobliżu lochu.

Zamek Olsztyn jako sceneria filmowa
Nie każdy wie, że ruiny Zamku w Olsztynie służyły jako sceneria filmowa. Nakręcono tu między innymi „Rękopis znaleziony w Saragossie” wyreżyserowany przez Wojciecha Hasa. Film opowiada o kapitanie gwardii króla Hiszpanii, Alfonsie van Wordenie, którego odegrał Zbigniew Cybulski. Podróżował on przez góry Sierra Morena, które w filmie udawała Jura Krakowsko-Częstochowska.


Wapienny wygląd skał wykorzystano także w filmie „Demony Wojny według Goi”, którego akcja toczyła się w Bośni. Na zamku kręcono początkowe i ostatnie fragmenty filmu, które reżyserował Władysław Pasikowski. W ruinach części mieszkalnej zamku kręcono także serial „Czarne chmury”.
Zwiedzanie
Na zamek najłatwiej dostać się za pomocą samochodu. Zaraz obok znajduje się kilka płatnych parkingów (opłata 10 zł za dzień, lepiej mieć ze sobą gotówkę). Przy ruinach znajdziemy też kilka sklepów spożywczych, restauracje, kawiarenki i sklepy z pamiątkami. Opłata za wejście na zamek pobierana jest przy bramie głównej.
Cennik opłat za wstęp na tereny zamku:
- Bilet normalny – 7 zł – osoby dorosłe;
- Bilet ulgowy – 4 zł – dzieci, młodzież, studenci, emeryci i renciści;
- Dzieci do lat 7 – wstęp za darmo.
Cennik opłat za wejście na wieżę widokową:
- Dorośli: 4 zł
- Młodzież i emeryci: 2 zł
Można także umówić się z przewodnikiem, jednak to kwestia indywidualna i należy skontaktować się wcześniej telefonicznie lub mailowo (Przewodnik: Joanna Szydłowska, tel. 784-628-845, e-mail: asmat-szachy@o2.pl)
Warto pamiętać, że całość opłat przeznaczona jest na renowację zamku i rozwój Wspólnoty Gruntowej Olsztyn, która opiekuje się ruinami.


Na zwiedzanie zamku potrzebujecie jakieś godziny, chyba, że chcecie pospacerować dłużej wokół ruiny i pooglądać je z każdej strony. Warto powspinać się na pozostałości warowni i rozejrzeć po okolicy – widoki są wspaniałe! Po zwiedzeniu Zamku w Olsztynie można wyruszyć w dalszą drogę, czy to rowerem, czy samochodem w kierunku innych budowli na Szlaku Orlich Gniazd, które znajdują się nieopodal – Zamku Bobolice i Zamku Mirów.

Idealna sceneria do fotografii – Zamek w Olsztynie
Wyprawę do Zamku w Olsztynie wspominam niezwykle miło! Rzadko spotyka się ruiny, które usytuowane w tak malowniczy sposób tworzą wspaniałą scenerię do fotografii. Poza tym bawiłam się jak dziecko wspinając się po skałach żeby zobaczyć i doświadczyć jak najwięcej. Każdemu bez wyjątku polecam odwiedzenie ruin Zamku Królewskiego w Olsztynie koło Częstochowy!
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność! Z góry dziękuje!

Zamek w Mosznej – Polski Disneyland!
Opolszczyzna skrywa wiele sekretów i ciekawych miejsc. Możemy znaleźć tu miasteczka z bogatą historią czy zamki i ruiny skrywające tajemnice swoich dawnych mieszkańców. Jednym z nich bez wątpienia jest Zamek w Mosznej. To miejsce bardzo popularne w województwie opolskim, ale chyba jeszcze nie w Polsce, czy Europie, a naprawdę warto spędzić tu mile dzień spacerując między parkowymi alejkami i pijąc kawę w usytuowanej w oranżerii restauracji. Zresztą… Nie bez powodu te urocze zamczysko posiadające aż 99 wieżyczek zostało okrzyknięte Polskim Disneylandem.
Zamek w Mosznej odwiedziłam już kilka razy. W tym roku odbyło się to raczej przypadkiem, w drodze powrotnej z Krakowa do domu. Kiedy bywałam tu wcześniej miejsce cieszyło się popularnością, ale to co zobaczyłam w czerwcu tego roku całkowicie mnie zaskoczyło! Przed zamkiem, jak i po parku krążyła masa ludzi… I wszyscy oczywiście zapomnieli o epidemii koronawirusa. Standardowo, jak to często u nas było pchanie się, wchodzenie na siebie w kolejce, o maseczkach już dawno zapomniano, mimo, że niektórzy często zwracali innym uwagę na to, że powinnismy uważać. Szkoda, że nasza czujność została uśpiona. O skutkach przekonamy się zapewne za jakiś czas.
Ale nic… Przejdźmy do zamku 🙂

Historia Zamku w Mosznej
Nazwa Mosznej najprawdopodobniej pochodzi od rodziny Moschin, która do parafii w Łączniku przybyła w XIV w. Niektóre legendy mówią, że tutejsze ziemie należały do Templariuszy – takie wnioski wyciągnięto na początku XX w. kiedy to odkryto w parku piwnice, które uznano za pozostałości zamku. Moszna przez kolejne stulecia miała przechodzić z rąk do rąk, należała m.in. do rodzin von Skall i von Reisewitz.


Zamek w Mosznej powstał pod koniec XVIII stulecia i wybudowano go w stylu barokowym. Obecna forma była nadawana stopniowo po 1896 r. W tym czasie część barokowa spłonęła, ale została odbudowana. Przed 1900 r. powstała część wschodnia wybudowana w stylu neogotyckim oraz oranżeria. Kilkanaście lat później wzniesiono skrzydło zachodnie w stylu neorenesansowym. Wszyscy dziwili się tak szybkiej rozbudowie pałacu; w przeciągu kilkunastu lat powstało 99 wież oraz 365 komnat. Sam właściciel, którym był wtedy Franz-Hubert hr. Tiele-Wienckler sugerował, że w szybkiej odbudowie pomagał mu sam diabeł… Podobno do dziś nawet straszy w zamkowych murach.
Inna legenda mówi o angielskiej guwernantce, która służyła rodzinie Wincklerów. Ta pragnęła, aby pochować ją w ojczystym kraju. Tej prośby jednak nie spełniono i pochowano ją na wyspie w parku. Zawiedziona podobno nadal pojawia się w zamku i straszy gości. Niektórzy uważają także, że w komnatach można spotkać duchy panien, których serce miał złamać Klaus Peter Winckler. Zresztą słynął on ze swoich zdrad i bujnego życia miłosnego. Niektóre jego kochanki miały popełnić samobójstwo z powodu niefortunnego zajścia z nim w ciążę.


Z ciekawostek trzeba wspomnieć, że na początku XX w. Moszna była odwiedzana przez ostatniego króla pruskiego Wilhelma II. Wraz z właścicielem zamku wspólnie udawali się na polowania.
W czasie II wojny światowej zamek pełnił funkcję lazaretu i uniknął zburzenia. W tym czasie zniszczono jednak większość wyposażenia, a także wywieziono najbardziej wartościowe dzieła sztuki. Po zakończeniu wojny w zamku mieściły się różne instytucje, dopiero w 1972 r. utworzono tu sanatorium dla chorych na nerwicę. Od 2013 r. budynek pełni już jednak wyłącznie funkcje związane z turystyką, mieści się tu hotel i restauracja, a park udostępniony jest dla odwiedzających.
Zwiedzanie Zamku w Mosznej
Do Mosznej najłatwiej dojechać samochodem, ewentualnie można próbować PKSem, ale to znacznie utrudnia podróż. Moim zdaniem, jedynym wyjściem jest auto. Wokół zamku znajduje się wiele parkingów. Większość z nich jest płatnych (ok. 10 zł za cały dzień), poza jednym znajdującym się koło Kościoła filialnego Niepokalanego Serca Maryi.
Zamek w Mosznej można zwiedzać z zewnątrz, wystarczy wtedy wykupić jedynie bilet na tereny zespołu parkowego. Dla turystów udostępnione są także komnaty wraz z przewodnikiem (należy zakupić dodatkowy bilet) oraz różne trasy, np. zwiedzanie ekstremalne lub wejście na wieżę. Spacerując wokół zamku warto zwrócić uwagę na park, w którym znajduje się interesująca roślinność, w tym dęby szypułkowe i skupiska rododendronów. Śmiało można zabrać tutaj ze sobą koc, coś do przekąszenia i odpocząć w cieniu drzew delektując się widokiem na zamczysko.



