Pokazuje: 31 - 35 of 35 WYNIKÓW

Jednodniowa wycieczka po Śląsku – moje refleksje

W obecnej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak bezpieczne zwiedzanie Polski. Choć bardzo bym chciała pojechać do Niemiec to nie będzie mi to dane jeszcze przez najbliższe kilka tygodni. Polski zwiedzać nie lubię – pewnie wielu z Was mnie przez to znienawidzi. Po tym poście pewnie stwierdzicie, że powinnam docenić to co nasze, polskie. Jednak nie prowadzę tego bloga po to żeby podobał się on wszystkim, a chce też pisać prawdę i to jak ja oceniam niektóre miejsca. Nie będzie, więc to standardowy tekst typu „Polska jest piękna” i jej powalających na kolana walorach naszego kraju, a raczej o tym co powinno się zmienić, abyśmy dogonili naszych zachodnich sąsiadów, a nie pozostawali na tym samym poziomie renowacji zabytków, co byłe państwa ZSRR.

W maju, kiedy zaczęło się robić przyjemniej pod kątem pogodowym, nie mogąc już dłużej wysiedzieć w domu postanowiłam zrobić kilka małych wycieczek po najbliższej okolicy. Przeszukałam internet, nawet zapytałam Was na Instagramie, jakie miejsca w okolicach Opola polecacie do odwiedzenia. Wybrałam kilka, początkowo były to tylko Ząbkowice Śląskie i Paczków. Po drodze, już w samochodzie narodziło się jeszcze kilka pomysłów. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo po tej wyprawie wróciłabym z całkowicie negatywnym nastawieniem wobec stanu zabytków w Polsce.

Klasztor Księgi Henrykowskiej

Na początku zatrzymaliśmy się w Klasztorze Księgi Henrykowskiej – było całkiem przyjemnie. To jeden z punktów Szlaku Cysterskiego, który ciągnie się przez całą Europę, w tym przez Polskę. Powołany został do życia w ramach Europejskich Dróg Kulturowych.

Najlepiej zajechać tu samochodem. Jeśli chce się zostać na dłużej, zwiedzić wnętrza klasztoru oraz park lepiej zabrać ze sobą jakieś zaopatrzenie, choć znajdziemy tu co prawda restaurację, a także sklepiki spożywcze, w tym bardzo „tradycyjne”. Tutejsi „miejscowi” są bardzo pomocni i wskażą Wam z pewnością drogę do klasztoru. Można pod niego spokojnie bezpośrednio podjechać samochodem, nie ma tu opłat parkingowych itp.

Najważniejszym punktem zespołu jest kościół Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela, który powstał w XIII w. Przebudowywano go na nową modłę kolejno w XIV, XVII i XVIII stuleciu. Z pewnością warto zobaczyć barokowe wnętrza klasztoru – mnie niestety się nie udało. Szczególną uwagę przyciągają Stelle Henrykowskie znajdujące się w kościele, a także dekoracje wnętrz. Klasztor zasłynął także jako miejsce powstania słynnej Księgi Henrykowskiej, która od 2015 r. znajduje się na liście „Pamięć Świata” UNESCO.

Na zewnątrz warto przypatrzyć się misternie wykonanej XVII-wiecznej kolumnie św. Trójcy, a później okrążyć budowlę i pospacerować chwilę po parku. Od fasady budowla wydaje się zadbana, niestety kiedy skręcimy gdzieś w bok to wrażenie mija, budowla już nie jest odnowiona, w niektórych miejscach coś odpada. Tyle dobrze, że klasztor został zabezpieczony przed wilgocią – mam nadzieje, że to jeden z kroków, który pomoże w dalszej rewitalizacji tego miejsca.

Ząbkowice Śląskie – tylko Krzywa Wieża…

Słynne Frankenstein, czyli aktualnie Ząbkowice Śląskie leżą jakieś 20-25 minut drogi od Henrykowa. Wjeżdżając do miasta pomyślałam sobie „kurcze, chyba bogaci ludzie tu mieszkają”, bo na obrzeżach budowała się masa nowoczesnych domków jednorodzinnych. Sugerowało to, że centrum będzie ładne i zadbane. Bardzo mocno się pomyliłam. Później doszłam do wniosku, że mieszkańcy raczej uciekają z centrum na obrzeża miasta.

Ta średniowieczna miejscowość, ma ciekawą i barwną historię, a jedna z nich stała się prawdopodobnie inspiracją do napisania słynnego „Frankensteina” pióra Mary Shelley. Na początku XVII stulecia w Ząbkowicach panowała zaraza, o której wywołanie posądzono tutejszych grabarzy. Początkowo komisja powołana do zbadania sprawy nie podeszła do niej zbyt poważnie, aż do momentu znalezienia u jednego z oskarżonych tajemniczego proszku uznanego za trujący. Podczas tortur grabarze przyznali się, że wspomniany proszek wykonywali ze zwłok i rozsypywali go w różnych miejscach w mieście, aby przynosił śmierć i nieszczęście. Dopuszczali się także innych haniebnych czynów, jak wycinanie brzemiennym, zmarłym kobietą płodów, aby później zjeść ich serca, kradzieży i gwałtów. Ostatecznie oskarżonych skazano i spalono na stosie.

Ta fascynująca, choć brutalna opowieść mogłaby sugerować, że Ząbkowice Śląskie są idealnym miejscem do odwiedzenia. Niestety, ja mocno rozczarowałam się tym miastem.

Bez wątpienia główną (jeśli nie jedyną) atrakcją Ząbkowic Śląskich jest Krzywa Wieża. I rzeczywiście jest bardzo krzywa i widać to na pierwszy rzut oka – to jak najbardziej liczy się na plus. Odchylona jest o 2,14 metra i jest najwyższą tego typu budowlą w Polsce (34 m). Nazywana jest „śląską Pizą”, bardzo nie lubię nadawania takich przydomków, bo skoro Polska jest piękniejsza i ma więcej do zaoferowania niż pozostałe kraje to po co? Po drugie to bardzo krzywdzące zarówno dla samego zabytku, jak i dla turysty, który przyjeżdża w dane miejsce i ma pewne oczekiwania, a w przedstawionym przypadku pewnie się zawiedzie. Wieża w Ząbkowicach Śląskich w ogóle nie przypomina tej w Pizie (ani wysokością, ani architekturą)… Tylko kto przegrywa w tej nierównej walce? Jednak od wielu Polaków słyszałam pozytywne opinie na temat tego miejsca, jak i całego miasta, to ja jednak nie podzielam tej opinii. Choć wieża jest z pewnością interesująca.

Jednak zobaczenie krzywej wieży to kilka minut do pół godziny jeśli chcemy zwiedzić ją od środka, więc co dalej?

Podobno Ząbkowice Śląskie zabytkami stoją. Wiele osób rozpisuje się o tym na blogach, a lista miejsc do zobaczenia na stronach internetowych jest bardzo długa. To prawda, zabytków jest masa, tylko niestety ich świetność już dawno minęła, nie zachęcają do oglądania. Większość, poza Krzywą Wieżą, XIX-wiecznym ratuszem, pojedynczymi kościołami i kamieniczkami sypią się i to dosłownie. W największym szoku byłam kiedy podeszłam do XIV-wiecznego zamku (ruin, poniekąd pięknych, które są udostępnione do zwiedzania) i zobaczyłam tam matkę z dziećmi grającą w piłkę, która odbijała się od ścian ZABYTKU. Powtarzam ZABYTKU. O czym ta kobieta myślała? Nie mam pojęcia, ale wychowuje na swój wzór dzieci i przekazuje im wątpliwej jakości postawę wobec dziedzictwa kulturowego. Na moich oczach kawałki budowli po prostu kruszyły się i odpadały. Na przodzie wisiała zaś wielka tabliczka mówiąca, że to miejsce znajduje się pod opieką ministerstwa. Szkoda tylko, że zamek nie został w jakiś sposób zabezpieczony. Choć opisane wydarzenie bardziej świadczy postawach niektórych mieszkańców, Polaków.

