Showing: 61 - 70 of 88 RESULTS

Pięć uroczych miasteczek w Niemczech. Moje propozycje na romantyczny weekend!

Niemcy usiane są zamkami i pałacami, w których mieszkali przedstawiciele arystokratycznych rodzin, małymi średniowiecznymi miasteczkami, twierdzami wznoszącymi się na wzgórzach czy przepięknymi parkami i ogrodami, po których spacerowały niegdyś damy ubrane w obszerne suknie. Nie bez powodu uważam więc, że Niemcy to jeden z najromantyczniejszych krajów (bardziej niż Włochy? 🤨). Bo niby dlaczego miałby znajdować się tam szlak najromantyczniejszych miejsc, na którym znajdują się liczne małe miasteczka, zamki i urocze zakątki?

Poniżej przedstawiam Wam mój krótki, autorski „szlak romantyczny” po Niemczech. Niektóre z tych miejscowości faktycznie znajdują się na prawdziwym Szlaku Romantycznym (Romantische Straße). Jeśli wybierzecie się w podróż do któregokolwiek z nich – nie zawiedziecie się i spędzicie tam wspaniały weekend we dwoje! Gwarantuje to!

Rothenburg ob der Tauber (Bawaria)

Rothenburg ob der Tauber w Bawarii, a dokładniej we Frankonii to zdecydowanie mój faworyt w tym rankingu. Wielu mogłoby pomyśleć, że to przereklamowane miasto, ja jednak jestem innego zdania. To miejsce w którym się zakochasz!

Każde miasto ma swoją legendę, a ta rothenburska mnie urzeka… Podobno w czasie wojny 30-letniej, w 1631 r. pod murami miasta stanęły oddziały hrabiego Johanna von Tilly. Ten obiecał, że jeśli ktoś w czasie trwania dzwonu ratuszowego wypije galon wina Rothenburg zostanie ocalony. Burmistrz Nush przyjął wyzwanie i wygrał zakład! Dzięki temu miasto nie ucierpiało w czasie jednej z najkrwawszych wojen epoki nowożytnej. W związku z legendą mieszkańcy co roku, w dniu Zielonych Świątek obchodzą „Święto Ratowania Miasta”.

Rothenburg ob der Tauber (lepiej zapisywać całą nazwę, ponieważ w Niemczech jest kilka innych Rothenburgów) to niewielkie miasteczko charakteryzujące się średniowieczną zabudową. Jedną z największych atrakcji są mury miejskie okalające całe stare miasto. Dzięki nim można także zobaczyć miejscowość z nieco innej perspektywy. Dodatkowo w Rothenburgu można odwiedzić najlepsze Średniowieczne Muzeum Kryminalne (Mittelalterliches Kriminalmuseum) w Niemczech, wejść na wieżę ratuszową i zobaczyć piękną panoramę miasta. Ogromną atrakcją jest także Muzeum Bożego Narodzenia (Weihnachtsmuseum), gdzie można nabyć ręcznie wykonane ozdoby choinkowe – naprawdę urocze! W Rothenburgu znajduje się także jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Niemczech, jeśli nie na świecie – Das Plönlein. Wystarczy spojrzeć na profil tego miejsca na TripAdvisor. Ogromną atrakcją jest także kościół św. Jakuba oraz pozostałości po starym zamku i tamtejsze ogrody, z których pięknie rozpościera się panorama na miasto.

Najważniejsze miejsca do zobaczenia w Rothenburg ob der Tauber to:

  • Marktplatz z ratuszem
  • Das Plönlein
  • Gerlachschmiede
  • Christkindlmarkt Kathe Wohlfahrt
  • mury miejskie z wieżami i bramami
  • Średniowieczne Muzeum Kryminalne
  • ruiny zamku
  • kościół św. Jakuba.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym mieście zapraszam do osobnego wpisu: Rothenburg ob der Tauber – na Romantycznym Szlaku (część pierwsza).

Goslar (Dolna Saksonia)

Miasteczko to odwiedziłam w czasie mojego 10-dniowego tour po Niemczech. W tym czasie zobaczyłam kilka urokliwych miejsc, jednak to Goslar na dłużej zapadł w mojej pamięci. Głównie dlatego, że wyróżniał się znaczenie od innych miasteczek niemieckich, które charakteryzowały się często kolorowymi, szachulcowymi kamienicami. Goslar jest za to w większości szary, co wiąże się z wykorzystaniem do dekoracji budynków kamienia, który wydobywany był w pobliskiej kopalni rud metali Rammelsberg (pracowała nieprzerwanie przez tysiąc lat!) wpisanej razem ze starym miastem w 1992 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Kaiserworth

Miasteczko zostało założone podobno w 922 r., a jego historia była mocno związana z pobliską kopalnią. Między innymi z tego powodu założono tu palatium cesarskie (Kaiserpfalz), które w kolejnych wiekach było rozbudowywane. Największy swój rozwój Goslar przeżywał w I połowie XVI w. Nie trwało to jednak długo, a czasy świetności przerwał konflikt prawny o kopalnie. Z powodu błędnej polityki książąt a także rozwoju handlu dalekomorskiego miasto zaczęło podupadać. W czasie II wojny światowej Goslar był ważnym miastem garnizonowym Wehrmachtu, później znajdował się w brytyjskiej strefie wpływów.

Goslar najlepiej zwiedza się spacerując po starówce. Największą atrakcją z pewnością jest piękny rynek, gdzie zobaczymy m.in. Hotel Kaiserworth założony w 1494 r., w którym mieściła się niegdyś gildia kupców, charakteryzujący się pomarańczową fasadą. Obok znajduje się XIII-wieczna fontanna, która symbolizuje status Goslar jako wolnego miasta. Kiedy pokręcimy się dłużej po starówce natrafimy sami na resztę piękniejszych jego zakątków, w tym kilka kościołów, Lohmühle (młyn) czy wspomniane palatium cesarskie. Do kopalni Rammelsberg najlepiej dojechać samochodem.

Palatium cesarskie (Kaiserpfalz)

Miejsca do zobaczenia w Goslar:

  • palatium cesarskie (Kaiserpfalz)
  • Marktplatz
  • Lohmühle
  • kopalnia Rammelsberg
  • mury miejskie
  • kamienice na starym mieście

Bamberg (Bawaria)

Bamberg to raj dla lubujących się w pięknych starówkach, ale także w piwie – znajdziemy tu bowiem przeszło 50 rodzajów tego złotego napoju.

Bamberg to miasto, do którego mam ogromny sentyment i uwielbiam tu wracać. Pierwsze wzmianki na jego temat pochodzą z X w. Podobnie, jak Rzym wznosi się na siedmiu wzgórzach. To tutaj w XVII w. rozegrał się dramat czarownic. Wyjątkowo okrutny biskup Johan Georg II skazał na stos dziesiątki kobiet i nakazał budowę więzienia dla „służebniczek diabła” – Drudenhaus. Co ciekawe budynek ten został rozebrany i teraz znajduje się tam zakon.

Innym wyjątkowym miejscem jest XIV-wieczny tzw. Ratusz Niezgody (Altes Rathaus). Dlaczego niezgody? Jak w wielu innych miastach tego okresu dochodziło do sporów między władzą świecką i duchowną. Kwintesencją kłótni jest Altes Rathaus i miejsce, w którym go wybudowano – nad rzeką. Było to, bowiem jedyne miejsce, które nie należało do roszczącego sobie prawa do wszelkich spraw biskupa. Dzięki temu powstał budynek UNIKATOWY W SKALI ŚWIATOWEJ. Wzniesiony jest na specjalnych palach wbitych w rzekę Regnitz, a część budynku wręcz wisi w powietrzu!

Ratusz Niezgody

Miasto posiada piękną starówkę, która w 1993 r. wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Warto także odwiedzić tzw. Małą Wenecję, archikatedrę św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim, romańskie opactwo benedyktyńskie, barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz), a także pobliski Altenburg.

Jeździec Bamberski
Widok na tzw. Małą Wenecję

Miejsca, które musisz zobaczyć w Bambergu:

  • Ratusz Niezgody
  • browary
  • Mała Wenecja
  • archikatedra św. Piotra i św. Jerzego ze słynnym Jeźdzcem Bamberskim
  • romańskie opactwo benedyktyńskie
  • barokowy pałac biskupi z XVIII w. (Neue Residenz)
  • Altenburg

Dinkelsbühl (Bawaria)

O ile kiedy odwiedzamy Rothenburg ob der Tauber mamy do czynienia z miastem w części odbudowanym (ale bardzo przyzwoicie!) po bombardowaniach w czasie II wojny światowej, to kiedy zajedziemy do pobliskiego Dinkelsbühl to stoi przed nami średniowieczny „oryginał”. Miasto cudem uniknęło zniszczenia, dzięki czemu jest jedyne w swoim rodzaju. Nie zostało też naruszone przez wcześniejszą wielką wojnę – wojnę 30-letnią (1618-1648).

Podobnie jak w przypadku innych wspomnianych miasteczek Dinkelsbühl najlepiej zwiedzać na piechotę spacerując alejkami pomiędzy kolorowymi kamieniczkami. Ja w czasie kilkugodzinnego pobytu przeszłam całe miasto dookoła jego średniowiecznymi murami, gdzie można zobaczyć 18 wież i 4 bramy.

Jednym z najważniejszych zabytków miasta jest kościół św. Jerzego, który powstał w II połowie XV w. Przy Weinmarkt znajdują się także przepiękne domy kupieckie; przede wszystkim warto zajrzeć do szczególnie bogato zdobionego Domu Niemieckiego. W Dinkensbühl z pewnością warto spróbować lokalnego wina i potraw. W centrum znajdziecie przynajmniej kilka restauracji z nagrodami od Michelina (nie chodzi tutaj o gwiazdki a o wyróżnienie). Są naprawdę świetne i nie tak drogie jakby mogło się wydawać. Szczególnie polecam Maiser’s Café i tamtejsze gnocchi.

Wörnitztor

Przede wszystkim odwiedzając Dinkelsbühl musisz zobaczyć:

  • mury miejskie z wieżami
  • kościół pw. św. Jerzego
  • barokowy pałac zakonu krzyżackiego z XVIII w.
  • starówkę z licznymi zabytkowymi kamienicami kupieckimi

Quedlinburg (Saksonia-Anhalt)

Quedlinburg to kolejne średniowieczne miasteczko (założone w 922 r.), które zapomniało o upływającym czasie. W 1992 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Quedlinburg słynie przede wszystkim z zawrotnej liczby 1400 zachowanych budynków szachulcowych! Niesamowite!

Sam spacer po Quedlinburgu dostarczy niezwykłych doznań dla Waszych zmysłów. Dominującą częścią miasta jest Marktplatz z ratuszem z 1320 r. Przed jego frontem stoi statua Rolanda z XV w. Zaraz za ratuszem znajduje się kościół św. Benedykta (1233). Niedaleko można natknąć się także na maleńką uliczkę Schuhhof, która przyciąga masę fotografów ze względu na swój urok. Warto pokręcić się po pięknych uliczkach, natkniecie się tutaj na kilka kościołów, piękne zaułki i uliczki czy urocze sklepiki i kawiarenki.

W Quedlinburgu znajdziecie także mega stylową kawiarnie Ruinenromantik mieszczącą się w starym, nie do końca kompletnym budynku, którą zapamiętam długo, długo! Jej namiary: Kornmarkt 3, 06484 Quedlinburg, Niemcy.

Ruinenromantik

Jedną z atrakcji w Quedlinburgu jest także tutejszy zamek o tej samej nazwie. Powstał na początku X w. a inicjatorem budowym był Henryk I. W środku mieści się muzeum, a z góry na której stoi budowla roztacza się piękny widok na miasto.

Zamek Quedlinburg

Miejsca, które musisz zobaczyć w Qudelinburgu:

  • kolegiata pw. św. Serwacego
  • kościół św. Wiperta
  • Kościół Mariacki
  • zabudowa szachulcowa
  • kamieniczki na starym mieście
  • Marktplatz z ratuszem
  • zamek Quedlinburg

Na romantycznym szlaku, ale inaczej!

Powyżej pokazałam Wam kilka moim zdaniem najpiękniejszych i najbardziej romantycznych niewielkich miasteczek w Niemczech. Mam nadzieję, że ten krótki ranking przypadł Wam do gustu i zakochacie się w tym kraju na nowo!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ, możesz także wesprzeć blog „stawiając mi kawę”! a MOŻE CHCESZ POLECIĆ INNE romantyczne MIASTECZKA EUROPY? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Colmar – mała, francuska Wenecja. Co zobaczyć w Colmarze?

Colmar był jednym z moich marzeń podróżniczych i udało mi się go odwiedzić w zasadzie bez wcześniejszych planów. W lutym przypadkiem znalazłam okazyjny lot Lufthansy do Strasburga i nie mogłam darować sobie tej jednodniowej wyprawy. 

Podobnie, jak pozostałe miasteczka Alzacji, Colmar przez wieki należał do księstw Rzeszy Niemieckiej. Dopiero pod koniec XVII w. tereny te trafiły do Francji. W XX stuleciu Colmar zmieniał kilkukrotnie swoją przynależność państwową, raz należał do Niemiec, raz do Francji. Dzięki temu, że przez wieki znajdował się na styku różnych kultur i narodowości spotykamy tutaj piękną, niepowtarzalną zabudowę miejską i architekturę.