Poza płatną częścią zamku można przespacerować się nad stawik Kolusznik (będziecie go mijać po drodze z parkingu), gdzie można zobaczyć kaczki, łabędzie z małymi i zrobić sobie ładne zdjęcie 🙂


Poza zwiedzaniem zamku i okolicznego parku w Mosznej proponowne są różnego rodzaju usługi, w tym hotel i restauracja. Zaraz obok zamku znajduje się także stadnina koni, w której można wynająć pokoje gościnne i uczestniczyć w szkółkach jeździeckich. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj.
Cennik atrakcji na Zamku w Mosznej
- Wstęp na zespół pałacowo parkowy: styczeń-marzec/listopad-grudzień: bezpłatnie; w sezonie: bilet normalny: 10 zł, ulgowy 6 zł
- Ceny biletów na zwiedzanie zamku z lektorem (zwiedzanie tradycyjne): bilet normalny 15 zł, ulgowy 9 zł
- Wejście na zamkowe wieże: bilet normalny 12 zł, ulgowy 8 zł
- Zwiedzanie ekstremalne (zwiedzanie piwnic i ukrytych komatach, od godz. 18.00; konieczna wcześniejsza rezerwacja, grupy do 6 osób): bilet normalny 38 zł, ulgowy 32 zł

Jeśli podobał Ci się wpis to zapraszam do poczytania innych moich postów na temat Polski 🙂
- Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – „Śląski Wawel”?
- U piernika i Kopernika. Co warto zobaczyć w Toruniu w jeden dzień?
- Jednodniowa wycieczka po Śląsku – moje refleksje
Jeśli podoba Ci się wpis i blog możesz wesprzeć moją działalność! Z góry dziękuje!
U piernika i Kopernika. Co warto zobaczyć w Toruniu w jeden dzień?
Jest przynajmniej kilka powodów, dla których warto odwiedzić Toruń. Bezsprzecznie są nim pierniki sprzedawane w każdym zakątku miasta, a jedzone na jednej z ławek w rynku smakują niczym ambrozja. Innym jest masa zabytków, które swoją rangą gonią te europejskie, a wokół nich powstało wiele ciekawych, a nieraz i zabawnych legend. W końcu warto przespacerować się kolorowymi uliczkami hanzeatyckiego miasta i dotrzeć do miejsca narodzin osoby, która zmieniła bieg dziejów całego świata – Mikołaja Kopernika.

Pochodzenie nazwy miasta i herb
Jest chyba przynajmniej kilka legend mówiących o pochodzeniu nazwy Torunia. Jedna z nich mówi o przyjaźni pomiędzy jedną z baszt i Wisłą. Rzeka opowiadała wiele pięknych historii, a baszta zaczęła zazdrościć jej ciekawego życia. Do tego Wisła rozrastała się i w pewnym momencie jej brzegi były już bardzo blisko murów. Baszta krzyknęła, więc że niedługo runie jeśli rzeka nie powstrzyma procederu. Wisła zaś odpowiedziała: to ruń! Okoliczni żeglarze usłyszeli ten krzyk i stwierdzili, że to nazwa miasta – Toruń.
Podróżnych ciekawi zawsze także historia herbu Torunia, który przedstawia anioła z kluczem w ręku, strzegącego czerwonych murów miejskich z trzema basztami. Z tym przedstawieniem związana jest legenda. Pewnemu franciszkanowi w 1499 r. miał przyśnić się anioł, który ostrzegał, że jeśli mieszkańcy Torunia nie zaczną wieść bardziej pokutnego życia to miasto w przeciągu roku runie. Był jednak ratunek. Mieszkańcy musieli przebrać się w wory pokutne i modlić się o przebaczenie. Nikt jednak nie wierzył w przestrogę zakonnika i dopiero znaki, które pozostawiał anioł opiekujący się Toruniem wpłynęły na postawę mieszkańców. Liczne msze i pokutne życie nie dawały jednak żadnych rezultatów. Okazało się, że aby otrzymać przebaczenie Boga trzeba odlać ogromny dzwon, który ważył 7 ton i miał dwa metry średnicy. Bóg przyjął ten prezent i dzwonieniem miał przypominać ludziom o konieczności oddania mu czci. Ustanowił także opiekunem miasta anioła i ofiarował mu klucz do Torunia. Dopóki trzyma klucz, będzie bronił mieszkańców. Anioł objawił się także ludziom po jednej z niedzielnych mszy. Od tamtego czasu na stałe zagościł już w herbie Torunia.

Stare Miasto
Fakt wpisania Zespołu Staromiejskiego na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO mówi sam za siebie. Na terenie miasta przeszło 1100 obiektów zostało wpisanych do rejestru zabytków, a Toruń znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego. Czy muszę coś jeszcze dodawać?
Zwiedzając miasto warto zapamiętać, że dzieli się ono na Stare i Nowe Miasto oraz Zamek Krzyżacki. Błędnie przyjęło się potoczne nazywanie Starym Miastem, całego zespołu włączonego na listę UNESCO. Bez wątpienia jednak to właśnie ta część Torunia przyciąga największą uwagę turystów ze względu na zwartą, a przede wszystkim piękna zabudowę i wyjątkowe na skale polską zabytki.
Stare Miasto zostało lokowane w 1236 r., a jego układ urbanistyczny powstawał przez kolejne 20 lat. Toruń od początku miał charakter miasta kupieckiego stowarzyszonego w Hanzie. W związku z tym, że zamieszkiwane było przez bogatych patrycjuszów szybko zaczęło się rozwijać. Był także jednym z najbogatszych miast najpierw w Państwie Krzyżackim, Prusach i Rzeczypospolitej.
Poniżej znajdziecie wykaz kilku miejsc, które powinniście zobaczyć na Starym Mieście w czasie swojego wypadu 🙂
Rynek Staromiejski, ratusz i okoliczne uliczki

Wchodząc na rynek od razu naszą uwagę przyciąga ratusz ze stojącym przed nim pomnikiem Mikołaja Kopernika. Budynek ratusza powstawał w XIII i XIV w., był wielokrotnie przebudowywany, a w XVIII stuleciu odbudowany po zniszczeniach. Uważany jest za jeden z najwybitniejszych przedstawień średniowiecznej architektury mieszczańskiej w tej części Europy. Aktualnie znajduje się tutaj Muzeum Okręgowe w Toruniu.
Największą atrakcją ratusza jest chyba jednak możliwość wspięcia się na jego wież, z której rozpościera się widok na całe Stare Miasto. Ja uwielbiam takie atrakcje i zawsze chętnie korzystam z takiej możliwości! Wstęp wynosi 17 zł (bilet normalny) lub 12 zł (ulgowy).



Ogromną popularnością cieszą się niektóre kamienice znajdujące się przy rynku. Z pewnością warto zwrócić uwagę na Kamienice Pod Gwiazdą charakteryzującą się złotym kolorem i bogatym zdobieniem. Jej nazwa pochodzi od złotej gwiazdy znajdującej się na jej szczycie.

Wyróżnia się także Dwór Artusa. Budowla ta zajmuje dawne parcele średniowieczne, gdzie mieścił się tzw. Dom Towarzyski wybudowany pod koniec XIV stulecia. Budynek był kilkukrotnie przebudowywany, następnie rozebrany przez władze pruskie w XIX w. otrzymał ostatecznie obecny kształt.

