Pokazuje: 1 - 2 of 2 WYNIKÓW
Kujawsko-pomorskie Polska

U piernika i Kopernika. Co warto zobaczyć w Toruniu w jeden dzień?

Jest przynajmniej kilka powodów, dla których warto odwiedzić Toruń. Bezsprzecznie są nim pierniki sprzedawane w każdym zakątku miasta, a jedzone na jednej z ławek w rynku smakują niczym ambrozja. Innym jest masa zabytków, które swoją rangą gonią te europejskie, a wokół nich powstało wiele ciekawych, a nieraz i zabawnych legend. W końcu warto przespacerować się kolorowymi uliczkami hanzeatyckiego miasta i dotrzeć do miejsca narodzin osoby, która zmieniła bieg dziejów całego świata – Mikołaja Kopernika.

Pochodzenie nazwy miasta i herb

Jest chyba przynajmniej kilka legend mówiących o pochodzeniu nazwy Torunia. Jedna z nich mówi o przyjaźni pomiędzy jedną z baszt i Wisłą. Rzeka opowiadała wiele pięknych historii, a baszta zaczęła zazdrościć jej ciekawego życia. Do tego Wisła rozrastała się i w pewnym momencie jej brzegi były już bardzo blisko murów. Baszta krzyknęła, więc że niedługo runie jeśli rzeka nie powstrzyma procederu. Wisła zaś odpowiedziała: to ruń! Okoliczni żeglarze usłyszeli ten krzyk i stwierdzili, że to nazwa miasta – Toruń.

Podróżnych ciekawi zawsze także historia herbu Torunia, który przedstawia anioła z kluczem w ręku, strzegącego czerwonych murów miejskich z trzema basztami. Z tym przedstawieniem związana jest legenda. Pewnemu franciszkanowi w 1499 r. miał przyśnić się anioł, który ostrzegał, że jeśli mieszkańcy Torunia nie zaczną wieść bardziej pokutnego życia to miasto w przeciągu roku runie. Był jednak ratunek. Mieszkańcy musieli przebrać się w wory pokutne i modlić się o przebaczenie. Nikt jednak nie wierzył w przestrogę zakonnika i dopiero znaki, które pozostawiał anioł opiekujący się Toruniem wpłynęły na postawę mieszkańców. Liczne msze i pokutne życie nie dawały jednak żadnych rezultatów. Okazało się, że aby otrzymać przebaczenie Boga trzeba odlać ogromny dzwon, który ważył 7 ton i miał dwa metry średnicy. Bóg przyjął ten prezent i dzwonieniem miał przypominać ludziom o konieczności oddania mu czci. Ustanowił także opiekunem miasta anioła i ofiarował mu klucz do Torunia. Dopóki trzyma klucz, będzie bronił mieszkańców. Anioł objawił się także ludziom po jednej z niedzielnych mszy. Od tamtego czasu na stałe zagościł już w herbie Torunia.

Stare Miasto

Fakt wpisania Zespołu Staromiejskiego na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO mówi sam za siebie. Na terenie miasta przeszło 1100 obiektów zostało wpisanych do rejestru zabytków, a Toruń znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego. Czy muszę coś jeszcze dodawać?

Zwiedzając miasto warto zapamiętać, że dzieli się ono na Stare i Nowe Miasto oraz Zamek Krzyżacki. Błędnie przyjęło się potoczne nazywanie Starym Miastem, całego zespołu włączonego na listę UNESCO. Bez wątpienia jednak to właśnie ta część Torunia przyciąga największą uwagę turystów ze względu na zwartą, a przede wszystkim piękna zabudowę i wyjątkowe na skale polską zabytki.

Stare Miasto zostało lokowane w 1236 r., a jego układ urbanistyczny powstawał przez kolejne 20 lat. Toruń od początku miał charakter miasta kupieckiego stowarzyszonego w Hanzie. W związku z tym, że zamieszkiwane było przez bogatych patrycjuszów szybko zaczęło się rozwijać. Był także jednym z najbogatszych miast najpierw w Państwie Krzyżackim, Prusach i Rzeczypospolitej.

Poniżej znajdziecie wykaz kilku miejsc, które powinniście zobaczyć na Starym Mieście w czasie swojego wypadu 🙂

Rynek Staromiejski, ratusz i okoliczne uliczki

Wchodząc na rynek od razu naszą uwagę przyciąga ratusz ze stojącym przed nim pomnikiem Mikołaja Kopernika. Budynek ratusza powstawał w XIII i XIV w., był wielokrotnie przebudowywany, a w XVIII stuleciu odbudowany po zniszczeniach. Uważany jest za jeden z najwybitniejszych przedstawień średniowiecznej architektury mieszczańskiej w tej części Europy. Aktualnie znajduje się tutaj Muzeum Okręgowe w Toruniu.

Największą atrakcją ratusza jest chyba jednak możliwość wspięcia się na jego wież, z której rozpościera się widok na całe Stare Miasto. Ja uwielbiam takie atrakcje i zawsze chętnie korzystam z takiej możliwości! Wstęp wynosi 17 zł (bilet normalny) lub 12 zł (ulgowy).

Kościół św. Ducha

Ogromną popularnością cieszą się niektóre kamienice znajdujące się przy rynku. Z pewnością warto zwrócić uwagę na Kamienice Pod Gwiazdą charakteryzującą się złotym kolorem i bogatym zdobieniem. Jej nazwa pochodzi od złotej gwiazdy znajdującej się na jej szczycie.