Na zdjęciu widać nawet dzieci pod opieką mamy, które opisałam
Ratusz

Tracąc nadzieję, poszłam dalej. Napotkałam szare ulice, dziwne sklepiki, do których w życiu bym nie weszła, rozpadające się kamienice, wiele z nich pustych, niezagospodarowanych. Mimo, że był środek dnia nie czułam się w mieście swobodnie, tym bardziej bezpiecznie. Gdzie mam tu zostawić pieniądze? Turystyka opiera się mimo wszystko na pewnej korelacji, jedziemy gdzieś, aby zobaczyć coś interesującego, a w zamian, jak nam się podoba zostawiamy w takim miejscu pieniążki. Tylko gdzie mam je zostawić w takim mieście, jak Ząbkowice Śląskie? Rozumiem, że wiele polskich, małych miast boryka się z podobnymi problemami. Zdaje sobie sprawę, że czasem pozyskanie środków finansowych na renowacje jest trudne. Ale z tego co pamiętam nigdzie w Ząbkowicach nie widziałam tabliczek Unii Europejskiej, które sygnalizowałyby uzyskanie środków. Z drugiej strony nie wiem czy takie wnioski były składane, czy może zostały odrzucone? Wydaje mi się jednak, że Unia chętnie przekazuje środki finansowe na renowację zabytków, tylko trzeba się trochę postarać. To jednak zależy od gospodarza takiego miasta. Inna sprawa to ludzie. Jeśli my sami nie zmienimy swojej postawy wobec niektórych kwestii to nic się nie zmieni, nie będziemy nagle Wielką Brytanią czy Niemcami bez naszej pracy. A z tego co widzę, to jednak większość nie dostrzega problemu w tym co ich otacza. I nie chodzi mi tutaj jedynie o Ząbkowice, tego rodzaju problemu to bolączka wielu, polskich miast. Choć wiem i dostrzegam, że jest coraz lepiej pod tym kątem, to z drugiej strony dużo pracy jeszcze przed nami. Byleby niektóre zabytki dotrwały tego momentu, bo byłoby ich szkoda.

Poniżej kilka zdjęć, których celowo nie obrabiałam, abyście mogli zobaczyć w jakim stanie są budynki w mieście.

Mury miasta
W większości Ząbkowice Śląskie wyglądają niestety tak

Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim

Do pałacu zawitałam osobnego dnia, ponieważ chciałam zwiedzić go od środka, a także przejść się po okolicznych parku. Co przykuwa uwagę to fakt, że wieś Kamieniec Ząbkowicki (niedługo ma zostać miastem) z pewnością zarządzany jest lepiej niż miasto Ząbkowice Śląskie. Przede wszystkim jest czysto, trawniki są skoszone, kamieniczki i domki w większości wyremontowane. Takie miejsce od razu przyjemniej się zwiedza.

Najważniejszym zabytkiem Kamieńca Ząbkowickiego jest bez wątpienia Pałac Marianny Orańskiej. Przez lata trzymany w rękach prywatnego właściciela podupadał, czego efekty widać do dziś. Dopiero 2012 r. gminie udało się przejąć zamek i rozpoczęły się działania mające na celu uporządkowanie okolicznego terenu oraz wyremontowanie pałacu. Należy przyznać, że władze działają w dobrym kierunku, budowla wygląda już bardzo okazale z zewnętrz. Zresztą tego rodzaju architektura jest raczej ewenementem na terenach Śląska, co z pewnością przyciąga turystów. Udało się już także wyremontować kilka sal i dach, zabezpieczyć budowlę przed zawaleniem się. Co cieszy na renowację pałacu pozyskano ogromne środki nie tylko z Unii Europejskiej, ale także ministerstwa. Aktualnie składane są kolejne wnioski, niektóre już są pozytywnie rozpatrzone. Można? Można tylko trzeba chcieć.

Z pałacem wiąże się wiele ciekawych opowieści, którymi chciałabym się z Wami podzielić, jednak wtedy ten tekst byłby ogromny 🙂 Dlaczego myślę, że za jakiś czas przygotuje dla Was osobny post na temat tego miejsca!

Odwiedzenie Pałacu Marianny Orańskiej mogę szczerze polecić. Widać przede wszystkim, że komuś na tym miejscu zależy, a to bardzo ważne. Podjechać tu najlepiej samochodem; przy czerwonym kościółku, gdzie znajduje się kasa mieści się także parking (5 zł za cały dzień). Dozwolone jest zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem (25 zł za osobę, są także bilety ulgowe, jeśli dobrze pamiętam 15 zł) o pełnych godzinach. My trafiliśmy na super przewodnika, warto ich podpytać o jakieś szczegóły. Na wszystko znają odpowiedź 🙂 Zwiedzanie parku pałacowego jest bezpłatne, podobno można w nim zobaczyć dzikie zwięrzęta, jak sarny czy zające.

Paczków, czyli „polskie Carcassonne” – czyżby?

Paczków to kolejne śląskie miasto, w którym wręcz potykamy się o zabytki. Podobnie, jak w przypadku Ząbkowic Śląskich znajdziemy masę stron, które opisują wszystkie miejsca, które należy zobaczyć. Zachęcona komentarzami, że to polskie miasto-twierdza, wręcz „polskie Carcassonne” pojechałam tam z wielkimi nadziejami. Myślałam sobie: „jak mogłam ominąć takie miejsce, skoro znajduje się jakąś godzinę od mojego miejsca zamieszkania?”. Niestety – ponownie się zawiodłam. O ile paczkowskie mury są ciekawe, miasto prezentuje się lepiej niż odwiedzone przeze mnie wcześniej Ząbkowice Śląskie, to nie można stwierdzić, że jest ono gotowe w 100% na przyjęcie turysty. Najbardziej przeraził mnie chyba brak jakiegokolwiek życia – wiem, że jest epidemia, ale czułam się tam jak po apokalipsie zombie. Zwalam to jednak na aktualną sytuacje. Paczków jest ciekawym miejscem, nie twierdzę, że nie. Ale niestety, zaniedbanym, co niejako skutkuje brakami finansowymi. Nie lubię także kiedy miasta porównuje się do innych, znacznie bardziej reprezentacyjnych, bo po prostu na tym tracą – pisałam o tym wyżej. Paczków, bowiem nie ma nic wspólnego z Carcassonne. Czy niemiecki Rothenburg ob der Tauber czy Dinkelsbühl otoczone murami i wieżami porównują się do francuskiej twierdzy? Nie, są Rothenburgiem i Dinkelsbühlem – promują swoją tradycję i historię. Więc dlaczego my to robimy? Rozumiem, że to pewna forma promocji, jednak nasze miasta na tym tracą.

Mury są wyremontowane, ale nigdy nie widziałam wieży o takim kształcie… Gdzie jest druga połowa?