Z pewnością warto przejść się po uliczkach odchodzących od rynku, znajdziecie tam masę sklepików z pamiątkami, przyjemne kawiarenki i restauracje ze smacznym jedzeniem. Do tego warto na chwilę zawiesić oko na pięknych, zadbanych kamienicach.



Ulica Ciasna (na zdjęciu po prawej), to jak nazwa wskazuje jedna z najwęższych ulic na Starym Mieście. Niektórzy uważają, że uliczka istniała jeszcze przed lokacją miasta i jest częścią traktu, który biegł przez dolinę Postolca z osady podgrodowej do grodu. Oznacza to, że byłaby to najstarsza ulica w mieście!

Pręgierz
Z tym wesołym i jakże miłym osiołkiem zdjęcie robi sobie każdy turysta! To konieczność w czasie pobytu w Toruniu. Nie raz turyści głaszczą go, co ma przynieść szczęście.
Osioł w rzeczywistości nawiązuje do dawnego pręgierza, który stał niegdyś na miejscu pomnika Mikołaja Kopernika. Było to miejsce, w którym wymierzano kary chłosty czy ucinania członków żołnierzom, którzy dopuścili się różnych przewinień.

Postać osła nawiązuje do narzędzia tortur używanego w całej nowożytnej Europie wobec przestępców, a przede wszystkim heretyków i czarownic. Znajdowało się ono także przy toruńskim rynku, zaraz przy budynku odwachu przy ulicy Żeglarskiej. Podobnie jak większość tego typu narzędzi tortur toruński osioł był drewniany, a z góry pokryty był wyostrzoną z góry blachą. Sadzano na nich osobę oskarżoną o przestępstwa, a często do jej nóg przywiązywane były ołowiane ciężarki, które miały spowodować jeszcze większy ból. „Oryginalny osioł” stał w Toruniu do 1797 r.
Krzywa Wieża i mury miejskie
Popularna Krzywa Wieża to jedna z baszt miejskich w Toruniu, która swoją nazwę zawdzięcza odchyleniu od pionu wynoszącemu 1,46 metra. Jedna z jej „sióstr” znajduje się w Ząbkowicach Śląskich. Powstała w drugiej połowie XIII w. Początkowo prosta; z powodu osadzenia jej na piaszczysto-gliniastym gruncie zaczęła się osuwać. Teraz uważa się, że oparła się już na gruncie bardziej stabilnym. Jest to z pewnością jedno z „must see” w czasie pobytu w Toruniu!

Jedną z atrakcji Torunia są także jego mury miejskie. Najdłuższy ich fragment (ok. 1 km) znajduje się zaraz przy Wiśle. Inne elementy możemy znaleźć także w innych częściach Torunia, spacerując wokół Starego i Nowego Miasta. Większość została jednak rozebrana przez władze pruskie w latach 1873-1899. Przez wieki Toruń był jednym z najlepiej ufortyfikowanych miast na tym terenie, okrążony był bowiem podwójnym murem (niskim i wysokim, przedzielonym fosą). Wielokrotnie obwarowania były także podwyższane oraz rozbudowywane.
Ważnym elementem murów miejskich były oczywiście baszty, bramy i barbakany. Do dziś zachowało się 9 baszt i 3 bramy (pierwotnie było 54 baszty, 13 lub 14 bram i 2 barbakany).


Dom Mikołaja Kopernika
Z pewnością warto odwiedzić także Dom Mikołaja Kopernika (ul. Mikołaja Kopernika 15). Nie wiadomo jednak do końca czy to faktycznie w tej kamienicy mieszkał słynny na skalę europejską astronom… Kamienica pochodzi z XIV w. i to tak zwany spichlerzodom, które pełniły niegdyś funkcje zarówno mieszkalne, jak i magazynowe. To prawdopodobnie w tym miejscu przyszedł na świat w 1474 r. Mikołaj Kopernik, a teraz mieści się tutaj muzeum jego imienia. Bilet na ekspozycję wynosi 17 zł (normalny), 13 zł (ulgowy), zaś na filmy 4D należy dopłacić drugi raz tą samą kwotę. Warto pamiętać, że w środy wstęp na wystawy stałe jest bezpłatny!

Kościoły
Przechadzając się po Toruniu napotkamy masę kościołów. Jest ich tyle, że w zasadzie ciężko je wszystkie spamiętać dlatego wspomnę tutaj o kilku najważniejszych. Najwybitniejszym przedstawieniem architektury gotyckiej bez wątpienia jest Kościół Mariacki, który zaliczany jest do trzech największych kościołów w północnej Polsce. Łatwo go zauważyć, ponieważ jest na tyle wysoki, że góruje nad Starym Miastem. Warto zwiedzić jego wnętrze, znajdują się tam gotyckie stalle i polichromie ścienne, renesansowe organy i, co chyba najważniejsze, mauzoleum Anny Wazówny.

Jednym z nich jest bazylika katedralna św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana, ostateczny kształt uzyskała w XV stuleciu. W tym czasie wzniesiono też przyciągającą uwagę masywną wierzę kościoła. Z ciekawostek warto wspomnieć, że pochowane jest tutaj serce króla Jana Olbrachta, a w środku znajdziemy także kilka pamiątek poświęconych Mikołajowi Kopernikowi: chrzcielnicę, epitafium i pomnik z XVIII w. Na wspomnianej wieży zawisł także największy w Polsce dzwon – Tuba Dei – to podobno ten, który odlano, aby uratować miasto przed zniszczeniem!
Przy rynku znajduje się również kościół Świetego Ducha, którego budowa rozpoczęła się w 1743 r. Z powodu skomplikowanej sytuacji politycznej została przerwana, ponieważ środowiska katolickie nie chciały pozwolić na powstanie kościoła luterańskiego. W obawie przed tumultami religijnymi król August III wydał zakaz budowy. Pomysł odrodził się kilka lat później, zgodzono się na powstanie kościoła, jednak miał bardziej przypominać kamienice niż standardową świątynie. Budowla nie posiadała bowiem wieży. Na tym etapie prace zakończono w 1756 r. Wieżę dobudowano dopiero ponad stulecie później, w latach 1897-1899.

Zamek krzyżacki
Zamek krzyżacki i jego najbliższe okolice tworzą kolejną część, która wchodzi w Średniowiecznego Zespołu Miejskiego Torunia. Wznosił się między Starym i Nowym Miastem, trzymając oba w szachu, i dlatego został zburzony już na początku wojny trzynastoletniej. Ruiny, które pozostały po zamku są śladem najstarszej warowni krzyżackiej w Ziemi Chełmińskiej.




Zamek w Toruniu pełnił rolę bazy wypadowej Krzyżaków, którzy wyruszali na podbój Prus. Jego budowę rozpoczęto w XIII w. i składał się z zamku głównego, międzymurza oraz przedzamczy. Szturm mieszczan Starego Miasta na zamek (1454 r.) rozpoczęło polsko-krzyżacką wojnę trzynastoletnią. Niedługo później na rozkaz rady miejskiej Torunia został rozebrany, aby nigdy więcej nad miastem nikt nie sprawował nad miastem władzy zwierzchniej.


Nowe Miasto
Nowe Miasto to trzeci z elementów, który wchodzi w zespół objęty wpisem na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Nazwa tej części Torunia jest myląca, bo nie jest ona wcale taka „nowa”. Lokowano je bowiem w 1264 r., czyli 31 lat po utworzeniu starego. Zajęło ono miejsce za murami, a rozbudowa była związana z bardzo szybkim rozwojem Torunia. Co warto podkreślić, zostało zaplanowane na 14 ha, a więc powierzchni większej niż przeciętne miasto średniowieczne.
Rynek Nowomiejski
Pierwotnie w rynku znajdował się Ratusz Nowomiejski, który jednak nie dotrwał do naszych czasów. Z powodu złego stanu technicznego został rozebrany przez władze pruskie w czasie zaboru w 1818 r. Na jego miejscu postawiono budynek zboru ewangelickiego św. Trójcy, który aktualnie użytkowany jest w celach kulturalnych. Po średniowiecznym ratuszu pozostały tylko piwnice. W rynku znajdował się także kościół św. Mikołaja i klasztor dominikański jednak one także zostały rozebrane w czasie zaborów w XIX w. Niektórzy uważają, że to jedna z największych strat dla Torunia. Jeśli jesteście ciekawi, więcej informacji o tym budynku i planach zagospodarowania miejsca po nim możecie znaleźć tutaj.