Kamienica Pod Gwiazdą

Wyróżnia się także Dwór Artusa. Budowla ta zajmuje dawne parcele średniowieczne, gdzie mieścił się tzw. Dom Towarzyski wybudowany pod koniec XIV stulecia. Budynek był kilkukrotnie przebudowywany, następnie rozebrany przez władze pruskie w XIX w. otrzymał ostatecznie obecny kształt.

Dwór Artusa

Z pewnością warto przejść się po uliczkach odchodzących od rynku, znajdziecie tam masę sklepików z pamiątkami, przyjemne kawiarenki i restauracje ze smacznym jedzeniem. Do tego warto na chwilę zawiesić oko na pięknych, zadbanych kamienicach.

Ulica Ciasna (na zdjęciu po prawej), to jak nazwa wskazuje jedna z najwęższych ulic na Starym Mieście. Niektórzy uważają, że uliczka istniała jeszcze przed lokacją miasta i jest częścią traktu, który biegł przez dolinę Postolca z osady podgrodowej do grodu. Oznacza to, że byłaby to najstarsza ulica w mieście!

Pręgierz

Z tym wesołym i jakże miłym osiołkiem zdjęcie robi sobie każdy turysta! To konieczność w czasie pobytu w Toruniu. Nie raz turyści głaszczą go, co ma przynieść szczęście.

Osioł w rzeczywistości nawiązuje do dawnego pręgierza, który stał niegdyś na miejscu pomnika Mikołaja Kopernika. Było to miejsce, w którym wymierzano kary chłosty czy ucinania członków żołnierzom, którzy dopuścili się różnych przewinień.

Postać osła nawiązuje do narzędzia tortur używanego w całej nowożytnej Europie wobec przestępców, a przede wszystkim heretyków i czarownic. Znajdowało się ono także przy toruńskim rynku, zaraz przy budynku odwachu przy ulicy Żeglarskiej. Podobnie jak większość tego typu narzędzi tortur toruński osioł był drewniany, a z góry pokryty był wyostrzoną z góry blachą. Sadzano na nich osobę oskarżoną o przestępstwa, a często do jej nóg przywiązywane były ołowiane ciężarki, które miały spowodować jeszcze większy ból. „Oryginalny osioł” stał w Toruniu do 1797 r.

Krzywa Wieża i mury miejskie

Popularna Krzywa Wieża to jedna z baszt miejskich w Toruniu, która swoją nazwę zawdzięcza odchyleniu od pionu wynoszącemu 1,46 metra. Jedna z jej „sióstr” znajduje się w Ząbkowicach Śląskich. Powstała w drugiej połowie XIII w. Początkowo prosta; z powodu osadzenia jej na piaszczysto-gliniastym gruncie zaczęła się osuwać. Teraz uważa się, że oparła się już na gruncie bardziej stabilnym. Jest to z pewnością jedno z „must see” w czasie pobytu w Toruniu!

Krzywa Wieża

Jedną z atrakcji Torunia są także jego mury miejskie. Najdłuższy ich fragment (ok. 1 km) znajduje się zaraz przy Wiśle. Inne elementy możemy znaleźć także w innych częściach Torunia, spacerując wokół Starego i Nowego Miasta. Większość została jednak rozebrana przez władze pruskie w latach 1873-1899. Przez wieki Toruń był jednym z najlepiej ufortyfikowanych miast na tym terenie, okrążony był bowiem podwójnym murem (niskim i wysokim, przedzielonym fosą). Wielokrotnie obwarowania były także podwyższane oraz rozbudowywane.

Ważnym elementem murów miejskich były oczywiście baszty, bramy i barbakany. Do dziś zachowało się 9 baszt i 3 bramy (pierwotnie było 54 baszty, 13 lub 14 bram i 2 barbakany).

Dom Mikołaja Kopernika

Z pewnością warto odwiedzić także Dom Mikołaja Kopernika (ul. Mikołaja Kopernika 15). Nie wiadomo jednak do końca czy to faktycznie w tej kamienicy mieszkał słynny na skalę europejską astronom… Kamienica pochodzi z XIV w. i to tak zwany spichlerzodom, które pełniły niegdyś funkcje zarówno mieszkalne, jak i magazynowe. To prawdopodobnie w tym miejscu przyszedł na świat w 1474 r. Mikołaj Kopernik, a teraz mieści się tutaj muzeum jego imienia. Bilet na ekspozycję wynosi 17 zł (normalny), 13 zł (ulgowy), zaś na filmy 4D należy dopłacić drugi raz tą samą kwotę. Warto pamiętać, że w środy wstęp na wystawy stałe jest bezpłatny!

Dom Kopernika (źródło: http://podroze.beatamazurek.com/)

Kościoły

Przechadzając się po Toruniu napotkamy masę kościołów. Jest ich tyle, że w zasadzie ciężko je wszystkie spamiętać dlatego wspomnę tutaj o kilku najważniejszych. Najwybitniejszym przedstawieniem architektury gotyckiej bez wątpienia jest Kościół Mariacki, który zaliczany jest do trzech największych kościołów w północnej Polsce. Łatwo go zauważyć, ponieważ jest na tyle wysoki, że góruje nad Starym Miastem. Warto zwiedzić jego wnętrze, znajdują się tam gotyckie stalle i polichromie ścienne, renesansowe organy i, co chyba najważniejsze, mauzoleum Anny Wazówny.