Władze miasta poniekąd słusznie uważają, że najważniejszą wizytówką Paczkowa są mury, które zostały częściowo wyremontowane. Tracą one niestety jeśli rozejrzymy się dokładniej po mieście, gdzie podobnie jak w Ząbkowicach Śląskich natrafimy na liczne, rozpadające się kamienice i budynki. Jestem osobą, która lubi city breaki, w małych miastach umiem spędzić nawet kilka dni oglądając szczegóły zabudowy, a w Paczkowie spędziłam chyba godzinę. Po prostu nie zachęciło mnie do pozostania na dłużej. Niektórzy zarzucili mi na Instagramie bezstronność w mojej opinii. Nie chce jednak kłamać, że Paczków mi się podobał. To prawda, że kamienice w rynku zostały wyremontowane, tylko co z tego, że niektóre z nich tylko do połowy lub tylko fasady. Reszta się sypie. W samym centrum, zaraz na przeciw ratusza straszy prlowska upadła, restauracja o dość wymownej nazwie „Carcassonne”. To nie są małe elementy, to ważne sprawy. Miasto zaczyna się przecież zwiedzać od rynku i to pierwsze wrażenie jest zawsze najważniejsze.

Poza murami można podejść także do Domu Kata, w którym mieści się także informacja turystyczna oraz pozwiedzać kilka kościołów znajdujących się obok rynku. Paczków znajduje się bowiem także na Szlaku Czarownic na Polsko-Czeskim Pograniczu. O tym problemie mogłabym Wam opowiadać dłużej, ale nie miejsce i czas na to 🙂

Kilka zdjęć bez obróbki. Mam nadzieje, że dzięki nim zrozumiecie o co mi chodzi. A na pewno nie chodzi mi o obrażenie kogokolwiek, jak to odczytali niektórzy:

Restauracja Carcassonne przy rynku
Pierwsza lepsza uliczka od rynku

Kamienica przy rynku

Otmóchów – kolejna nadzieja

Do Otmuchowa, niewielkiej miejscowości w województwie opolskim, zajechaliśmy całkowicie przypadkiem w drodze z Paczkowa do Opola. Patrząc na pozostałe okoliczne miejscowości warto się tutaj zatrzymać na 1-2 godziny. Rynek nie jest duży, ale schludny, wyremontowany i kolorowy. W centrum znajduje się przyciągający wzrok ratusz. Zaraz za nim kościół pw. św. Mikołaja i Franciszka Ksawerego, a przy nim niewielki, ale ładnie zagospodarowany ogródek. Przy rynku znajdziecie także nową restaurację (nie próbowałam jedzenia, bo była zamknięta).

Ratusz

Zaraz obok rynku, na wzniesieniu znajduje się zdecydowanie najlepsza atrakcja miasta – zespół zamkowy (XIII-XVII wiek). Pierwotnie był to zamek biskupi, w XV w. dwukrotnie zniszczony w czasie wojen husyckich, a następnie przebudowywany według panującej mody. Popularnością cieszą się tzw. końskie schody, wzniesione na polecenie chorego, poruszającego się na lektyce biskupa Filipa von Sinzendorf. Aktualnie w zamku mieści się hotel, w którym można organizować wesela i inne uroczystości oraz restauracja.

Niżej od zamku, zaraz przy schodach znajduje się pałac, zamek dolny wzniesiony na początku XVIII w. Aktualnie to siedziba Urzędu Miasta.

Zamek dolny

Jeśli mamy trochę więcej czasu można przejść się uliczkami miasta, charakteryzującymi się niską zabudową – średniowieczny układ urbanistyczny wpisany jest na listę zabytków. Ciekawą budowlą jest także tzw. Brama Wróbla.

Powiem, że to dla mnie zagadka: jak to możliwe, że 5-tysięczne miasto potrafi zadbać o wygląd rynku, a większe nie? Wiem, że wpływają na to inne czynniki, jak przemysł itp., ale…

Kopice i „Pałac na wodzie”

To jedno z cudeniek, które musicie zobaczyć z jednego powodu. Niedługo go po prostu nie będzie. Znajdujący się aktualnie w prywatnych rękach pałac słynnego śląskiego rodu Schaffgotschów pochodzących z Frankonii jest kompletnie zrujnowany. Tutejsza rezydencja została przebudowana w stylu klasycystycznym pod koniec XVIII stulecia. Nazywany „pałacem na wodzie” z powodu otoczenia trzema stawami, skrywa także historię lokalnego Kopciuszka. „Król cynku”, Karol Godulla szybko wzbogacił się ciężką pracą, niektórzy uważali go wręcz za pracoholika. Dla swojej firmy poświęcił całe życie, jednak z tego powodu nie udało mu się założyć rodziny; wiele osób się go bało, ponieważ był wyjątkowo ponurą osobą. Urzeczony pewnego dnia postawą córki służącej, półsieroty, Joasi która ofiarowała mu kwiaty zerwane na łące i powiedziała „Kocham Pana” w testamencie zapisał jej cały majątek. Później ożeniła się z przedstawicielem rodziny Schaffgotschów i tytułowała się Joanna Schaffgotsch von Schmoberg-Godulla. Zadbali oni o rezydencje, zaadaptowali park. W rękach rodziny rezydencja znajdowała się do 1945 r.

Niestety w 1958 r. pałac został podpalony, a następnie wielokrotnie grabiony. Później przechodził z rąk do rąk, jednak żaden z właścicieli nie zadbał o stan budowli, która traciła kolejne fragmenty. Dziś pałac jest już w zasadzie nie do uratowania. Można tylko sobie wyobrazić, jaką piękną scenerię tworzyłby z okolicznym stawem i parkiem. Niestety, chyba nie będzie dane nam już tego zobaczyć.

Dojazd do Kopic możliwy jest w zasadzie tylko samochodem. Parking bezpłatny znajduje się zaraz przed pałacem. Obiekt nie jest jednak udostępniany do zwiedzania i można go tylko zobaczyć sprzed bramy. Okoliczny las, który niegdyś był parkiem także należy do prywatnego właściciela, co dodatkowo utrudnia zobaczenie pałacu. Okolice są w stanie zdewastowanym, nie widać żadnych prac rekultywacyjnych.

Czy jest nadzieja?

Co mnie dziwi najbardziej, kiedy szukałam informacji na temat dwóch najbardziej interesujących mnie na początku miejscowości (Ząbkowic Śląskich i Paczkowa) to owszem znalazłam kilka blogów opisujących zabytki, które można tam zobaczyć. Jestem jednak w głębokim szoku, że na żadnym nie spotkałam się z rzetelną informacją typu „miasto wygląda jednak tak i tak…”, „zabytki są w takim stanie…” itd. Czy blogi podróżnicze piszemy tylko po to żeby wszystkim schlebiać? A może ja nie trafiłam po prostu na taki post? Albo jestem zbyt wymagająca?

Może ten post jest momentami surowy, ostry, może niesprawiedliwy. Możecie się ze mną nie zgadzać, możecie przyznać mi rację. Tym bardziej nie chciałam nikogo urazić swoimi komentarzami, nie chodzi także o to żeby zniechęcić Was do odwiedzenia jakiegoś miejsca. Chodzi mi o otwarcie oczu, bądźmy obserwatorami, wymagającymi obserwatorami. Chciałabym, aby każdy z Was czytając ten tekst zastanowił się nad dziedzictwem, które go otacza. To każdy z nas wybierając swoją życiową drogę, decydując o weekendowym celu wyjazdu, dokonując wyboru wrzucając karteczkę do urn (i nie chodzi mi o politykowanie, a wybór władz, które zadbają o miasto i widzą jego przyszłość!) wpływa na to jak wygląda Polska. Bez naszej refleksji i pracy nic się nie zmieni, a większość z miast, zabytków czy muzeów będzie wyglądało, jak niektóre z tych opisanych powyżej – szare, smutne i zapomniane.