Rynek Nowomiejski jest uroczy, nie dorównuje jednak rozmachem temu starszemu. Warto tu zwrócić uwagę na kilka kamieniczek, np. Aptekę Pod Złotym Lwem czy Gospodę Bractwa Murarskiego w Toruniu. Kilka kroków od Rynku Nowomiejskiego znajduje się kolejna świątynia warta zobaczenia – Kościół św. Jakuba. Wzniesiony został w pierwszej połowie XIV w., a obecnie traktowany jest za jeden z najważniejszych zabytków Nowego Miasta. Jednocześnie uważa się go za najcenniejsze osiągniecie architektoniczne okresu średniowiecza w Polsce, ponieważ charakteryzuje się rzadko używanym na tych terenach systemem konstrukcyjnym. Polegał on na przeniesieniu ciężaru sklepień nawy głównej za pomocą łuków odporowych na szkarpy naw bocznych.


Posążki, fontanny i nie tylko…
Wyżej wspomniałam Wam o dwóch najważniejszych pomnikach w Toruniu – pomniku Mikołaja Kopernika i słynnym, uśmiechniętym Osiołku. Jednak to nie jedyne tego rodzaju atrakcje tego miasta, inne możemy napotkać spacerując po starówce zarówno Starego, jak i Nowego Miasta.
Nie tylko Kraków ma swojego smoka. Spotkamy go też w Toruniu! Tu ma jednak o wiele bardziej uroczą formę niż ten, którego możemy spotkać przy Wawelu. Ceramiczny jaszczur nawiązuje do wydarzeń, które miały mieć miejsce w Toruniu w 1746 r. Dwoje świadków miało zobaczyć 2-metrowego, latającego czarnego jaszczura w rejonach Przedzamcza. Jego palce miały być zrośnięte błoną a ogon błyszczący. Smok miał być także dostrzeżony 30 lat wcześniej w ogrodzie toruńskiego burmistrza Kazimierza Leona Schwerdtmanna.

Spacerując zaraz przy Rynku Staromiejskim z pewnością natkniecie się na pomnik małego, słodkiego pieska trzymającego kapelusz w pyszczku. To Filuś. Nawiązuje do popularnego rysownika Zbigniewa Lengrena, uważanego za głównego twórcę historyjek o profesorze Filutku i jego psie. Opowieści te znajdują się na ostatnich stronach gazety „Przekrój”.

Pomnik flisaka z niewielką fontanną znajduje się zaraz obok ratusza. Z nim także wiąże się legenda. Głosi ona, że pewnego roku z powodu powodzi, bądź klątwy, którą na Toruń miała rzucić wygnana żebraczka, miasto miała nawiedzić plaga żab. Było to na tyle uciążliwe, ze burmistrz wyznaczył nagrodę oraz rękę swej córki dla osoby, która pozbędzie się płazów. Zwycięzcą okazał się flisak o imieniu Iwo, który zaczarował żaby swoją grą na skrzypcach. Udały się one za nim, przeszły przez Bramę Chełmińską i pozostały już na stałe na terenach dzielnicy Mokre. Inna wersja mówi, że na Toruń plagę żab ściągnęła czarownica, której dom chciał zburzyć burmistrz pragnący rozbudowy miasta.


Przechadzając się po Nowym Mieście z pewnością napotkamy także a pomnik Toruńskiej Przekupki siedzącej zaraz przy kościele św. Trójcy. Mnie ona wyjątkowo bawi 😀

W centralnej części miasta, przy ulicy Szerokiej, która odwiedzana jest zarówno przez mieszkańców, jak i turystów możemy napotkać liczne herby średniowiecznych miast (Aleja Herbów Miast Hanzeatyckich i Handlowych) wmurowane w płyty chodnikowe. Zamontowano je w 2009 r. w celu upamiętnienia najważniejszych handlowych partnerów Torunia.

Oczywiście możecie pokrążyć po mieście i poszukać innych pomników, fontann i statuetek – jest ich cała masa! Po pobycie w Toruniu można pochwalić się nie małą galerią figurek napotkanych w trakcie spacerów. Choć chyba nie ich tyle, co wrocławskich krasnali! 😀

Pierniki
Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć informacji o piernikach! Odwiedzając Toruń, koniecznie trzeba ich spróbować i zabrać trochę do domu. Ja pamiętam, że kupiłam przynajmniej kilka opakowań. Sklepiki z tym regionalnym przysmakiem spotkacie na każdym kroku, a do wyboru jest masa ich rodzajów, nadziewane, oblane lukrem czy czekoladą, o różnych kształtach. Najpopularniejsze są oczywiście Katarzynki (jakby złożone z 6 medalionów). Najsłynniejszy przysmak Torunia i sposób jego wypieku ma ponad 700 lat! Powstaje z wyjątkowego rodzaju miodu, który zbiera się wyłącznie nad Wisłą w okolicach miasta.

Przy ul. Rabiańskiej w Toruniu znajduje się także Żywe Muzeum Piernika (bilet normalny – 24 zł, ulgowy – 19 zł, dzieci do lat 3 wstęp bezpłatny), którym możemy nie tylko poznać w zrekonstruowanej nowożytnej piekarni tajniki wypieku tych słodyczy, ale także sami je wyrobić! To przede wszystkim wielka atrakcja dla dzieci, ale myślę, że także dorośli będą mogli się przy tym świetnie zabawić! Co warto podkreślić wypiek piernika odbywa się w tradycyjnych drewnianych formach.
Pierniki mają także swoje święto, które odbywa się w Toruniu od 2002 r. w okolicach 10 sierpnia. Podczas wydarzenia można zaznajomić się z produkcją tego słodkiego wyrobu, a także pobawić się przy Bulwarze Filadelfijskim na koncertach.
„Gotyk na dotyk”
Toruń to zdecydowanie jedno z najbardziej „czerwonych” (i chodzi mi tu o cegłę!) miast, jakie udało mi się dotąd zobaczyć. Nie bez powodu miasto, więc reklamuje się hasłem „Gotyk na dotyk”, bo spotykamy go na każdym kroku. Ogromnym walorem Torunia jest również to, że w względnie niewielkich odległościach mamy dostęp do wielu atrakcyjnych miejsc, przygotowanych zarówno dla dorosłego, jak i młodszego odwiedzającego. Miasto oferuje turystom urozmaicone sposoby spędzania czasu wolnego. Równie dobrze możemy spędzić tu jeden dzień czy weekend, ale również i tydzień – z pewnością nie grozi nam nuda.

Jednodniowa wycieczka po Śląsku – moje refleksje
W obecnej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak bezpieczne zwiedzanie Polski. Choć bardzo bym chciała pojechać do Niemiec to nie będzie mi to dane jeszcze przez najbliższe kilka tygodni. Polski zwiedzać nie lubię – pewnie wielu z Was mnie przez to znienawidzi. Po tym poście pewnie stwierdzicie, że powinnam docenić to co nasze, polskie. Jednak nie prowadzę tego bloga po to żeby podobał się on wszystkim, a chce też pisać prawdę i to jak ja oceniam niektóre miejsca. Nie będzie, więc to standardowy tekst typu „Polska jest piękna” i jej powalających na kolana walorach naszego kraju, a raczej o tym co powinno się zmienić, abyśmy dogonili naszych zachodnich sąsiadów, a nie pozostawali na tym samym poziomie renowacji zabytków, co byłe państwa ZSRR.
W maju, kiedy zaczęło się robić przyjemniej pod kątem pogodowym, nie mogąc już dłużej wysiedzieć w domu postanowiłam zrobić kilka małych wycieczek po najbliższej okolicy. Przeszukałam internet, nawet zapytałam Was na Instagramie, jakie miejsca w okolicach Opola polecacie do odwiedzenia. Wybrałam kilka, początkowo były to tylko Ząbkowice Śląskie i Paczków. Po drodze, już w samochodzie narodziło się jeszcze kilka pomysłów. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo po tej wyprawie wróciłabym z całkowicie negatywnym nastawieniem wobec stanu zabytków w Polsce.
Klasztor Księgi Henrykowskiej
Na początku zatrzymaliśmy się w Klasztorze Księgi Henrykowskiej – było całkiem przyjemnie. To jeden z punktów Szlaku Cysterskiego, który ciągnie się przez całą Europę, w tym przez Polskę. Powołany został do życia w ramach Europejskich Dróg Kulturowych.