Widok z wieży ratuszowej na Kościół Mariacki

Jednym z nich jest bazylika katedralna św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana, ostateczny kształt uzyskała w XV stuleciu. W tym czasie wzniesiono też przyciągającą uwagę masywną wierzę kościoła. Z ciekawostek warto wspomnieć, że pochowane jest tutaj serce króla Jana Olbrachta, a w środku znajdziemy także kilka pamiątek poświęconych Mikołajowi Kopernikowi: chrzcielnicę, epitafium i pomnik z XVIII w. Na wspomnianej wieży zawisł także największy w Polsce dzwon – Tuba Dei – to podobno ten, który odlano, aby uratować miasto przed zniszczeniem!

Przy rynku znajduje się również kościół Świetego Ducha, którego budowa rozpoczęła się w 1743 r. Z powodu skomplikowanej sytuacji politycznej została przerwana, ponieważ środowiska katolickie nie chciały pozwolić na powstanie kościoła luterańskiego. W obawie przed tumultami religijnymi król August III wydał zakaz budowy. Pomysł odrodził się kilka lat później, zgodzono się na powstanie kościoła, jednak miał bardziej przypominać kamienice niż standardową świątynie. Budowla nie posiadała bowiem wieży. Na tym etapie prace zakończono w 1756 r. Wieżę dobudowano dopiero ponad stulecie później, w latach 1897-1899.

Bazylika katedralna św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty w Toruniu

Zamek krzyżacki

Zamek krzyżacki i jego najbliższe okolice tworzą kolejną część, która wchodzi w Średniowiecznego Zespołu Miejskiego Torunia. Wznosił się między Starym i Nowym Miastem, trzymając oba w szachu, i dlatego został zburzony już na początku wojny trzynastoletniej. Ruiny, które pozostały po zamku są śladem najstarszej warowni krzyżackiej w Ziemi Chełmińskiej.

Okolice zamku

Zamek w Toruniu pełnił rolę bazy wypadowej Krzyżaków, którzy wyruszali na podbój Prus. Jego budowę rozpoczęto w XIII w. i składał się z zamku głównego, międzymurza oraz przedzamczy. Szturm mieszczan Starego Miasta na zamek (1454 r.) rozpoczęło polsko-krzyżacką wojnę trzynastoletnią. Niedługo później na rozkaz rady miejskiej Torunia został rozebrany, aby nigdy więcej nad miastem nikt nie sprawował nad miastem władzy zwierzchniej.

Struga toruńska przepływająca przez dawny Młyn Górny przy zamku krzyżackim

Nowe Miasto

Nowe Miasto to trzeci z elementów, który wchodzi w zespół objęty wpisem na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Nazwa tej części Torunia jest myląca, bo nie jest ona wcale taka „nowa”. Lokowano je bowiem w 1264 r., czyli 31 lat po utworzeniu starego. Zajęło ono miejsce za murami, a rozbudowa była związana z bardzo szybkim rozwojem Torunia. Co warto podkreślić, zostało zaplanowane na 14 ha, a więc powierzchni większej niż przeciętne miasto średniowieczne.

Rynek Nowomiejski

Pierwotnie w rynku znajdował się Ratusz Nowomiejski, który jednak nie dotrwał do naszych czasów. Z powodu złego stanu technicznego został rozebrany przez władze pruskie w czasie zaboru w 1818 r. Na jego miejscu postawiono budynek zboru ewangelickiego św. Trójcy, który aktualnie użytkowany jest w celach kulturalnych. Po średniowiecznym ratuszu pozostały tylko piwnice. W rynku znajdował się także kościół św. Mikołaja i klasztor dominikański jednak one także zostały rozebrane w czasie zaborów w XIX w. Niektórzy uważają, że to jedna z największych strat dla Torunia. Jeśli jesteście ciekawi, więcej informacji o tym budynku i planach zagospodarowania miejsca po nim możecie znaleźć tutaj.

Widok na kościół św. Trójcy

Rynek Nowomiejski jest uroczy, nie dorównuje jednak rozmachem temu starszemu. Warto tu zwrócić uwagę na kilka kamieniczek, np. Aptekę Pod Złotym Lwem czy Gospodę Bractwa Murarskiego w Toruniu. Kilka kroków od Rynku Nowomiejskiego znajduje się kolejna świątynia warta zobaczenia – Kościół św. Jakuba. Wzniesiony został w pierwszej połowie XIV w., a obecnie traktowany jest za jeden z najważniejszych zabytków Nowego Miasta. Jednocześnie uważa się go za najcenniejsze osiągniecie architektoniczne okresu średniowiecza w Polsce, ponieważ charakteryzuje się rzadko używanym na tych terenach systemem konstrukcyjnym. Polegał on na przeniesieniu ciężaru sklepień nawy głównej za pomocą łuków odporowych na szkarpy naw bocznych.

Kamieniczki przy Rynku Nowomiejskim
Kościół św. Jakuba

Posążki, fontanny i nie tylko…

Wyżej wspomniałam Wam o dwóch najważniejszych pomnikach w Toruniu – pomniku Mikołaja Kopernika i słynnym, uśmiechniętym Osiołku. Jednak to nie jedyne tego rodzaju atrakcje tego miasta, inne możemy napotkać spacerując po starówce zarówno Starego, jak i Nowego Miasta.

Nie tylko Kraków ma swojego smoka. Spotkamy go też w Toruniu! Tu ma jednak o wiele bardziej uroczą formę niż ten, którego możemy spotkać przy Wawelu. Ceramiczny jaszczur nawiązuje do wydarzeń, które miały mieć miejsce w Toruniu w 1746 r. Dwoje świadków miało zobaczyć 2-metrowego, latającego czarnego jaszczura w rejonach Przedzamcza. Jego palce miały być zrośnięte błoną a ogon błyszczący. Smok miał być także dostrzeżony 30 lat wcześniej w ogrodzie toruńskiego burmistrza Kazimierza Leona Schwerdtmanna.