Informacje praktyczne

Colmar leży we Francji, w regionie Alzacja, niedaleko niemiecko-francuskiej granicy. Ja podróżowałam tutaj z pobliskiego Strasburga, o którym możecie poczytać w poście: We Francji po niemiecku – Strasburg.

Do Colmaru przyjechałam autobusem Flixbus, można tutaj dojechać także koleją francuską jednak ta opcja była o wiele droższa, choć szybsza. Autobus startuje przeważnie z centrum Strasburga i zatrzymuje się zaraz przy dworcu kolejowym w Colmarze. Tam trochę ciężko zorientować się z którego przystanku będziemy wracać. Trzeba szukać tego z oznaczeniem Flixbusa w odpowiednim kierunku (charakterystyczna zielona plakietka). Stamtąd kilka minut dzieli nas już od centrum miasta. Warto ściągnąć sobie aplikację Flixbusa na telefon (dostępna na Android, jak i iPhone). Możemy w niej na bieżąco śledzić trasę naszego autobusu. Aplikacja jest przydatna nie tylko zagranicą 🙂

Historia Colmaru

Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą już z pierwszej połowy IX w. W średniowieczu uzyskało tytuł wolnego miasta w ramach Cesarstwa Rzymskiego. Dopiero za panowania Ludwika XIV, w 1697 r. Colmar znalazł się we władaniu Francji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, ze miasto najbardziej rozwijało się właśnie w tym czasie. Colmar jednak nie na długo pozostał pod władaniem francuskim i na mocy traktatu frankfurckiego podpisanego po wojnie prusko-francuskiej (1871-1918) powrócił do Niemiec. Niedługo potem, po podpisaniu kolejnego traktatu, tym razem wersalskiego, który zakończył I wojnę światową ponownie miasto znalazło się we władaniu Francji. W czasie II wojny światowej Colmar po raz kolejny został zdobyty przez Niemcy, jednak wyzwolono go 2 lutego 1945 r.

Co zobaczyć w Colmarze?

Najlepszy sposób zwiedzania Colmaru to z pewnością długi spacer pomiędzy kolorowymi kamieniczkami miasta. W ten sposób zobaczymy najważniejsze dzielnice tego urokliwego zakątka Francji. Kolejną metodą jest rejs łódką, dzięki której zwiedzimy Petite Venise z innej strony, ale o tym dokładniej poniżej.

Le quartier des Tanneurs  

Le quartier des Tanneurs, czyli Dzielnica Garbarzy charakteryzuje się wysokimi kamienicami o konstrukcji szkieletowej i szachulcowej. Większość z nich pochodzi z XVII i XVIII stulecia, i jak sama nazwa sugeruje zamieszkiwali je niegdyś garbarze wraz z rodzinami. Tutaj też suszyli oni swoje skóry, najczęściej na najwyższym piętrze kamienic. Ta dzielnica odzyskała swoje piękno po przeprowadzonych restauracjach budynków w latach 1968-1974. To prawdziwe centrum starego miasta w Colmarze. Tutaj znajdziecie masę kawiarni, restauracji, sklepików z pamiątkami itp.

Marché couvert i Quartier de la poissonnerie

Aby dostać się do największej atrakcji Colmaru musimy przejść przez inne równie urokliwe miejsce, czyli Quartier de la poissonnerie (Dzielnicę rybaków). Tutaj doskonale odczujemy już klimat Colmaru. Do dzielnicy jeszcze za moment wrócimy, chciałabym Wam jeszcze wspomnieć o jednym miejscu, które znajduje się zaraz obok, czyli Marché couvert. Przy tym XIX-wiecznym budynku kupcy targowali kwiatami, a z powodu jego położenia zaraz przy kanale robili to na zacumowanych łódkach. Aktualnie znajdziemy tam liczne lokalne sklepiki i restauracyjki, gdzie warto przysiąść i spróbować regionalnego wina lub przekąski. Ja zaopatrzyłam się w przepyszny ser pleśniowy!

Marché couvert

Wracając do Quartier de la poissonnerie, to przez wieki istniał tu cech rybaków o bardzo surowych prawach (nie można było np. łowić w święta czy w nocy). Warto wiedzieć, że w średniowieczu istniał zwyczaj, że rzemieślnicy pałający się tą samą profesją mieszkali przy jednej ulicy. Miejsce nad kanałem Lauch służyło do sprzedaży świeżo złowionych ryb. W 1709 r. większość budynków strawił niestety pożar. Władze miasta zadbały o wygląd dzielnicy w czasie renowacji, która miała miejsce w latach 70. i 80. XX w.

Co koniecznie zobaczyć w Colmarze? Petite Venise – „Mała Wenecja”

Największą atrakcji Colmaru jest niezaprzeczalnie Petite Venise, miejsce pełne uroczych kamieniczek pomiędzy, którymi przepływają kanały rzeki. Temu zagospodarowaniu zawdzięcza z pewnością także swoją nazwę. Aby zobaczyć ją z innej perspektywy można opłacić przejażdżkę łódką, co bardzo polecam, bo widoki są obłędne – sami zobaczcie na poniższych zdjęciach! Przejażdżka kosztuje ok. 10 euro od osoby.

Rejs łódką po Petite Venise wspominam bardzo miło! Rzadko decyduje się na takie atrakcje, pierwszy raz płynęłam statkiem po Menie w 2019 r. i oglądałam najważniejsze zabytki Frankfurtu. Później była łódeczka w Colmarze i stateczek w Strasburgu. Powiem szczerze, że spodobały mi się takie wypady, wszystko można zobaczyć z innej perspektywy. Następny będzie chyba rejs po Sekwanie w Paryżu!

Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki
Widok na Quartier de la poissonnerie z łódki

Kolorowe kamienice

We wszystkich wyżej wymienionych dzielnicach Colmaru napotkacie przepiękne, kolorowe kamienice, które są z pewnością jedną z największych walorów miasteczka. Warto przy niektórych zatrzymać się przynajmniej na chwilę i przyglądnąć się szczegółom.

Jedną z najatrakcyjniejszych kamienic w Colmarze jest La maison des Têtes, czyli Dom Głów. Został wybudowany w 1609 roku, a swoją nazwę zawdzięcza umieszczeniu na jego elewacjach 105 groteskowych masek. Na żywo wyglada o wiele lepiej niż na zdjęciu!

Jedną z najsłynniejszych kamienic w Colmarze jest Maison Pfister – burżuazyjny budynek wzniesiony w 1537 r. Jego właścicielem był Louis Scherer, który majątek zbił na kopalniach srebra. Ten renesansowy budynek wzorowany jest na średniowiecznej architekturze, która przepełniona jest różnorodną ikonografią, często związaną z postaciami ze Starego lub Nowego Testamentu czy portretami cesarzy.

Maison Pfister

Inną znaną kamienicą jest Koïfhus. Ta gotycko-renesansowa budowla powstała w 1480 roku i była centrum politycznego i biznesowego życia miasta. Parter budynku przez wieki używany był jako magazyn, market i urząd celny. Pierwsze piętro służyło do spotkań posłów Décapolu, federacji 10 miast alzackich utworzonej w 1534 roku. Dzisiaj odbywa się tam wiele manifestacji. Jest to także miejsce gdzie swoją aktywnością społeczno-kulturalną mogą wykazać się mieszkańcy.

Koïfhus

Kościół św. Marcina

Kościół św. Marcina, nazywany także katedrą, choć Colmar nigdy biskupstwem nie był, w obecnej formie ujrzał światło dzienne dzięki przebudowanie dawnej bazyliki romańskiego co miało miejsce w latach 1234-1365. Świątynia posiada jedną wieżę o wysokości 72 metrów, choć pierwotnie planowano postawienie dwóch. Wnętrze jest dość skromne, wiele elementów zostało zniszczonych w czasie Rewolucji Francuskiej.

Pamiątki

Colmar słynie z kilku typu pamiątek. Z pewnością warto tu zaopatrzyć się w lokalne wino, to jedno z najlepszych na świecie! Miasto słynie także z pierników wszelkiego rodzaju, jeśli więc jesteście fanami słodkości z pewnością znajdziecie tutaj coś dla siebie. Mają różne kształty i smaki, wybór jest ogromny! To także miły prezent dla bliskich.

Na każdym kroku spotkacie także podobiznę małej dziewczynki w specyficznej, ogromnej kokardzie. Ich autorem jest francuski malarz, rysownik Jean-Jacques Waltz, który używał pseudonimu Hansi. Tak też nazywa się charakterystyczną dziewczynkę.

Hansi

Co zjeść w Alzacji?

Jeśli nigdy nie byliście we Francji jest kilka podstawowych smaków, których koniecznie musicie spróbować! Oczywiście jednym z nich są tutejsze bagietki, ja zajadam się nimi tutaj każdego dnia, przeważnie pałaszuje je z serem pleśniowym, którego wybór jest tutaj ogromny! W Alzacji warto spróbować tego tutejszego Munster, choć każdy, który weźmiecie z półki będzie wyśmienity!

Oczywiście – wina! Jest ich naprawdę ogromny wybór, nie jest też strasznie drogie, choć to zależy od gatunku, rocznika itd. W przeciwieństwie do Polski we Francji smaczne wino kupicie już w granicy 3 euro (ok. 12 zł), czasem zdarzy się nawet taniej. Nie zbankrutujecie, więc na tym. W knajpach kieliszek wina kosztuje od 3,50 do 7 euro, czasem więcej zależy od restauracji. Będąc w Colmarze warto spróbować win Alzackich, to tutaj znajduje się bowiem ich szlak. Warto, więc sięgnąć do tych produkowanych w pobliskim Eguisheim czy Riquewihr.

Restauracje, a bardziej tawerny nazywane są tutaj winstube i to właśnie tam najlepiej zajść żeby skosztować pysznego, lokalnego jedzenia. Jednym z najpopularniejszych dań jest tarte flambée, w Niemczech znane jako flamkuchen – cienka pizza w stylu alzackim ze śmietanką, cebulą i boczkiem. Mamy tutaj do wyboru także inne kombinacje, z owocami morza, ślimakami, serami itd. Wyglądają pysznie!

Jako koneser wszelkiego rodzaju zapiekanek z ogromną przyjemnością skosztowałam Baeckeoffe. W dialekcie alzackim oznacza to po prostu piec piekarski. Pokrojone w plastry ziemniaki, cebulę, mięsa różnego rodzaju na noc marynuje się w tutejszym winie, a później zapieka w specjalnych glinianych naczyniach (możemy je kupić w każdy sklepie z pamiątkami). Tradycyjnie potrawa ta związana jest z zakazem używania ognia od piątkowej nocy, do wieczoru w sobotę. Np. ortodoksyjni luteranie zapiekali takie dania w piątek, a w sobotnie popołudnie było ono jeszcze ciepłe. Inna legenda mówi, że kobiety w Alzacji wykonywały pranie w poniedziałki, nie miały więc czasu, aby przygotować wtedy obiad. W związku z tym z rana wstawiały potrawę do piekarnika i szły zająć się swoimi obowiązkami.

Tradycyjny Baeckeoffe z bagietką i winem!

Zdecydowanie uwielbiam małe, urokliwe miasteczka po których można krążyć godzinami i odkrywać szczególiki, które tworzą piękną mozaikę. To właśnie takie szczegóły zapadają w pamięci i w sercu na zawsze. Colmar zapamiętam do końca życia, a może jeszcze uda mi się tam wrócić!

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION
Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! UWAGA! W zamian za największą otrzymasz przewodnik po 10 wybranych przeze mnie zamkach i pałacach Europy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Paksos i Antipaksos – greckie Karaiby? Jednodniowa wycieczka.

W czasie dwutygodniowego pobytu w hotelu na Korfu w pakiecie all inclusive oczywiście nie mogłam usiedzieć na miejscu i delektować się jedynie widokiem z basenu na pobliską plaże Agios Georgios. Poza wypożyczeniem samochodu (o tym co zwiedziłam opowiem Wam w innym poście) zdecydowałam się na jednodniowy zorganizowany rejs na tzw. „Greckie Karaiby”, wyspy bogaczy, czyli Paksos i Antipaksos.

Paksos i Antipaksos to dwie niewielkie wysepki na Morzu Jońskim niedaleko wyspy Korfu. Każda z nich posiada własne mity i historie, o których możemy dowiedzieć się w czasie spacerów. Dodatkowo na wysepkach rozsiane zostały piękne plaże, niebieskie groty, gaje oliwne oraz maleńkie porty rybackie. To wszystko tworzy z Paksos i Antipaksos kolorową mozaikę dla naszych oczu.

Organizacja wycieczki

Wybraliśmy wycieczkę organizowaną przez biuro podróży (Itaka), u którego wykupiliśmy także pobyt w hotelu. Koszt wynosił 40 euro od osoby. Była to dla nas najwygodniejsza opcja, ponieważ w Agios Georgios w tym czasie otwarte było tylko jedno biuro podróży, a do Kerkyry ciężko było się dostać jeśli nie posiadało się wynajętego samochodu (taksówka jest droga, a zielone busy jeździły bardzo rzadko). W ramach opłaty uwzględniony był transport z hotelu do portu w Korfu (tam i powrót) oraz rejs statkiem i przewodnik. W cenie nie było żadnego wyżywienia ani napojów. Uważam to za dużą wadę, ponieważ na pokładzie nie można było kupić niczego konkretnego do jedzenia, tylko chipsy, paluszki itp. Warto wtedy wziąć zapas jedzenia ze sobą (ewentualnie zamówić jakiś lunchbox w hotelu) zwłaszcza jeśli podróżujemy z dziećmi. Zanim dopłyniemy do Paksos (gdzie ceny w restauracjach są wyższe niż na Corfu) minie bowiem około 3-4 godzin, więc na pewno zgłodniejecie.