Zamek w Birżach na Litwie – na włościach Radziwiłłów

Litwa… można by powiedzieć mój (prawie) drugi dom. Kiedy rozpoczynałam swoją karierę (tak, to słowo brzmi poważnie 😂) to moje pierwsze wyjazdy naukowe rozpoczęłam właśnie od tego kraju. Było to oczywiście spowodowane tematem mojej pracy doktorskiej, która dotyczyła postaw magnaterii Wielkiego Księstwa Litewskiego w XVII stuleciu. Z tego też powodu mam pewien sentyment do szlachty (Sapiehów, Radziwiłłów, Paców nie lubię 😀 ) z tamtych terenów, a także zamków i pałaców, które po sobie pozostawiła. Wiecie, więc już dlaczego tak dużo informacji na ich temat znajdziecie na moim blogu 🙂 Myślę, że to jednak dosyć ciekawe, a także wypełnia pewną nisze. Na blogach ciężko, bowiem znaleźć informacje na temat części miejsc, o których wspominam pisząc o podróżach po Europie Wschodniej, a ja przebywam tam dość często, więc mogę podzielić się z Wami moimi relacjami 🙂

Po Litwie udało mi się już trochę pojeździć, przynajmniej raz do roku jestem w Wilnie, odwiedziłam Kowno, Troki, Kiejdany, Bowsk. Trochę jeszcze oczywiście przede mną zostało, np. Druskienniki, uzdrowisko położone niedaleko granicy z Polską, czy nadmorska Połąga. W tym poście chciałbym jednak opowiedzieć Wam o innej, mało znanej miejscowości, a mianowicie Birżach radziwiłłowskich i znajdującym się tam zamku.

Birże to niewielkie miasto położone niecałe 200 km od Wilna, niedaleko granicy z Łotwą. Jest malowniczo położone nad dwoma rzekami Oposzcza i Egłona oraz jeziorem Szyrwena. Najlepiej przedostać się do Birż własnym samochodem lub ewentualnie komunikacją publiczną z Wilna. Poza zamkiem można tutaj jeszcze zobaczyć pałac Tyszkiewiczów oraz kilka kościołów.

O ile Birże aktualnie nie są miastem zbyt znaczącym to kiedyś przeżywały one swój rozkwit. Były stolicą jednego z księstw, gościły u siebie znamienite osobowości w tym Władysława Jagiełłę, czy Gustawa Adolfa walczącego z Rzeczpospolitą w Inflantach, tam też z Augustem II Mocnym spotkał się car Piotr I Wielki. Birże pełniły także ważną funkcję obronną w XVII wieku.

Widok na zamek od frontu

Radziwiłłów każdy z Was mniej lub bardziej z pewnością kojarzy. Znana rodzina zdrajców ze słynnego „Potopu” Henryka Sienkiewicza nikomu nie jest obca. O jednej z ich posiadłości pisałam już wcześniej na blogu, a post o Kiejdanach znajdziecie tutaj.

Pierwszy zameczek, początkowo drewniany wzniesiono w Birżach już w XIV wieku, a jego właścicielami byli Friedkonisowie. Dopiero po bezpotomnej śmierci przedstawiciela ich rodziny Grzegorza, dobra odziedziczyła jego żona pochodząca z Radziwiłłów. Zamek rozbudowywali najbardziej znaczący przedstawiciele tej rodziny, kolejno Mikołaj „Rudy”, Krzysztof Mikołaj i Krzysztof II. Ten ostatni wzniósł wokół niego fortyfikacje na wzór niderlandzki. Później zamek przez jakiś czas służył jako kwatera główna króla szwedzkiego Gustawa Adolfa i ostatecznie został splądrowany.

Nową budowlę wzniesiono na rozkaz Janusza Radziwiłła (słynny zdrajca), a wyposażeniem zajął się Bogusław, który odziedziczył zamek w 1655 r. Zapewne wielu z Was patrząc na budowlę nie widzi w niej cech zamku, tak też miało być. Wybudowany został w nurcie palazzo in fortezza, czyli był to pałac posiadający cechy obronne. Po śmierci Ludwiki Karoliny zamek przeszedł we władanie jej córki, księżniczki neuburskiej. Później dzieje zamku były dość burzliwe, wrócił do posiadania Radziwiłłów, jednak w 1811 r. zajęła go Rosja i sprzedano go tanio Tyszkiewiczom. Ci jednak nie zajmowali się nim wystarczajaco, a budowla w Birżach popadała w ruinę.

Z Januszem Radziwiłłem 😉

Ciekawostka

Birże zostały wspominane w „Potopie” Henryka Sienkiewicza. To tutaj Janusz Radziwiłł wysłał na śmierć Wołodyjowskiego oraz jego towarzyszy. Uratował ich Zagłoba, który wmówił dowódcy straży Rochowi Kowalskiemu, że jest jego wujem, a później wymknąwszy się spod eskorty sprowadził pomoc.

Prace renowacyjne nad zamkiem trwały do końca lat osiemdziesiątych XX wieku. Aktualnie mieści się tutaj niewielkie Muzeum Regionalne „Sèla” (Biržų krašto muziejus „Sėla”).

Po odbudowie zamek został otoczony malowniczym parkiem krajobrazowym, gdzie zachowało się większość dawnych fos i bastionów. Dzięki usytuowaniu nad rzekami i jeziorem to idealne miejsce wypadowe dla par, rodzin z dziećmi, ciekawe miejsce do pieszych wędrówek czy po prostu wypoczynku. Z pewnością ogromną frajdę sprawi Wam przechadzanie się i wspinanie po pozostałościach murów obronnych. W muzeum znajduje się także mała restauracyjka, gdzie można coś przekąsić.

Zamek w Birżach można teraz zwiedzać wirtualnie. Ja nie miałam okazji zobaczyć zamku od środka i zapoznać się z ekspozycją, ponieważ muzeum było wtedy akurat zamknięte, dlatego chętnie skorzystałam z tej możliwości przygotowując dla Was posta.

Wstęp do muzeum nie jest drogi – dorośli płacą jedynie 3 euro (zwiedzanie zamku i arsenału). Za dodatkową opłatą, w grupie powyżej 5 osób można także wynająć przewodnika, również w językach obcych.

Każdy z nas lubi chyba odwiedzać zamki i pałace, bo dzięki takim krótkim pobytom możemy przenieść się w czasie, dotknąć historii, co jest bardzo popularne w dzisiejszych czasach. Zamek w Birżach będzie z pewnością nie lada gratką dla osób interesujących się militariami ze względu na pozostałe i łatwo dostrzegalne fortyfikacje i elementy obronne. Litwa w świadomości Polaków to przede wszystkim Wilno, mam jednak nadzieję, że ten niedługi post pokaże Wam ten kraj w trochę innej perspektywie. Poza stolicą można tam znaleźć wiele pięknych, interesujących miejsc. Jednym z ciekawszych z pewnością są radziwiłłowskie Birże.

Jeśli interesuje Cię ta tematyka napisałam już kilka postów o zamkach, pałacach i naszych wschodnich sąsiadach:

Co zobaczyć w Mołdawii?

Kraje Europy Południowo-Wschodniej i Wschodniej, nie cieszą się dużym zainteresowaniem turystów. Wynika to głównie ze złej komunikacji, ciężko dostępnych informacjach na ich temat, małej reklamy czy obaw związanych z wysokim ryzykiem oraz przestępczością zorganizowaną. Mimo tego stopniowo kraje takie, jak Rumunia, Mołdawia, Białoruś czy Ukraina zaczynają otwierać się na turystów. Kiedyś udało mi się już odwiedzić Białoruś i Ukrainę, teraz przyszedł czas na Mołdawię! Kraj dość egzotyczny dla europejskiego czy światowego turysty!

Wjeżdżając do Kiszyniowa od strony lotniska przywita nas taki widok!

Jak dostać się do Mołdawii?