Spacerując zaraz przy Rynku Staromiejskim z pewnością natkniecie się na pomnik małego, słodkiego pieska trzymającego kapelusz w pyszczku. To Filuś. Nawiązuje do popularnego rysownika Zbigniewa Lengrena, uważanego za głównego twórcę historyjek o profesorze Filutku i jego psie. Opowieści te znajdują się na ostatnich stronach gazety „Przekrój”.

Pomnik flisaka z niewielką fontanną znajduje się zaraz obok ratusza. Z nim także wiąże się legenda. Głosi ona, że pewnego roku z powodu powodzi, bądź klątwy, którą na Toruń miała rzucić wygnana żebraczka, miasto miała nawiedzić plaga żab. Było to na tyle uciążliwe, ze burmistrz wyznaczył nagrodę oraz rękę swej córki dla osoby, która pozbędzie się płazów. Zwycięzcą okazał się flisak o imieniu Iwo, który zaczarował żaby swoją grą na skrzypcach. Udały się one za nim, przeszły przez Bramę Chełmińską i pozostały już na stałe na terenach dzielnicy Mokre. Inna wersja mówi, że na Toruń plagę żab ściągnęła czarownica, której dom chciał zburzyć burmistrz pragnący rozbudowy miasta.

Żaby przy pomniku flisaka

Przechadzając się po Nowym Mieście z pewnością napotkamy także a pomnik Toruńskiej Przekupki siedzącej zaraz przy kościele św. Trójcy. Mnie ona wyjątkowo bawi 😀

Toruńska Przekupka

W centralnej części miasta, przy ulicy Szerokiej, która odwiedzana jest zarówno przez mieszkańców, jak i turystów możemy napotkać liczne herby średniowiecznych miast (Aleja Herbów Miast Hanzeatyckich i Handlowych) wmurowane w płyty chodnikowe. Zamontowano je w 2009 r. w celu upamiętnienia najważniejszych handlowych partnerów Torunia.

Oczywiście możecie pokrążyć po mieście i poszukać innych pomników, fontann i statuetek – jest ich cała masa! Po pobycie w Toruniu można pochwalić się nie małą galerią figurek napotkanych w trakcie spacerów. Choć chyba nie ich tyle, co wrocławskich krasnali! 😀

Toruńska Piernikarka – Nawiązuje do otwarcia w 1751 r. fabryki pierników Gustawa Weesego

Pierniki

Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć informacji o piernikach! Odwiedzając Toruń, koniecznie trzeba ich spróbować i zabrać trochę do domu. Ja pamiętam, że kupiłam przynajmniej kilka opakowań. Sklepiki z tym regionalnym przysmakiem spotkacie na każdym kroku, a do wyboru jest masa ich rodzajów, nadziewane, oblane lukrem czy czekoladą, o różnych kształtach. Najpopularniejsze są oczywiście Katarzynki (jakby złożone z 6 medalionów). Najsłynniejszy przysmak Torunia i sposób jego wypieku ma ponad 700 lat! Powstaje z wyjątkowego rodzaju miodu, który zbiera się wyłącznie nad Wisłą w okolicach miasta.

Toruńskie pierniki (źródło: http://www.toruntour.pl/1601/pierniki-torunskie)

Przy ul. Rabiańskiej w Toruniu znajduje się także Żywe Muzeum Piernika (bilet normalny – 24 zł, ulgowy – 19 zł, dzieci do lat 3 wstęp bezpłatny), którym możemy nie tylko poznać w zrekonstruowanej nowożytnej piekarni tajniki wypieku tych słodyczy, ale także sami je wyrobić! To przede wszystkim wielka atrakcja dla dzieci, ale myślę, że także dorośli będą mogli się przy tym świetnie zabawić! Co warto podkreślić wypiek piernika odbywa się w tradycyjnych drewnianych formach.

Pierniki mają także swoje święto, które odbywa się w Toruniu od 2002 r. w okolicach 10 sierpnia. Podczas wydarzenia można zaznajomić się z produkcją tego słodkiego wyrobu, a także pobawić się przy Bulwarze Filadelfijskim na koncertach.

„Gotyk na dotyk”

Toruń to zdecydowanie jedno z najbardziej „czerwonych” (i chodzi mi tu o cegłę!) miast, jakie udało mi się dotąd zobaczyć. Nie bez powodu miasto, więc reklamuje się hasłem „Gotyk na dotyk”, bo spotykamy go na każdym kroku. Ogromnym walorem Torunia jest również to, że w względnie niewielkich odległościach mamy dostęp do wielu atrakcyjnych miejsc, przygotowanych zarówno dla dorosłego, jak i młodszego odwiedzającego. Miasto oferuje turystom urozmaicone sposoby spędzania czasu wolnego. Równie dobrze możemy spędzić tu jeden dzień czy weekend, ale również i tydzień – z pewnością nie grozi nam nuda.

Dolnośląskie Niezbędnik Opolskie Polska Porady

Jednodniowa wycieczka po Śląsku – moje refleksje

W obecnej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak bezpieczne zwiedzanie Polski. Choć bardzo bym chciała pojechać do Niemiec to nie będzie mi to dane jeszcze przez najbliższe kilka tygodni. Polski zwiedzać nie lubię – pewnie wielu z Was mnie przez to znienawidzi. Po tym poście pewnie stwierdzicie, że powinnam docenić to co nasze, polskie. Jednak nie prowadzę tego bloga po to żeby podobał się on wszystkim, a chce też pisać prawdę i to jak ja oceniam niektóre miejsca. Nie będzie, więc to standardowy tekst typu „Polska jest piękna” i jej powalających na kolana walorach naszego kraju, a raczej o tym co powinno się zmienić, abyśmy dogonili naszych zachodnich sąsiadów, a nie pozostawali na tym samym poziomie renowacji zabytków, co byłe państwa ZSRR.