Zorganizowane wycieczki odbywały się w środy i piątki. Celowo wybraliśmy piątek, ponieważ w sobotę zmieniał się turnus, więc mało kto decydował się na długą wycieczkę dzień przed powrotem do domu. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ uczestnicy wycieczki w środę opowiadali nam o tłoku i przeładowanym turystami statku, mimo wprowadzenia licznych ograniczeń i kontroli przez greckie władze w związku z koronawirusem! Zero przyjemności z podróży, niektórzy spali i siedzieli nawet na podłodze. W naszym przypadku na statku było można powiedzieć „luźno”. Dla każdego znalazło się miejsce na pokładzie a nawet w jego klimatyzowanej części.

Wycieczka, start!

Autobus przyjechał po nas pod hotel około godziny 8.00. Wszyscy zgrabnie się uwinęli i jako pierwsza grupa dojechaliśmy do portu w Korfu (podróż trwa godzinę). Dzięki temu udało nam się zająć strategiczne miejsce na pokładzie statku, z którego roztaczały się piękne widoki na okolice. Poranek był bardzo rześki, słońce nie raziło jeszcze zbyt mocno, więc był to doskonały wybór. W drodze powrotnej było już tak gorąco (ponad 40 stopni w cieniui!), że siedzenie na pokładzie zewnętrznym było koszmarem nie przyjemnością.

Statek wypłynął z portu około godziny 10 i wtedy ukazał mi się malowniczy widok na Kerkyrę! Miasto z piętrzącymi się twierdzami możecie zobaczyć tylko z perspektywy statku!

Widok na Kerkyrę ze statku
Widok na twierdzę w Kerkyrze

Antipaksos i iście karaibska woda!

Pierwszy przystanek wycieczki to Antipaksos. Rejs w to miejsce trwał około 2 godziny. Ten czas upłynął nam na szukaniu delfinów (kilka udało się zobaczyć), ale przede wszystkim zachwycił mnie żółw morski! Strasznie żałuje, że nie miałam wtedy w ręce aparatu, bo nie wiem czy podobna sytuacja mi się przytrafi!

Wracają do jednej z plaż na Anitpaksos przy której zacumował nasz statek to muszę stwierdzić, że była jedną z piękniejszych jakie widziałam w życiu! Zejście do wody było możliwe tylko rufą statku, można było zejść po drabinie, która była wyjątkowo trefna! Strasznie wbijała się w stopy, niektórzy nawet z niej spadali! Inna możliwość to skok do wody. Tą opcje wybierało większość osób. W przypadku, gdy przy Agios Georgios woda była dość chłodna, to przy Antipaksos była przyjemnie ciepła! Aż nie chciało się z niej wychodzić zwłaszcza, że temperatura powietrza była już wyższa niż o poranku. Postanowiłam popłynąć na plażę, która usiana była charakterystycznymi, dużymi, białymi kamieniami. Także dno pokryte było białą glinką o bardzo dziwnym zapachu, którą niektóre panie smarowały się po twarzy. Obok plaży znajdują się także skałki, po których można chodzić, choć polecam wzięcie ze sobą specjalnego obuwia do pływania, ponieważ są one dość ostre a niektórzy widzieli tam jeżowce.

Czas na pływanie wyniósł ok. 40 minut a nie tak jak było w planie wycieczki 1,5 godziny. To zdecydowanie za mało zwłaszcza, że była to pierwsza i ostatnia kąpiel przewidziana w czasie wycieczki. Po wejściu na statek ruszyliśmy w dalszy rejs.

Blue Caves i małe rozczarowanie

Niecałą godzinę płynęliśmy do następnej atrakcji, którą były niebieskie jaskinie (Blue Caves). Jedną jaskinię tego typu udało mi się już zobaczyć w Chorwacji na wyspie Cres, w związku z tym miałam pewne oczekiwania co do tego miejsca. Słyszałam także masę pozytywnych opinii o Blue Caves od osób, które na wycieczce były wcześniej. I tu niestety nastąpiło moje rozczarowanie. Po pierwsze na zdjęciach, kiedy promują wycieczkę wydaje się że statek w całości wpływa w jaskinie. Niestety tak nie jest, ledwo wchodzi tam jego kadłub, po prostu jest za duży. Po drugie, zanim zobaczyłam niebieskie refleksy na ścianach jaskini minęło kilka dobrych minut. Nie są one bowiem tak wyraźne jakbyśmy chcieli, zapewne zależy to także odp org dnia i nasłonecznienia. Statek rejsowy jest zbyt duży, aby w pełni zobaczyć to co oferują Blue Caves na Paksos. Może gdyby pozwolono nam tam też popływać samodzielnie to wrażenie byłoby lepsze, bo okolica jest naprawdę piękna!

Paksos – wyspa bogaczy i port Gaios

Ostatnim punktem wycieczki było Paksos, do której płynęliśmy kolejną godzinę. Nazwa wyspy pochodzi od imienia ucznia Apostoła Pawła, który nawracał na chrześcijaństwo tutejszych mieszkańców. Zmarł on na Paksos i tu też został pochowany.

Mit głosi, że Korfu, Paksos i Antipaksos były kiedyś jedną wyspą. Posejdon, który chciał spędzać w oddali czas ze swoją kochanką Amfirytą uderzył w północną część Korfu trójzębem, a wysepki oderwały się. Tym samym stworzył cichy zakątek dla zakochanej pary. Mówi się nawet, że uderzenie było tak mocne, że bóg utracił swój trójząb.

Na zwiedzanie portu w Gaios, który jest stolicą obu wysepek mieliśmy około 2 godzin. Udało nam się wtedy zjeść coś smacznego w jednej z kilkunastu restauracji – szczególnie polecam różnego rodzaju owoce morza, których jest tutaj masa! Należy jednak liczyć się z faktem, że na Paksos wszystko jest nieco droższe niż na Korfu czy na kontynencie. Wiąże się to z koniecznością dowiezienia wszystkich produktów na wyspę, co zwiększa koszty. Po obiedzie mieliśmy jeszcze czas pospacerować po naprawdę niewielkiej miejscowości, choć nie było to zbyt przyjemne po całym dniu na łódce i w ponad 40 stopniowym upale. Na pierwszy rzut oka widać, że Gaios utrzymuje się głównie z turystyki, na mieście spotkamy bowiem masę restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami. Ogólnie odniosłam wrażenie, że jest ono troszkę „przereklamowane”, a wycieczka nie była tak satysfakcjonująca jak tego oczekiwałam i jak podkreślano w ofercie sprzedaży. Być może gdybym mogła spędzić na wyspie więcej czasu, poznać jej „zakamarki”, a nie tylko port w Gaios to może odniosłabym inne wrażenie. Paksos jest przyjemne, ale na moje oko to niestety nic wyjątkowego (poza piękną turkusową wodą!).

Port w Gaios oblegany jest przez koty! Spotkacie je na każdym kroku, a zwłaszcza w pobliżu restauracji, gdzie na piękne oczęta próbują ugrać trochę owoców morza!

Po zwiedzeniu Gaios udaliśmy się z powrotem na statek około godziny 17. Rejs powrotny trwał ponad 2 godziny, jazda autobusem z portu w Korfu do Agios Georgios kolejną godzinę. Na miejscu byliśmy po 20. Wieczorna kąpiel w hotelowym basenie po całodniowej wycieczce była jak najbardziej wskazana! Woda w basenie nigdy nie była tak przyjemna!

W porcie w Gaios można zaopatrzyć się także w lokalne produkty. Najlepiej zabrać ze sobą do domu oliwę (nalewaną z beczek!) oraz miód

Podsumowując nie mogę powiedzieć, że wycieczka na Paksos i Antipaksos mnie usatysfakcjonowała. I nie chodzi mi tutaj o upał (zdaje sobie sprawę, że w sierpniu w Grecji może być gorąco), ale o fakt spędzenia połowy dnia (ponad 5 godzin) w podróży. W końcu 40 euro za osobę bez wyżywienia to nie niska cena, a oglądanie przez 50% czasu wnętrza autobusu czy statku (ile godzin można patrzeć na morze w 40 stopniach w cieniu!) nie można uznać za udaną wyprawę. Jeśli więc planujecie wycieczkę do Paksos i Antipaksos sprawdźcie dokładnie jaki jest plan wycieczki i ile godzin spędzicie w samej podróży do danych miejsc. W tej którą ja wybrałam z pewnością brakowało jeszcze choć jednej kąpieli. Choć to oczywiście tylko moja subiektywna ocena, wiem, że niektórym taka forma wycieczki przypadła do gustu. Z pewnością największym walorem tej wyprawy były piękne widoki na wybrzeża Korfu, Paksos i Antipaksos a także szansa zobaczenia delfinów, a nawet żółwia! Port w Gaios nie powalił mnie na kolana, jednak zobaczenie małej greckiej wioski uważam za ciekawe doświadczenie. Szkoda, że jest już ona tak bardzo nastawiona na przyjęcie turystów i brak tu zwykłego, codziennego życia mieszkańców.

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Z czym kojarzy Wam się Londyn? Z szarym, betonowym miastem? Big Benem górującym nad centrum miasta? A może z angielską królową, Kate Middleton i Megan Merkle? Bez wątpienia są to elementy, które mogą się kojarzyć ze stolicą Wielkiej Brytanii, jednak nie tworzą jego kwintesencji! Londyn uważam za miasto pełne kontrastów, zaskakujące na każdym kroku, kolorowe, wielokulturowe, inspirujące, pędzące do przodu… mogłabym tak wymieniać długo! Co ważne w kontekście tego posta, Londyn z pewnością jest bardzo fotogeniczny a miejsca do zrobienia sobie idealnego zdjęcia spotkamy na każdym kroku! Poniżej przedstawiam Wam najlepsze (moim zdaniem) miejsca do wykonania iście instagramowej fotki!

Big Ben

Do Londynu jeżdżę co roku od 2015 r. (czasem udaje mi się tam być nawet kilka razy w roku!). W tym czasie udało mi się jeszcze zobaczyć Big Ben w pełnej krasie, później rozpoczął się jego remont, który trwa do dziś. Musicie mi więc wybaczyć mało „instagramowe” zdjęcie centrum Londynu, choć chyba nie jest aż takie złe? Mi się nawet podoba! Big Ben to z pewnością pierwsze miejsce, które powinniśmy odwiedzić w stolicy Wielkiej Brytanii i zrobić sobie z nim fotkę.

Metro: Westminster

Westminster Abbey

Nieopodal parlamentu i Big Bena znajduje się kolejne must see, a zarazem bardzo fotograficzne miejsce w Londynie. Z pewnością słyszeliście o majestatycznej Westminster Abbey! To jedna z najważniejszych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii, a od 1066 r. miejsce koronowania władców państwa. Od XIII w. to tu spoczywają ciała monarchów, a także najbardziej zasłużonych dla kraju osób.

Metro: Westminster, St. James’s Park

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

China Town

China Town to jedna z najpopularniejszych dzielnic w Londynie. Masy turystów przychodzą tutaj rozkoszować się chińskimi dekoracjami a przede wszystkim jedzeniem! Co prawda nie jest ona zbyt duża (to zaledwie dwie większe uliczki), jednak wykonanie ciekawego, kolorowego zdjęcia jest to jak najbardziej do wykonania! A jak już jakieś zrobicie to możecie pójść spróbować czegoś smacznego do jednej ze 100 chińskich restauracji!

Metro: Leister Square

Najbardziej instagramowe miejsca w Londynie

Pałac Buckingham

Pałac Buckingham to prawdziwy symbol Wielkiej Brytanii. To tu po śmierci księżnej Diany Brytyjczycy składali wieńce. W tym czasie Elżbieta II wprowadziła nowy zwyczaj. W czasie gdy pojechała na pogrzeb księżnej nakazała ściągnięcie sztandaru królewskiego a na jego miejsce podniesiono flagę brytyjską Union Jack. Od tamtego momentu kiedy umiera członek rodziny królewskiej Union Jack wiesza się do połowy masztu.

Metro: Green Park, St. James’s Park

Notting Hill

Notting Hill to kolejna bardzo popularna dzielnica Londynu, rozreklamowana przede wszystkim przez kultowy film romantyczny o tej samej nazwie. Aż dziwne, że po kilkukrotnych wizytach w tym mieście zawitałam tu pierwszy raz dopiero w 2020 roku! Dzielnica słynie z wielu kawiarenek a przede wszystkim z targu ze starociami. Jeśli odwiedzicie Londyn koniecznie zajrzyjcie tu pooglądać kolorowe kamienice. To podobno także jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w mieście ☺️

Metro: Nothing Hill Gate lub Ladbroke Grove

Tower Bridge

Tower Bridge bez wątpienia to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Londynu. Powstał w II połowie XIX w. (budowę ukończono w 1894 r.) i wybudowano go w stylu wiktoriańskim. Nie wielu wie, że pierwotnie miał on inne kolory niż teraz! Na biało-niebieskiego przemalowano go dopiero w 2010 roku. Pierwotnie był beżowy, później w 25 rocznice koronowania Elżbiety II (1977) pomalowano go na kolory biały, niebieski i czerwony. Z pewnością warto zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie!