Najwygodniejszą opcją wyjazdu do Mołdawii to zakup biletu lotniczego. Samoloty latają do Kiszyniowa z Warszawy kilka razy w tygodniu (Polskie Linie Lotnicze LOT). Ceny biletu zmieniają się w zależności od pory roku, ale przeważnie wynosi on od 600 zł do 1000 zl (pierwsze, najtańsza opcja to ta z bagażem podręcznym). Lot z Warszawy trwa niecałe 2 godziny. Oczywiście można do Mołdawii dojechać także własnym środkiem transportu oraz liniami autobusowymi, których ja jednak nie sprawdzałam, ponieważ cenowo wychodzi to bardzo podobnie do samolotu. W związku z tym polecam zwłaszcza tą opcję. Na lotnisku w Kiszyniowie można wynająć samochód na czas pobytu. Do centrum miasta możemy dostać się autobusem, który zatrzymuje się pod lotniskiem, bądź taksówką (lepiej jednak korzystać z sieciówek, niż tych prywatnych).

Kiszyniów – jeszcze wiele przed nim!

Pewnego razu miałam okazję służbowo odwiedzić stolicę Mołdawii – Kiszyniów. Na zwiedzanie miałam zaledwie kilka godzin, więc udało mi się jedynie zobaczyć kilka najważniejszych zabytków tego miejsca oraz przejść się szybko po centrum. Niestety miasto nie posiada zbyt wielu atrakcji. Do najważniejszych zalicza się kilka soborów, cerkwi czy synagog oraz łuk triumfalny.

Jednym z ważniejszych zabytków Kiszyniowa jest Łuk Triumfalny, z którym łączy się dość ciekawa historia. Na początku XIX w. Rosjanie zdobyli Atanazy tureckie, które przetopiono na dzwon. Miał on zawisnąć w znajdującej się aktualnie obok łuku Cerkwi Narodzenia Pańskiego. Dzwon okazał się jednak zbyt duży. W tym celu wzniesiono w 1840 r. właśnie Łuk Triumfalny, który poza dzwonem miał uczcić zwycięstwo Rosji nad Imperium Osmańskim wojnie rosyjsko-tureckiej toczonej w latach 1806-1812. Może nie dorównuje on łukowi z Paryża, ale ta historia z pewnością dodaje mu smaczku… Mi się podoba, choć nie powala 😉

Łuk Triumfalny w Kiszyniowie
Łuk Triumfalny w Kiszyniowie

Tuż obok Łuku Triumfalnego znajduje się XIX-wieczny Sobór Narodzenia Pańskiego, które wspólnie tworzą jeden z najczęściej odwiedzanych miejsc Kiszyniowa przez turystów. Znajdują się zaraz przy głównej ulicy miasta, którą także warto się przejść i pooglądać zabudowania, które w tym miejscu prezentują się dość przyzwoicie. W przypadku soboru warto wejść do środka i podziwiać tamtejsze zdobienia i freski. Są naprawdę okazałe!

Sobór Narodzenia Pańskiego w Kiszyniowie
Sobór Narodzenia Pańskiego w Kiszyniowie

Z pewnością zaletą Kiszyniowa jest to, że posiada wiele zieleni, w centrum miasta rosną piękne drzewa. Warto przejść się do pięknego parku Stefana Wielkiego i odpocząć na ławeczce.

Pomnik Stefana Wielkiego w Kiszyniowie
Pomnik Stefana Wielkiego w Kiszyniowie

Park jest dość urokliwy 🙂


Jednak jedną z najpiękniejszych budowli jaką widziałam w Kiszyniowie był Sobór św. Teodory z Sihli. XIX-wieczny budynek sakralny został ufundowany przez Fiodora Krupienskiego i jego siostrę Jewfrosiniję Wiaziemską. Co ciekawe po ukończeniu budowla nie została poświęcona. Jedna z wersji podaje, że nie uczyniono tego z powodu tragicznego wypadku, który wydarzył się w środku. Podług innej uważa się, że to fundatorka zakazywała z niewiadomego powodu oddanie budynku do użytku liturgicznego. W związku z tym świątynie konsekrowano dopiero w 1922 r.

Sobór św. Teodory z Sihli w Kiszyniowie
Sobór św. Teodory z Sihli w Kiszyniowie

Podróż do Kiszyniowa to trochę podróż w czasie, podróż w przeszłość. Poza nielicznymi wyjątkami miasto niestety jest zaniedbane, piękne niegdyś neoklasyczne budowle są w opłakanym stanie, czasem nawet blisko centrum zabraknie chodnika, komunikacja miejska jest mocno przestarzała. Często „atakują” nas postsowieckie zabudowania, brutalizm dominuje na każdym kroku. Nie można się jednak dziwić, gdyż Mołdawia jest najbiedniejszym krajem Europy i potrzeba czasu oraz dobrego zarządcy, który podreperuje stan finansowy miasta, jak i całego kraju.

Twierdza w Sorokach (Cetatea Soroca), czyli niezwykle uroczy zameczek

W czasie pobytu w Mołdawii udało mi się odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Poza Kiszyniowa zobaczyłam Soroki, które urzekły mnie zamkiem, o bardzo charakterystycznym kształcie a także przepięknym widokiem na Dniestr! To chyba właśnie przede wszystkim piękna, mało naruszona przez człowieka przyroda Mołdawii może podbić serca podróżników. O tym jednak więcej kiedy indziej. Wracając do Sorok, jest to niewielka miejscowość oddalona od Kiszyniowa około 150 km. Ze względu na średni stan dróg w tym kierunku jedzie się tam ponad dwie godziny samochodem. Sam zamek wybudowany został w 1489 r. na planie okręgu (37m) z inicjatywy księcia mołdawskiego Stefana III Wielkiego. Następnie był rozbudowywany, a także przejęty przez wojska polskie, które przeciwstawiały się w nim atakom tureckim. Ostatecznie pod koniec XVIII w. został spalony przez Rosjan i nie odzyskał już dawnej świetności. Jeśli odwiedzicie Mołdawie to tzw. „must see” 😀 Ja bardzo polecam!

Twierdza w Sorokach
Twierdza w Sorokach
Twierdza w Sorokach
Twierdza w Sorokach od wewnątrz
Twierdza w Sorokach od wewnątrz
Twierdza w Sorokach od wewnątrz
Twierdza w Sorokach

Monaster Japca – miejsce owiane tajemnicą

Pobyt w Monaster Japca był dla mnie bardzo ciekawym przeżyciem. Nie każdemu, bowiem jest dane zobaczenie tego miejsca, a tym bardziej bycie poczęstowanym przez tamtejsze mniszki wyśmienitym obiadem! 

Monaster Japca
Wejście do Monasteru Japca

Monaster to aktualnie prawosławny żeński klasztor we wsi Japca (po polsku Żabka 😀). Najstarszą częścią kompleksu jest pustelnia, cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego wykuta w skale w końcu XVII w., z wysuniętą elewacją z białego kamienia. Aby się tam dostać musiałam wdrapać się po naprawdę wielu dziwnie skonstruowanych stopniach, ale było warto! 

Podwyższenia Krzyża Pańskiego
Droga do cerkwi Podwyższenia Krzyża Pańskiego
Monaster Japca
Cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego

Druga cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego zbudowana w stylu neoklasycystycznym pochodzi z 1915 r. Usytuowana została na miejscu rozebranej w 1911 r. świątyni ufundowanej przez Andronika. Cerkiew ta została wzniesiona na planie kwadratu, posiada jedną kopułę i trzy przepiękne, iskrzące się złotem ołtarze. Obok można było także napić się wody ze źródełek nazwanych od różnych świętych.