Najlepiej zajechać tu samochodem. Jeśli chce się zostać na dłużej, zwiedzić wnętrza klasztoru oraz park lepiej zabrać ze sobą jakieś zaopatrzenie, choć znajdziemy tu co prawda restaurację, a także sklepiki spożywcze, w tym bardzo „tradycyjne”. Tutejsi „miejscowi” są bardzo pomocni i wskażą Wam z pewnością drogę do klasztoru. Można pod niego spokojnie bezpośrednio podjechać samochodem, nie ma tu opłat parkingowych itp.
Najważniejszym punktem zespołu jest kościół Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela, który powstał w XIII w. Przebudowywano go na nową modłę kolejno w XIV, XVII i XVIII stuleciu. Z pewnością warto zobaczyć barokowe wnętrza klasztoru – mnie niestety się nie udało. Szczególną uwagę przyciągają Stelle Henrykowskie znajdujące się w kościele, a także dekoracje wnętrz. Klasztor zasłynął także jako miejsce powstania słynnej Księgi Henrykowskiej, która od 2015 r. znajduje się na liście „Pamięć Świata” UNESCO.
Na zewnątrz warto przypatrzyć się misternie wykonanej XVII-wiecznej kolumnie św. Trójcy, a później okrążyć budowlę i pospacerować chwilę po parku. Od fasady budowla wydaje się zadbana, niestety kiedy skręcimy gdzieś w bok to wrażenie mija, budowla już nie jest odnowiona, w niektórych miejscach coś odpada. Tyle dobrze, że klasztor został zabezpieczony przed wilgocią – mam nadzieje, że to jeden z kroków, który pomoże w dalszej rewitalizacji tego miejsca.



Ząbkowice Śląskie – tylko Krzywa Wieża…
Słynne Frankenstein, czyli aktualnie Ząbkowice Śląskie leżą jakieś 20-25 minut drogi od Henrykowa. Wjeżdżając do miasta pomyślałam sobie „kurcze, chyba bogaci ludzie tu mieszkają”, bo na obrzeżach budowała się masa nowoczesnych domków jednorodzinnych. Sugerowało to, że centrum będzie ładne i zadbane. Bardzo mocno się pomyliłam. Później doszłam do wniosku, że mieszkańcy raczej uciekają z centrum na obrzeża miasta.
Ta średniowieczna miejscowość, ma ciekawą i barwną historię, a jedna z nich stała się prawdopodobnie inspiracją do napisania słynnego „Frankensteina” pióra Mary Shelley. Na początku XVII stulecia w Ząbkowicach panowała zaraza, o której wywołanie posądzono tutejszych grabarzy. Początkowo komisja powołana do zbadania sprawy nie podeszła do niej zbyt poważnie, aż do momentu znalezienia u jednego z oskarżonych tajemniczego proszku uznanego za trujący. Podczas tortur grabarze przyznali się, że wspomniany proszek wykonywali ze zwłok i rozsypywali go w różnych miejscach w mieście, aby przynosił śmierć i nieszczęście. Dopuszczali się także innych haniebnych czynów, jak wycinanie brzemiennym, zmarłym kobietą płodów, aby później zjeść ich serca, kradzieży i gwałtów. Ostatecznie oskarżonych skazano i spalono na stosie.
Ta fascynująca, choć brutalna opowieść mogłaby sugerować, że Ząbkowice Śląskie są idealnym miejscem do odwiedzenia. Niestety, ja mocno rozczarowałam się tym miastem.
Bez wątpienia główną (jeśli nie jedyną) atrakcją Ząbkowic Śląskich jest Krzywa Wieża. I rzeczywiście jest bardzo krzywa i widać to na pierwszy rzut oka – to jak najbardziej liczy się na plus. Odchylona jest o 2,14 metra i jest najwyższą tego typu budowlą w Polsce (34 m). Nazywana jest „śląską Pizą”, bardzo nie lubię nadawania takich przydomków, bo skoro Polska jest piękniejsza i ma więcej do zaoferowania niż pozostałe kraje to po co? Po drugie to bardzo krzywdzące zarówno dla samego zabytku, jak i dla turysty, który przyjeżdża w dane miejsce i ma pewne oczekiwania, a w przedstawionym przypadku pewnie się zawiedzie. Wieża w Ząbkowicach Śląskich w ogóle nie przypomina tej w Pizie (ani wysokością, ani architekturą)… Tylko kto przegrywa w tej nierównej walce? Jednak od wielu Polaków słyszałam pozytywne opinie na temat tego miejsca, jak i całego miasta, to ja jednak nie podzielam tej opinii. Choć wieża jest z pewnością interesująca.

Jednak zobaczenie krzywej wieży to kilka minut do pół godziny jeśli chcemy zwiedzić ją od środka, więc co dalej?
Podobno Ząbkowice Śląskie zabytkami stoją. Wiele osób rozpisuje się o tym na blogach, a lista miejsc do zobaczenia na stronach internetowych jest bardzo długa. To prawda, zabytków jest masa, tylko niestety ich świetność już dawno minęła, nie zachęcają do oglądania. Większość, poza Krzywą Wieżą, XIX-wiecznym ratuszem, pojedynczymi kościołami i kamieniczkami sypią się i to dosłownie. W największym szoku byłam kiedy podeszłam do XIV-wiecznego zamku (ruin, poniekąd pięknych, które są udostępnione do zwiedzania) i zobaczyłam tam matkę z dziećmi grającą w piłkę, która odbijała się od ścian ZABYTKU. Powtarzam ZABYTKU. O czym ta kobieta myślała? Nie mam pojęcia, ale wychowuje na swój wzór dzieci i przekazuje im wątpliwej jakości postawę wobec dziedzictwa kulturowego. Na moich oczach kawałki budowli po prostu kruszyły się i odpadały. Na przodzie wisiała zaś wielka tabliczka mówiąca, że to miejsce znajduje się pod opieką ministerstwa. Szkoda tylko, że zamek nie został w jakiś sposób zabezpieczony. Choć opisane wydarzenie bardziej świadczy postawach niektórych mieszkańców, Polaków.


Tracąc nadzieję, poszłam dalej. Napotkałam szare ulice, dziwne sklepiki, do których w życiu bym nie weszła, rozpadające się kamienice, wiele z nich pustych, niezagospodarowanych. Mimo, że był środek dnia nie czułam się w mieście swobodnie, tym bardziej bezpiecznie. Gdzie mam tu zostawić pieniądze? Turystyka opiera się mimo wszystko na pewnej korelacji, jedziemy gdzieś, aby zobaczyć coś interesującego, a w zamian, jak nam się podoba zostawiamy w takim miejscu pieniążki. Tylko gdzie mam je zostawić w takim mieście, jak Ząbkowice Śląskie? Rozumiem, że wiele polskich, małych miast boryka się z podobnymi problemami. Zdaje sobie sprawę, że czasem pozyskanie środków finansowych na renowacje jest trudne. Ale z tego co pamiętam nigdzie w Ząbkowicach nie widziałam tabliczek Unii Europejskiej, które sygnalizowałyby uzyskanie środków. Z drugiej strony nie wiem czy takie wnioski były składane, czy może zostały odrzucone? Wydaje mi się jednak, że Unia chętnie przekazuje środki finansowe na renowację zabytków, tylko trzeba się trochę postarać. To jednak zależy od gospodarza takiego miasta. Inna sprawa to ludzie. Jeśli my sami nie zmienimy swojej postawy wobec niektórych kwestii to nic się nie zmieni, nie będziemy nagle Wielką Brytanią czy Niemcami bez naszej pracy. A z tego co widzę, to jednak większość nie dostrzega problemu w tym co ich otacza. I nie chodzi mi tutaj jedynie o Ząbkowice, tego rodzaju problemu to bolączka wielu, polskich miast. Choć wiem i dostrzegam, że jest coraz lepiej pod tym kątem, to z drugiej strony dużo pracy jeszcze przed nami. Byleby niektóre zabytki dotrwały tego momentu, bo byłoby ich szkoda.
Poniżej kilka zdjęć, których celowo nie obrabiałam, abyście mogli zobaczyć w jakim stanie są budynki w mieście.



Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim
Do pałacu zawitałam osobnego dnia, ponieważ chciałam zwiedzić go od środka, a także przejść się po okolicznych parku. Co przykuwa uwagę to fakt, że wieś Kamieniec Ząbkowicki (niedługo ma zostać miastem) z pewnością zarządzany jest lepiej niż miasto Ząbkowice Śląskie. Przede wszystkim jest czysto, trawniki są skoszone, kamieniczki i domki w większości wyremontowane. Takie miejsce od razu przyjemniej się zwiedza.


Najważniejszym zabytkiem Kamieńca Ząbkowickiego jest bez wątpienia Pałac Marianny Orańskiej. Przez lata trzymany w rękach prywatnego właściciela podupadał, czego efekty widać do dziś. Dopiero 2012 r. gminie udało się przejąć zamek i rozpoczęły się działania mające na celu uporządkowanie okolicznego terenu oraz wyremontowanie pałacu. Należy przyznać, że władze działają w dobrym kierunku, budowla wygląda już bardzo okazale z zewnętrz. Zresztą tego rodzaju architektura jest raczej ewenementem na terenach Śląska, co z pewnością przyciąga turystów. Udało się już także wyremontować kilka sal i dach, zabezpieczyć budowlę przed zawaleniem się. Co cieszy na renowację pałacu pozyskano ogromne środki nie tylko z Unii Europejskiej, ale także ministerstwa. Aktualnie składane są kolejne wnioski, niektóre już są pozytywnie rozpatrzone. Można? Można tylko trzeba chcieć.
Z pałacem wiąże się wiele ciekawych opowieści, którymi chciałabym się z Wami podzielić, jednak wtedy ten tekst byłby ogromny 🙂 Dlaczego myślę, że za jakiś czas przygotuje dla Was osobny post na temat tego miejsca!


Odwiedzenie Pałacu Marianny Orańskiej mogę szczerze polecić. Widać przede wszystkim, że komuś na tym miejscu zależy, a to bardzo ważne. Podjechać tu najlepiej samochodem; przy czerwonym kościółku, gdzie znajduje się kasa mieści się także parking (5 zł za cały dzień). Dozwolone jest zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem (25 zł za osobę, są także bilety ulgowe, jeśli dobrze pamiętam 15 zł) o pełnych godzinach. My trafiliśmy na super przewodnika, warto ich podpytać o jakieś szczegóły. Na wszystko znają odpowiedź 🙂 Zwiedzanie parku pałacowego jest bezpłatne, podobno można w nim zobaczyć dzikie zwięrzęta, jak sarny czy zające.

Paczków, czyli „polskie Carcassonne” – czyżby?
Paczków to kolejne śląskie miasto, w którym wręcz potykamy się o zabytki. Podobnie, jak w przypadku Ząbkowic Śląskich znajdziemy masę stron, które opisują wszystkie miejsca, które należy zobaczyć. Zachęcona komentarzami, że to polskie miasto-twierdza, wręcz „polskie Carcassonne” pojechałam tam z wielkimi nadziejami. Myślałam sobie: „jak mogłam ominąć takie miejsce, skoro znajduje się jakąś godzinę od mojego miejsca zamieszkania?”. Niestety – ponownie się zawiodłam. O ile paczkowskie mury są ciekawe, miasto prezentuje się lepiej niż odwiedzone przeze mnie wcześniej Ząbkowice Śląskie, to nie można stwierdzić, że jest ono gotowe w 100% na przyjęcie turysty. Najbardziej przeraził mnie chyba brak jakiegokolwiek życia – wiem, że jest epidemia, ale czułam się tam jak po apokalipsie zombie. Zwalam to jednak na aktualną sytuacje. Paczków jest ciekawym miejscem, nie twierdzę, że nie. Ale niestety, zaniedbanym, co niejako skutkuje brakami finansowymi. Nie lubię także kiedy miasta porównuje się do innych, znacznie bardziej reprezentacyjnych, bo po prostu na tym tracą – pisałam o tym wyżej. Paczków, bowiem nie ma nic wspólnego z Carcassonne. Czy niemiecki Rothenburg ob der Tauber czy Dinkelsbühl otoczone murami i wieżami porównują się do francuskiej twierdzy? Nie, są Rothenburgiem i Dinkelsbühlem – promują swoją tradycję i historię. Więc dlaczego my to robimy? Rozumiem, że to pewna forma promocji, jednak nasze miasta na tym tracą.



Władze miasta poniekąd słusznie uważają, że najważniejszą wizytówką Paczkowa są mury, które zostały częściowo wyremontowane. Tracą one niestety jeśli rozejrzymy się dokładniej po mieście, gdzie podobnie jak w Ząbkowicach Śląskich natrafimy na liczne, rozpadające się kamienice i budynki. Jestem osobą, która lubi city breaki, w małych miastach umiem spędzić nawet kilka dni oglądając szczegóły zabudowy, a w Paczkowie spędziłam chyba godzinę. Po prostu nie zachęciło mnie do pozostania na dłużej. Niektórzy zarzucili mi na Instagramie bezstronność w mojej opinii. Nie chce jednak kłamać, że Paczków mi się podobał. To prawda, że kamienice w rynku zostały wyremontowane, tylko co z tego, że niektóre z nich tylko do połowy lub tylko fasady. Reszta się sypie. W samym centrum, zaraz na przeciw ratusza straszy prlowska upadła, restauracja o dość wymownej nazwie „Carcassonne”. To nie są małe elementy, to ważne sprawy. Miasto zaczyna się przecież zwiedzać od rynku i to pierwsze wrażenie jest zawsze najważniejsze.
Poza murami można podejść także do Domu Kata, w którym mieści się także informacja turystyczna oraz pozwiedzać kilka kościołów znajdujących się obok rynku. Paczków znajduje się bowiem także na Szlaku Czarownic na Polsko-Czeskim Pograniczu. O tym problemie mogłabym Wam opowiadać dłużej, ale nie miejsce i czas na to 🙂
Kilka zdjęć bez obróbki. Mam nadzieje, że dzięki nim zrozumiecie o co mi chodzi. A na pewno nie chodzi mi o obrażenie kogokolwiek, jak to odczytali niektórzy:




Otmóchów – kolejna nadzieja
Do Otmuchowa, niewielkiej miejscowości w województwie opolskim, zajechaliśmy całkowicie przypadkiem w drodze z Paczkowa do Opola. Patrząc na pozostałe okoliczne miejscowości warto się tutaj zatrzymać na 1-2 godziny. Rynek nie jest duży, ale schludny, wyremontowany i kolorowy. W centrum znajduje się przyciągający wzrok ratusz. Zaraz za nim kościół pw. św. Mikołaja i Franciszka Ksawerego, a przy nim niewielki, ale ładnie zagospodarowany ogródek. Przy rynku znajdziecie także nową restaurację (nie próbowałam jedzenia, bo była zamknięta).


Zaraz obok rynku, na wzniesieniu znajduje się zdecydowanie najlepsza atrakcja miasta – zespół zamkowy (XIII-XVII wiek). Pierwotnie był to zamek biskupi, w XV w. dwukrotnie zniszczony w czasie wojen husyckich, a następnie przebudowywany według panującej mody. Popularnością cieszą się tzw. końskie schody, wzniesione na polecenie chorego, poruszającego się na lektyce biskupa Filipa von Sinzendorf. Aktualnie w zamku mieści się hotel, w którym można organizować wesela i inne uroczystości oraz restauracja.