Metro: Tower Hill

St. Paul Catherdal i Millenium Bridge

Katedra św. Pawła to jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyni anglikańskich w Wielkiej Brytanii. To także jeden z symboli miasta i odwiedzając Londyn musicie zobaczyć ten kościół. Jest kilka punktów, z których wykonuje się najlepsze zdjęcia, jednym z nich jest Millenium Bridge. Budowę katedry ukończono w 1710 r., zaś otwarcie mostu miało miejsce w 2000 r. Później go jednak zamknięto z powodu zbyt dużych wibracji, gdy przebywało na nim za wiele osób. Ponownie otworzono go dwa lata później.

Metro: St. Paul’s

Widok na St. Paul Cathedral z Millenium Bridge

Covent Garden

Covent Garden to jedna z najmodniejszych londyńskich dzielnic. Wystarczy przejść się po niej przez kilka minut a poczujemy jej ducha. Masa tu sklepów, restauracji i uroczych kawiarenek. Po shoppingu można odpocząć w jednym z wielu klimatycznych pubów. Najwięcej turystów przyciąga jednak tamtejszy market, gdziem można zaopatrzyć się w różnego rodzaju bibeloty. Bez wątpienia wykonacie tu masę pięknych zdjeć!

Metro: Covent Garden

Jedna z kawiarni na Covent Garden
Market
Jeden z pubów na Covent Garden

Neal’s Yard

Nieopodal Covent Garden (zaledwie kilka minut spacerem) znajduje się uroczy zakątek – Neal’s Yard. To obowiązkowe miejsce dla osób lubujących się w kolorowych kamieniczkach! Nazwę wystarczy wprowadzić w Google Maps i dojdziecie tam bez problemu. Na miejscu można przekąsić coś niewielkiego albo wypić kieliszek wina. Warto spojrzeć także dokładniej na ściany budynków, można znaleźć tam piękne graffiti.

Metro: Covent Garden

Carnaby Street

Carnaby Street znajduje się nieopodal jednej z największych shoppingowych ulic Londynu, Regent Street. Na piechotę dojdziemy tutaj także spokojnie z China Town. Może ulica nie przykuwa tak uwagi, jak Neal’s Yard i nie jest tak kolorowa jak chińska dzielnica, ale warto po niej pospacerować i wykonać kilka ciekawych ujęć wśród kolorowych sklepów i kawiarni. Uwaga! Popatrzcie też w górę, wiszą tam liczne ozdoby!

Metro: Oxford Circus, Picadilly Circus

Trafalgar Square i National Gallery

Trafalgar Square przyciąga masę turystów czego przyczyną jest z pewnością znajdująca się tam wielka Kolumna Nelsona otoczona czterema lwami, upamiętniająca zwycięstwo Anglików w bitwie morskiej pod Trafalgarem w 1805 r. Tutaj też znajduje się jedna z największych galerii sztuki na świecie – National Gallery (wstęp bezpłatny). W środku powalą nas na kolana jednak nie tylko obrazy, a samo wnętrze!

Metro: Charing Cross

Słynne lwy na Trafalgar Square
National Gallery
National Gallery
Sala Yves Saint Laurent w National Gallery

Kew Gardens

Ogrody Królewskie (a w zasadzie Royal Botanic Gardens) to wymarzona sceneria do zdjęć! Znajdziemy tu roślinność z całego świata, która umieszczona jest w przepięknych szklarniach. Nie brakuje także angielskich kamienic, z którymi można wykonać ładne zdjęcie. W Kew Gardens z pewnością spędzicie cały dzień i odpoczniecie w okolicznościach zieleni. Ogrody od 2003 r. znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Metro: Kew Gardens

Camden Town

Camden Town słynie z kontrkulturowej oazy, masy targów z modą i pysznego jedzenia. To miejsce przyciąga masy turystów, młodzieży i punków, ale każdy z nas znajdzie coś dla siebie na masie straganów i sklepów. Napotkacie tu zawsze masę turystów.

Metro: Camden Town

Punkt widokowy na wzgórzu w Greenwich

Spacerując po Parku w Greenwich koniecznie trzeba wspiąć się na tamtejsze wzgórze! Rozpościera się tam imponująca panorama na Londyn. Z tego miejsca możemy zobaczyć większość wieżowców City of London. Punkt widokowy jest oczywiście darmowy!

Metro: North Greenwich

Horse Guard i Horse Guard Parade

Jako miłośniczka koni i jazdy konnej nie mogłabym nie wspomnieć o tym miejscu! Horse Guard Parade to duży plac znajdujący się obok St. James’s Park. To tu, co roku odbywa się ceremonia Trooping the Colour (po polsku zwana „Paradą na cześć urodzin Królowej”). W jej czasie królowa dokonuje przeglądu wojsk a następnie ma miejsce parada. Zaraz obok, za bramą znajduje się Horse Guard, budynek, w którym mieści się teraz Household Cavalry Museum. Nie on sam jest jednak największą atrakcją a konie stojące zaraz przed wejściem. Można wykonać sobie z nimi zdjęcie. Tylko uwaga – gryzą!

Metro: Embankment, Charing Cross, St. James’s Park

O Richmond możesz przeczytać więcej tutaj: Richmond upon Thames – moja ulubiona dzielnica Londynu

Richmond upon Thames

Richmond upon Thames to jedna z moich ulubionych dzielnic Londynu! Zapewne jest to spowodowane faktem, że to właśnie tu wylądowałam w hotelu w czasie mojej pierwszej podróży do stolicy Wielkiej Brytanii na dłużej. Richmond niczym nie przypomina centrum miasta, panuje tu spokój, a okolica jest prawdziwie urokliwa. Najbardziej lubię odpoczywać nad Tamizą w jednym z tutejszych pubów.

Metro: Richmond

Mam nadzieje, że dzięki powyższym zdjęciom przestaniecie uważać Londyn za szare i ponure miasto! Co prawda na pierwszy rzut oka takie właśnie może się wydawać. Z drugiej strony to ogromna radość szukać powyższych miejsc (a może znacie jeszcze jakieś inne?) w zakamarkach tego ogromnego miasta. W Londynie byłam już kilka razy, ale za każdym razem zaskakuje mnie na nowo! Tego także życzę Wam w czasie odkrywania tej metropolii kontrastów!

JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ WPIS ZOSTAW SERDUSZKO LUB KOMENTARZ! A może znasz inne fotogeniczne miejsca w Londynie? PODZIEL SIĘ SWOIMI WRAŻENIAMI W KOMENTARZACH!
A jeżeli blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Najpiękniejsze plaże na Korfu

Grecja jest bardzo popularnym celem turystycznym wśród Polaków, choć nie tylko. Korfu, które udało mi się niedawno odwiedzić zajęło podobno 4 miejsce wśród najpopularniejszych destynacji właśnie tego kraju. Do Grecji jedziemy głównie „złapać słońce” i opaleniznę. Miło jednak wykąpać się w ładnym otoczeniu. Dlatego stworzyłam mały ranking najpiękniejszych moim zdaniem plaż na Korfu. Wszystkie z nich znajdują się w najpopularniejszej części wyspy, czyli północnym-wschodzie. Do większości z nich dojedziecie samochodem lub komunikacją miejską, w innym przypadkach znajdziecie dokładną informację poniżej.

Sidari i Canal D’Amour

Legenda głosi, że jeśli jesteś singlem i szukasz miłości to powinieneś pojechać do Sidari i Canal D’Amour (Kanału Miłości). Po kąpieli na tamtejszej plaży szybko znajdziesz drugą połówkę! Mówi się także, że pary powinny zakosztować kąpieli w niebieskich wodach, a to zapewni im szczęśliwy związek do końca życia!

Nie zrażajcie się kolorem wody na zdjęciu! Wykonane zostało po sporej burzy, a woda musiała się uspokoić! Normalnie jest bardziej „turkusowo”

A jeśli to nie zachęca Was do odwiedzenia Canal D’Amour to może zrobi to sam widok na jedyne w swoim rodzaju przesmyki i klify ukształtowane przez naturę, a wypełnione krystalicznie niebieską wodą. Sidari to także jeden z najpopularniejszych kurortów na Korfu, więc znajdziecie tu masę sklepików i restauracyjek, gdzie po kąpieli można spędzić ciekawie czas. Możemy tu dojechać samochodem, autobusem ze stolicy wyspy czy zamówić sobie łódkę lub taxi boat z pobliskich miejscowości.

Porto Timoni

Porto Timoni, znana także jako podwójna zatoka czy zatoka piratów to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych plaż na Korfu. Zarówno odpoczynek na niej, jak i wspinaczka, aby zobaczyć ją z góry daje dużą satysfakcję. Tak jak wspomniałam plaża składa się z dwóch zatok, więc w trakcie pobytu możemy skorzystać z obu możliwości!

Możemy się tutaj dostać na kilka sposobów. Jeden z nich to dojście na piechotę z pobliskiej miejscowości Agios Georgios. Podobno przy dobrej kondycji trwa to ok. 1,5 godziny. Droga powrotna pewnie dłużej. Inna ewentualność to podjechanie samochodem do miejscowości znajdującej się na pobliskim szczycie – Afionas. Stamtąd w około 30 minut dojdziemy do plaży. Droga nie jest jednak najprostsza, dużo tam kamieni i nierówności, do tego prowadzi nad urwiskiem. W drodze powrotnej trzeba się trochę powspinać, dlatego nie polecam dla wszystkich tej możliwości, zwłaszcza dla rodzin z małymi dziećmi czy osobom starszym. Warto też wziąć dobre buty. Co prawda widziałam tam osoby wspinające się w japonkach, ja jednak nie polecam takiej ewentualności!

Najłatwiej podpłynąć jednak do plaż wypożyczoną łódką (od 50 do 100 euro za dzień za najmniejszą łódkę) lub wziąć taxi boat z Agios Georgios (15 euro za osobę w przypadku dwóch osób, im większa grupa tym taniej). W przypadku taxi boat umawiamy się z panem, o której ma po nas wrócić. Możemy także przedzwonić, aby podpłynął wcześniej.

Wybierając się na plażę pamiętajcie o parasolu przeciwsłonecznym i dużej ilości wody oraz jedzeniu. Plaża nie jest bowiem zagospodarowana pod kątem turystycznym.

PODOBA CI SIĘ WPIS? UWAŻASZ, ŻE TO CO ROBIĘ JEST POŻYTECZNE I CI POMAGA? MOŻESZ ZOSTAĆ MOIM PATRONEM, ABYM MOGŁA SKUTECZNIEJ ROZWIJAĆ SWOJĄ DZIAŁALNOŚĆ W INTERNECIE! WIĘCEJ INFORMACJI ZNAJDZIESZ W ZAKŁADCE PATRONITE ALBO POD LINKIEM: HTTPS://PATRONITE.PL/HISTRAVEL/DESCRIPTION

Paleokastritsa – Agios Spiridon i Ampelaki Beach

W Paleokastritsa znajdują się najsłynniejsze na Korfu zatoczki z urokliwymi płazami piaszczysto-kamiennymi. W zasadzie każda z nich gwarantuje nam miłe spędzony czas, ale ja upatrzyłam sobie szczególnie dwie z nich. Pierwsza to Agios Spirydon Beach, jedna z najbardziej rozwiniętych pod kątem gastronomicznym w tym rejonie. Po przejściu przez ulicę wejdziecie już na Ampelaki Beach. Obok znajdziecie masę sklepików, kawiarni i restauracji, duży parking. Na miejscu można także wynająć leżaki. Plaża jest wyjątkowo malowniczo położona pomiędzy wzniesieniami i skałami. Do tego, stosunkowo nieduża. Niestety powoduje to, że Ampelaki Beach jest oblężona przez turystów. Mimo to warto jednak zajechać tutaj chociaż na chwilę.

Paleokastritsa – Agia Triada Beach

Agia Triada to zdecydowanie moja ulubiona plaża na Korfu. Z zatoczek Paleokastritsy jest największa i bardzo dobrze przygotowana dla turystów. Można tutaj wynająć leżaki i zjeść coś smacznego w moim ulubionym beach barze – Akron Beach Bar. Tutaj jadłam najlepszy makaron z pesto, cukinia i rukolą (11 euro). To świetne, lekkie danie idealne na ciepłą pogodę, która w Grecji panuje latem! Polecam także leżaki tej knajpy – są mega wygodne!

Acharavi

Plaża Acharavi znajduje się w niedużej odległości od Sidari i Kiassopi (ok. 10 km). W wolnej chwili warto tu zajęciach i delektować się obszerną, żwirowo-piaszczystą plażą. W wielu miejscach woda jest długo płytka, dlatego jest idealna dla rodzin z dziećmi. Można tu także wynająć leżaki i parasole oraz zjeść coś w beach barach. Obok znajdują się też sklepiki i restauracje, więc z pewnością nie będziecie się nudzić. Kurort ciągle się rozwija, aby przyciągnąć rzesze turystów.

Agios Spiridon – północno-wschodnia część wyspy

To według mnie najprzyjemniejszy wybór dla rodzin z małymi dziećmi, które uwielbiają piaszczyste plaże. I to faktycznej w odróżnieniu np. od Agios Georgios delikatny piaseczek a nie mały żwirek. Do tego Agios Spirydon ma naprawdę bardzo delikatnie zejście do morza. Idziemy i idziemy a woda ciagle sięga do połowy łydki, ewentualnie kolan. Wokół nie znajdziemy jednak żadnych sklepów czy stoisk z jedzeniem dlatego całe zaopatrzenie warto zabrać ze sobą. Nie ma tutaj także możliwości wynajęcia leżaków czy parasola.