Monaster Japca
Cerkiew Wniebowstąpienia Pańskiego

Jednak nie tylko zabudowania monasteru wzbudzają zachwyt. Popatrzcie tylko na widok z góry na Dniestr!

Monaster Japca, widok na Dniepr
Widok na Dniepr

W czasie pobytu w monasterze miałam okazję zjeść kilkudaniowy obiad przygotowany przez tutejsze mniszki. Jedzenie było pyszne! A ten kompot i wino…mmm…

Jedzenie w Mołdawii
Domowy, mołdawski obiad

Cecora – miejsce bitwy

Innym ciekawym miejsce, które wydaje mi się, że jest ważne dla nas, Polaków to miejsce bitwy pod Cecorą. Dla przypomnienia, w czasie jednej z wojen polsko-tureckich (1620-1621) hetman wielki koronny wyruszył na czele wojska w kierunku Mołdawii. Bitwa miała miejsce jesienią 1620 roku, a w czasie odwrotu wojsko polskich śmierć poniósł hetman wielki koronny Stefan Żołkiewski. Szlachta i magnateria przez dłuższy czas nie mogła uwierzyć w śmierć dowódcy i porażkę strony polskiej.

Obraz „Bitwa pod Cecorą” autorstwa Witolda Piwnickiego

W związku ze stratą, jaką poniosła wdowa, Regina Herburt po Stanisławie Żółkiewskim postanowiła ona wybudować pomnik w miejscu, w której poległ jej mąż. Budową pomnika zajął się syn zmarłego hetmana, Jan. Ściągnął on kamieniarzy z pobliskiego Mohylewa, których ochraniał zaciągniętą na własny koszt chorągwią pancerną. Podobno posiadał także nieoficjalną zgodę hospodara mołdawskiego na budowę pomnika.

Obelisk postawiono na miejscu kurhanu, gdzie spoczywały prochy poległych. Znajdowała się na nim także tablica z bardzo znamiennym napisem:

Jakże słodko i zaszczytnie jest umrzeć za Ojczyznę

Stanisław Żółkiewski, hetman wielki koronny

Pomnik przetrwał do 1868 r., kiedy to jeden z mieszkańców pobliskich wsi obalił obelisk i rozkopał kurhan w celu poszukiwania domniemanych skarbów. Pomnik w obecnej formie został odbudowany w 1912 r., a w 2003 r. poddany został renowacji.

Pomnik Stanisława Żółkiewskiego w Berezowce

Monastyr Orhei i powalający widok

Dość popularnym i znanym zabytkiem Mołdawii jest Monastry Orhei i rozpościerający się z niego widok ze wzgórza. W tym regionie kraju znajduje się przynajmniej kilka męskich klasztorów prawosławnych, które są coraz częstszym celem turystów. Nie ma się co dziwić, kiedy spojrzymy na to zdjęcie.

Przyroda!

Inną rzeczą, która zachwyciła mnie w Mołdawii to piękna przyroda! Warto wynająć samochód i pojeździć po okolicy Kiszyniowa w celu odnalezienia pięknych okolic. Poniżej kilka zdjęć, na których widać „mołdawską, złotą jesień”!

Co zobaczyć w Mołdawii? Mapka

Poniżej mapka dla Was z najważniejszymi miejscami do zobaczenia w Mołdawii:

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1Z2C5QpYNd8SrGBTIZPWOMZyYZIyFlwwp&w=640&h=480]

Jedzenie, koniaki, wina…

Oficjalną walutą Mołdawii jest lej mołdawski, w skrócie MDL (1 MDL to 0,22 zł).

Mołdawianie mogą się także poszczycić pyszną kuchnią, szczególnie polecam mini gołąbki – mięso z ryżem zawijane w liście winogron. Poniżej kilka wskazówek, za ile można zjeść w restauracjach.

Przykładowe ceny w restauracjach:

  • pierożki zawinięte w liście winogron – ok. 55 MDL
  • mamałyga – ok. 60 MDL
  • butelka wina w restauracji – od 75 MDL
  • przekąska – słonina z chlebem – od 75 MDL
  • sałatki – od 30 MDL

Szczególnie polecam restaurację LaPlacinte, znajdziecie jej w Kiszyniowie kilka filii. Z jej usług korzystałam sama, stołowali się tutaj także moi znajomi i nigdy się nie zawiedli. Tutaj link do strony restauracji.

Wiele osób interesuje się zakupem alkoholi w sklepach mołdawskich. W sklepach nie jest drogo, wyjazd do Kiszyniowa nie naruszy, więc mocno naszego portfela. Warto pamiętać, że Mołdawianie słyną z pysznym win i koniaków. Ich ceny plasują się:

  • Wino w sklepie – od 60 MDL w górę
  • Koniak w sklepie (większość poleca markę KVINT) – od 80 MDL w górę

To po co do Mołdawii?

Mołdawia zalicza się raczej do egzotycznych krajów Europy, gdzie turyście nie przybywają zbyt często. Najbardziej wartościowym walorem turystycznym Mołdawii wydaje mi się piękna przyroda oraz monastery i zamki porozrzucane po całym kraju. W związku z tym, aby w pełni skorzystać z wyprawy do tego państwa niezbędne będzie wypożyczenie samochodu lub przyjazd własnym. Jeśli miałabym wrócić do Mołdawii to właśnie w celu zobaczenia zabytków, do których nie łatwo się dostać. Wiele jest jeszcze do zobaczenia!

Zamek Piastów Śląskich w Brzegu – miejsce, które musisz odwiedzić w województwie opolskim!

W związku z tym, że mieszkam w Brzegu niedaleko mam do największej atrakcji tego miasta – Zamku Piastów Śląskich w Brzegu, gdzie aktualnie znajduje się muzeum. Zabytek przez Polaków (a co dopiero przez zagranicznych turystów) niestety zapomniany. Znajduje się w niezbyt popularnym mieście, przez co ciężko uzyskać mu podobny status, jak Zamek w Mosznej czy Zamek Książ. Moim zdaniem, jednak jest warty uwagi każdego szanującego się turysty 🙂

Ten wyjątkowy na skalę Polski, jak i Europy Środkowo-Wschodniej zabytek w 2018 r. z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Rzeczpospolitą niepodległości został wpisany na listę Pomników Historii, co już powinno przyciągnąć Waszą uwagę 🙂

Historia zamku w Brzegu

Tutejszy zamek, podobnie jak miasto powstały w XIII w. Początkowo budowla należała do namiestnika książęcego. Na przełomie XIII i XIV w. wzniesiono tutaj Wieżę Lwów, której nazwa pochodziła od jej zwieńczenia, gdzie znajdowały się pomniki tych dostojnych zwierząt. Dolna część tej części zamku zachowała się do dziś i jest najstarszym elementem budowli. W czasie rozbudowy pod koniec XIV w. wzniesiono budynek mieszkalny oraz gotycką kolegiatę św. Jadwigi. W tym czasie zamek należał już do książąt brzeskich.

Aktualny wygląd zamek zyskał w połowie XVI stulecia, kiedy został z rozkazu Jerzego II i jego żony Barbary z Hohenzollernów przebudowany na modłę renesansu. Pierwowzorem był Zamek Królewski na Wawelu. To właśnie z tego powodu nazywany jest Śląskim Wawelem. Pieczę nad przebudową sprawowali włoscy architekci – Jakub i Franciszek Parr. Ich pracę kontynuowali Bernard i Piotr Niuron. Niestety piękne wyposażenie sal nie przetrwało do naszych czasów.