W maju, kiedy zaczęło się robić przyjemniej pod kątem pogodowym, nie mogąc już dłużej wysiedzieć w domu postanowiłam zrobić kilka małych wycieczek po najbliższej okolicy. Przeszukałam internet, nawet zapytałam Was na Instagramie, jakie miejsca w okolicach Opola polecacie do odwiedzenia. Wybrałam kilka, początkowo były to tylko Ząbkowice Śląskie i Paczków. Po drodze, już w samochodzie narodziło się jeszcze kilka pomysłów. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo po tej wyprawie wróciłabym z całkowicie negatywnym nastawieniem wobec stanu zabytków w Polsce.

Klasztor Księgi Henrykowskiej

Na początku zatrzymaliśmy się w Klasztorze Księgi Henrykowskiej – było całkiem przyjemnie. To jeden z punktów Szlaku Cysterskiego, który ciągnie się przez całą Europę, w tym przez Polskę. Powołany został do życia w ramach Europejskich Dróg Kulturowych.

Najlepiej zajechać tu samochodem. Jeśli chce się zostać na dłużej, zwiedzić wnętrza klasztoru oraz park lepiej zabrać ze sobą jakieś zaopatrzenie, choć znajdziemy tu co prawda restaurację, a także sklepiki spożywcze, w tym bardzo „tradycyjne”. Tutejsi „miejscowi” są bardzo pomocni i wskażą Wam z pewnością drogę do klasztoru. Można pod niego spokojnie bezpośrednio podjechać samochodem, nie ma tu opłat parkingowych itp.

Najważniejszym punktem zespołu jest kościół Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela, który powstał w XIII w. Przebudowywano go na nową modłę kolejno w XIV, XVII i XVIII stuleciu. Z pewnością warto zobaczyć barokowe wnętrza klasztoru – mnie niestety się nie udało. Szczególną uwagę przyciągają Stelle Henrykowskie znajdujące się w kościele, a także dekoracje wnętrz. Klasztor zasłynął także jako miejsce powstania słynnej Księgi Henrykowskiej, która od 2015 r. znajduje się na liście „Pamięć Świata” UNESCO.

Na zewnątrz warto przypatrzyć się misternie wykonanej XVII-wiecznej kolumnie św. Trójcy, a później okrążyć budowlę i pospacerować chwilę po parku. Od fasady budowla wydaje się zadbana, niestety kiedy skręcimy gdzieś w bok to wrażenie mija, budowla już nie jest odnowiona, w niektórych miejscach coś odpada. Tyle dobrze, że klasztor został zabezpieczony przed wilgocią – mam nadzieje, że to jeden z kroków, który pomoże w dalszej rewitalizacji tego miejsca.

Ząbkowice Śląskie – tylko Krzywa Wieża…

Słynne Frankenstein, czyli aktualnie Ząbkowice Śląskie leżą jakieś 20-25 minut drogi od Henrykowa. Wjeżdżając do miasta pomyślałam sobie „kurcze, chyba bogaci ludzie tu mieszkają”, bo na obrzeżach budowała się masa nowoczesnych domków jednorodzinnych. Sugerowało to, że centrum będzie ładne i zadbane. Bardzo mocno się pomyliłam. Później doszłam do wniosku, że mieszkańcy raczej uciekają z centrum na obrzeża miasta.

Ta średniowieczna miejscowość, ma ciekawą i barwną historię, a jedna z nich stała się prawdopodobnie inspiracją do napisania słynnego „Frankensteina” pióra Mary Shelley. Na początku XVII stulecia w Ząbkowicach panowała zaraza, o której wywołanie posądzono tutejszych grabarzy. Początkowo komisja powołana do zbadania sprawy nie podeszła do niej zbyt poważnie, aż do momentu znalezienia u jednego z oskarżonych tajemniczego proszku uznanego za trujący. Podczas tortur grabarze przyznali się, że wspomniany proszek wykonywali ze zwłok i rozsypywali go w różnych miejscach w mieście, aby przynosił śmierć i nieszczęście. Dopuszczali się także innych haniebnych czynów, jak wycinanie brzemiennym, zmarłym kobietą płodów, aby później zjeść ich serca, kradzieży i gwałtów. Ostatecznie oskarżonych skazano i spalono na stosie.

Ta fascynująca, choć brutalna opowieść mogłaby sugerować, że Ząbkowice Śląskie są idealnym miejscem do odwiedzenia. Niestety, ja mocno rozczarowałam się tym miastem.

Bez wątpienia główną (jeśli nie jedyną) atrakcją Ząbkowic Śląskich jest Krzywa Wieża. I rzeczywiście jest bardzo krzywa i widać to na pierwszy rzut oka – to jak najbardziej liczy się na plus. Odchylona jest o 2,14 metra i jest najwyższą tego typu budowlą w Polsce (34 m). Nazywana jest „śląską Pizą”, bardzo nie lubię nadawania takich przydomków, bo skoro Polska jest piękniejsza i ma więcej do zaoferowania niż pozostałe kraje to po co? Po drugie to bardzo krzywdzące zarówno dla samego zabytku, jak i dla turysty, który przyjeżdża w dane miejsce i ma pewne oczekiwania, a w przedstawionym przypadku pewnie się zawiedzie. Wieża w Ząbkowicach Śląskich w ogóle nie przypomina tej w Pizie (ani wysokością, ani architekturą)… Tylko kto przegrywa w tej nierównej walce? Jednak od wielu Polaków słyszałam pozytywne opinie na temat tego miejsca, jak i całego miasta, to ja jednak nie podzielam tej opinii. Choć wieża jest z pewnością interesująca.