TIP: W czasie pobytu na plażach na północy wyspy, w tym Sidari, Acharavi, Kassiopi czy Agios Spirydon warto zablokować w telefonie funkcję automatycznego wyboru sieci. Niedaleko znajduje się Albania (poza UE), która ma strasznie silne nadajniki i telefony zmieniają sieć na dodatkowo płatną! Lepiej więc przed wyjazdem wybrać ręcznie najsilniejszą sieć grecką.

Agios Georgios

Plaża w Agios Georgios odznaczona została niebieską flagą przez EEC. Szczególnie podkreśla się jej piękny, złoty piasek oraz przeźroczystą wodę. Plaża jest także ogromna, bo ciągnie się na 5 km, a także wyjątkowo pięknie usytuowana wśród pobliskich wzgórzy. Znajdziemy tutaj także kilka restauracji, tawerny, kawiarnie oraz miejsca do wynajęcia leżaków z parasolami czy łódek. Woda niestety przeważnie jest chłodniejsza niż w pozostałych częściach wyspy!

Kassiopi – Bataria Beach

Bardzo chciałam poleżeć chwile na tej plaży jednak nie było mi to dane, ponieważ obok znajduje się bardzo mały parking, a żadnego innego nie było w pobliżu. W związku z tym nie udało mi się także zrobić własnego zdjęcia, ale podrzucam Wam jedno z ładniejszych, które znalazłam w necie! W opinii wielu to jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie. Pamiętajcie jednak żeby przyjechać wcześnie rano by znaleźć miejsce parkingowe!

Mam nadzieje, że to krótkie podsumowanie pomoże Wam w wyborze najpiękniejszej plaży na Korfu! Warto zwrócić na to uwagę kiedy szukamy hotelu czy ośrodka noclegowego, gdzie planujemy spędzić wakacje. Moim zdaniem, najprzyjemniejsze są zatoczki Paleokastritsa, ale decyzja należy do Was! Na koniec podrzucam Wam mapkę z powyższymi plażami – miłego wypoczynku!

[googlemaps https://www.google.com/maps/d/u/0/embed?mid=1BAwAz6S52xu6lfJqbAEqMd47uyX8JKio&w=640&h=480]
Jeśli podobał Ci się wpis, a blog przypadł Ci do gustu to możesz pomóc w jego rozwoju. Z góry dziękuje!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Co zobaczyć w Saksonii? Pałac Moritzburg – barokowa perła Saksonii

Pobliska Saksonia skrywa przed nami wiele sekretów. Większości z nas kojarzy się jeszcze z dawnym NRD, jednak i wschodnia cześć Niemiec prze szybko do przodu i prężnie się rozwija. Dzięki temu mamy dostęp do coraz większej liczby pięknych miasteczek, zamków i wyjątkowej przyrody. „Saksonia na weekend” to już coraz popularniejsze hasło zwłaszcza wśród zachodnich województw Polski. Jeśli myślicie o szybkim wypadzie do naszych sąsiadów to pierwszym z Waszych celów może być tzw. pałac na wodzie w Moritzburgu – dawna rezydencja króla polskiego, a zarazem elektora saskiego – Augusta II Sasa.

Pałac Moritzburg już na zdjęciach wygląda imponująco, a szyku dodają mu znajdujące się wokół jeziora. Kiedy zawitałam do Moritzburga zatrzymałam się na jednym z okolicznych parkingów, który GPS wybrał za mnie i zrobił to idealnie. Nie wylądowałam, bowiem zaraz przy pałacu i w centrum miasteczka (gdzie parking oczywiście jest droższy), a po drugiej stronie jeziora, z którego roztaczał się piękny widok na dawną siedzibę Augusta II Sasa. Na miejscu przywitała mnie gromada gęsi, które śledziły turystów w poszukiwaniu kawałka chleba i ziaren. Czy można wyobrazić sobie piękniejszą scenerie?

Historia Schloss Moritzburg

Budowla powstała na sztucznie usypanej wyspie w latach 1542-1546 na życzenie Maurycego Wettyna i początkowo pełniła funkcje pałacu myśliwskiego. Pałac otoczony był bowiem bogatym w zwierzynę lasem Friendwald. To od jego założyciela wywodzi się nazwa pałacu, ponieważ po niemiecku nazywał się Moritz von Sachsen, choć początkowo mówiono na budowlę Dianenburg od bogini myślistwa Diany. Następnie pałac był stopniowo przebudowywany, np. w latach 1661-1671 wzniesiono kaplice, która jest interesującym przykładem wczesnego baroku.

Za panowania elektora Saksonii a zarazem króla polskiego Augusta II Mocnego pałac dostosowano do funkcji wypoczynkowych, a w związku z tym doszło do większej przebudowy w latach 1723 i 1733. W tym czasie pojawił się także ogród i założenie parkowe. Pałac miał królowi służyć przede wszystkim jako miejsce reprezentacyjne, gdzie urządzane były liczne bankiety. Chciał także, aby przeprowadzano tutaj inscenizacje bitew oraz marzył o sprowadzeniu dzikich zwierząt, jak lamparty. August II nie zrealizował jednak do końca swoich planów, które zaprzepaściła śmierć. Jego syn, o wiele mniej zaradny i ambitny August III dokończył przebudowę rezydencji, dobudował m. in. oddalony o ponad 2 km Pałacyk Bażanci oraz latarnię morską z małym portem.

Zwiedzanie Pałacu Moritzburg – informacje praktyczne

Pałac Moritzburg leży w miejscowości Moritzburg oddalonej ok. 15 km od Drezna. Jeśli jesteśmy w stolicy Saksonii to idealne miejsce na kilkugodzinny wypad. Można tu dojechać zarówno samochodem (droga A4 lub A13) lub autobusem z Drezna (ze stacji Dresden-Neustadt, nr autobusu 477 w kierunku na Radeburg).

Schloss Moritzburg można zwiedzać spacerując po okolicznych ogrodach i parkach oraz w środku. Spacer po błoniach jest bezpłatny. Zwiedzanie ekspozycji razem z sypialnią z piór i skarbcem to koszt 8 euro (bilet normalny), 6,50 euro (bilet ulgowy), 1 euro (dzieci 6-16 lat), dzieci do lat 5 wchodzą bezpłatnie. Jeśli pozostajemy w Saksonii na dłużej możemy zakupić specjalną kartę (schlösserlandKARTE), która zagwarantuje nam darmowe zwiedzanie zamków i pałaców w tym landzie. Wersja 10-dniowa kosztuje 24 euro, zaś roczna 48 euro. Więcej informacji na jej temat w języku polskim znajdziecie tutaj. Aktualnie zamek otwarty jest od godziny 10 do 18. Zwiedzanie wewnętrznej ekspozycji zajmuje około godziny, oczywiście możemy spędzić tu więcej czasu. Zaraz przy wejściu znajdziemy także sklepik z pamiątkami.

Zwiedzanie z zewnątrz

Pałac robi ogromne wrażenie zarówno z daleka, jak i z bliska. Jego piękna barokowa, żółta bryła od razu przyciąga uwagę. To idealne miejsce na relaks. Można spacerować dookoła pałacu, jak i po okolicznym parku oraz miasteczku, gdzie znajdziemy restauracje, kawiarenki i inne atrakcje. Można także urządzić sobie nieco dłuższą wędrówkę do Pałacu Bażanciego czy latarni morskiej.

Herb Rzeczypospolitej – Orzeł i Pogoń Litewska

Spacerując wokół pałacu możemy podziwiać piękne dekoracje budowli, które przedstawiają głównie anioły lub nawiązują do polowań. Nie raz uda się także dostrzec symbole i herby związane z Rzeczpospolitą, w której August Mocny został obwołany królem w 1697 r.

Nie tylko w parku napotkamy wszędobylskie gęsi! Mieszkają one także obok samego pałacu. Jeśli uważnie będzie obserwować jezioro być może dostrzeżemy także skaczące wielkie ryby (karpie?). Szczerze to nigdzie indziej nie widziałam takiego pokazu, jak tutaj 😀

Kiedy pomaszerujemy głównym mostem prowadzącym do pałacu w stronę miasteczka zaraz przy ulicy zobaczymy słup pocztowy, na którym wypisane są odległości do wybranych miast, np. Poznania. Na słupie możecie dostrzec herby Rzeczypospolitej i Saksonii zwieńczone koroną. W 1722 r. wprowadzono tzw. milę pocztową (w Saksonii 9062 m), na zdjęciu na słupie widzicie właśnie te informacje.

Słup pocztowy
Do pobliskiego Pałacu Bażanciego można dojechać dorożką

Zwiedzanie pałacu Moritzburg

Wystawa barokowa

  • Pokój z piór

Jest to jedna z głównych atrakcji pałacu Moritzburg, unikatowa w skali światowej! Nie wiadomo czym pierwotnie było łoże oraz towarzyszące mu dekoracje z piór. Jedni mówią, że to tron meksykańskiego króla, inni, że to element indyjskiego wyposażenia domowego. Twierdzi się także, że dekorację wykonywali Indiańscy niewolnicy z piór ptaków w terenów Ameryki Południowej. Wystrój pokoju został sprowadzony przez Augusta Mocnego – była to nagroda za jego udział w walce byków.

Pokój z piór
  • Kolekcja trofeów myśliwskich

W związku z tym, że Moritzburg przez wieki pełnił funkcje pałacu myśliwskiego w wielu dekoracjach, jak i ekspozycjach odnajdujemy akcenty nawiązujące do dworskiej sztuki polowania. Jak większość arystokratów i królów, także August II Mocny lubował się w tym sporcie.

Jedna z sal, w której można podziwiać ogromne zbiory poroża
I kolejna

Przechowywany tutaj okaz poroża jelenia szlachetnego uważany jest za największy na świecie (posiada 66 punktów)! Tutaj też można zobaczyć rogi wymarłego już jelenia olbrzymiego nazywanego także łosiem irlandzkim. To nie lada gratka dla osób lubujących się w myślistwie. Dodatkowo w jednej z sal, która jest także udostępniona do zwiedzania nazwanej Monströsensaal znajduje się kolekcja 39 patologicznie (w wyniku choroby) zniekształconych poroży. Pod każdym znajduje się tabliczka z oceną wieńców jeleni. Chodzi tutaj o liczbę rozgałęzień, których możemy doliczyć się na rogach jeleni. Jedno z poroży ma liczyć ponad 10 tysięcy lat i August Mocny miał je otrzymać w prezencie od Piotra Wielkiego.

  • pozostałe ekspozycje, skórzane tapety i kaplica

Kolejną atrakcją w pałacu są z pewnością tamtejsze kolekcje pozłacanych, skórzanych tapet. Jedynaście z sześćdziesięciu pokoi zachowało się ze swoimi zdobieniami ściennymi. Wszystkie sale, po kolei są odrestaurowywane i mogą cieszyć nasze oko.

Chyba nie jest tajemnicą, że August Mocny lubował się w porcelanie, w końcu to on założył pierwszą jej fabrykę w Niemczech w pobliskiej Miśni. Białe złoto prezentowane jest także w Moritzburgu, przeważnie przedstawia ono motywy myśliwskie oraz figury zwierzęce. Większość to oryginały z XVIII w., które zostały wykonane przez wybitnych modelarzy, m.in. Johann Joachim Kaendler i Johann Gottlieb Kirchner.

Kaplica pałacowa

Z balkonu można także przyjrzeć się kaplicy pałacowej, która zaprojektowana została przez saksońskiego architekta Wolfa Caspara von Klenge. Powstała w latach 1661-1671, kiedy rozbudowy pałacu podjął się Jerzy II Wettyn.

Zachowały się niektóre oryginalne meble pałacowe

Wystawa czasowa „Mity wokół Augusta”

W czasie zwiedzania pałacu mogłam zobaczyć także wystawę czasową (marzec-listopad 2020) „Mity wokół Augusta” z okazji 350 rocznicy narodzin Augusta II Mocnego. Opowiada ona nie o samym królu i elektorze saskim, ale przede wszystkim o legendach, które narosły wokół jego osoby. Określany był przecież mecenasem sztuki, wybitnym kochankiem o nadzwyczajnej sile, wspaniałym zarządcą (oczywiście dla Saksonii). Nie wszystkie te opisy są jednak prawdziwe, a wokół nich narosło wiele mitów.

August II Mocny władał Rzeczpospolitą dwukrotnie w latach 1697-1706 i 1709-1733. W 1697 r. zdecydował się przejść z protestantyzmu na katolicyzm, aby móc wziąć udział w walce o tron polski. Jego wybór został zaakceptowany przez szlachtę dopiero po przekupieniu jej przez Rosję, która popierała elekcje Sasa. Z powodu oporu senatorów był zmuszony włamać się do skarbca, gdzie przechowywano insygnia koronacyjne.

W historii Rzeczypospolitej August II Mocny zapisał się raczej jako władca, który przychylił się do upadku państwa polsko-litewskiego. Inaczej zapamiętano go jednak w jego rodowitej Saksonii, gdzie do dziś wspominany jest jako najznakomitszy władca! To nie mit i Sas rzeczywiście był elektorem, który dbał o swoje dziedziczne tereny i robił wszystko, aby rozwijały się jak najprężniej. Nie bez powodu jego syn August III wystawił mu złoty pomnik konny (Golden Reiter) nieopodal centrum Drezna.