Najcenniejszym elementem zamku jest brama wjazdowa i umieszczony nad nią portal. Robi naprawdę ogromne wrażenie i warto przebywając tutaj poświęcić mu dłuższą chwilę. Rzeźby umieszczone na portalu przedstawiają władców polskich, także tych legendarnych (Piasta, Siemowita, Leszka i Siemomysła) oraz przedstawicieli książąt śląskich z dynastii Piastów. Ich celem była gloryfikacja upamiętnionych osób, a całość podkreślały trzy herby (habsburski i brandenburski), z czego do czasów dzisiejszych przetrwał niestety tylko jeden – Rzeczypospolitej. Jest to obiekt ważny nie tylko ze względu na piękno i szczegółowość przedstawień władców. To jedno z niewielu miejsc, gdzie odnajdujemy doskonały przykład wieloetniczności i wielokulturowości terenów Śląska, które przez wieki zmieniały swoich właścicieli. Portal na bramie wjazdowej do Brzegu jest kwintesencją tego zjawiska. PUNKT OBOWIĄZKOWY DO ZOBACZENIA!

Portal na bramie wjazdowej

Aktualnie w zamku mieści się Muzeum Piastów Śląskich, gdzie zaledwie za kilka złotych możemy zwiedzać kilka wystaw stałych oraz czasowych. Wstęp na dziedziniec jest bezpłatny.

Aktualnie na zamku można oglądać tymczasową i bardzo interesującą ekspozycję pt. „Husaria – broń wschodnia”, którą po Brzegu będzie można oglądać w Pałacu w Wilanowie, a później poleci aż do Bostonu!!! Szczególną radochę tutejsze zbiory sprawią hobbystą militariów, jednak myślę, że każdy znajdzie tutaj coś interesującego dla siebie. Kto z nas nie słyszał o słynnej husarii? Tutaj możemy ją zobaczyć w pełnej okazałości. Więc jeśli chcecie pooglądać te wyjątkowe, ORYGINALNE zabytki militarne pędźcie szybko do Brzegu!

Przejęci turyści 😉
Drzewo genealogiczne Piastów śląskich Regia Antiqvissima Piastea Stupis Sceptra Polonia et Silesia, 1722

Każdy zamek ma swojego ducha… Także ten brzeski 🙂 W piwnicy przechowywana jest XVI-wieczna rzeźba przedstawiająca doga – ulubieńca księcia Jerzego II. Z psem wiążę się legenda…Podobno z radości, witając się z ukochanym panem wyskoczył z zamkowego krużganka na dziedziniec i zginął. Rzeźba miała upamiętnić zmarłego zwierzaka. Zdaniem niektórych jego duch błąka się nocami po zamku…

Piękne rzeźby 🙂

Jedną z najważniejszych ekspozycji Muzeum jest „Memoriae Piastorum Principum Silesiae”, która utworzona została w 2004 r. W jej skład wchodzi kilkadziesiąt zabytków sepulkralnych, w tym cynowo-ołowiane sarkofagi przedstawicieli Piastów linii legnicko-brzeskiej czy kamienne epitafia śląskiej szlachty i mieszczaństwa. Wystawę uzupełniają kopie średniowiecznych nagrobków Piastów Śląskich z kościołów w Krzeszowie, Nysie, Legnicy, Henrykowie, Opolu. W tym miejscu mamy do czynienia z ciekawym zespołem muzealnym, gdzie możemy prześledzić, jak na przestrzeni wieków zmieniało się podejście do problemu śmierci i pochówku. Więcej o historii sarkofagów i o tym, jak znalazły się w zbiorach Muzeum poczytacie tutaj.

Po śmierci władcy jego zabalsamowane ciało ubierano w uroczysty strój i wystawiano na publiczny widok. Obok trumny z książęcymi zwłokami, stojącej w Srebrnej Sali zamku (dziś jest to sala wystaw czasowych na parterze), czuwały warty honorowe. Po kilku dniach przy dźwiękach kościelnych dzwonów trumnę umieszczano na karawanie, który przemierzał miasto. Następnie przenoszono ją do żałobnie przystrojonej kaplicy zamkowej, a na koniec sarkofag zamykano w krypcie rodowego mauzoleum Piastów legnicko-brzeskich. Tam zmarli mieli zaznać wiecznego spokoju.

Z artykułu NTO

Wyjątkowym zabytkiem zamku jest trumna Karoliny Ludwiki Radziwiłłówny, jedynej córki, a przez to i spadkobierczyni ogromnego majątku słynnego z „Potopu” Bogusława Radziwiłła. Aktualnie jej trumna znajduje się w renowacji, mam jednak nadzieję, że niedługo będzie można ją oglądać w pełnej okazałości 🙂

Wszystkim wydaje się, że po rozbiciu dzielnicowym i panowaniu Kazimierza Wielkiego dynastia Piastów wymarła… Jednak to nieprawda 🙂 Ich potomkowie funkcjonowali jeszcze kilkaset lat na Śląsku. Na zamku w Brzegu w 1675 r. zmarł ostatni przedstawiciel tej dynastii – Jerzy IV Wilhelm. Jednak najpiękniejsza i najbardziej reprezentacyjna trumna nie należy do niego, a jego wuja – Jerzego III.

Trumna Jerzego III, zmarłego w 1664 r.

Na pierwszym piętrze możemy zobaczyć kolejną wystawę: „Z przeszłości i tradycji Piastów śląskich”. Prezentuje ona głównie rzeźby, portrety Piastów Śląskich z XVII i XVIII stulecia, kopie różnych pieczęci, dokumentów wystawianych przez wspomnianą dynastię, medali oraz monet. Tutaj możemy także pooglądać meble pochodzące prosto z epoki (od XVI do XIX wieku). Przechodząc dalej natrafiamy na kolejną wystawę, skierowaną jednak głównie do dzieci „Paradne zbroje i ubiór Piastów Śląskich XIII – XVII w”. Młodzi turyści podobno uwielbiają robić sobie zdjęcia z manekinami 🙂

Pięknie zachowany sufit
Jedna z sal

Na zamku możemy zobaczyć jeszcze jedną wystawę: „Sztuka śląska XVI-XVIII w. ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu”. Jest to jedyny poza Wrocławiem tak bogaty zespół prezentujący sakralną sztukę śląską. Zabytki datuje się od czasu gotyku do baroku. Co ciekawe w zbiorach znajdują się dzieła malarskie tzw. śląskiego Rembrandta, czyli Michaela Leopolda Willmanna.

Warto mieć na uwadze, że Zamek Piastów Śląskich w Brzegu stara się iść z duchem czasu… W trakcie zwiedzania możemy użyć aplikacji WOW Poland i oglądać wystawy z wirtualnym przewodnikiem, który opowie nam o najważniejszych faktach dotyczących zabytku. W jednej z sal możemy oglądać makietę Brzegu przedstawiającą miasto w XVII wieku. Co ciekawe…niedługo ma ona „ożyć”! Oczywiście multimedialnie 🙂 Planuje się wykorzystanie interaktywnego ekranu, projektora, głośników i kilku innych pomysłów… Nic tylko wyczekiwać realizacji 🙂

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzegu

Niewiele osób wie, że zaraz obok pięknego zamku w Brzegu znajduje się inny wyjątkowy zabytek – Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Bez wątpienia posiada on jedno z najpiękniejszych wnętrz barokowych, jakie kiedykolwiek widziałam. Przypuszczam, że nie wielu z Was z o nich wiedziało 🙂

Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzegu

W momencie przejęcia Brzegu przez Habsburgów w 1675 r. rozpoczęto rekatolizację tych terenów. W związku z tym do miasta sprowadzono jezuitów, a w latach 1734-1739 wybudowano dla przybyłych duchownych kościół. Głównym projektantem był mistrz budowlany Joseph Frisch z Wrocławia. Jego wieże powstały, jednak dopiero ponad wiek później według projektu barona von Wilczka. Wcześniej w miejscu budowli znajdował się zespół klasztorny dominikanów.