Jednak zobaczenie krzywej wieży to kilka minut do pół godziny jeśli chcemy zwiedzić ją od środka, więc co dalej?

Podobno Ząbkowice Śląskie zabytkami stoją. Wiele osób rozpisuje się o tym na blogach, a lista miejsc do zobaczenia na stronach internetowych jest bardzo długa. To prawda, zabytków jest masa, tylko niestety ich świetność już dawno minęła, nie zachęcają do oglądania. Większość, poza Krzywą Wieżą, XIX-wiecznym ratuszem, pojedynczymi kościołami i kamieniczkami sypią się i to dosłownie. W największym szoku byłam kiedy podeszłam do XIV-wiecznego zamku (ruin, poniekąd pięknych, które są udostępnione do zwiedzania) i zobaczyłam tam matkę z dziećmi grającą w piłkę, która odbijała się od ścian ZABYTKU. Powtarzam ZABYTKU. O czym ta kobieta myślała? Nie mam pojęcia, ale wychowuje na swój wzór dzieci i przekazuje im wątpliwej jakości postawę wobec dziedzictwa kulturowego. Na moich oczach kawałki budowli po prostu kruszyły się i odpadały. Na przodzie wisiała zaś wielka tabliczka mówiąca, że to miejsce znajduje się pod opieką ministerstwa. Szkoda tylko, że zamek nie został w jakiś sposób zabezpieczony. Choć opisane wydarzenie bardziej świadczy postawach niektórych mieszkańców, Polaków.

Na zdjęciu widać nawet dzieci pod opieką mamy, które opisałam
Ratusz

Tracąc nadzieję, poszłam dalej. Napotkałam szare ulice, dziwne sklepiki, do których w życiu bym nie weszła, rozpadające się kamienice, wiele z nich pustych, niezagospodarowanych. Mimo, że był środek dnia nie czułam się w mieście swobodnie, tym bardziej bezpiecznie. Gdzie mam tu zostawić pieniądze? Turystyka opiera się mimo wszystko na pewnej korelacji, jedziemy gdzieś, aby zobaczyć coś interesującego, a w zamian, jak nam się podoba zostawiamy w takim miejscu pieniążki. Tylko gdzie mam je zostawić w takim mieście, jak Ząbkowice Śląskie? Rozumiem, że wiele polskich, małych miast boryka się z podobnymi problemami. Zdaje sobie sprawę, że czasem pozyskanie środków finansowych na renowacje jest trudne. Ale z tego co pamiętam nigdzie w Ząbkowicach nie widziałam tabliczek Unii Europejskiej, które sygnalizowałyby uzyskanie środków. Z drugiej strony nie wiem czy takie wnioski były składane, czy może zostały odrzucone? Wydaje mi się jednak, że Unia chętnie przekazuje środki finansowe na renowację zabytków, tylko trzeba się trochę postarać. To jednak zależy od gospodarza takiego miasta. Inna sprawa to ludzie. Jeśli my sami nie zmienimy swojej postawy wobec niektórych kwestii to nic się nie zmieni, nie będziemy nagle Wielką Brytanią czy Niemcami bez naszej pracy. A z tego co widzę, to jednak większość nie dostrzega problemu w tym co ich otacza. I nie chodzi mi tutaj jedynie o Ząbkowice, tego rodzaju problemu to bolączka wielu, polskich miast. Choć wiem i dostrzegam, że jest coraz lepiej pod tym kątem, to z drugiej strony dużo pracy jeszcze przed nami. Byleby niektóre zabytki dotrwały tego momentu, bo byłoby ich szkoda.

Poniżej kilka zdjęć, których celowo nie obrabiałam, abyście mogli zobaczyć w jakim stanie są budynki w mieście.

Mury miasta
W większości Ząbkowice Śląskie wyglądają niestety tak

Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim

Do pałacu zawitałam osobnego dnia, ponieważ chciałam zwiedzić go od środka, a także przejść się po okolicznych parku. Co przykuwa uwagę to fakt, że wieś Kamieniec Ząbkowicki (niedługo ma zostać miastem) z pewnością zarządzany jest lepiej niż miasto Ząbkowice Śląskie. Przede wszystkim jest czysto, trawniki są skoszone, kamieniczki i domki w większości wyremontowane. Takie miejsce od razu przyjemniej się zwiedza.

Najważniejszym zabytkiem Kamieńca Ząbkowickiego jest bez wątpienia Pałac Marianny Orańskiej. Przez lata trzymany w rękach prywatnego właściciela podupadał, czego efekty widać do dziś. Dopiero 2012 r. gminie udało się przejąć zamek i rozpoczęły się działania mające na celu uporządkowanie okolicznego terenu oraz wyremontowanie pałacu. Należy przyznać, że władze działają w dobrym kierunku, budowla wygląda już bardzo okazale z zewnętrz. Zresztą tego rodzaju architektura jest raczej ewenementem na terenach Śląska, co z pewnością przyciąga turystów. Udało się już także wyremontować kilka sal i dach, zabezpieczyć budowlę przed zawaleniem się. Co cieszy na renowację pałacu pozyskano ogromne środki nie tylko z Unii Europejskiej, ale także ministerstwa. Aktualnie składane są kolejne wnioski, niektóre już są pozytywnie rozpatrzone. Można? Można tylko trzeba chcieć.