Nie jedni zarzucają Augustowi Mocnemu, że kosztem Rzeczypospolitej rozwiał Saksonię i przewiózł do niej najcenniejsze zbiory z naszego kraju. Dziś w zbiorach muzeum w Dreźnie możemy oglądać zdobycze Sobieskiego na Turkach spod Wiednia, choć to nie jedyny przykład. Ciekawe skąd się tam wzięły 😄

Legenda Siły

Przydomek „Mocny” wyjaśnia się na dwa sposoby. Jedni twierdzą, że ma on związek z osiągnięciami seksualnymi władcy, inni, że dotyczy jego siły fizycznej. Nie jeden z nas zapewne słyszał, że Sas potrafił rozłupać orzech trzymając go w dłoni lub wygiąć podkowę!

Przedstawienia kochanek Augusta Mocnego

August II Mocny sam mówił o sobie: “Całe moje życie było jednym nieprzerwanym grzechem. Boże, zlituj się nade mną!” Sas zasłynął bowiem jako słynny kochanek. Uwodził chłopki, mieszczki, szlachcianki i arystokratki; przyjmuje się, że mógł spłodzić przeszło 300 dzieci!

Restauracja pałacowa i nocleg

W pałacu mieści się restauracja, w której możemy się posilić i odpocząć delektując się przy okazji widokiem na wieże. Cenowo nie różni się ona od pozostałych tego typu miejsc w Niemczech, a jest w niej nawet troszkę taniej niż w pozostałych częściach miasteczka. Poza kilkoma daniami głównymi, mamy do wyboru zupy, przystawki, pyszne ciasta i wiele napojów bezalkoholowych i alkoholowych, w tym drinki.

Nie wiele osób wie, że zaraz przy pałacu znajdują się małe domki, które można wynająć. W zależności od wielkości ich cena za dwa dni rozpoczyna się od 250 euro (każda kolejna noc 100 euro). W domkach do dyspozycji jest także kuchnia i niezbędne przybory. Nie jest to więc moim zdaniem wygórowana cena. Więcej informacji tutaj. W pałacu można urządzać także wesela, konferencje i inne uroczystości.

Pałac Moritzburg zdobył moje serce kiedy wyłonił się zza drzew parkowych. O ile może ekspozycja wewnętrzna nie powala, to zewnętrzny wygląd pałacu jest piękny i przyciąga wzrok. Dla mnie to idealne miejsce na relaks i wyciszenie się. Myślę, że jeszcze nie raz zawitam do dawnej rezydencji Augusta Mocnego w czasie moich podróży po Niemczech!

Jeśli podobał Ci się wpis zostaw lajka lub komentarz! Możesz także pomóc w rozwoju bloga niewielką wpłatą – symbolicznym kosztem kawy! Z góry dzięki!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Możesz też zostać moim Patronem! Więcej informacji znajdziesz w zakładce Patronite albo pod linkiem: https://patronite.pl/HisTravel/description

Budżetowe jednodniowe lub weekendowe wyjazdy zagranicę

Od 15 czerwca możemy podróżować z powrotem zagranicę, a przynajmniej po większości krajów Unii Europejskiej. Zbliżają się także wakacje i zakładam, że będziecie chcieli spędzić ten czas ze swoimi pociechami, bądź wyjechać gdzieś we dwójkę z bliską osobą. Nie zawsze chcemy, jednak odwiedzić polskie tereny, chcielibyśmy poznać coś nowego, zobaczyć miasto zagranicą, ale nie zaplanowaliśmy wcześniej naszego wyjazdu… Czasem chęć podjęcia podróży jest dość spontaniczna, a wtedy w trasę wyruszamy samochodem. Z myślą właśnie o takich osobach zaplanowałam ten post, ponieważ wiem, że nie zawsze udaje się wszystko ułożyć pod kalendarz w pracy, a kiedy okazuje się, że mamy dni wolne to samolot do upragnionego celu naszej podróży ma już zawrotną cenę!

Poniżej znajdziecie pomysły na spędzenie kilkudniowego pobytu w zagranicznych miastach leżących blisko polskiej granicy. Co należy podkreślić są to miejsca, które sama odwiedziłam, większość nawet kilkukrotnie. Mogę więc zagwarantować, że są to miejscowości warte zobaczenia. Myślę, że mieszkańcy wszystkich województw znajdą w poniższym zestawieniu coś dla siebie! Są to miejscowości, do których bardzo łatwo dostać się samochodem lub autobusem czy pociągiem. Bez problemu powinniście także znaleźć tam nocleg w przyzwoitej cenie, nawet na ostatni moment. Z drugiej strony wszystkie są na tyle atrakcyjne, że nie ma mowy o nudzie.

Dresden

Drezno jest jednym z najpiękniejszych miast Niemiec, a jeśli mieszkamy w województwie dolnośląskim, opolskim, lubskim itp. dojedziemy tam w zaledwie kilka godziny. Można się tutaj dostać na różne sposoby, samochodem, pociągiem (z Wrocławia kursuje już na stałe kilka razy dziennie), a koszt podróży nie jest już tak wysoki, jak kiedyś.

Największą popularnością w Dreźnie cieszy się stare miasto, poza pięknymi budynkami znajdujemy tam również liczne kawiarenki, restauracje i sklepiki. W przypadku zabytków do najważniejszych należy zaliczyć zamek drezdeński, który przez lata pełnił rolę siedziby książąt Saksonii, rokokowy Pałac Zwinger, Katedrę św. Trójcy, Albertinum (dawniej gmach zbrojowni, aktualnie znajduje się tutaj muzeum Państwowych Zbiorów Sztuki), Złotego Jeźdźca przedstawiającego księcia Fryderyka Augusta I (naszego króla Augusta II Mocnego) i budynek Opery (Semperoper). Koniecznie należy także zobaczyć olbrzymią mozaikę z kafelków miśnieńskiej porcelany, która została wykonana w XIX wieku. Przedstawia ona „Orszak książęcy” i została wykonana w celu upamiętnienia 800–letniej historii władców z dynastii Wettynów.

Centrum Drezna
Pałac Zwinger

Berlin

Do Berlina spokojnie zawitacie zarówno samochodem, pociągiem czy autobusem (flixbus). Po mieście łatwo komunikować się za pomocą metra, które zatrzymuje się przy wszystkich ważniejszych atrakcjach.

Stolica Niemiec przyciąga do siebie masę turystów. Bez wątpienia nie będziecie się tam nudzić! Polakom miejsce to kojarzy się chyba przede wszystkim z upadkiem muru berlińskiego i Bramą Brandenburską, niekwestionowanym symbolem miasta. Poniekąd słusznie, ale warto zobaczyć tam jeszcze przynajmniej kilka innych rzeczy! Ogromną popularnością cieszy się monumentalny Reichstag z nowoczesną architekturą wnętrza. Masa turystów, jak i mieszkańców uwielbia przesiadywać na trawniku przed budynkiem i urządzać małe pikniki. Stamtąd można też wykonać ciekawe zdjęcie.

Brama Brandenburska
Budynek Reichstagu w Berlinie

Koniecznie trzeba zobaczyć także tzw. Wyspę Muzeów usytuowaną nad rzeką Sprewą. Obowiązkowo zajrzyjcie do Muzeum Pergamońskiego, a na osobną wycieczkę warto pojechać zobaczyć Pałac Charlottenburg! Spokojnie spędzicie tu cały dzień 🙂

Poza tym… Jeśli lubicie zakupy to znajdziecie tu masę butików, lokalną Galerie Lafayette, a pod Berlinem mieści się ogromna wioska outletowa z najlepszymi markami 😉

Praga

Pragę każdy z nas powinien choć raz w życiu zobaczyć! To jedno z najlepiej zachowanych gotyckich zabudowań urbanistycznych w Europie, a mamy do niego tak blisko, zwłaszcza z województw południowych. Czy można Pragę zwiedzić w jeden dzień czy weekend? Może nie zobaczymy wszystkiego, ale najważniejsze atrakcje jak najbardziej. Kiedyś mój mąż zabrał mnie na jeden dzień do stolicy Czech z okazji Dnia Kobiet i byłam bardzo zadowolona. Spokojnie możecie przejść się od centrum, pięknego ratusza z charakterystycznym zegarem Orloj w kierunku Mostu św. Karola, a później podreptać w górę na Hradczany. Stamtąd zobaczycie piękną panoramę miasta. Jeśli starczy Wam sił to można zwiedzić zamek oraz kościół, a jeśli nie to usiąść w jednej z kawiarenek i delektować się ciastem. Polecam także słynne knedliki (aż się stęskniłam za tym smakiem!).

Centrum Pragi
Zegar Orloj
W drodze na Hradczany
Widok z Hradczan na centrum Pragi
Archikatedra Świętych Wita, Wacława i Wojciecha w Pradze

Olomouc

Pomyślałam, że warto w tym zestawieniu wspomnieć także o Ołomuńcu. W naszych planach wyjazdowych przeważnie bierzemy pod uwagę Pragę, co niestety jest troszkę krzywdzące dla „mniejszego brata” stolicy Czech. Miasto to słynie przede wszystkim z wielu zabytków, które przetrwały z powodu braku zawieruch wojennych po wojnie trzydziestoletniej. Ołomuniec to ciekawy punkt wypadowy przede wszystkim dla mieszkańców województw południowych, ponieważ można się tu udać z tych terenów nawet na jeden dzień czy kilka godzin.

Na szczególną uwagę zasługuje stare miasto, które jest najlepiej zachowanym zespołem miejskim w Czechach zaraz po Pradze. Warto pospacerować po rynku, na którym wznosi się piękna kolumna morowa i liczne fontanny, a także obejrzeć ratusz ze średniowiecznym zegarem astronomicznym. Osobną uwagę powinniśmy poświęcić Katedrze św. Wacława. W Ołomuńcu zresztą napotkamy wiele kościołów, które warto obejrzeć. Jeśli mamy trochę więcej czasu to warto pojechać do Svatý’ego Kopečka, jednej z dzielnic miasta i zobaczyć tamtejszą Bazylikę Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.

Kolumna morowa w Ołomuńcu
Katedra św. Stefana w Ołomuńcu

Jeśli chcecie przeczytać więcej o Ołomuńcu zapraszam do osobnego posta na moim blogu: Ołomuniec – czeska perełka w jeden dzień. Jakiś czas temu napisałam także o Svatým Kopečku: Svatý Kopeček – malownicza dzielnica Ołomuńca.

Bańska Bystrzyca i Bańska Szczawnica

Pewnie niektórzy z Was drapią się po głowie czytają te nazwy. Mogę jednak poręczyć, że jeśli postanowicie odwiedzić Słowacje to z pewnością będziecie zadowoleni. Może to nie Europa Zachodnia, ale stanowi z pewnością ciekawe miejsce na kilkudniowy wyjazd.

Bańska Bystrzyca
Główny deptak w Bańskiej Bystrzycy

Bańska Bystrzyca i Bańska Szczawnica to jedne z najpiękniejszych miasteczek Słowacji, gdzie z pewnością warto spędzić więcej niż jeden dzień. W każdym z nich znajdziecie piękne uliczki z kolorowymi kamienicami i kościółkami. Każda z tych miejscowości ma także swoje „zamczysko”, a Bańska Szczawnica nawet dwa (Stary i Nowy Zamek), które są pięknie usytuowane na wzgórzu. Słowacja zresztą chyba słynie ze swoich zamków 🙂

Nowy Zamek w Bańskiej Szczawnicy
Bańska Szczawnica
Centrum w Bańskiej Szczawnicy

Wielką atrakcją Bańskiej Szczawnicy jest także Ogród Botaniczny, gdzie można zobaczyć gatunki roślin i drzew niespotykanych w tym regionie, w tym ogromne sekwoje!!! Nie przepadam za takimi atrakcjami, bo szybko nudzi mnie oglądanie flory, ale tutaj bardzo mi się podobało 🙂

Lviv

Otwarcie granic z Ukrainą może nie nastąpić tak szybko, jak wewnątrz Unii Europejskiej, ale może tego posta będziecie przeglądać także w przyszłości więc myślę, że warto wspomnieć o naszym wschodnim sąsiedzie. Lwów zawsze warto mieć na uwadze planując swoje wyjazdy.

We Lwowie można spędzić tygodnie oglądając miejsca związane z polską historią. Jest to jednak także super miejsce na weekendowy city break! Lwów proponuje nam naprawdę ciekawą formę zwiedzania czasu. Tłumy turystów przyciąga tamtejsza starówka z masą kolorowych sklepików z pamiątkami, restauracyjkami i kawiarenkami. Tutejsze ceny są chyba najbardziej przystępne ze wszystkich przedstawionych przeze mnie miast. Super obiad w samym centrum możecie zjeść za kilkanaście złotych razem np. z piwem czy sokiem. Warto także zajść do Pijanej Wśni, gdzie uraczycie się przepysznym likierem, a przy okazji możecie spoglądać na piękny budynek ratusza, na którego wieżę można wejść żeby zobaczyć miasto.