Poza przepięknymi barokowymi malowidłami, które zdobią wnętrze świątyni możemy tam zobaczyć późnobarokowe i rokokowe wyposażenie. Dość ciekawym zabytkiem jest marionetkowa pieta o ruchomej głowie i rękach.

Masz wolny dzień, weekend? Przejeżdżasz w okolicach Brzegu? Wstąp do tego miasta na moment… Może teraz nie zachwyca swoim urokiem, jednak jest w nim ogromny potencjał! Nudzi ci się w domu? Mieszkasz we Wrocławiu, Opolu? Wsiądź w pociąg i odwiedź piękny, renesansowy zamek za grosze. Zjedz obiad lub pyszne przystawki zaraz obok w dobrej restauracji Arte. Przejdź się spacerem do rynku, zobacz zabytkowy XVII-wieczny ratusz (najlepiej zachowany w Polsce!), pospaceruj uliczkami, gdzie wyrastają piękne kamieniczki i wracaj do domu bogatszy o kolejne doświadczenia!

Kiejdany – miejsce zdrady! Co zobaczyć w Kiejdanach?

Kėdainiai, czyli po prostu Kiejdany to niewielka miejscowość leżąca nad rzeką Niewiażą na Litwie nieopodal Wilna. Wśród Polaków rozsławiona chyba przede wszystkim przez Henryka Sienkiewicza w „Potopie”, gdzie dość barwnie (choć w tym przypadku zdania są podzielone 😉 ) przedstawiona została postać zdrajców – Janusza i Bogusława Radziwiłłów.

20 października 1655 r. w Kiejdanach Radziwiłłłowie – Janusz i Bogusław – podpisali układ z królem szwedzkim Karolem X Gustawem. Zakładał on oddanie pod protekcję Szwecji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Plany te zostały jednak udaremnione skuteczną obroną Częstochowy oraz powszechnym oporem przeciwko najeźdźcy.

Kościół kalwiński Radziwiłłów

W Kiejdanach z pewnością warto odwiedzić kalwiński kościół, w którym przechowywane są trumny z ciałami najważniejszych przedstawicieli rodziny Radziwiłłów linii birżańskiej (protestanckiej). Zbór ten powstał w 1631 r. z inspiracji Krzysztofa Radziwiłła, późniejszego hetmana wielkiego litewskiego.

W krypcie kiejdańskiego kościoła można zobaczyć pięknie zdobione trumny m.in. hetmana wielkiego litewskiego, wojewody wileńskiego Krzysztofa Radziwiłła i jego dzieci czy hetmana wielkiego litewskiego, słynnego zdrajcy – Janusza Radziwiłła.

Centrum miasta

Nieopodal kościoła kalwińskiego znajduje się rynek miasta. Otaczają go urokliwe, różnokolorowe w większości odnowione kamieniczki. Tutaj znajdziemy także kilka małych sklepików z pamiątkami i wyrobami lokalnymi (np. obrania, przybory kuchenne czy pluszaki z lnu). W okolicznych uliczkach mieści się także informacja turystyczna (z informatorami, magnesami czy pocztówkami) oraz niewielkie restauracje z regionalną kuchnią (wiele potraw z ziemniaków, np. popularne cepeliny podawane ze skwarkami i śmietaną).

Kamieniczki przy rynku

Ścisłe centrum rynku zajmuje nowoczesny pomnik Janusza Radziwiłła. Związany jest on ze zdradą, której dopuścił się hetman wielki. Na Litwie odbierana jest ona jednak całkiem inaczej niż w Polsce, a pomnik upamiętnia Radziwiłła jako magnata walczącego o wolność państwa litewskiego.

Pomnik Janusza Radziwiłła

Kiedy pospacerujemy uliczkami nieopodal rynku zauważymy, że tamtejsze kamienice są już w o wiele gorszym stanie. Władze miasta na różne sposoby próbują jednak zamaskować ich faktyczny stan architektoniczny. Na kilku z nich możemy odnaleźć charakterystyczne obrazy nawiązujące do epoki, w której żyli słynni Radziwiłłowie.

Swoją ciekawą historię Kiejdany zawdzięczają Radziwiłłom, a także wielokulturowym społecznością funkcjonujących tutaj na przestrzeni wieków – Żydzi, Niemcy, Polacy, Szkoci czy Rosjanie. Ta wielonarodowość widoczna jest w zabudowie architektonicznej miasta. Jako ciekawostkę można wspomnieć, że w Kiejdanach mieści się siedem kościołów różnej konfesji, co jest rzeczą rzadko spotykaną w tak małym mieście (ok. 31 tysięcy mieszkańców)! Poza centrum można tu zobaczyć także Gimnazjum w Kiejdanach założone w 1625 r. przez Krzysztofa Radziwiłła, jako szkoła kalwińska, w której uczono w języku polskim. Aktualnie znajduje się tam szkoła.

Opuszczając Kiejdany z pewnością warto zajrzeć do wznoszącego się na skarpie nad rzeką Niewieżą, gotyckiego kościoła św. Jerzego. Prawdopodobnie powstał on na początku XV wieku i ufundowany został przez zakon krzyżacki. Cegły do jego budowy miały być podobno spławiane z Torunia! W 1600 r. Anna Kiszczyna z Radziwiłłów przekazała kościół protestantom, którego byli właścicielami przez 27 lat.

Jak się tu dostać?

W okolicach Kiejdan nie ma lotniska. Mają je jednak niedalekie Wilno i Kowno. Stamtąd można się tu dostać busem lub pociągiem. Od stolicy Litwy Kiejdany dzieli około 150 km (ok. 2 godziny jazdy samochodem). Z Kowna dojedziemy tu w około 30-40 minut (ok. 50 km). Stąd możemy także wsiąść w busa w kierunku Poniewieża lub Šiauliai. Oba zatrzymują się w Kiejdanach. Gorzej wygląda podróż z Wilna. Stąd odjeżdżają do Kiejdan 2-3 busy dziennie. W przypadku podróży pociągiem to bilety można zakupić tutaj.

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/embed?mid=18pYoMk1hNK3HWtWEuliu02kqVkUFcsde&w=640&h=480]

Kiejdany – miasto z piękną, ciekawą historią…niestety naruszone zębem czasu

Kiejdany to miasto, które przeżyło już swoją świetność, choć widać działania władz miasta chcących przywrócić piękno tego miejsca. Polecam to miejsce na wycieczki jednodniowe, np. jako przerwa w zwiedzaniu Wilna. Przez kilka dni, niestety nie będziemy mieli co tutaj robić. Warto tu jednak przyjechać choć na kilkugodzinną przechadzkę. Przyjdzie nam jeszcze jednak troszkę poczekać aż Kiejdany będą gotowe na przyjęcie masy zagranicznych turystów. Walory turystycznego tego miejsca nie zostały jeszcze do końca wykorzystane przez władze miasta, a infrastrukturę można ocenić na dość przeciętną. Jest to jednak miejsce bardzo ciekawe, charakteryzujące się wielokulturowością przemawiającą do nas na każdym kroku, tknięte tajemnicą, dla mnie samej ważne ze względu na swoją historię i rodzinę Radziwiłłów. Z tego powodu z pewnością polecam Kiejdany dla pasjonatów historii, którzy ogromną przyjemność będą czerpać z samej możliwości przechadzania się uliczkami, po których stąpali kiedyś buńczuczni Radziwiłłowie.

Jeśli blog przypadł Ci do gustu możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to