Niżej od zamku, zaraz przy schodach znajduje się pałac, zamek dolny wzniesiony na początku XVIII w. Aktualnie to siedziba Urzędu Miasta.

Jeśli mamy trochę więcej czasu można przejść się uliczkami miasta, charakteryzującymi się niską zabudową – średniowieczny układ urbanistyczny wpisany jest na listę zabytków. Ciekawą budowlą jest także tzw. Brama Wróbla.
Powiem, że to dla mnie zagadka: jak to możliwe, że 5-tysięczne miasto potrafi zadbać o wygląd rynku, a większe nie? Wiem, że wpływają na to inne czynniki, jak przemysł itp., ale…
Kopice i „Pałac na wodzie”
To jedno z cudeniek, które musicie zobaczyć z jednego powodu. Niedługo go po prostu nie będzie. Znajdujący się aktualnie w prywatnych rękach pałac słynnego śląskiego rodu Schaffgotschów pochodzących z Frankonii jest kompletnie zrujnowany. Tutejsza rezydencja została przebudowana w stylu klasycystycznym pod koniec XVIII stulecia. Nazywany „pałacem na wodzie” z powodu otoczenia trzema stawami, skrywa także historię lokalnego Kopciuszka. „Król cynku”, Karol Godulla szybko wzbogacił się ciężką pracą, niektórzy uważali go wręcz za pracoholika. Dla swojej firmy poświęcił całe życie, jednak z tego powodu nie udało mu się założyć rodziny; wiele osób się go bało, ponieważ był wyjątkowo ponurą osobą. Urzeczony pewnego dnia postawą córki służącej, półsieroty, Joasi która ofiarowała mu kwiaty zerwane na łące i powiedziała „Kocham Pana” w testamencie zapisał jej cały majątek. Później ożeniła się z przedstawicielem rodziny Schaffgotschów i tytułowała się Joanna Schaffgotsch von Schmoberg-Godulla. Zadbali oni o rezydencje, zaadaptowali park. W rękach rodziny rezydencja znajdowała się do 1945 r.


Niestety w 1958 r. pałac został podpalony, a następnie wielokrotnie grabiony. Później przechodził z rąk do rąk, jednak żaden z właścicieli nie zadbał o stan budowli, która traciła kolejne fragmenty. Dziś pałac jest już w zasadzie nie do uratowania. Można tylko sobie wyobrazić, jaką piękną scenerię tworzyłby z okolicznym stawem i parkiem. Niestety, chyba nie będzie dane nam już tego zobaczyć.
Dojazd do Kopic możliwy jest w zasadzie tylko samochodem. Parking bezpłatny znajduje się zaraz przed pałacem. Obiekt nie jest jednak udostępniany do zwiedzania i można go tylko zobaczyć sprzed bramy. Okoliczny las, który niegdyś był parkiem także należy do prywatnego właściciela, co dodatkowo utrudnia zobaczenie pałacu. Okolice są w stanie zdewastowanym, nie widać żadnych prac rekultywacyjnych.
Czy jest nadzieja?
Co mnie dziwi najbardziej, kiedy szukałam informacji na temat dwóch najbardziej interesujących mnie na początku miejscowości (Ząbkowic Śląskich i Paczkowa) to owszem znalazłam kilka blogów opisujących zabytki, które można tam zobaczyć. Jestem jednak w głębokim szoku, że na żadnym nie spotkałam się z rzetelną informacją typu „miasto wygląda jednak tak i tak…”, „zabytki są w takim stanie…” itd. Czy blogi podróżnicze piszemy tylko po to żeby wszystkim schlebiać? A może ja nie trafiłam po prostu na taki post? Albo jestem zbyt wymagająca?
Może ten post jest momentami surowy, ostry, może niesprawiedliwy. Możecie się ze mną nie zgadzać, możecie przyznać mi rację. Tym bardziej nie chciałam nikogo urazić swoimi komentarzami, nie chodzi także o to żeby zniechęcić Was do odwiedzenia jakiegoś miejsca. Chodzi mi o otwarcie oczu, bądźmy obserwatorami, wymagającymi obserwatorami. Chciałabym, aby każdy z Was czytając ten tekst zastanowił się nad dziedzictwem, które go otacza. To każdy z nas wybierając swoją życiową drogę, decydując o weekendowym celu wyjazdu, dokonując wyboru wrzucając karteczkę do urn (i nie chodzi mi o politykowanie, a wybór władz, które zadbają o miasto i widzą jego przyszłość!) wpływa na to jak wygląda Polska. Bez naszej refleksji i pracy nic się nie zmieni, a większość z miast, zabytków czy muzeów będzie wyglądało, jak niektóre z tych opisanych powyżej – szare, smutne i zapomniane.
Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu
W 2019 roku ponownie na wrocławskim rynku zagościł jarmark bożonarodzeniowy, który już od 11 lat zapewnia świąteczną atmosferę mieszkańcom miasta, jak i turystom. Jako pół-mieszkaniec …
Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – miejsce, które musisz odwiedzić w województwie opolskim!
W związku z tym, że mieszkam w Brzegu niedaleko mam do największej atrakcji tego miasta – Zamku Piastów Śląskich w Brzegu, gdzie aktualnie znajduje się muzeum. Zabytek przez Polaków (a co dopiero przez zagranicznych turystów) niestety zapomniany. Znajduje się w niezbyt popularnym mieście, przez co ciężko uzyskać mu podobny status, jak Zamek w Mosznej czy Zamek Książ. Moim zdaniem, jednak jest warty uwagi każdego szanującego się turysty 🙂
Ten wyjątkowy na skalę Polski, jak i Europy Środkowo-Wschodniej zabytek w 2018 r. z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Rzeczpospolitą niepodległości został wpisany na listę Pomników Historii, co już powinno przyciągnąć Waszą uwagę 🙂


Historia zamku w Brzegu
Tutejszy zamek, podobnie jak miasto powstały w XIII w. Początkowo budowla należała do namiestnika książęcego. Na przełomie XIII i XIV w. wzniesiono tutaj Wieżę Lwów, której nazwa pochodziła od jej zwieńczenia, gdzie znajdowały się pomniki tych dostojnych zwierząt. Dolna część tej części zamku zachowała się do dziś i jest najstarszym elementem budowli. W czasie rozbudowy pod koniec XIV w. wzniesiono budynek mieszkalny oraz gotycką kolegiatę św. Jadwigi. W tym czasie zamek należał już do książąt brzeskich.
Aktualny wygląd zamek zyskał w połowie XVI stulecia, kiedy został z rozkazu Jerzego II i jego żony Barbary z Hohenzollernów przebudowany na modłę renesansu. Pierwowzorem był Zamek Królewski na Wawelu. To właśnie z tego powodu nazywany jest Śląskim Wawelem. Pieczę nad przebudową sprawowali włoscy architekci – Jakub i Franciszek Parr. Ich pracę kontynuowali Bernard i Piotr Niuron. Niestety piękne wyposażenie sal nie przetrwało do naszych czasów.
Najcenniejszym elementem zamku jest brama wjazdowa i umieszczony nad nią portal. Robi naprawdę ogromne wrażenie i warto przebywając tutaj poświęcić mu dłuższą chwilę. Rzeźby umieszczone na portalu przedstawiają władców polskich, także tych legendarnych (Piasta, Siemowita, Leszka i Siemomysła) oraz przedstawicieli książąt śląskich z dynastii Piastów. Ich celem była gloryfikacja upamiętnionych osób, a całość podkreślały trzy herby (habsburski i brandenburski), z czego do czasów dzisiejszych przetrwał niestety tylko jeden – Rzeczypospolitej. Jest to obiekt ważny nie tylko ze względu na piękno i szczegółowość przedstawień władców. To jedno z niewielu miejsc, gdzie odnajdujemy doskonały przykład wieloetniczności i wielokulturowości terenów Śląska, które przez wieki zmieniały swoich właścicieli. Portal na bramie wjazdowej do Brzegu jest kwintesencją tego zjawiska. PUNKT OBOWIĄZKOWY DO ZOBACZENIA!