Rynek we Lwowie
Słynna Baszta Prochowa we Lwowie

Spacerując uliczkami Lwowa na każdym kroku w zasadzie natkniecie się na jakieś zabytki. Warto zwrócić uwagę na kamienice znajdujące się w rynku; najsławniejsze to Czarna Kamienica, Kamienica Królewska czy Kamienica Lubomirskich. W tej ostatniej aktualnie znajduje się świetnia kawiarnia wraz ze sklepem, gdzie możecie zabrać ze sobą trochę tego smaku do domu. Punktem obowiązkowym zwiedzania jest Opera znajdująca się przy Wałach Hetmańskich, warto także zobaczyć Basztę Prochową z charakterystycznymi lwami, Pałac Potockich, Arsenał Królewski, dzielnice ormiańską z katedrą oraz liczne kościoły. Długo by jednak w tym miejscu wymieniać wszystkie zabytki Lwowa, które warto zobaczyć, można o tym rozprawiać godzinami. Lwów to idealne miejsce zarówno na spędzenie tygodnia, jak i weekendu – bardzo polecam.

Opera

Wilno i Troki

Litwa to doskonała propozycja dla mieszkańców północno-wschodnich województw Polski! Z Warszawy czy Białegostoku można się tutaj dostać autobusem, a z naszej stolicy także samolotem. Bez problemu dojedziecie tu także samochodem, a wiele hoteli proponuje w cenie także darmowy parking. Na naszą kieszeń na Litwie nie jest nadal strasznie drogo, więc wybierając się tu na kilka dni z pewnością nie stracicie majątku 🙂

Bazylika Archikatedralna św. Stanisława Biskupa i św. Władysława w Wilnie
Widok w kierunku ulicy Giedymina w Wilnie

W czasie pobytu w Wilnie z pewnością warto zwiedzić starówkę z monumentalną śnieżnobiałą Bazylikę Archikatedralną św. Stanisława Biskupa i św. Władysława z ogromną dzwonnicą i górującym nad nią starym zamkiem. Bardzo przyjemny jest także spacer już legendarną ulicą Pilies (Zamkową), a na zakupy można udać się na ulicę Giedymina, gdzie poza butikami, licznymi kawiarenkami i restauracjami napotkamy galerię Giedymino 09. Na obiad polecam któreś z tradycyjnych ziemniaczanych dań, najlepiej zacząć od słynnych cepelinów (zeppelinów), do których koniecznie trzeba spróbować tutejszego piwo (polecam Baltijos). Restauracja, którą uwielbiam znajduje się przy ulicy Pilies – Etno Dvaras (cepeliny kosztują ok. 4 euro, piwo 2 euro).

Jedna z uliczek w centrum Wilna
Cmentarz na Rossie w Wilnie

Po obiedzie możemy pospacerować uliczką w górę w kierunku Matki Boskiej Ostrobramskiej, stamtąd mamy już kilka kroków do murów miasta i kilku innych zabytków, w tym kościołów. Najważniejsze atrakcje Wilna znajdują się w większości w niedużej odległości od siebie co pozwala na przyjemne i bezproblemowe zwiedzanie. W centrum znajdziemy masę restauracyjek i kawiarenek, a także sklepików z różnego rodzaju pamiątkami, np. popularnymi bursztynami czy ubraniami z lnu.

Jeśli mamy trochę czasu i zostajemy w Wilnie na dłużej koniecznie trzeba podjechać (samochodem lub marszrutką, które zatrzymują się przed bazyliką) do Trok. Z pewnością zachwyci Was wykonany z czerwonej cegły zamek okrążony jeziorem – scenografia idealna do zdjęć. Dodatkową atrakcją jest wyjątkowe na skalę europejską jedzenie przygotowywane przez mniejszość etniczną – Karaimów. Koniecznie musicie spróbować kibinów (pierogi z ciasta drożdżowego z różnym nadzieniem). Można je kupić na każdym kroku w stojących na kółkach małych budkach. Aby spróbować czegoś bardziej sycącego warto usiąść w jednej z restauracyjek i delektować się widokiem na zamek. Jestem pewna, że Troki Was zauroczą 🙂

Zamek w Trokach
Zamek w Trokach został odbudowany po zniszczeniach w czasie II wojny światowej

Weekend zagranicą

W moich propozycjach pojawiły się także kraje, do których aktualnie nie możemy wjechać (np. Słowacja i Ukraina), ale myślę, że niedługo i te państwa będziemy mogli odwiedzić. Wynika to z tego, że napisałam tego posta z myślą także o osobach, które zapoznają się z nim za jakiś czas, za miesiąc czy rok. Wydaje mi się, że powyższe zestawienie będzie przydatne w czasie planowania przez Was bliskich wyjazdów zagranicznych i to nie tylko w aktualnej „koronawirusowej” sytuacji. Nie jest możne ona najprostsza, ale starajmy się cieszyć możliwością podróżowania, a przede wszystkim pamietajmy o bezpieczeństwie naszym i otaczających nas ludzi!

Macie już jakieś plany na najbliższe wyjazdy zagranicę? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Nancy – okolice Place Stanislas. Co zwiedzić w Nancy?

Zakładając bloga rozpoczęłam od opisania francuskiego Nancy. Nie chciałam zaczynać od jakichś oklepanych tytułów, a z drugiej strony planowałam opisać coś interesującego dla Polaków. Z tego powodu wybór padł na to urocze miasto, w którego historii mocno zapisał się król polski Stanisław Leszczyński. W innym poście opisałam jego związki z Lotaryngią i Nancy oraz ścisłe centrum miasta, w kolejnym piękny park znajdujący się zaraz przy Place Stanislas.

Nancy odwiedziłam w 2017 r., więc wszystkie wpisy dotyczące tego miasteczka, które z niewiadomych powodów mocno zapadło mi w serce, są raczej wspomnieniem, a może w obecnej sytuacji (pandemii koronawirusa dla osób – info na osób, które przeczytają to za jakiś czas) bardziej pragnieniem powrotu do podróży!

Place de la Carrière i Palais du Gouvernement

Przechadzając sie uliczkami w centrum Nancy na każdym kroku napotkamy jakiś uroczy budynek czy przyciagającą wzrok katedrę. Jednym z takich miejsc jest majestatyczny Place de la Carrièe, który stanowi jakby przedłużenie Place Stanislas. To średniowieczny plac, położony na starym mieście, który pierwotnie służył do treningu koni oraz wyprawiania zawodów – od tego też pochodzi jego nazwa. Od północny plac zamyka Palais du Gouvernement, tworzący półkole, który powstał w XVIII stuleciu dla intendenta lub przedstawiciela rządu francuskiego. Na południu znajduje się Arc Héré, o którym pisałam w innym poście. Także tutaj widoczna jest działalność Stanisława Leszczyńskiego. Jego architekt, Emmanuel Héré, przebudował fasady placu i dobudował okoliczne kamieniczki.

Palais du Gouvernement

Plac jest dość charakterystyczny, wchodząc na niego nie sposób go nie poznać. Przez jego centrum przebiegają cztery rzędy drzew ozdobionych fontannami i posążkami oraz przepiękną, ociekającą złotą bramą.

Place d’Alliance

Jak zauważyliście w centrum znajduje się kilka placów, jednak Place Stanislas i Place de la Carrière są zdecydowanie największe i najbardziej reprezentacyjne. Inny, mniejszy to Place d’Alliance, który pierwotnie nazywany był Placem św. Stanisława i jego twórcą podobnie, jak pozostałych najważniejszych miejsc w mieście był Héré. Uważa się, że miał zostać wybudowany na miejscu dawnego ogrodu kuchennego księcia. W jego centrum znajduje się fontanna autorstwa Cyfflé, która pierwotnie miała stanąć na Place de la Carrière. Od 1756 r. nazwa placu symbolizuje sojusz (alliance) pomiędzy Cesarstwem Habsburskim a Francją.

Basilique Saint Epvre de Nancy

Spacerując dalej od Place de la Carrière łatwo zauważymy górującą nad nim świątynię – to Basilique Saint Epvre de Nancy. Jak widzicie wszystkie najciekawsze i najpiękniejsze miejsca Nancy znajdują się blisko siebie, co pozwala na zaoszczędzenie czasu, a z drugiej strony sprawia piękne wrażenie. Nie napotkamy w centrum budowli, które są zaniedbane czy nie wkomponowują się w estetykę miasta.

Wspomniana bazylika powstała w XIX w. i charakteryzuje się kunsztonwnością wykonania – szczegóły czy zdobienia są imponujące! Niektóre fragmenty wewnętrznych, drewnianych dekoracji zostały sprawdzone specjalnie z Bawarii. Warto także wspomnieć, że kościół był finansowany przez wybitne jednostki, jak Napoleon III, cesarz Franciszek Józef czy papież Pius IX. Budowla jest tak piękna, że większość turystów uznaje ją na pierwszy rzut oka za tutejszą katedrę.

Plac Saint-Epvre przed bazyliką

Grand Rue

Kolejne zabytki Nancy oraz liczne kawiarenki i restauracje znajdują się przy „Wielkiej Ulicy”, czyli Grand Rue. Zapuszczając się tutaj na lunch czy obiad warto jednak pamiętać o zamknięciu tego typu lokali przeważnie od 12 do przynajmniej 17 (często otwierają się nawet o 19!).

Palais Ducal – Palais des ducs de Lorraine – Musée Lorrain

Pałac książąt lotaryńskich powstał w XVI stuleciu. W dwa stulecia później pałac został opuszczony przez Leopolda, który przeniósł się do Luneville. W 1848 r. utworzono tutaj Muzeum Lotaryngii (Musée Lorrain). Poświęcone jest ono głównie historii, sztuce i tradycji w Nancy. Podobnie, jak Place Stanislas muzeum znajduje się na liście monument historique. Miano te otrzymują najważniejsze zabytki dziedzictwa we Francji.

Szczególną uwagę warto zwrócić na zdobioną bramę, która inspirowana była tą znajdującą się na zamku królewskim w Blois.

Pomnik konny księcia Antoniego Lotaryńskiego

Église des Cordeliers

Nieopodal znajduje się Église des Cordeliers, która stanowi jakby część Musée Lorrain. Kościół nazwany został od zakonu franciszkanów, którego członkowie nosili sznur zawiązany wokół talii (franc. corde). Powstał w XVI w. z rozkazu księcia René II wydanym po bitwie pod Nancy w 1477 r. Nazywana jest także lotaryńskim Saint-Denis, ponieważ pochowani zostali tam najznamienitsi tutejsi książęta. Mimo tego, że świątynia mocno ucierpiała przez stulecia, to nadal stanowi ważny punkt na mapie turystycznej Nancy, ponieważ inspirowana była florencką kaplicą Medyceuszy.

Porte de la Craffe

Porte de la Craffe to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc w Nancy – uwielbiam dawne fortyfikacje i obwarowania. Te górujące nad miastem wieże od razu budzą respekt. W Polsce rzadko spotyka się miejsca związane z militariami w tak dobrym stanie jak Porte de la Craffe w Nancy. Różne zapewne są tego przyczyny, nasze zabytki mocno ucierpiały w czasie XVII i XVIII-wiecznych najazdów, a z drugiej strony Francja o wiele bardziej inwestuje w ochronę zabytków. A szkoda, bo przecież i u nas można zobaczyć pięknie zachowane obwarowania miejskie.

Wracając jednak do Porte de la Craffe to trzeba przynajmniej krótko wspomnieć, że to najstarsza zachowana fortyfikacja w Nancy – powstała na przełomie XIV i XV wieku. Później do XIX stulecia pełniła rolę więzienia.

Od dawna stanowi najważniejszy symbol starego miasta, który przyciąga uwagę każdego przechodnia ogromnymi, masywnymi wieżami. Spróbujcie znaleźć mnie na poniższym zdjęciu – wtedy zobaczycie ich ogrom!

Porte de la Citadelle

Znajduje się zaraz za Porte de la Craffe. Brama wprowadzająca pierwotnie do cytadeli powstała w XVII wieku na rozkaz księcia Karola III, a jej zadaniem miało być wzmocnienie obrony miasta. Dawniej otoczona była fosami i czterema bastionami.

Katedra Notre-Dame-de-l’Annonciation

Jednym z piękniejszych zabytków sakralnych w Nancy jest Katedra Notre-Dame-de-l’Annonciation, choć moim zdaniem nijak ma się do Saint Epvre de Nancy.

Omawiana Notre Dame (uważajcie, bo jest ich w mieście kilka!) powstała na początku XVIII w. Aktualnie jest siedzibą tutejszego biskupa, a od 1906 r. znajduje się na liście pomników historycznych Francji. Widzicie więc, że wiele zabytków Nancy znajduje się na ważnych listach dziedzictwa historycznego tego państwa. Zwiedzając warto zajrzeć do środka i zwrócić uwagę na imponujące malowidła na kopule.

Spacer uliczkami miasta

Poza zwiedzeniem najważniejszych miejsc turystycznych Nancy warto pospacerować uliczkami miasta.

Art Dans Nancy

Z pewnością kiedy będziecie przechadzać się po centrum Nancy, nie raz natkniecie się na liczne grafitti, które można uznać za „małe dzieła sztuki”. To ADN (Art Dans Nancy), czyli miejska trasa sztuki ulicznej. Zachęca ona turystów do odkrywania ulic i placów Nancy, a jednocześnie poznania lokalnej sztuki i historii. Trasa obejmuje ponad 30 obrazów, które rozmieszczone są w najróżniejszych miejscach od starego miasta po Place des Vosges, od Place Simone Veil po Porte Sainte-Catherine.

Pomysłodawcą projektu i zarówno wykonawcą był Jef Aérosol, który przy użyciu techniki szablonowej stworzył pierwszy tego typu mural w 2016, który umieścił na fasadzie ogrodów Godron.