Z pałacem wiąże się wiele ciekawych opowieści, którymi chciałabym się z Wami podzielić, jednak wtedy ten tekst byłby ogromny 🙂 Dlaczego myślę, że za jakiś czas przygotuje dla Was osobny post na temat tego miejsca!

Odwiedzenie Pałacu Marianny Orańskiej mogę szczerze polecić. Widać przede wszystkim, że komuś na tym miejscu zależy, a to bardzo ważne. Podjechać tu najlepiej samochodem; przy czerwonym kościółku, gdzie znajduje się kasa mieści się także parking (5 zł za cały dzień). Dozwolone jest zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem (25 zł za osobę, są także bilety ulgowe, jeśli dobrze pamiętam 15 zł) o pełnych godzinach. My trafiliśmy na super przewodnika, warto ich podpytać o jakieś szczegóły. Na wszystko znają odpowiedź 🙂 Zwiedzanie parku pałacowego jest bezpłatne, podobno można w nim zobaczyć dzikie zwięrzęta, jak sarny czy zające.

Paczków, czyli „polskie Carcassonne” – czyżby?

Paczków to kolejne śląskie miasto, w którym wręcz potykamy się o zabytki. Podobnie, jak w przypadku Ząbkowic Śląskich znajdziemy masę stron, które opisują wszystkie miejsca, które należy zobaczyć. Zachęcona komentarzami, że to polskie miasto-twierdza, wręcz „polskie Carcassonne” pojechałam tam z wielkimi nadziejami. Myślałam sobie: „jak mogłam ominąć takie miejsce, skoro znajduje się jakąś godzinę od mojego miejsca zamieszkania?”. Niestety – ponownie się zawiodłam. O ile paczkowskie mury są ciekawe, miasto prezentuje się lepiej niż odwiedzone przeze mnie wcześniej Ząbkowice Śląskie, to nie można stwierdzić, że jest ono gotowe w 100% na przyjęcie turysty. Najbardziej przeraził mnie chyba brak jakiegokolwiek życia – wiem, że jest epidemia, ale czułam się tam jak po apokalipsie zombie. Zwalam to jednak na aktualną sytuacje. Paczków jest ciekawym miejscem, nie twierdzę, że nie. Ale niestety, zaniedbanym, co niejako skutkuje brakami finansowymi. Nie lubię także kiedy miasta porównuje się do innych, znacznie bardziej reprezentacyjnych, bo po prostu na tym tracą – pisałam o tym wyżej. Paczków, bowiem nie ma nic wspólnego z Carcassonne. Czy niemiecki Rothenburg ob der Tauber czy Dinkelsbühl otoczone murami i wieżami porównują się do francuskiej twierdzy? Nie, są Rothenburgiem i Dinkelsbühlem – promują swoją tradycję i historię. Więc dlaczego my to robimy? Rozumiem, że to pewna forma promocji, jednak nasze miasta na tym tracą.

Mury są wyremontowane, ale nigdy nie widziałam wieży o takim kształcie… Gdzie jest druga połowa?

Władze miasta poniekąd słusznie uważają, że najważniejszą wizytówką Paczkowa są mury, które zostały częściowo wyremontowane. Tracą one niestety jeśli rozejrzymy się dokładniej po mieście, gdzie podobnie jak w Ząbkowicach Śląskich natrafimy na liczne, rozpadające się kamienice i budynki. Jestem osobą, która lubi city breaki, w małych miastach umiem spędzić nawet kilka dni oglądając szczegóły zabudowy, a w Paczkowie spędziłam chyba godzinę. Po prostu nie zachęciło mnie do pozostania na dłużej. Niektórzy zarzucili mi na Instagramie bezstronność w mojej opinii. Nie chce jednak kłamać, że Paczków mi się podobał. To prawda, że kamienice w rynku zostały wyremontowane, tylko co z tego, że niektóre z nich tylko do połowy lub tylko fasady. Reszta się sypie. W samym centrum, zaraz na przeciw ratusza straszy prlowska upadła, restauracja o dość wymownej nazwie „Carcassonne”. To nie są małe elementy, to ważne sprawy. Miasto zaczyna się przecież zwiedzać od rynku i to pierwsze wrażenie jest zawsze najważniejsze.

Poza murami można podejść także do Domu Kata, w którym mieści się także informacja turystyczna oraz pozwiedzać kilka kościołów znajdujących się obok rynku. Paczków znajduje się bowiem także na Szlaku Czarownic na Polsko-Czeskim Pograniczu. O tym problemie mogłabym Wam opowiadać dłużej, ale nie miejsce i czas na to 🙂

Kilka zdjęć bez obróbki. Mam nadzieje, że dzięki nim zrozumiecie o co mi chodzi. A na pewno nie chodzi mi o obrażenie kogokolwiek, jak to odczytali niektórzy:

Restauracja Carcassonne przy rynku
Pierwsza lepsza uliczka od rynku

Kamienica przy rynku

Otmóchów – kolejna nadzieja

Do Otmuchowa, niewielkiej miejscowości w województwie opolskim, zajechaliśmy całkowicie przypadkiem w drodze z Paczkowa do Opola. Patrząc na pozostałe okoliczne miejscowości warto się tutaj zatrzymać na 1-2 godziny. Rynek nie jest duży, ale schludny, wyremontowany i kolorowy. W centrum znajduje się przyciągający wzrok ratusz. Zaraz za nim kościół pw. św. Mikołaja i Franciszka Ksawerego, a przy nim niewielki, ale ładnie zagospodarowany ogródek. Przy rynku znajdziecie także nową restaurację (nie próbowałam jedzenia, bo była zamknięta).

Ratusz

Zaraz obok rynku, na wzniesieniu znajduje się zdecydowanie najlepsza atrakcja miasta – zespół zamkowy (XIII-XVII wiek). Pierwotnie był to zamek biskupi, w XV w. dwukrotnie zniszczony w czasie wojen husyckich, a następnie przebudowywany według panującej mody. Popularnością cieszą się tzw. końskie schody, wzniesione na polecenie chorego, poruszającego się na lektyce biskupa Filipa von Sinzendorf. Aktualnie w zamku mieści się hotel, w którym można organizować wesela i inne uroczystości oraz restauracja.

Niżej od zamku, zaraz przy schodach znajduje się pałac, zamek dolny wzniesiony na początku XVIII w. Aktualnie to siedziba Urzędu Miasta.

Zamek dolny

Jeśli mamy trochę więcej czasu można przejść się uliczkami miasta, charakteryzującymi się niską zabudową – średniowieczny układ urbanistyczny wpisany jest na listę zabytków. Ciekawą budowlą jest także tzw. Brama Wróbla.

Powiem, że to dla mnie zagadka: jak to możliwe, że 5-tysięczne miasto potrafi zadbać o wygląd rynku, a większe nie? Wiem, że wpływają na to inne czynniki, jak przemysł itp., ale…

Kopice i „Pałac na wodzie”

To jedno z cudeniek, które musicie zobaczyć z jednego powodu. Niedługo go po prostu nie będzie. Znajdujący się aktualnie w prywatnych rękach pałac słynnego śląskiego rodu Schaffgotschów pochodzących z Frankonii jest kompletnie zrujnowany. Tutejsza rezydencja została przebudowana w stylu klasycystycznym pod koniec XVIII stulecia. Nazywany „pałacem na wodzie” z powodu otoczenia trzema stawami, skrywa także historię lokalnego Kopciuszka. „Król cynku”, Karol Godulla szybko wzbogacił się ciężką pracą, niektórzy uważali go wręcz za pracoholika. Dla swojej firmy poświęcił całe życie, jednak z tego powodu nie udało mu się założyć rodziny; wiele osób się go bało, ponieważ był wyjątkowo ponurą osobą. Urzeczony pewnego dnia postawą córki służącej, półsieroty, Joasi która ofiarowała mu kwiaty zerwane na łące i powiedziała „Kocham Pana” w testamencie zapisał jej cały majątek. Później ożeniła się z przedstawicielem rodziny Schaffgotschów i tytułowała się Joanna Schaffgotsch von Schmoberg-Godulla. Zadbali oni o rezydencje, zaadaptowali park. W rękach rodziny rezydencja znajdowała się do 1945 r.

Niestety w 1958 r. pałac został podpalony, a następnie wielokrotnie grabiony. Później przechodził z rąk do rąk, jednak żaden z właścicieli nie zadbał o stan budowli, która traciła kolejne fragmenty. Dziś pałac jest już w zasadzie nie do uratowania. Można tylko sobie wyobrazić, jaką piękną scenerię tworzyłby z okolicznym stawem i parkiem. Niestety, chyba nie będzie dane nam już tego zobaczyć.

Dojazd do Kopic możliwy jest w zasadzie tylko samochodem. Parking bezpłatny znajduje się zaraz przed pałacem. Obiekt nie jest jednak udostępniany do zwiedzania i można go tylko zobaczyć sprzed bramy. Okoliczny las, który niegdyś był parkiem także należy do prywatnego właściciela, co dodatkowo utrudnia zobaczenie pałacu. Okolice są w stanie zdewastowanym, nie widać żadnych prac rekultywacyjnych.

Czy jest nadzieja?

Co mnie dziwi najbardziej, kiedy szukałam informacji na temat dwóch najbardziej interesujących mnie na początku miejscowości (Ząbkowic Śląskich i Paczkowa) to owszem znalazłam kilka blogów opisujących zabytki, które można tam zobaczyć. Jestem jednak w głębokim szoku, że na żadnym nie spotkałam się z rzetelną informacją typu „miasto wygląda jednak tak i tak…”, „zabytki są w takim stanie…” itd. Czy blogi podróżnicze piszemy tylko po to żeby wszystkim schlebiać? A może ja nie trafiłam po prostu na taki post? Albo jestem zbyt wymagająca?

Może ten post jest momentami surowy, ostry, może niesprawiedliwy. Możecie się ze mną nie zgadzać, możecie przyznać mi rację. Tym bardziej nie chciałam nikogo urazić swoimi komentarzami, nie chodzi także o to żeby zniechęcić Was do odwiedzenia jakiegoś miejsca. Chodzi mi o otwarcie oczu, bądźmy obserwatorami, wymagającymi obserwatorami. Chciałabym, aby każdy z Was czytając ten tekst zastanowił się nad dziedzictwem, które go otacza. To każdy z nas wybierając swoją życiową drogę, decydując o weekendowym celu wyjazdu, dokonując wyboru wrzucając karteczkę do urn (i nie chodzi mi o politykowanie, a wybór władz, które zadbają o miasto i widzą jego przyszłość!) wpływa na to jak wygląda Polska. Bez naszej refleksji i pracy nic się nie zmieni, a większość z miast, zabytków czy muzeów będzie wyglądało, jak niektóre z tych opisanych powyżej – szare, smutne i zapomniane.