Aktualnie w zamku mieści się Muzeum Piastów Śląskich, gdzie zaledwie za kilka złotych możemy zwiedzać kilka wystaw stałych oraz czasowych. Wstęp na dziedziniec jest bezpłatny.

Aktualnie na zamku można oglądać tymczasową i bardzo interesującą ekspozycję pt. „Husaria – broń wschodnia”, którą po Brzegu będzie można oglądać w Pałacu w Wilanowie, a później poleci aż do Bostonu!!! Szczególną radochę tutejsze zbiory sprawią hobbystą militariów, jednak myślę, że każdy znajdzie tutaj coś interesującego dla siebie. Kto z nas nie słyszał o słynnej husarii? Tutaj możemy ją zobaczyć w pełnej okazałości. Więc jeśli chcecie pooglądać te wyjątkowe, ORYGINALNE zabytki militarne pędźcie szybko do Brzegu!



Drzewo genealogiczne Piastów śląskich Regia Antiqvissima Piastea Stupis Sceptra Polonia et Silesia, 1722
Każdy zamek ma swojego ducha… Także ten brzeski 🙂 W piwnicy przechowywana jest XVI-wieczna rzeźba przedstawiająca doga – ulubieńca księcia Jerzego II. Z psem wiążę się legenda…Podobno z radości, witając się z ukochanym panem wyskoczył z zamkowego krużganka na dziedziniec i zginął. Rzeźba miała upamiętnić zmarłego zwierzaka. Zdaniem niektórych jego duch błąka się nocami po zamku…

Jedną z najważniejszych ekspozycji Muzeum jest „Memoriae Piastorum Principum Silesiae”, która utworzona została w 2004 r. W jej skład wchodzi kilkadziesiąt zabytków sepulkralnych, w tym cynowo-ołowiane sarkofagi przedstawicieli Piastów linii legnicko-brzeskiej czy kamienne epitafia śląskiej szlachty i mieszczaństwa. Wystawę uzupełniają kopie średniowiecznych nagrobków Piastów Śląskich z kościołów w Krzeszowie, Nysie, Legnicy, Henrykowie, Opolu. W tym miejscu mamy do czynienia z ciekawym zespołem muzealnym, gdzie możemy prześledzić, jak na przestrzeni wieków zmieniało się podejście do problemu śmierci i pochówku. Więcej o historii sarkofagów i o tym, jak znalazły się w zbiorach Muzeum poczytacie tutaj.
Po śmierci władcy jego zabalsamowane ciało ubierano w uroczysty strój i wystawiano na publiczny widok. Obok trumny z książęcymi zwłokami, stojącej w Srebrnej Sali zamku (dziś jest to sala wystaw czasowych na parterze), czuwały warty honorowe. Po kilku dniach przy dźwiękach kościelnych dzwonów trumnę umieszczano na karawanie, który przemierzał miasto. Następnie przenoszono ją do żałobnie przystrojonej kaplicy zamkowej, a na koniec sarkofag zamykano w krypcie rodowego mauzoleum Piastów legnicko-brzeskich. Tam zmarli mieli zaznać wiecznego spokoju.
Z artykułu NTO


Wyjątkowym zabytkiem zamku jest trumna Karoliny Ludwiki Radziwiłłówny, jedynej córki, a przez to i spadkobierczyni ogromnego majątku słynnego z „Potopu” Bogusława Radziwiłła. Aktualnie jej trumna znajduje się w renowacji, mam jednak nadzieję, że niedługo będzie można ją oglądać w pełnej okazałości 🙂
Wszystkim wydaje się, że po rozbiciu dzielnicowym i panowaniu Kazimierza Wielkiego dynastia Piastów wymarła… Jednak to nieprawda 🙂 Ich potomkowie funkcjonowali jeszcze kilkaset lat na Śląsku. Na zamku w Brzegu w 1675 r. zmarł ostatni przedstawiciel tej dynastii – Jerzy IV Wilhelm. Jednak najpiękniejsza i najbardziej reprezentacyjna trumna nie należy do niego, a jego wuja – Jerzego III.

Na pierwszym piętrze możemy zobaczyć kolejną wystawę: „Z przeszłości i tradycji Piastów śląskich”. Prezentuje ona głównie rzeźby, portrety Piastów Śląskich z XVII i XVIII stulecia, kopie różnych pieczęci, dokumentów wystawianych przez wspomnianą dynastię, medali oraz monet. Tutaj możemy także pooglądać meble pochodzące prosto z epoki (od XVI do XIX wieku). Przechodząc dalej natrafiamy na kolejną wystawę, skierowaną jednak głównie do dzieci „Paradne zbroje i ubiór Piastów Śląskich XIII – XVII w”. Młodzi turyści podobno uwielbiają robić sobie zdjęcia z manekinami 🙂




Na zamku możemy zobaczyć jeszcze jedną wystawę: „Sztuka śląska XVI-XVIII w. ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu”. Jest to jedyny poza Wrocławiem tak bogaty zespół prezentujący sakralną sztukę śląską. Zabytki datuje się od czasu gotyku do baroku. Co ciekawe w zbiorach znajdują się dzieła malarskie tzw. śląskiego Rembrandta, czyli Michaela Leopolda Willmanna.

Warto mieć na uwadze, że Zamek Piastów Śląskich w Brzegu stara się iść z duchem czasu… W trakcie zwiedzania możemy użyć aplikacji WOW Poland i oglądać wystawy z wirtualnym przewodnikiem, który opowie nam o najważniejszych faktach dotyczących zabytku. W jednej z sal możemy oglądać makietę Brzegu przedstawiającą miasto w XVII wieku. Co ciekawe…niedługo ma ona „ożyć”! Oczywiście multimedialnie 🙂 Planuje się wykorzystanie interaktywnego ekranu, projektora, głośników i kilku innych pomysłów… Nic tylko wyczekiwać realizacji 🙂
Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzegu
Niewiele osób wie, że zaraz obok pięknego zamku w Brzegu znajduje się inny wyjątkowy zabytek – Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Bez wątpienia posiada on jedno z najpiękniejszych wnętrz barokowych, jakie kiedykolwiek widziałam. Przypuszczam, że nie wielu z Was z o nich wiedziało 🙂

W momencie przejęcia Brzegu przez Habsburgów w 1675 r. rozpoczęto rekatolizację tych terenów. W związku z tym do miasta sprowadzono jezuitów, a w latach 1734-1739 wybudowano dla przybyłych duchownych kościół. Głównym projektantem był mistrz budowlany Joseph Frisch z Wrocławia. Jego wieże powstały, jednak dopiero ponad wiek później według projektu barona von Wilczka. Wcześniej w miejscu budowli znajdował się zespół klasztorny dominikanów.
Poza przepięknymi barokowymi malowidłami, które zdobią wnętrze świątyni możemy tam zobaczyć późnobarokowe i rokokowe wyposażenie. Dość ciekawym zabytkiem jest marionetkowa pieta o ruchomej głowie i rękach.




Masz wolny dzień, weekend? Przejeżdżasz w okolicach Brzegu? Wstąp do tego miasta na moment… Może teraz nie zachwyca swoim urokiem, jednak jest w nim ogromny potencjał! Nudzi ci się w domu? Mieszkasz we Wrocławiu, Opolu? Wsiądź w pociąg i odwiedź piękny, renesansowy zamek za grosze. Zjedz obiad lub pyszne przystawki zaraz obok w dobrej restauracji Arte. Przejdź się spacerem do rynku, zobacz zabytkowy XVII-wieczny ratusz (najlepiej zachowany w Polsce!), pospaceruj uliczkami, gdzie wyrastają piękne kamieniczki i wracaj do domu bogatszy o kolejne doświadczenia!