Kule z lustrem

Kiedy pobędziecie jakieś kilka godzin w Nancy to zauważycie, że miasto tętni artystycznym życiem. Poza wspomnianym wyżej szlakiem grafitti na każdym kroku napotkamy różne przedstawienia art moderne, np. w Parc de la Pépinière.

Inną uroczą atrakcją jest 8 lustrzanych półkul Pierra Bismuth, które zostały umieszczone w okolicy najważniejszych XVIII-wiecznych budynków w mieście. Dzięki nim można wykonać sobie super fotkę, a z drugiej strony skłaniają one do refleksji na temat otaczającego dziedzictwa architektonicznego. Znajdziecie je na ziemi zaraz obok: Place Stanislas, Place d’Alliance, Hémycles Charles de Gaulle, Mémorial Désilles, Porte Stanislas, Porte Sainte-Catherine, Arc Héré i przy katedrze.

Piękne wspomnienie

Nancy jest mało znanym miejscem wśród Polaków, mam jednak nadzieje, że moje posty i wpisy wpłyną na wzrost zainteresowania tym miastem.

Czasem zastanawiam się jakby wyglądało nasze XVIII-wieczne państwo, gdyby to jednak Stanisław Leszczyński został królem na dłużej? Czy choć w części przypominałoby uliczki Nancy?

Pisząc tego posta zastanawiałam się nad tym, co w Nancy urzekło mnie najbardziej, że po 3 latach od podróży postanowiłam wrócić do tej miejscowości i opisać ją Wam aż w 3 postach! Czy to zwierzęta z Parc de la Pépinierè, które skradły moje serce, czy ściekające po dekoracjach Place Stanislas złoto, w którym odbijające się słońce mogło oślepić każdego przechodnia? A może imponujący Arc de Triumph i wspomnienie króla Stanisława Leszczyńskiego, do którego nawiązuje się na każdym kroku?

Jeśli spodobała Ci się moja opowieść o Nancy zapraszam do pozostałych postów na moim blogu o tym „polskim” mieście we Francji:

Jeśli podobał ci się wpis zostaw like lub komentarz! To dla mnie wielka nagroda za moją prace!

W odwiedzinach u biskupa Würzburga – Veitshöchheim

Przez ostatnie lata kilkukrotnie udało mi się odwiedzić słynący z win Würzburg i jego okolice. Bywałam tam na dwutygodniowych stypendiach, na sylwestra czy konferencji. Mówi się, że jeśli ktoś choć raz zawitał do Würzburga z pewnością do niego wróci. Tak było też ze mną i mam nadzieję, że będę mogła odwiedzić Frankonię jeszcze nie raz. Poza samym Würzburgiem warto jednak zapuścić się głębiej w tę porośniętą winoroślami krainę i smakować jej kultury i historii.

O Frankonii, tutejszych rieslingach i Würzburgu z pewnością słyszeliście. Jednak miejsce, o którym chciałabym Wam dziś opowiedzieć z trudem odnaleźć na polskich stronach internetowych, a nawet blogach podróżniczych! Samą mnie to zdziwiło, bo myślałam, że Veitschöchheim znajduje się gdzieś w świadomości Polaków. Oczywiście można napotkać o nim jakieś mniejsze notki, jednak bardziej szczegółowych informacji nie odnajdziemy. A myślę, że to niewielkie, urocze miasteczko i tamtejszy pałac jest wart naszej uwagi.

Miasteczko

Sami Niemcy śmieją się, że nie potrafią wypowiedzieć nazwy Veitshöchheim. A skąd ona pochodzi i co oznacza? Początkowo miejscowość nazywała się Hocheim, co oznaczało w tłumaczeniu wysoki dom. Później dodano jako przyrostek imię patrona kościoła św. Wita. Miało to pomóc w odróżnieniu miejscowości od innej o podobnej nazwie. W tym czasie była to więc miejscowość Hocheim ad sanctum Vitum, zaś później Sant Veits Hocheim. Jak widać przez wieki miasto zmieniało swoją nazwę, aż w ostateczności w połowie XVI stulecia otrzymała ostateczną formę. Oznacza, więc po prostu „wysoki dom świętego Wita”.

Przechodząc jednak do konkretów! Dojedziecie tutaj samochodem lub transportem publicznym z Würzburga (autobus linii 11 i 19 lub pociąg, trzeba wysiąść na stacji Veitshöchheim), od którego Veitschöchheim znajduje się zaledwie kilka kilometrów. Jest to naprawdę maleńka mieścinka, która ma jednak „to coś”, co zawdzięcza zapewne w części usytuowaniu nad Menem i dawnemu pałacowi biskupów Würzburga.

Pierwsza wzmianka o miejscowości pojawiła się już w 779 r.! Mimo swoich niewielkich rozmiarów Veitschöchheim zajęło ważne miejsce w historii Niemiec. W 1246 r. odbyły się tutaj bowiem wybory, w których antykrólem nimieckim został obrany landgraf Turyngii Henryk Raspe. Prawa miejskie Veitschöchheim otrzymało w 1563 roku, wtedy ustanowiono dla niego także specjalny herb (Orstwappen) na wniosek arcybiskupa Friedricha von Wirsberga.

Ratusz

Jeśli zdecydujecie się odwiedzić Veitschöchheim, to zachęcam do swobodnego spaceru po miasteczku, poza pałacem (o którym niżej) można zobaczyć tu kilka interesujących zabytków. Pierwszym z nich jest z pewnością ratusz, przy którym znajduje się przyjemny skwerek i kawiarenka, gdzie można usiąść przy czymś słodkim czy pysznym bawarskim piwie i winie. Siedziba władz miasta powstała w 1748 r. według projektu Balthasara Neumanna.

Innym miejscem, które warto odwiedzić jest kościół św. Wita (tak to ten, od którego przydano przyrostek nazwie miejscowości). Znajduje się zaraz obok ratusza. W Veitshöchheim z pewnością się nie zgubicie, jest zbyt małe, ale w sam raz na jednodniowy wypad. Wracając do kościoła to powstał on na początku XIII w. na miejscu wcześniejszej świątyni o tej samej nazwie, z której zachowano wieżę. Pięć stuleci później zmieniono nawę kościoła i stworzono reprezentacyjną, barokową fasadę. Pod koniec XVII w. biskup Würzburga Johann Gottfried von Guttenberg (jego herb znajduje się nad wejściem do świątyni) przebudował kościół na nową modłę.

Warto także pospacerować deptakiem przy brzegu Menu. Sama nie spodziewałam się, że to miejsce przyciąga aż tak wielu Niemców, ale jak widzicie na zdjęciach było ich całkiem sporo. Nie jest to może 5-gwiazdkowy kurort wypoczynkowy, ale jeden dzień spokojnie można w Veitschöchheim bardzo przyjemnie spędzić, a przed wszystkim wypocząć. Przy deptaku znajdziecie pełno restauracyjek z lokalnymi potrawami (mięsne raczej bliżej ratusza), a przede wszystkim rybami (przy rzece) – trzeba szybko się decydować, bo wolne miejsca szybko znikają. Niekiedy, trzeba zarezerwować je sobie z wyprzedzeniem.

Meefischli
źrodło: https://de.wikipedia.org/wiki/Meefischli

Jednym z bardzo lokalnych przysmaków (Würzburg i okolice) są Meefischli. To małe smażone, czasem w panierce, ryby wyłowione z Menu, które uważane są za jedną z głównych frankońskich potraw. Tradycyjnie rybka nie powinna być większa niż mały palec posągu św. Kiliana, który znajduje się na Alte Mainbrücke w Würzburgu. Ryby (przeważnie ukleja, płoć lub wzdręga) powinny być świeżo złowione i zjadane w całości bez sztućców i żadnych przystawek, choć oczywiście można sobie coś domówić, np. tradycyjną sałatkę ziemniaczaną – pychota! W związku ze wzrostem liczby czapli, kormoranów i drapieżnych ryb, do czego doprowadziła poprawa jakości wody w rzece na obszarze Würzburga i okolic potrawa ta ciągle drożeje. Jej nazwa ma ciekawe pochodzenie, bo nawiązuje do nazwy Main (Men), którą w dialekcie wymawia się Mee.

Zachęcam także do pospacerowania między urokliwymi uliczkami, gdzie możemy natrafić na kilka małych sklepików z pamiątkami, kawiarenki z super lodami, restauracje z pysznymi daniami, a także synagogę żydowską i muzeum poświęcone tej narodowości. Same kamieniczki są niezwykle malownicze i kolorowe – warto porobić sobie kilka pięknych zdjęć!

Pałac Veitshöchheim i rokokowe ogrody

W XVIII w. w Veitshöchheim biskup Würzburga postanowił wznieść swój pałacyk letni, nazywany Schloss Veitshöchheim. Bez wątpienia jest on największą atrakcją miasta, a zarazem jedną z niemieckich perełek architektonicznych, choć jak na mój gust dość skromną. W latach 1680-1682 wybudowano tu budynek, który służył jako schronienie w czasie polowań. Prawdopodobnie znajdowały się tutaj wybiegi dla jeleni i bażantów. Pałac był stopniowo rozbudowywany; na początku XVIII w. pojawił się rokokowy ogród do dziś uznawany za jeden z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych w tym stylu w całych Niemczech. W latach 1749-1753 budowle przebudowano według projektu Balthasara Neumanna i uzyskała ona obecny kształt.

Wchodząc po schodach do pałacu warto zwrócić uwagę na rzeźby, tzw. putta (to te aniołki), które w połowie XVIII w. wykonał Johann Peter Wagner. Dokoła budynku i w ogrodach możemy podziwiać ponad 200 posągów jego autorstwa, a także innych sławnych artystów, jak Johann Wolfgang van der Auvera i Ferdynand Titez.

Zdjęcie pochodzi z: https://www.schloesser.bayern.de/deutsch/schloss/objekte/veitsho.htm

Pałac można oczywiście zwiedzać, bilet normalny kosztuje 5 euro, dla dzieci zaś 4 euro. W środku zachowały się barokowa podłoga, a także część zdobień. Zwiedzać można kilka sal w tym jadalnie, salon, gabinet, sypialnię czy salę do bilardu i kaplice. Na ścianach znajdują się jedwabne tapety, które zostały zrekonstruowane w Lion według starych wzorów.

Od pałacu odbiegają alejki parkowe, po których łącznie z ogrodami można krążyć cały dzień 🙂

Największym atutem pałacu są jego rokokowe ogrody, oczywiście wzorowane na wersalskich. Powstały na życzenie biskupa Johanna Philippa von Greiffenclau, który przeznaczył na ten cel dawny wybieg bażantów. Także kolejni biskupi Würzburga inwestowali w rozwój ogrodów, a ostatniego przeprojektowania dokonał Adam Friedrich von Seinsheim w 1764 r. Od tamtego momentu nie zmieniły swojego planu.

Spacerując po ogrodach napotkacie masę fontann, które z roślinnością stanowią idealną scenerię do odpoczynku, ale także fotografii. Ja uwielbiam takie widoki i z wielką pasją upamiętniam je na zdjęciach. Spotykamy tutaj różne zaułki, altanki do przesiadywania, tunele zaprojektowane z krzewów, pawilony czy sztuczne ruiny. Centrum ogrodu stanowi spory zbiornik z wodą, w którego środku stoi największa fontanna – Muzy przy Parnassusie. Szczególną uwagę przykuwa Pegaz górujący nad dziewięcioma muzami. Można odnieść wrażenie, że lada chwila i wzniesie się w powietrze!

Mogło się jednak okazać, że ogród nie dotrwałby do naszych czasów i nie moglibyśmy spacerować jego zielonymi alejkami w pełni słońca. W XIX w. kiedy zaprojektowano Ludwigs-West-Bahn, linię kolejową biegnącą od Bamberga do Würzburga, centrum parku wskazano jako optymalną trasę, po której miałby być wytyczony tor. Zaprotestował jednak przeciwko temu król Ludwik I.

Bardzo lubię to zdjęcie!

Ciekawym urozmaiceniem, szczególnie dla dzieci, są zwierzęta pałętające się po parku – różnego rodzaju ptactwo czy ryby w stawie głównym.

Interesujący jest także zabytkowy ogród kuchenny pałacu Veitshöchheim, który został odrestaurowany w 1990 r. Można w nim oglądać zapomniane owoce, warzywa, przyprawy i zioła, które stanowią poniekąd „zielone archiwum”. Oprócz karczochów, bakłażanów i melonów, można tu zobaczyć maki, portulakę i hyzop. Ogrodnik dworski Johann Prokop Mayer (1737–1804), podobnie jak w ogrodzie dworskim rezydencji w Würzburgu, wprowadził ukształtowane drzewa owocowe z koronami w formie kotła, które pozwalają na lepsze zaopatrzenie w składniki odżywcze i bardziej intensywnie wystawienie na słońce.

Chwila oddechu…

Veitshöchheim to idealne miejsce na wolne popołudnie i zapomnienie o problemach dnia codziennego. Jeśli będziecie kiedyś na dłużej w Würzburgu i jakimś sposobem znudzi Wam się picie wina na Alte Mainbrücke i spoglądanie na Festung Marienberg, koniecznie łapcie autobus do pobliskiego pałacyku letniego biskupów – nie zawiedziecie się!

Jeśli lubisz podróżować po Niemczech zapraszam do lektury innych moich postów: